Dziecko uczy się chodzić – 4 największe błędy rodziców

Wielu rodziców z wielkim napięciem czeka na chwilę, kiedy ich dziecko zacznie chodzić. Dopingują malucha, stymulują, z zaangażowaniem śledzą jego każdy ruch. Nie ma w tym nic dziwnego i złego. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy ambicja rodzicielska przesłania indywidualne tempo rozwoju, kiedy mama i tata nie mogą doczekać się pierwszego kroku i starają się za wszelką siłę pomóc.

Niestety zazwyczaj robią to w niewłaściwy sposób…

Chodzik

319486_7177Choć większość z nas korzystała w dzieciństwie z chodzika, to dzisiaj nie zaleca się jego zakupu. Dlaczego?

Najpierw o tym, dlaczego tak wiele osób decyduje się na chodzik. Ma on wiele zalet. Uwalnia ręce rodziców, pozwala maluchowi osiągnąć pozycję, do jakiej dąży (na skróty, ale jednak). Rodzic może czuć się zwolniony z obowiązku pilnowania malca na każdym kroku, w celu asekuracji przed upadkiem.  Dziecko w chodziku może dotrzeć w każde miejsce, a gdy się znudzi, usiąść po prostu na wszytych „majteczkach” i pobawić się umieszczonymi na ramie chodzika zabawkami.

Wszystko pięknie, ale…większość lekarzy odradza używania chodzika. Zwłaszcza jeśli dziecko miałoby spędzać w nim sporo czasu. Podkreślają, że to proste urządzenie bardziej przeszkadza niż pomaga. Przede wszystkim przyspiesza nienaturalną  naukę chodzenia maluszka jeszcze na to niegotowego. Wymusza na dziecku postawę, do której nie dojrzało, co może skutkować skrzywieniem kręgosłupa. Poza tym dochodzi do niebezpiecznego obciążania nóżek i miednicy.

Dziecko w chodziku inaczej ocenia odległości, nie widzi swoich stóp, nie może kontrolować w pełni swojego ciała. Zazwyczaj zdobywa złudne przekonanie, że umie chodzić. Tymczasem wyciągnięte z chodzika doświadcza wielu bolesnych upadków.

Poza tym wyniki badań opublikowane w „British Medical Journal” udowadniają, że dzieci w chodzikach zaczynają poruszać się na dwóch nogach statystycznie o 4 tygodnie później niż maluchy uczące się chodzić bez tego typu „udogodnień”.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Koniczynka Koniczynka

    Zgadzam się: rodzice prowadzący dzieci zazwyczaj są nadgorliwi i tyle…co to znaczy, że dziecko chce? dziecko chce tego, co mu rodzic pokaże.

    • Sylwia Sylwia

      Prawda. Moja córka też już CHCE chodzić, ale ma dopiero cztery miesiące, jeszcze nawet nie siedzi samodzielnie, a co dopiero mówić o chodzeniu. Trzymana pod pachy, bardzo sprawnie przebiera nogami np. po kanapie, często nawet próbuje się na tych nogach utrzymać, ale czy to znaczy, że jest już gotowa na chodzenie? Mam co do tego poważne wątpliwości ;) Tak że fakt, że dziecko czegoś „chce”, nie musi znaczyć, że jest na to gotowe. Nie ma sensu niczego przyspieszać, bądźmy rozsądni.

      • ja ja

        Droga Pani, Pani dziecko nie jest tak wybitne, ze w wieku 4 miesiecy chce chodzic. Przebieranie nogami to zwykly odruch wystepujacy u wszystkicha maluchow. Proszę nie pisać bzdur, ze dziecko, ktore nie umie siedzieć chce chodzić!!

  2. xxx xxx

    A mi się wydaje, że chodzik jest dzisiaj niepotrzebnie demonizowany. całkiem bez sensu zresztą: jak ktoś nie przesadza to naprawdę to świetne rozwiązanie

    • agnieszka agnieszka

      Oczywiście ze chodzik to świetna sprawa ja też mam i Mój barbecue spędza w nim może ze 2 godziny dziennie ja też taki miałam i moja siostra i wszystko było w porzadku

  3. Monika Monika

    My mamy chodzik i mała korzystała z niego bardzo chętnie przez 1-2h dziennie, więcej jej po prostu nie pozwalaliśmy, mimo chodzika w wieku 9 miesięcy postawiła pierwsze kroki bez pomocy – szła trzymając się kanapy i doszła do wniosku, że skróci sobie drogę do mnie – bez trudu przeszła 1m. Teraz czekamy aż sama wydłuży dystans, podtrzymujemy ją i chodzi za rączki odkąd sama zaczęła chodzić przy meblach.
    Myślę, że wszystko trzeba robić z głową. Młoda sama daje sygnał że jest już na coś gotowa – chodzik teraz służy jej jako pchacz – nie chce w nim siedzieć, ale chętnie pcha go przed sobą i tak porusza się po mieszkaniu, ćwiczy też samodzielne chodzenie – to nie wychodzi jej za dobrze, ale potrafi ładnie upadać na pupę, więc jest bezpieczna.

  4. Kamila Kamila

    Rozumiem kobiety, które chwalą chodziki, bo to faktycznie na pozór wydaje się być dobrym rozwiązaniem dla dziecka. Jednak do mnie bardzo, ale to bardzo przemawiają argumenty przeciwko chodzikom. Skrzywienie kręgosłupa, niebezpieczne obciążenie dla nóżek i miednicy. Tego może nie widać gołym okiem. Może też nie od razu, ale to jednak się dzieje, czy tego chcecie czy nie.

  5. Agnieszka Agnieszka

    Skoro kask jest zły to po co skarpetki z absami?Niech chodzi w zwykłych, nie nauczy się że można się poślizgnąć..Gdzieś jest granica między dobrem dziecka a przesadną troską.Czy do jazdy rowerem też autorka artykułu nie proponuje dziecku kasku?Bo inaczej przecież nie nauczy się że upadki są bolesne. Głowę dziecka trzeba chronić od urodzenia, totalną bzdurą jest pisanie że dziecko nie pozna co to ból i będzie walić nią w kant stolika.My kask kupiliśmy, niestety synek go nie lubi, na szczęście jest sam z siebie bardzo ostrożny.Ale rodzicom mającym rozbiegane dzieci które często miewają urazy kask polecam.

    • Dorota Dorota

      Czym się różni kask od skarpetek?
      Wszystko zależy po jakim podłożu biega dziecko, bo jeśli głównie po dywanach to antypoślizgi nie są potrzebne (w moim skromnym mniemaniu)…Wielu rodziców wybiera niemodne kapcie ;) Jednak jeśli są kafelki, panele, to jak najbardziej to się sprawdza.
      Idąc Pani rozumowaniem, to jeśli kask, to dlaczego nie ochraniacze na kolana, łokcie i wiele innych? Różnica jest taka, że dziecko naturalnie uczące się chodzić, uczy się, jak się asekurować…I kask zwyczajnie więcej przeszkadza niż pomaga. Dziecko, które chodzi, uczy się rozpoznawać odległości, nabywa sprawności, dlatego naprawdę niezwykle rzadko uderza w coś głową, a nawet jeśli to jedynie „dotyka” przeszkody (zwłaszcza jeśli mówimy o raczkującym dziecku).
      A skarpetki to substytut butów….Większość z nas chodzi w butach, ale już w kaskach niekoniecznie ;)

  6. Kaśka Kaśka

    Nawet bym nie pomyślała o kasku. Ludzie to mają pomysły :) Wychodzę z założenia, że na wszystko przyjdzie czas. Każdy maluch prędzej, czy później nauczy się chodzić. Najgorsze jest to, że rodzice myślą sobie – syn/córka sąsiadki już chodzi – kiedy moje zacznie? Może jest coś z nim/ z nią coś nie tak? Może powinnam coś zrobić? Kupić chodzik?

    Sami siebie nakręcamy patrząc na innych. Tymczasem, powinniśmy patrzeć na własne dziecko i jego tempo rozwoju. Kiedy zacznie chodzić? To sprawa indywidualna.

  7. Młoda mama Młoda mama

    Moja córeczka ma 13 miesiący i jeszcze nie chodzi, w dodatku strasznie się już buntuje przez nadmierną pomoc w nauce.. podkurcza nóżki kiedy chcemy ją postawić na nich, sama stoi na razie tylko przy meblach i przy nich jedynie porusza się samodzielnie stawiając kroczki. Stwierdziłam, że chyba musimy zluzować z tą nauką :p ewidentnie widać, że to sprawia jej wielką niechęć do chodzenia. Wcześniej kiedy dawalismy jej wolne pole do popisu, do wszystkiego sama doszła. Myślę, że należy dać dziecku czas. Nic na silesiłę pozdrawiam :)

  8. margol margol

    A ja myślę, że każdy przypadek może być inny. Mój synek był przez prawie godzinę obserwowany przez fizjoterapeutę. Powiedział nam, że skoro dziecko tak bardzo chce wstawać i chodzić i opanował wszystkie wcześniejsze „obowiązkowe” etapy dużej motoryki i robi wszystko pewnie – to nie można go hamować. Jeżeli dziecko samo chwyta rodzica za ręce i ciągnie do przodu to po prostu trzeba mu na to pozwolić i przejść się z nim. Tylko należy pamiętać, żeby nie przybierał nienaturalnej pozycji, czyli należy trzymać rączki dziecka na wysokości jego barków.

  9. Magda Magda

    Dobrze sie mowi, moj maly ma 9 m-cy i co chwile staje po czym z hukiem uderza tylem glowy o podloge i tak po kilka razy dziennie. nie da sie ciagle nam nim stac i go upilnowac, kasku nie kupilam bo wydaje mi sie niewygodny ale zamowilam taki ochraniacz na ramionka, ktory z tylu ma koleczko i chroni tyl glowy. Zobaczymy czy sie sprawdzi. Mam dwoch starszych synow u ktorych takich problemow nie bylo, ale teraz nie jestem w stanie uchronic malucha przed upadkami, uderza tak mocno, ze placze a potem ze zmeczenia usypia.

Zobacz również