Dziecko w kościele – dla kogo to problem?

Rodzice małych dzieci często z niepokojem odbierają konieczność wyjścia z maluchem do kościoła. Problemem wydaje się wyprawa z niemowlakiem, jak również z roczniakiem, czy dwulatkiem. Im starsze dziecko, tym teoretycznie łatwiej. Przygotowanie do uczestnictwa w życiu religijnym wraz z upływem lat może być prostsze. Mimo to pojawia się niepokój: czy będziemy w stanie zapanować nad energicznym maluchem, czy nie spotkamy się z niemiłym komentarzem innych osób będących w kościele…

Wyjście z niemowlakiem do kościoła

Teoretycznie sprawy nie ma, gdy niemowlę słodko przesypia całą mszę, jednak są dzieci, które wyraźnie się w kościele uaktywniają. Tak opisuje to Dorota, nasza autorka: „Córka już w ciąży, w brzuchu budziła się w kościele, poruszała, kopała, nie przesypiała mszy. Po narodzinach niewiele się zmieniło. Pierwsze tygodnie właściwie „wisiała na piersi”. Nie chciała smoczka, a butelki nie podaliśmy. Skutek był taki, że w ekstremalnych sytuacjach uspokajała ją tylko pierś. Tymczasem w kościele nakarmić dziecko jakoś nie wypada…Mimo że z opowieści znam przypadki, że młode mamy dyskretnie podały pierś w kościele, to ja chyba nie umiałabym tego zrobić. Jest też inny sposób: wybranie się na mszę po karmieniu…Jednak w naszym wypadku nie dało się tego zaplanować. Córka jadła właściwie od zawsze o różnych godzinach. Dlatego przystawienie jej do piersi przed mszą nie było gwarantem, że zje i nie będzie głodna w trakcie mszy…Dlatego momenty wyjścia do kościoła to była dla nas zawsze wielka niewiadoma. Kiedy mogliśmy, chodziliśmy na zmianę”.

Karmienie piersią w kościele

Najwięcej emocji budzi dzień Chrztu Świętego. Wiele wątpliwości można przeczytać na poświęconych temu tematowi wątkach na forach. Niektóre kobiety podkreślają, że nawet Matka Boska jest przedstawiana z Jezusem przy piersi, dlatego nie ma co się oburzać na fakt dyskretnego nakarmienia piersią w kościele. Z drugiej strony są też głosy, że mimo że to naturalna czynność, to jednak nie wypada, żeby karmić w kościele, że lepiej wyjść z dzieckiem na zakrystię lub zabezpieczać się, gdy maluch jest mały, przyjeżdżając samochodem i karmić tam, gdy będzie taka potrzeba.

Jeśli dziecko akceptuje butelkę, najlepszym rozwiązaniem, bo nie wywołującym kontrowersji, jest odciągnięcie mleka i nakarmienie przy pomocy butelki w kościele, gdy będzie taka potrzeba. Jeśli jednak dziecko domaga się piersi i rozpaczliwie płacze, co przecież też może się zdarzyć, zawsze można wyjść do zakrystii.

W ten sposób unikniemy wyproszenia z kościoła. Taka sytuacja miała miejsce w miejscowości Camden County w Stanach Zjednoczonych w lutym 2012 roku, kiedy z kościoła wyproszono młodą mamę, karząc ją w ten sposób za karmienie dziecka. Pastor skrytykował kobietę za niemoralne zachowanie i kazał opuścić świątynię.

Małe dziecko w kościele

Kolejnym momentem budzącym wątpliwość jest okres, kiedy dziecko zaczyna chodzić. Rodzice niepokoją się, że maluch nie wysiedzi w wózku. Kolejną chwilą przełomową jest czas, kiedy dziecko znajduje radość w bieganiu, wtedy zaczyna się swoisty maraton między ołtarzem a wejściem kościoła. Wielu rodziców nie chcąc walczyć z naturalnymi potrzebami malucha, woli wyjść z dzieckiem przed kościół. Swoje wyjście przed świątynią motywują również tym, że w ten sposób nie będą nikomu przeszkadzać, jednak często w ten sposób energia dziecka jest często jeszcze bardziej pobudzana. Wiele mam zauważyło, że pomocne u dwulatka może być:

  • przyjście do kościoła, gdy świątynia jest pusta i wytłumaczenie na spokojnie, gdzie się jest i jak należy zachować się w tym miejscu (choćby kilka razy, tak, by wyjście do kościoła stało się bardziej naturalne dla malucha i nie łączyło się z „nietypowym” wydarzeniem).
  • podejście pod sam ołtarz, by dziecko mogło widzieć, co się dzieje oraz bardziej się tym zainteresowało.
  • w zależności od temperamentu dziecka: wybranie się na „normalną mszę”, dzięki czemu dziecko nie będzie rozpraszane przez inne maluchy lub właśnie chodzenie na msze dla dzieci, które są krótsze i teoretycznie przygotowane z myślą o najmłodszych. Warto wypróbować każdą z opcji.
  • pokazanie dziecku w telewizji transmisję mszy oraz wyjaśnienie, jak należy się zachować w kościele.
  • jeśli dziecko łamie zasady, warto wyprowadzić je przed kościół i przypomnieć o tym, jak należy się zachowywać, po czym wrócić do świątyni. Jeśli będziemy powtarzać ten schemat kilka razy, zgodnie z zapotrzebowaniami, możemy mieć niemal pewność, że dziecko nauczy się, jak zachowywać się w kościele.

A jakie zasady Wy wprowadziliście? Chodzicie z dzieckiem do kościoła? Na co pozwalacie maluchowi?

Na pytania odpowiada: Barbara Surma, dr nauk humanistycznych, pedagog religijny, katechizuje metodą Katechezy Dobrego Pasterza, współautorka podręcznika „Ja jestem dobrym Pasterzem. Przewodnik metodyczny do Katechezy Dobrego Pasterza dla dzieci od 3. do 6. roku życia”, Palatum, Łódź 2011.

Czy dziecko powinno uczestniczyć w mszach z rodzicami od początku, czy lepiej poczekać do czasu, kiedy maluch będzie w stanie w podstawowy sposób zrozumieć sens liturgii?
Dziecko powinno uczestniczyć w mszy św. od początku podobnie jak uczestniczy w innych obrzędach rodzinnych. Właściwością dziecka w wieku do 3 lat jest nieświadome przyswajanie wszelkich bodźców z otoczenia. Ważne jest, aby zatem uczestniczyło w atmosferze modlitwy, celebrowania spotkania Rodziców z Bogiem. Kiedy podrośnie, należałoby je wprowadzać do świadomego uczestnictwa w liturgii poprzez wchodzenie do kościoła w chwilach, kiedy nie ma mszy świętej. Można dziecku pokazać jak się modlić, jak należy się zachować, wprowadzać w atmosferę niezwykłości tego miejsca, pokazywać ołtarz, świece i mówić o Jezusie, który chce się z dzieckiem i nami spotykać. Uczestnictwo w mszy św. nie wymaga udziału świadomości i rozumienia, bo to jest spotkanie i nawiązywanie relacji z Bogiem.

Co w sytuacji, kiedy dziecko jest karmione wyłącznie piersią (WHO zaleca, by robić tak do 6. miesiąca życia), dopuszczalne jest
nakarmienie w dyskretny sposób malucha w kościele?
Uważam, że karmienie publiczne jest krępujące przede wszystkim dla matki a zwłaszcza w kościele nawet w sposób dyskretny, przecież można wybrać sobie taką porę mszy, aby dziecko było nakarmione a podczas mszy można dać mu butelkę z wodą, jeżeli potrzebuje i to się praktykuje.

Czy jednoroczne-dwuletnie dziecko może jeść w kościele: np. chrupki, czy ciastka?
Absolutnie dzieci nie powinny jeść w kościele. Jedni rodzice tego przestrzegają a inni nie. Jeśli dziecko zobaczy, że ta zasada jest łamana powoduje to uczucie niesprawiedliwości. Poza tym zasady karmienia dzieci bazują na tym, by jednak między posiłkami dzieci nie podjadały.

Na ile pozwolić dziecku: co z bieganiem, chodzeniem po kościele?
To zależy od dziecka, jeżeli musi chodzić, to spacerowanie, ale nie bieganie przy ołtarzu i po całym kościele jest dopuszczalne. Dziecko musi być pod kontrolą rodziców. Ważne jest jednak, aby próbować z dzieckiem usiąść w ławce i uczyć go, że to miejsce nie jest do biegania bo przeszkadza innym. Jest to wyjątkowe miejsce i dlatego się nie mówi na głos, nie je i nie biega.

Co można poradzić rodzicom, którzy nie są w stanie zapanować/wytłumaczyć dwulatkowi/trzylatkowi, że w kościele nie wolno
biegać?
To jest kwestia wychowania w domu i wprowadzania zasad, których się nie łamie, jeżeli podajemy dziecku jakąś zasadę, a następnie ją łamiemy, nie jesteśmy konsekwentni.

Często rodzice przebywają z małymi dziećmi na tyłach kościoła, a latem nawet przed kościołem: czy to dobry sposób? Czy lepiej przyprowadzić malucha pod ołtarz, żeby wszystko mógł obserwować?
Jestem za tym, aby dziecko było jak najbliżej ołtarza. Wtedy widzi celebransa, który wykonuje różne gesty, widzi, co się dzieje na ołtarzu. Poznaje rzeczywistość, w której uczestniczy. A z tyłu co widzi? Nogi i plecy (pupy) dorosłych. Czy to jest wprowadzanie w atmosferę ważnego, uroczystego spotkania? Jeżeli dziecko nauczymy, że do kościoła chodzi się, aby stać na zewnątrz, to później będzie trudno wprowadzić je do środka. Trzeba się zastanowić, w jakim celu chodzimy do kościoła na mszę i do czego wychowujemy. Na zewnątrz Kościoła dziecko nie widzi także ludzi przyjmujących komunię świętą, nie wzbudza to w nim ciekawości i pragnienia przyjmowania jej w przyszłości.

Co z przynoszeniem do kościoła zabawek?
Uzależniałabym to od wieku dziecka i jego możliwości. Jeśli jest to jakaś przytulanka (cicha) to myślę, że nikomu to nie przeszkadza, są takie dzieci, które muszą mieć coś w rękach. Jeśli nie hałasuje to wszystko, co pomaga mu w skupieniu uwagi jest dopuszczalne (ja bym nawet była skłonna dać dziecku kartkę i kredkę, żeby coś narysowało dla p. Jezusa).

Dziękuję za rozmowę.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. lina31` lina31`

    nie chce być niemiła, ale…dziecko to dziecko. ja bym tak nie przesadzała, że nie może pochrupać biszkopta…u nas się to sprawdzało.

    • Julia Julia

      Też uważam odpowiedzi w wywiadzie za mocno przesadzone. Chodzę już z drugą córką co tydzień do kościoła i nie spotkałam się nigdy z takim zachowaniem dziecka, któremu należałoby zwrócić uwagę. Dodatkowo widzę jak piękną interakcję nawiązują maluchy na schodach przed ołtarzem i nie wyobrażam sobie pozbawiać tego moich dzieci.
      Co do karmienia zgodzę się, że jest wiele miejsc lepszych niż ławka w nawie. Samej zdarzyło mi się karmić na tyłach kościoła, na ławeczce.
      Co do spędzania mszy na dworze uważam, że nie odciąga to dziecka od Boga o ile my sami zachowywać się będziemy jakbyśmy stali przy ołtarzu.
      Przecież nie pójdę „przykładem” opiekunek z Wrocławia i nie uwiążę dziecka do wózka z kneblem z buzi… a trochę tak wynika z wypowiedzi dr Barbary Surmy…

  2. maria maria

    Bardzo mądry i przydatny artykuł. Szkoda, że takich nie pisze się częściej. Dziękuję.

  3. muana muana

    Rodzice są zbyt często pozostawiani z tym tematem sami. Trudno znaleźć dobre wskazówki. Sama na długie miesiące zrezygnowałam z wychodzenia do kościoła z dzieckiem, czy do restuaracji., myslalam, że sie nie da…

  4. OlkaG OlkaG

    Nie jeżdżę do kościoła właśnie dlatego, że moja 4 letnia Julka nie potrafi usiedzieć w ławce tak jak oczekują tego inni wierni i ksiądz… Miałam dosyć pełnych pogardy spojrzeń starszych pań i komentarzy księdza…

  5. Wioleta Wioleta

    Chrzest był pierwszym wyjściem do kościoła dla syna. Miał 6 tygodni, było bardzo zimno, podałam mu pierś przed wyjsciem z domu i całą mszę potem przespał. Potem już całą zimę nie chodziliśmy z synem do kościoła. Wiosną staralismy sie systematycznie chodzić by małego przyzwyczajać. Siedział w wózku, bawił się dyskretnie zabawkami, czasem brałam go na kolana i oglądał sobie książeczki,brałam mu jakieś picie, rezygnowałam z jedzenia bo uwazam, że to nie jest miejsce do tego, choc nie potepiam innych bo nie wiem czy nie podała bym jedzenia synowi w kosciele gdyby się tego glośno domagał. Oczywiście czasem się buntował to po prostu wychodziliśmy z kościoła by nie zaklucać mszy. Teraz gdy idziemy do kościoła mały zachowuje się w miarę, wie, że ma być cicho, siedzimy w ławkach, jak się znudzi czyta książeczki albo domga się trzymania na rękach. Nigdy nie pozwalaliśmy biegać mu po kościele bo wiem, że starszym osobą to przeszkadza, niemniej jednak czasem cieszy maluszek biegający przy ołtarzu. Choć czasem wystarczy też przyjżeć się dzieciom jak się zachowują w kościele, te które przychodzą tam raz do roku są nieznośne i znudzone, zaś te , które chodzą systematycznie stają się prawie niezauważalne.
    Tak na margisnesie pamiętam kiedyś jak byłam w kościele pewien maluszek strasznie chciał zwiedzić ołtarz, mama ciągle go zatrzymywała a on i tak za chwilę wbiegał na ołtarz. Słychać było szepty starszych jakie to niegrzeczne dziecko itp, ksiądz widzac całą sytuację powiedział głośno: ” Pan Bóg mówił chodźcie do mnie moje dzieci, więc jeśli słyszą Jego wołanie, nie należy ich zatrzymywać”:)

    • OlkaG OlkaG

      Jasne, że przyzwyczajenie robi swoje, ale najpierw trzeba przetrwać bieganie po kościele, głośne mówienie i ucieczki na zewnątrz.
      Sa różne dzieci – mniej i bardziej żywiołowe. Dla niektórych to nie problem usiedzieć w miejscu 40 minut, dla innych to tragedia.
      Dotyczy to szczególnie dzieci, które nie chodzą do przedszkola i nie są zwyczajne siedzenia i dłuższej koncentracji. Ja mam z córką właśnie ten problem.

  6. aguska aguska

    Butelka z wodą dla niemowlaka, aby uspokoiło się na mszy? Dla mnie to nierealne. Byłam mamą karmiącą przez rok i wiem, że na pewno butelka z wodą piersi nie zastąpi w żaden sposób. I po drugie gdzie się to praktykuje? Pierwsza odpowiedź pani dr mnie w ogóle nie satysfakcjonuje w żadnym względzie. A jeżeli z 1,5 rocznym dzieckiem można spokojnie usiąść w ławce i mu tłumaczyć to i owo. Może po prostu lepszy byłby wywiad np z praktykującym rodzicem. Bez urazy- z całym szacunkiem dla portalu:) którego artykuły nieraz czytam i bardzo mi się podobają:-D

    • sosrodzice sosrodzice

      Aguska, dziękujemy za komentarz. :) Temat na pewno nie jest wyczerpany…

      • kinia kinia

        To nie wina portalu, ale tej Pani…te odpowiedzi niewiele wyjasniają…

        • mala11 mala11

          Karmienie piersią mnie nie krępuje, krępują mnie głupie komentarze i niemiłe spojrzenia..

        • Emma Emma

          Zgadzam się, ta Pani chyba dziecka nie karmiła piersią, bo przecież dziecka na piersi nie dopija się wodą!! Dopijanie to „grzech” przeciwko karmieniu ;)

          • OlkaG OlkaG

            Nie dopaja się przez pierwsze pół roku. Potem jak najbardziej można. Ale zgadzam się z Wami, że pani doktor raczej na siłę szuka tu metod przyciągnięcia rodziców z dzieckiem do kościoła.
            Szkoda tylko, że nie robi się nic, aby troszkę rodzicom ułatwić mszę z małym dzieckiem, że cały czas jest ta wrogość wobec malców na mszy, że wymaga się tylko od dzieci i ich rodziców, a nie od kościoła, który powinien być przecież dla każdego.

          • Karolina Karolina

            Ależ oczywiście, że nie dokarmia się wodą. Niczym się nie dopaja, nie dokarmia, wg zaleceń do 6 miesiąca tylko pierś. Ja nie wyobrażam sobie wyjścia z moim kilkutygodniowym synkiem do kościoła, zwłaszcza zimą… Syn jest nieprzewidywalny, co nie znaczy, że nie wychowany. Jest po prostu dzieckiem, ponadto tzw. wisielcem piersiowym – w końcu mamy karmienie na żądanie. I przykro mi czytać, że Pani z artykułu wypowiada się w ten sposób, jakby dzieci były małpkami do tresowania…

  7. Elka Elka

    Te zasady z domu wyniesione, o których pisze Pani Barbara…sorki ale to troszkę irracjonalne…Dziecko do pewnego wieku jest pełne energii, żywotności, jeśli będziemy je karcić np. za bieganie po kościele w trakcie mszy, to tylko nabierze niechęci do przychodzenia do kościoła. Pełnych 45 minut nie mogą usiedzieć dzieci w wieku szkolnym… W mojej byłej parafii w Poznaniu (szkoda że musiałam się wyprowadzić) proboszcz zorganizował mszę 30 min. dla małych dzieci, wzbogaconą o pieśni dla najmłodszych. Dzieci z ogromną chęcią przychodzą na taką mszę, mogą tam biegać po kościele i nikt się tym nie bulwersuje, to jest msza dla nich, ich spotkanie z Bogiem. Proboszcz nie raz prosił by dzieci przychodziły na schody pod Ołtarz i wspólnie śpiewali, ba nawet tańczył z nimi :) Świetna sprawa szkoda, że jak dotą tylko tam widziałam takie podejście do edukacji religijnej dzieci. Dlatego dyrdymały o tym, że dziecko 2, 3 letnie bie będzie biegać po kościele jak mu wpoimy takie zasady jest totalnym absurdem!

  8. Gosia Gosia

    A ja zupełnie nie widzę problemu. Sami rzadko uczęszczamy do kościoła, ale i w pobliskiej parafii, jak też w większości kościołów są tzw msze dla dzieci i młodzieży. Są krótsze, weselsze, odbywają się zachęcające konkursy i „zabawy”. Sam ksiądz powtarza, że to jest msza dla dzieci i wolno im płakać, krzyczeć, czy biegać. Jeśli komuś to nie odpowiada nie powinien wybierać tej godziny. Obie strony powinny wykazać się zrozumieniem i rodzice i pozostali uczestnicy mszy.

  9. monika06 monika06

    jeśli chodzi o wywiad z panią doktor to przepraszam ale to raczej nie jest wypowiedz zbyt życiowa;( dziecko na piersi karmione wodą z butelki!!!! hehe ciekawe kto tak robi i czy udaje się zaspokoić głód maluszka???bezsens!
    a co jeśli dziecko zaczyna chodzić i nie usiedzi nam spokojnie ani sekundy bo właśnie poznaje nowość z biegania???może i zdarzają się dzieci grzeczne, które słuchają rodziców i cierpliwie czekaja na koniec mszy ale to nie nasz przypadek.
    my niestety mieszkamy na wsi gdzie nie ma mszy dla dzieci, spojrzenia i głosy starszych pań są bezczelne wręcz i dlatego bardzo rzadko zabieramy córke do kościoła;( jeśli chodzi o księdza jest bardzo pozytywnie nastawiony do dzieci, chciałby aby jak najwieksza ich liczba uczęszczała na msze ale… latem jeszcze widząc nas na spacerze zaproponowała abyśmy wjechały wózkiem na zakrystie na msze która się właśnie rozpoczynała, ale mała zaraz zaczęła płakać a że była to taka powszednia msza i osób niewiele dało się słyszeć głosy starszych pan ktorym to przeszkadzało, ale wytrwałyśmy do końca, ksiądz był zachwycony głosem małej śpiewaczki i tak od czasu do czasu mała wędruje z nami do kościoła;)))
    ogólnie ja myślę, że w naszym kraju to jest troszkę to wszystko na super, pokaż się a zastaw się,bo co inni powiedzą itd…… w niektórych krajach europejskich biegające, krzyczące dzieci w kościele nikomu nie przeszkadzają a wręcz przeciwnie-każdy ksiądz jest zadowolony, znam księdza który pracował na misjach i cukierkami zachęcał dzieci do udziału w mszy-to już przesada ale on po prostu chciał te dzieci mieć „bliżej Boga” jak to oświadczył….może niezbyt pedagogiczne wychowanie ale sie udało;))) także ja myślę że przydałoby się troszkę wyrozumienia dla tych wszystkich znudzonych maluszków bo dzieci są dziećmi i nic na to nie poradzimy a wychowanie i zasady to jedno a życie w praktyce i w konkretnym przypadku jak kościół to drugie….

  10. ewanka ewanka

    Będąc jeszcze nie mamą, strasznie mnie to denerwowało jak dzieci biegają po kościele i majstrując coś przy ołtarzu., nie raz sobie wmawiałam że moje dzieci takie nie będą. Teraz mnie już to nie dziwi, bo sama idąc z trójką dzieci to jak do kazania wytrzymamy to jest sukces. No bo jak tu dziecku 18 miesięcznemu wytłumaczyć że ma siedzieć ? natomiast syn 6 lat ma charakter i już po paru minutach robi głupie miny, ciągle mu się coś przypomina i koniecznie musi mi to teraz powiedzieć, w końcu na cały kościół żuci hasło „…nudzi mi się, chodźmy do domu…”

  11. Wioleta Wioleta

    a mnie się wydaje, że każde dziecko jest inne i nie należy wszystkich wkładac do jednego worka.
    Mamy piszą, że nie wyobrażają sobie iść do kościola z dzieckiem karmionym piersią, a tym bardziej dopajać malucha wodą. Dla mnie to nie był problem. Mój syn był wyłącznie na piersi, chyba w 4 miesiącu zaczęliśmy podawać wodę z niekapka. Chodziliśmy do kościoła regularnie i nie zdarzyło mi się karmić w tym czasie małego. Zawsze kariłam go przed wyjściem do kościoła i zaraz po przyjściu. Nie wiem jak inne dziecko ale u nas spokojnie te 1, 5 godziny ( msza i droga do domu) mały wytrzymywał. A jak idziecie na zakupy albo do lekarza np. bez maluszka to jak on wytrzymuje bez piersi? W domu przy was też nie jest w staie wytrzymać tyle czasu bez jedzenia?
    Oczywiście Pani B. trochę przesadza, mnie natomiast nie przekonuje rada by pokazać dziecku mszę w tv i wytłumaczyć o co chodzi…..jakoś tego nie widzę, dorosłego nie przyciąga a co dopiero dziecko, które nie jest w stanie tego zrozumieć.

    • Dorota Dorota

      Wioleto, masz rację. My też staraliśmy się chodzić, często osobno, ale również razem. W naszym przypadku problemem czasami był głód (bo Młoda przed wyjściem nie chciała jeść), ale też chęć „pocyckania”…;) Nie miała smoka i niestety lubiła „poprzytulać się do cycusia”, a że w kościele zazwyczaj jest głośno, to potrzebowała takiej bliskości…U lekarza nakarmienie z kolei nie było problemem. Było to zdecydowanie naturalne i odbierane z wyrozumiałością. Podobnie na spacerze, na wizycie, czy na zakupach…

    • OlkaG OlkaG

      Dokładnie – każde dziecko jest inne, a więc te rady na pewno nie odnoszą się do wszystkich dzieci. Co więc zrobić z tak żywiołowym dzieckiem, które za Chiny Ludowe nie chce usiedzieć na mszy??? Albo z tym na piersi, które ani butli ani niekapka nie toleruje???
      A co do mszy to tak, jakby pokazywać dziecku grę komputerową i mówić, że to prawdziwe życie. Telewizyjna relacja a msza na żywo to coś zupełnie innego. Takie porównanie to dla małego człowieka totalna abstrakcja! Nie mówiąc już o tym, że msza w tv jest zwyczajnie nudna. … Jak każemy ją dziecku oglądać to już na pewno nie będzie chciało iść do kościoła.

  12. atrament180 atrament180

    Dziecko w kościele to problem dla tych, którzy nie potrafią się skupić na modlitwie, a tylko obserwują innych. Szczególnie starszym ludziom przeszkadzają dzieci chodzący po kościele w trakcie mszy. Babcie chyba zapomniały, że one też kiedyś były małymi dziećmi… Poza tym małe dzieci, to żywe srebra, więc nic dziwnego, że nie usiedzą w ławce dłużej niż 5-10 minut. A z drugiej strony – w miastach, w niektórych kościołach są specjalne msze dla dzieci. I kto jest na nich obecny? Babcie! A dlaczego? Bo msza krótsza! I jeszcze aspekt księży – kwestia jest taka, czy duchowny ma podejście do dzieci i czy umie je do siebie przyciągnąć, czy potrafi dotrzeć prostymi słowami do małych umysłów ciekawych świata.

  13. kasia kasia

    w czasie chrztu u nas nie bylo problemu z karmieniem 2 tygodniowego malucha, ponieważ spokojnie w zakrystii usiadlam tyłem do wejścia i malucha nakarmiłam. Chodze z nim regularnie do kościoła i ponieważ jest to ” żywe złoto” to wywoływał swoim zachowaniem zgrzyty wśród wiernych i uśmiech u księdza serdeczny jakby chcial powiedzieć widzisz nie tylko Twoje rozrabia. Msza dla dzieci u nas jest o 12 gdy mały śpi ale widzę że co raz więcej mam przyprowadza swoje maluch na mszę dla dorosłych. dzięki księdzu maluchy mają przed ołtarzem stolik z kolorowankami, książeczkami i kredkami. W ładny dzień gdy maluch już nie może wysiedzieć można go zabrać do ogrodu przy plebani i spotkać się tam z ptakami( paw, gołębie) czy kozą mozna pokarmić, pospacerować. Przestałam się przejmować tym co mówią ludzie choć komentarze na początku przyprawiały mnie o łży. Bo czy tylko dlatego że mam takie dziecko mam nie chodzić na msze i zostać wykluczona bo ktoś tak chce? Stwierdziłam, że nie można pozwolić na to. teraz mały już rozumie, że np. kwiatów przy ołtarzu się nie zrywa ale zdarzy mu się jeszcze na co nie pozwalam pobiegać z innym kolegom przed ołtarzem. Nauczyłam 2latka śpiewać alleluja i gdy tylko zaczynamy w kościele śpiewać on sie bardzo wtedy udziela. Cóż to tylko dziecko a nie wszyscy to rozumieją

    • Dorota Dorota

      Kasiu, pięknie napisane…

      • monika06 monika06

        pani Kasiu,
        super, że Wasz ksiądz ma takie podejście do dzieciaków i to w dużej mierze zachęca rodziców do uczęszczania z maluchami do kościoła;)
        niestety w dzisiejszych czasach rzadko sie spotyka z taka wyrozumiałością dla nas -mam!

    • Wioleta Wioleta

      Bardzo dobre metody na zatrzymanie dziecka w kosciele.Ja pamiętam jak byliśmy wczesnym latem w kościele mały wtedy nie chciał siedzieć w wózku( jeszcze nie umiał chodzić), wyszliśmy na zewnątrz, obok był piękny trawinik, mały jak go zobaczył od razu rwał się do trawy, że ciężko było go utrzymać na rękach.Nagle z plebani ( tuż przy kościele) wyszła gosposia księdza przyniosła nam koc, rozłożyła na trawniku dała małemu grabki. Spokój był do końca mszy :)

  14. willa willa

    Pani Barbara to raczej dzieci chyba za wiele nie miała. Trochę tej jej rady oderwane od rzeczywistości, może aktualne dla 4-5 latka, ale nie dla niemowlaka, czy dla żywego 1,5-roczniaka. Szczególnie zabawne są te kredki i rysowanie Jezusa – ja bym chciała zobaczyć Jezusa narysowanego przez 2-latka.
    Ja moim dzieciom w kościele daję jeść. Mają do kościoła spakowane jabłka w kawałkach i chleb i mam ich przeważnie z głowy na 40 minut. Siedzą ładnie w wózkach i gryzą. Po 3 roku życia rytuał jedzenia w kościele wycofuję. Dodatkowo dziecko ma swój wózek w kościele (nawet jak go już na co dzień nie używa) i sobie w nim siedzi wygodnie.
    Generalnie jak sobie przypomnę to mi nigdy cudze dzieci w kościele nie przeszkadzały (nawet jak ich nie miałam). Wychodzę więc z założenia, że jak komuś dziecko przeszkadza, to znaczy, że nie jest dość na mszy skoncentrowany.

    • OlkaG OlkaG

      Z wypowiedzi tej pani wynika jasno, że dzieci na ogół przeszkadzają w kościele dorosłym…Najlepiej żeby było cicho i skupiło się na kazaniu (czego nawet większość dorosłych nie robi odlatując gdzieś w myślach i udając, że słucha). Ewentualnie można dać mu wody… I takie właśnie jest podejście wielu „uczonych” związanych z kościołem i wielu księży.
      Szkoda, że nie pamiętają fragmentu Pisma Św. w którym Jezus prosił, by przyprowadzono do niego dzieci…

  15. Flavia Flavia

    Uważam że rezygnowanie z niedzielnej mszy z powodu dziecka jest bezsensowne. Można postać z dzieckiem bliżej tyłów (co nie oznacza od razu jak uznała autorka że dziecko widziałoby tylko cudze,,pupy”. Nie ma co pchać się do przodu i przeszkadzać innym. Jeśli chodzi o karmienie piersią w kościele to nigdy bym się nie odważyła.

  16. Marcin Marcin

    Dziecko należy zabierać do kościoła, ale nie za wszelką cenę. Karmienie piersią na mszy raczej nie powinno się odbywać moim zdaniem. Bieganie malucha po kościele może przeszkadzać innym osobom, ale trzeba pamiętać też, że dziecko w ten sposób poznaje kościół. A gdy widzimy, że nasz maluch troche przesadza w tym „poznawaniu kościoła” to musimy go uspokoić. Tak to widze.

  17. Wiewi00ra Wiewi00ra

    Muhahahaha :D Kiedy ta Pani widziała ostatnio żywe niemowlę z bliska? Z jej światłych pomysłów wnioskuję że dawno o ile w ogóle.

    • Wiewi00ra Wiewi00ra

      Jak to było? Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, czy jakoś?

  18. Maggy Maggy

    Taka zasada jak w artykule opisana jest ciezko do praktykowania.
    Dlaczego rodzice z malymi dziecmi siedza na samym tylu? Tyle co ja juz wycierpialam ze wzgledu na to, ze chce, aby moje male dzieco (teraz dwuletnie) ze mna i z mezem hodzilo do Kosciolo – nawet nie moge tu wszystkiego napisac. Moja curka jest jeszcze ruchliwa i nie usiedzi godziny. Usiedzi na razie tylko pol godziny, a potem jest zawsze niespokojna. Nieraz cos glosno powie (jedno slowo). Ludzie sie odwracaja, a ja czerwienieje. Tyle razy tlumacze jej, ze trzeba byc cichutko. Nieraz nie mam juz sily, ale tak bardzo potrzebuje Najsw. Sakramentu, ze co niedziele na nowo odzyskuje sily, aby wytrwac. i co wiecej pragne, aby dzieco zostalo Blogoslawiene przez Kaplana, kiedy ja ide do Komuni Sw. Wydaje mi sie, ze warte wytrwac! Kiedys coreczka na pewno zrozumie.
    A jesli mam okazje, aby pojsc sama do Kosciola, n.p. w dzien powszechny, to uwielbiam bardzo moje skupienie w Bogu i dziekuje z calego serca za dar Najsw. Sakramentu i mojej rodziny. A kiedy slysze wtedy kwiczace dzieci, to zdaje sobie sprawe z trudu rodzicow i jak ich serce boli, kiedy ludzie potrzasaja glowami.
    Taz, nie wyciskaj wez i nie ran serca ani nie gardz kims, kto sie tak stara!
    Pozdrawiam!

  19. HelowaMama HelowaMama

    Mam ruchliwego półtoraroczniaka i nie znam problemów opisywanych tu przez mamy. Chodzę na msze dla dzieci. Kościół pełen jest wtedy rozbrykanych maluchów, które nie tylko pałętają się po kościele, ale również śpiewają i tańczą. Ksiądz pozwala na wszystko, byleby nie wspinały się na ołtarz i właziły pod sutannę. Nie polecam natomiast chodzenia na msze późniejsze, dla dorosłych itd. ludzie którzy na nie chodzą szukają wyciszenia i skupienia, nie radosnego a gu gu z Arki Noego:)

  20. HelowaMama HelowaMama

    Nie rozumiem oburzenia mam względem nie jedzenia na mszy. Zwykle trwa ona 45-60 minut. Naturalnie z kilkutygodniowym maluchem się nie dyskutuje, ale roczniak wytrzyma tyle bez problemu.

  21. matka matka

    Moje dziecko od zawsze chodzi do kocioła i zachowuje się dobrze. Nigdy nie pozwalam na bieganie/chodzenie. Nie wolno krzyczeć ani mówić. Dziecko zawsze ma swoja zabawkę mini autko z kinder niespodzianki którym jeździ po ławie gdy mu się nudzi. Dziecko ma też picie. Ale moje dziecko ZAWSZE ma dostęp do picia. Ja zreszta też (przez chorobę musze często i dużo pic).

  22. marca marca

    Poważnie coś komuś dobrego daje obecność rocznego dziecka na mszy? Bo na pewno nie rodzicom którzy muszą być skupieni na bieganiu za maluchem. Maluchowi tez nic bo nie rozumie mszy, nie wie o co chodzi.

  23. D D

    My bierzemy dziecko praktycznie od samego początku. Dziecko przyjęło chrzest więc jest w 100% parafianinem tak jak cała reszta i ma prawo być w kościele.

    Na początku było mi wstyd jak się wydzierał, ale teraz (ma 1,5 roku) opracowaliśmy technikę i jest dużo lepiej. Mimo że w domu nie usiedzi na miejscu, w kościele przez pół Mszy jest spokojny. Synek siedzi w wózku z przodu tak że widzi głównie to co się dzieje przy ołtarzu. Zakrywamy daszek by się nie rozkojarzał rodzicami. Tak wytrzymuje do Ewangelii. Następnie dostaje coś do jedzenia, lub picia (bez tego nie da rady a dzięki temu i my i inni możemy się spokojnie skupić). Po około 3/4 jest rozkojarzone wtedy karzę mu pokazywać gdzie jest Pan Jezus, ksiądz, lampa i Maryja. Od komunii jest zainteresowany ludzmi którzy chodzą, więc też jakoś daje radę.

    Zauwazyłem też że czasem matki nieświadomie rozpraszają dziecko, przez co zaczyna być głośne. Tu coś poprawi, tu się uśmiechnie, tu zrobi minę i później dziecko jest głośne.

    Nie wiem jak będzie później.. zobaczymy

  24. Anita Anita

    Naprawdę macie poczucie uczestnictwa we Mszy gimnastykując się z biegającym/ marudzacym/ hałaśliwym dzieckiem? Wiecie o co chodzi we Mszy św.? Macie pewność, że pokazujecie dziecku coś więcej niż „odbębnianie ‚ obowiązku?
    W znajomej parafii jest Msza dla przedszkolaków i jest na niej jedno wielkie szuranie i mamrotanie. Ale jest ok – to Msza dla dzieci, żeby przeżyły swoją obecność w kościele na swoim poziomie. Nie odważyłbym się jako rodzic uznać, że towarzyszac dziecku na takiej Mszy rzeczywiscie uczestniczyłam we Mszy. Bo jestem dorosła i inaczej powinnam przeżywać swoją obecność na Mszy świętej.
    Rozwiązaniem nie jest atakowanie tych bez dzieci za wrogie spojrzenia, ale zorganizowanie w swojej parafii takiej krótkiej Mszy dla maluchów. Ale łatwiej się wyżyć na innych, i to z poczuciem krzywdy, niż coś zrobić.

Zobacz również