Dziecko? To nie dla mnie

Kazimierz Matan powiedział kiedyś, że „kto ma dzieci, ten nie jest panem własnego czasu” i chyba właśnie tego obawiają się najbardziej osoby, które z własnej woli mówią „nie” decyzji o założeniu rodziny. Motywacje mogą być różne: brak gotowości do tego, by zrezygnować z kariery lub z dynamicznie następujących w życiu zmian, brak zgody na to, by na pierwszym miejscu stawiać ONO. Jest też druga strona medalu: „Rodziny z dziećmi i bez dzieci współczują sobie nawzajem” (Edgar Watson Howe)….

Nie spełniłam się jako kobieta

Mówi się, że ludzie zdecydowanie częściej żałują tego, czego nie zrobili niż tego, co zrobili. Dlatego też po kilkunastu, czy kilkudziesięciu latach można usłyszeć narzekanie z ust kobiety, która zdecydowała się tylko na jedno dziecku lub też tej, która nigdy nie rodziła i nie poczuła, jak to jest być mamą.

Niespełnione marzenia o posiadaniu dziecka są poważnym problemem. Jego skalę można mierzyć debatą o in vitro lub też ilością wypowiedzi na wątkach przygotowanych dla „staraczek”, kobiet, które bezskutecznie od kilku miesięcy/lat starają się o dziecko.

Obok potrzeb posiadania dziecka wyrasta na naszych oczach drugi trend. Szczególnie popularny na zachodzie, choć w Polsce również znajdujący wiele zwolenników. Mowa o parach, które wybrały bezdzietność.

DINK,  „Double Income, No Kids” (w polskim tłumaczeniu „podwójny dochód, żadnych dzieci” lub „podwójnie zarabiający bezdzietni”) to partnerstwo pozbawione trosk związanych z wychowywaniem dzieci oraz z ponoszeniem materialnych kosztów z tym związanych. Tendencji tej nie odwraca nawet coraz bardziej wyraźne widmo zapaści demograficznej.

Bezdzietni żyją pod presją?

Wiele kontrowersji oraz dyskusji wzbudził tekst „Bezdzietni żyją pod presją”, który ukazał się w „Newsweeku”. Trochę na wyrost pokazujący kłopoty idące za decyzją o nieposiadaniu dzieci.

Autor rozpoczyna od przykładu Grażyny Torbickiej, która miała powiedzieć, że: „Niektórzy twierdzą, że to dzieci scalają, a my jesteśmy przykładem, że nie mając dzieci, można żyć szczęśliwie”. Media wielokrotnie wracały do tych słów, zadawały pytania, próbowały znaleźć sygnały sugerujące, że znana prezenterka bez dzieci jednak nie jest szczęśliwa. Wiele osób żałowało Torbickiej, sugerując w swoich wypowiedziach, że na pewno jest samotna, czuje się opuszczona, że pozbawia się wielkiej radości…Z drugiej strony były też inne komentarze: „karierowiczka”, „samolubna paniusia”, itd.

Psychologowie i socjologowie podkreślają, że mitem jest twierdzenie, że życie bez dzieci jest dla par powodem do narzekań. Pary bezdzietne mogą być szczęśliwe. To nie podlega dyskusji. Pytaniem otwartym jest, czy są szczęśliwe na każdym etapie życia, np. czy takie same uczucia towarzyszą im na jesieni wieku.

Maria Czubaszek o bezdzietności

Wypowiedź Marii Czubaszek: „Kobieta, która nie ma dzieci, od razu jest podejrzana, musi się tłumaczyć albo znosić posądzenie o to, że jest niespełnioną zimną suką” wywołało burzę. Jego autorka poszła w swojej wypowiedzi jeszcze dalej. Nie ukrywa, że już w dzieciństwie nie lubiła zabawy lalkami, że na pytanie, kim będzie, odpowiadała, że na pewno na matką. Miała dwóch mężów, z żadnym nie ma dzieci. Dzisiaj podobno nie żałuje.

Jeszcze większe emocje wzbudziła wypowiedź Czubaszek dotycząca aborcji: „Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła”.

Nie chce mieć dziecka

Jaką reakcję wywołuje stwierdzenie, że para nie chce mieć dzieci? Okazuje się, że różne. Jest wśród nich jednak pewna konsekwencja. Najtrudniej przyjmują tego typu informacje niedoszli dziadkowie. Najczęściej są przerażeni, płaczą, rozpaczają, pytają w nieskończoność, przekonują. Niektórzy dla świętego spokoju, by uniknąć tego typu „scen”, na pytanie, kiedy im rodzina się powiększy, odpowiadają, że „teraz nie planują dzieci” lub mówią o tym, że jedno lub drugie z przyczyn medycznych dzieci nie będzie miało.

Gdzie bezdzietni szukają potwierdzeń dla zasadności własnej decyzji? Na przykład w buncie przeciwko instrumentalnemu traktowaniu dziecka, które, jak twierdzą, powoływane jest zbyt często na świat, po to, by pracować na emeryturę rodziców oraz opiekować się nimi na starość. Z taką motywacją się nie zgadzają. Przekonują również, że dziecko nie jest w stanie poradzić sobie z uczuciem samotności, bo zbyt wiele kobiet, które zostają całymi dniami z maluchem w domu, czują się samotne, niespełnione i nieszczęśliwe. Nie mając wsparcia od najbliższych, ich rola redukowana jest tylko do opieki nad dzieckiem. Nie ma miejsca na indywidualność i realizację siebie. Tę kwestię dość jasno określają słowa Hanny Bakuły, malarski: „Całkowicie zrezygnowałam z macierzyństwa. Wprawdzie osiągnęłam sukces w życiu, ale nie zaspokoiłam jeszcze wszystkich swoich ambicji, więc o dziecku nawet nie myślę”.

Świadoma bezdzietność to dla wielu kwestia odwagi, a nie samolubstwa czy głupoty.

Bezdzietni? Altruiści…

Szczególnie niedorzecznie brzmi opinia socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która w jednym z artykułów na temat bezdzietności wypowiedziała się, że osoby bez dzieci: „Orientują się nie na dobro własne, ale na dobro planety. Nie chcą mieć potomstwa ze względu na problemy ekologiczne, przeludnienie, wyczerpywanie się surowców. Albo uważają, że istniejący świat ze swymi zagrożeniami nie jest odpowiednim środowiskiem dla wychowania dzieci”.

Ciekawą wypowiedź przypisuje się Yvonne Marie Vissing, profesor socjologii w Salem State Collage: „Możecie być dumne z tego, że nie macie dzieci. Nie jesteście niepełnowartościowe. Wręcz przeciwnie. Wybierając bezdzietność, stawiacie na siłę, piękno i miłość”

Kolejna kompromitująca teoria? Proszę bardzo. Wysnuli ją w 1972 roku naukowcy, którzy prognozowali, że w przyszłości zabraknie miejsca dla ludzi, a ziemia się przeludni. Już w 1991 roku w Stanach Zjednoczonych powstała organizacja „Bezdzietność z wyboru”, która z bezdzietności czyni cnotę.

W fazie realizacji jest projekt Izy Moczarna-Pasiek, która przygotowuje zdjęcia pod tytułem „Bezdzietne matki” ukazujący problem bezdzietności w Polsce, który według fotografki jest bardzo specyficzny. Kobieta zauważa, że pytanie o założenie rodziny są w naszym kraju nagminne, całkowicie inaczej niż za granicą…

Konsekwencje bezdzietności

W Europie, Japonii czy USA bezdzietność to już prawdziwa epidemia. Już co piąta kobieta w wieku 40-45 lat nie ma potomstwa – to dwukrotnie więcej niż przed dwudziestu laty. Proces zmian następuje na naszych oczach i przebiega bardzo dynamicznie. Dwukrotnie wzrosła także też w tym czasie liczba mężatek niemających dzieci: z 7 proc. do 14 proc. Trzykrotnie zwiększyła się liczba bezdzietnych kobiet w grupie najlepiej wykształconych i najlepiej zarabiających z wcześniejszych 12 proc. do 36 proc.

Amerykanie zaobserwowali też inne zjawisko, znane jako „bomba H”, które pokazuje, że im większy sukces zawodowy odnosi kobieta, tym ma mniejszą (całkowicie inaczej niż mężczyźni) szansę oraz chęć do zakładania rodziny. Skąd ten termin? Najbardziej znane i bezdzietne samotne kobiety  w USA są bowiem absolwentkami Harvard Business Shool.

Jakie są konsekwencje opisywanych zmian? Nie trudno się domyśleć, że są one bardzo złożone. Destrukcja przebiega na płaszczyźnie psychologicznej, demograficznej i gospodarczej. Na razie problemu teoretycznie „nie widać”, bo pary bez dzieci są bardzo dobrym targetem dla producentów: kupują więcej i wydają więcej pieniędzy na produkty luksusowe niż osoby mające dzieci.

Mało kto dzisiaj myśli o tym, jak poradzimy sobie z problemem bezdzietności w przyszłości. Czy lek o jakość życia, na który powołują się osoby bezdzietne, powinien być pierwszorzędny w podejmowaniu decyzji o tym, czy chce się mieć dzieci, czy nie?  Jak myślicie?

W 1996 roku już Susan Lang  w książce „Women without children” zadaje pytanie, skoro bezdzietność jest cnotą, to dlaczego co druga kobieta po 50-tym roku życia, która nie ma dzieci cierpi z powodu depresji i uzależnień.

Spóźnione macierzyństwo?

Problem bezdzietności jest często omawiany w kontekście tak zwanego spóźnionego macierzyństwa. W tym miejscu przyda się parę faktów.

Trzydziestoletnia kobieta ma jedynie 15% szans na zajście w ciążę podczas jednego cyklu i z każdym rokiem jej szansę spadają (także ze względu na cykle bezowulacyjne). Dotąd sądzono, że płodność spada po 30-stce, jednak dzisiejsza wiedza wskazuje, że już po 27 urodzinach.

Co dziesiąty noworodek w Polsce ma czterdziestoletnią matkę. W Polsce co szósta para nie może doczekać się potomstwa (pod tym względem Polska znajduje się w europejskiej czołówce). Już wkrótce demografowie ostrzegają, że większość rodzin będzie miało jedno dziecko. To ma sprawić, że w 2052 roku, jeśli nic się nie zmieni, będzie nas jedynie 27 milionów Polaków (dzisiaj jest nas ponad 38 milionów).

Jaka jest alternatywa?

Wiele osób podkreśla, że alternatywą dla bezdzietności jest kult płodności, „rozmnażanie się na potęgę”, bez wyobraźni oraz myślenia o przyszłości, a przecież to nieprawda. Liczy się co innego: odwaga w przyjmowaniu na świat dzieci. W myśleniu o przyszłości, w mniejszym stopniu teraźniejszości. Warto wziąć pod uwagę, że to, że w danej chwili jest nam dobrze nie oznaczy, że w przyszłości nie zatęsknimy za tym, na co się nie zdecydowaliśmy. Warto się zastanowić, czy aby na pewno spektakularna kariera da nam uczucie satysfakcji za 40 lat? Czy będziemy pamiętać udane projekty, wynegocjowane umowy, czy będą cieszyć nas pieniądze, których nie będziemy mieli komu po sobie zostawić? Może tak…Każdy musi sam odpowiedzieć sobie sam na to pytanie.

A jak Wy sądzicie? Czy na pewno bezdzietność wynika z obaw o sytuacje materialną, o brak pomocy ze strony państwa?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Kinia Kinia

    Problemem jest przede wszystkim brak chęci. Wygodniej nie mieć dzieci. To jasne. Nie trzeba się martwić o wiele rzeczy. Człowiek jest spokojnieszy. Może robić, co chce. jednak z czasem większości zaczyna czegoś brakować. O dzieciach nie można myśleć w ten sposób: czy się opłaca, czy nie…

  2. Joanna Joanna

    No tak, ale jak wytłumaczyć sytuacje, że teraz rodzi się tak mało dzieci? Jednak kilkadziesiąt lat temu bezdzietność nie była modna. Jak wytłumaczyć, że co druga kobieta bez dzieci ok 50 roku cierpi z powodu depresji, ma myśli samobójcze? Wiadomo nie można generalizować, jednak to JEST PROBLEM. Myślę, że oddając tym osobom pełną decyzję, nie mówiąc o tym, zapominamy o tych, którzy żałują po czasie, że nie mają dzieci…

  3. Miska Miska

    Niech każdy sam podejmuje decyzje. Mimo że to prowadzi nas do zguby…

  4. ewanka ewanka

    Nie mam w otoczeniu takich znajomych, co nie mają dzieci. Prędzej czy później mają to dziecko, pomimo że mówią że nie chcą. A jak nie mogą mieć to adoptują.

    • Rodzynek Rodzynek

      żadna z moich koleżanek nie ma dziecka – robią kariery, wyjeżdżają, zwiedzają, imprezują. wszystkie około trzydziestki. Nie zrozumcie mnie źle – ja mam dziecko i kocham je – ale ich wcale na dzieci nie namawiam, czasem im nawet zazdroszczę. W końcu pewnie będą te dzieci miały, ale przynajmniej będą miały im o czym opowiadać :) wszystko w swoim czasie

      • Dorota Dorota

        No tak, ja też jakoś specjalnie nie namawiam. Problem w tym, że kiedy się wyszaleją, już mogą nie mieć możliwości zajścia w ciążę….Każdy oczywiście sam wybiera :)

  5. Paula Paula

    Dla mnie największym problemem jest jednak brak odpowiedniego, dojrzałego do rodzicielstwa mężczyzny – partnera, męża. Dojrzałego emocjonalnie ale też i materialnie.

    • Dorota Dorota

      Oj tak. Je bez Męża nie wychowałabym dziecka…Oczywiście, jakbym musiała, to tak, ale to byłoby bardzo frustrujące i bardzo męczące.

      • Ewa Ewa

        Rola partnera/męża jako ojca jest ogromna i szkoda, że niewielu mężczyzn pomimo dorosłego wieku nie dorasta do tej roli :(

  6. Nika Nika

    uważam, że taka decyzja powinna byc podejmowana indywidualnie, a nie pod naciskiem społeczeństwa. Ja akurat nie wyobrażam sobie nie mieć dzieci, dla mnie jest to spełnienie się, owszem czasem nie jest łatwo i potrzeba meeega cierpliwości i wytrwałości, ale dzieci dają mnóstwo radości i szczęścia. Ale są takie osoby, które nigdy nie lubiły dzieci i w takim przypadku decyzja o bezdzietności chyba jest dobrym rozwiązaniem, jakby czasem mieli później je krzywdzić…Albo biorąc pod uwagę rodziny patologiczne, u nich czasem przyrost naturalny jest bardzo duży, ale co z tego jeśli te dzieci często są nieszczęśliwe, albo nie daj Boże maltretowane, czy czasem i zabijane, w takich wypadkach bezdzietność chyba była by lepsza…a jeśli patrzeć na przyrost naturalny to nie ukrywajmy, ze na pewno byłby wyższy gdyby w wielu rodzinach sytuacja materialna była zdecydowanie lepsza…

  7. miraga miraga

    Ja uważam, że w Polsce ciągle jest ten stereotyp, że gdy już weźmiesz ślub, to od razu musisz się starać o dziecko. A takie naciski naprawdę są denerwujące niezależnie od tego czy się chce mieć dziecko, czy też nie. Każdy ma prawo do własnego wyboru i nie widzę powodu, by kogoś oceniać przez pryzmat tego ile ma dzieci i w jakim wieku je urodził. Oczywiście osobiscie nie wyobrażam sobie mojego życia bez mojej córeczki, ale to jest już moja wypowiedź z punktu widzenia bycia już matką.

    • Dorota Dorota

      Racja, tylko patrzę na problem trochę inaczej. Z perspektywy kilku znajomych mi kobiet, które mając po około 40 lat i więcej z różnych powodów żałują, że nie zdecydowały się na posiadanie dzieci. Nie brak przykładów: że już nie mogą, że nie mają z kim (bo zajęte robieniem kariery nie narzekały na brak stałych związków) lub boją się wzrastających wraz z wiekiem powikłań. Ciekawe badania dotyczą właśnie tego, ile z kobiet/par, które nie zdecydowało się na dzieci w wieku 60+ tego żałuje. No i niestety odsetek jest bardzo wysoki. Dotyczy ponad 50% (w zależności od źródeł). Ponadto co druga bezdzietna kobieta po 60tce ma z tego powodu depresję, a nawet myśli samobójcze. I właśnie z tej perspektywy czasem warto spojrzeć. Choć zgadzam się: nikt nie powinien zmuszać do macierzyństwa, próbować naciskać, itd. Tylko broniąc tych, co naciskają (a są to zazwyczaj najbliżsi), to oni nie robią tego zazwyczaj z myślą o tym, by być kąśliwym, ale właśnie z tego powodu, że mając dzieci i większe doświadczenie życiowe, wiedzą, że wraz z mijającymi latami szczęście bez dzieci nie jest już takie pewne i z perspektywy czasu życie wygląda trochę inaczej…Dla mnie to dość złożony problem.

      • Rodzynek Rodzynek

        wszystko zgodnie z mądrością, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że czegoś się nie zrobiło

  8. M. M.

    Może sobie Pani ten artykuł o kant d… roztrzaskać. Wkurzyła Pani niejedną osobę BZW. Między innymi mnie. Zawoalowane namawianie do rozpłodu.
    Żadnych bachorów. Nigdy. A tym, którzy z butami włażą w życie bezdzietnych, gratuluję „klasy”. Zazdrość zżera, co?

    • sosrodzice sosrodzice

      M, ale Autorka nie narzuca nikomu decyzji…Pozostawia ją Czytelnikowi. Odbierasz to inaczej?

Zobacz również