Dziecko też człowiek!

Nie ulega wątpliwości, że dziecko to człowiek. Mimo to, niejednokrotnie obserwuję społeczne przyzwolenie na stosowanie przemocy fizycznej czy emocjonalnej właśnie wobec dziecka. Te same zachowania, które wobec dorosłych byłyby nieakceptowane, wobec dzieci uchodzą a czasem są preferowane. Zilustrujmy to na przykładach:

  • Gdy dziecko dostaje klapsa od dorosłego zdarza się, że słyszymy głosy: to tylko klaps. Niektórzy mówią, że to jest niezbędny element wychowania by dziecko poznało zasady i wiedziało, co dobre a co złe.
  • Gdy dziecko uderzy dorosłego, to jego zachowanie jest niegrzeczne i oczywistą sprawą (dla dorosłych) jest, że tak nie wolno.
  • Gdy jeszcze innym razem, dorosły (kobieta lub mężczyzna) uderzy innego dorosłego, to wtedy mówi się o przemocy lub molestowaniu.

W głowie kiełkują mi pytania:

  • Czy słabszych, mniejszy lub bardziej zależnych od nas można uderzać a silnych i niezależnych jednostek nie?
  • Czego dziecko, które dostaje ‘tylko klapsa’ uczy się o przemocowym i pokojowym rozwiązywaniu konfliktów?
  • I wreszcie: czego dziecko uczy się o szacunku do drugiego człowieka bez względu na wiek, pozycję, zdrowie, wielkość i inne…?

522464_10151453471076112_286296898_nMówimy dzieciom, że starszym należy się szacunek, a czy mówimy, że dzieciom też? Nierówność między dorosłym i dzieckiem uczy młodych ludzi, że dzieci są gorsze od dorosłych, że dorosłym wszystko wolno albo przynajmniej wolno im więcej: dorosły może przekraczać moje granice, dorosły może mnie uderzyć, dorosły może nie brać mnie pod uwagę, dorosły może mnie nie szanować. Tym sposobem nie wychowujemy odważnym i przebojowych ludzi, lecz podporządkowanych, nadmiernie posłusznych i niepewnych siebie.

Opisane wyżej sytuacje są dokładnie takie same: gdy kogoś uderzamy czy bijemy to sprawiamy mu ból, a takie zachowanie jest brakiem szacunku i akceptacji. Janusz Korczak mówił: nie ma dzieci są ludzie. Przysłuchując się temu, w jaki sposób otaczający nas dorośli (a czasem niestety i my same – gdy włącza nam się nawykowe działanie) mówią do dzieci, ciśnie się pomysł, iż istnieje niewypowiedziane na głos założenie, że jeśli ktoś jest silniejszy i większy to może więcej. Idąc dalej tym tropem: w imię dobra dziecka, dorosły może krzyczeć na dziecko, wyzywać je, ośmieszać czy bić. Takie działania mają sprawić, że wyrośnie na porządnego człowieka.

Skąd wziął się pomysł, że dorośli mogą więcej i że nie obowiązują ich zasady szacunku i dbania o drugiego człowieka? Z założenia, rodzicielstwo wiąże się z dbaniem o życie, zdrowie i rozwój drugiego człowieka. Czy więc traktujemy swoje dzieci tak, jak traktujemy innego dorosłego – szefa, przyjaciela, partnera?

Rodzice wciskają dzieciom łyżeczki z jedzeniem, gdy te mówią, że już nie chcą albo gdy nie są głodne. Nakazujemy dzieciom sprzątnąć zabawki, gdy te właśnie są w samym środku najwspanialszej przygody jaką wymyśliły. Wymagamy wynoszenia śmieci od razu, stawiamy warunki: zgadzam się na…pod warunkiem, że… . Niejednokrotnie oczekujemy, że mali ludzie będą dawać całusy na przywitanie, mimo, że my sami mówimy jedynie Dzień dobry!

Dorosły oponuje, wyraża zdanie, nie zgadza się, natomiast dziecko staje się niegrzeczne i zasługuje na karę. Dorośli nierzadko nie potrafią usłyszeć i potraktować poważnie dziecięcego NIE.

W myśl tego, co wybrzmiało powyżej, rodzice stawiają żądania w stosunku do dziecka, gdyż stawiają siebie w pozycji ważniejszego. Oczywistym jest, że istnieją potrzeby dzieci, których te nigdy nie wyrażą lub nie maja ich świadomości. Mowa tutaj o bezpieczeństwie, dbaniu o zdrowie, jasności i przejrzystości zasad, którymi kierujemy się w życiu czy które obowiązują w domu i wielu innych. Dziecko bardzo potrzebuje jasnych granic, potrzebuje by ktoś pokazał mu, co jest dobre a co złe, by położył je do łóżka, gdy jest zmęczone albo dbał, by nie jadło zbyt dużo słodyczy. Ale równie mocno potrzebuje być usłyszane i wzięte pod uwagę, co wiąże się z traktowaniem dziecka na równi ze sobą-dorosłym. W Porozumieniu Bez Przemocy mówi się, że potrzeby wszystkich ludzi (dorosłych i dzieci) są równe i równie ważne. Co więcej, każde NIE wyrażone w stosunku do drugiego człowieka jest jednocześnie TAK dla swoich bardzo aktualnych i żywych tu i teraz potrzeb. Dlatego też, odmowa, opór czy po prostu NIE dziecka nie jest wyrazem bycia niegrzecznym czy nieposłusznym w stosunku do rodzica. Mówienie NIE jest najwyższym wyrazem dbania o swoje potrzeby, jest odpowiedzią na kontakt ze sobą i strategią na zadbanie o siebie.

Autorki: Joanna Berendt i Aneta Ryfczyńska-Szczegielniak, wspólnie prowadzą blog z empatycznymi bajkami i rozważanymi o empatycznej i coachingowej komunikacji rodzic-dziecko: http://przyjacielezyrafy.blogspot.com/

Joanna Berendt – akredytowany coach ICF, trener, mediator. Specjalizuje się w pracy z osobami stojącymi u progu ważnych decyzji życiowych, takich jak zmiana kariery zawodowej, zmiana w życiu osobistym, poprawa relacji, odnalezienie balansu pomiędzy ważnymi obszarami życia – wspiera ich w odnalezieniu własnej drogi oraz wykorzystaniu wewnętrznego potencjału.  (www.KobiecyCoach.pl).
Oferuje sesje indywidualne, warsztaty grupowe oraz mediacje. Prowadzi również sesje i warsztaty z coachingu rodzicielskiego, wspierając rodziców w odnalezieniu poczucia celu, siły i pasji w wyzwaniach dnia codziennego.
W życiu ceni otwartość i ciekawość życia, działanie w zgodzie ze sobą oraz poczucie humoru. Pasjonuje ją Porozumienie bez Przemocy nie tylko jako sposób komunikacji, ale stylu odbierania świata i nawiązywania relacji.
Ukończyła między innymi kurs „The Art and Science of Coaching”, Szkołę Trenerów Rozwoju Kompetencji Trenerskich oraz Studium Nonviolent Communication. Prywatnie mama dwójki energicznych i ciekawych świata oraz właścicielka psa Miśka.
Napisała książkę o komunikacji empatycznej z dziećmi: „Dogadać się z dzieckiem – coaching, empatia, rodzicielstwo”, która jest już dostępna na rynku wydawniczym.
Prywatnie mama dwójki energicznych i ciekawych świata dzieci.

Aneta Ryfczyńska-Szczegielniak-słuchaczka 3-letniej Szkoły Trenerów w Dojrzewalni  Róż. Zwolenniczka empatycznej komunikacji (Nonviolent Communication), która jest dla niej sposobem na życie.
Skutecznie realizuje pomysł bycia trenerką rozwoju osobistego. Organizuje grupy rozwojowo-wizerunkowe  oraz grupy wsparcia dla kobiet. Z chęcią angażuje się w projekty o tematyce kobiecej, jak również w te dotykającej kwestii rodzicielstwa. Uczy się mediacji w języku Komunikacji bez Przemocy.
Ukończyła filologię angielską w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej oraz projektowanie mody w Szkole Artystycznego Projektowania Ubioru. Od kilku lat zajmuje się modą i projektowaniem ubioru dla kobiet.
Z zamiłowaniem studiuje współczesne wizerunki kobiety i kobiecości obecne w sztuce, mediach i modzie. Napisała pracę o wizerunku kobiety jaki tworzy lalka Barbie.
W wolnych chwilach pisze i maluje. Mama 3 letniej dziewczynki.

Artykuł został napisany w ramach kampanii społecznej Fundacji Rodzice Przyszłości:
„Każde Twoje Słowo Zmienia Życie”.
Celem kampanii jest zwrócenie uwagi na problem stosowania przemocy emocjonalnej wobec dzieci i przeciwdziałanie jej.
Na stronie internetowej fundacji zamieszczony został bezpłatny Test Świadomego Rodzica, którego zadaniem jest określenie, czy zdajemy sobie sprawę, które zachowania wobec
dziecka, są dopuszczalne, a które nie powinny mieć miejsca, ponieważ mają charakter przemocy emocjonalnej i są dla niego krzywdzące.
Bądź Świadomym Rodzicem.
Wypełnij bezpłatny test na stronie:
http://testy.rodziceprzyszlosci.pl/przemoc-emocjonalna/

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mika Jaworska Mika Jaworska

    To nie jest takie proste, jak przedstawia artykuł. Sprawa stawiana jest na ostrzu noża i sugeruje ” właściwe” odpowiedzi. Manipuluje czytelnikiem. Tak się nie robi. Zakładając, że rodzice chcą jak najlepiej dla swojego dziecka , musimu dać im prawo do błędów i pomyłek. Nikt nie uczy młodych ludzi jak być rodzicami. Zawalani są literaturą – lepszą – gorszą -nie mogą co chwila zastanawiać się, czy to co akurat robią – jest właściwe i jak służy dziecku. Muszą normalnie żyć na co dzień – ku obopólnej radości i szczęściu.Pytania stawiane w ten sposób” Dlaczego dajesz klapsa dziecku a jak ono da tobie to …. ” itp są po prostu do niczgo ! Nie jestem za klapsami, ale nie jestem też,za ” książkowym wychowywaniem dzieci”. Nie ma książek i poradników na życie. Nie ma książek i poradników na miłość. A jeśli są – to generalnie wszystkie są do dupy i nijak nie mają się do zwykłej rzeczywistości, do nieprzespanych nocy, do zmęczenia, do stresu, do nieracjonalnalnych reakcji, które wszystkim się zdarzają. Wszyscy zawsze będziemy popełniać błędy. Jeśli za tym stoi prawdziwa miłość do dziecka – to ani klaps mu nie zaszkodzi ani najdroższy prezent nie pomoże. Ot … zycie :) .

    • Dorota Dorota

      Hmm…zgadzam się, dzisiaj się wszystko zbyt często zanadto upraszcza, nie uwzględnia codzienności, zmęczenia, problemów, stresów, braku czasu, skupia tylko na celu, którym w skrócie jest bycie „idealnym”, „wzorowym” rodzicem. Też mam wrażenie, że tak się nie da. I osoby, które tego nie widzą są zanadto sfrustrowane i wymagają od siebie zbyt wiele. Te za bardzo wrażliwe załamują się lub ….są agresywne. Bo skoro robię wszystko, co w mojej mocy, a on ciągle płacze/marudzi/buntuje się/nie słucha, to chyba wina „tego dzieciaka”, a od tego stwierdzenia blisko już do „ja mu pokażę” „wybije mu z tyłka te fochy”?
      Tak czasami sobie myślę, że trzeba dać rodzicom trochę luzu, oddechu, przyzwolenia na niedoskonałość, jednak z dużym wsparciem, które pozwala pracować nad sobą. Myślę, że taki był zamysł Autorek: by starać się żyć dla dzieci i dla siebie. I z jednej strony odpuścić i dzieciom i sobie.

      • Mika Jaworska Mika Jaworska

        Pani Doroto, właśnie tak! Nie można stawiać sobie ” CELU” – ” zgodnie z zasadami wychowam dziecko!” Dziecko to żywa istota, intelientna, sprytna. Nie może być obiektem jakichś wyimaginowanych działań, które według różnych poradników, doprowadzą do równie wyimaginowanego happy end’u!.Ja zrobiłam wiele błędów. Chciałam na przykład „zmienić” Michała, – nagiąć go do rzeczywistości, bo uważałam, że dzięki temu lepiej sobie kiedyś poradzi! Moja intencja była według mnie słuszna,a okazało się , że niekoniecznie …. Bo On i tak się nie zmienił.. Pozostał tym samym dziwacznym Michałem. Trzeba było nie ” naginać go” a „podążać za nim”. Nie upierać się a wspierać. Dziś zrobiłabym całkiem coś innego. Cieszę się tylko , że osiągnęłam to, że dziś siedzimy sobie przy stole i rozmawiamy o tym bez problemów. Pani Doroto – stawiam na miłość! – Zawsze stawiałam. Ona podsuwa najlepsze rozwiązania. I nawet jeśli się błądzi, robi coś nie tak to, nie wyrządza się krzywdy. Nie możemy wymagać od siebie bycia idealnym rdzicem, bo tacy po prostu nie istnieją! Wymaganie od siebie bycia idealnym rodzicem implikuje, że i dzieci bdą idealne! A one nie są! To zbyt duży ciężar – unieść oczekiwanie mamy czy taty, że będzie się ideałem! Słowem – nie dajmy się zwariować ! :) .

      • mama dwojki mama dwojki

        zgadzam się w 100% – nie dajmy się zwariować.

  2. Kasia Kasia

    Zgadzam się z tym, że dziecku należy się szacunek, poważne traktowanie jego potrzeb, wychowanie bez przemocy itd. . Niestety artykuł nie odpowiada na pytanie, które go reklamowało: Jak mądrze egzekwować zasady? Bo wiadomo, że bez zasad i granic nie wychowamy odpowiedzialnego człowieka. Pisanie o ideałach bez proponowania alternatywnych rozwiązań jest bez sensu. W dzisiejszych czasach tak mnóstwo ludzi popiera przysłowiowe klapsy, ponieważ sami byli wychowywani za ich pomocą. Sami byli wychowywani w duchu, ze „dzieci i ryby głosu nie mają” i, że dobre dzieci to takie, które są zawsze posłuszne oraz wyrażają jedynie pozytywne emocje. obecni rodzice nie znają alternatyw, nie mają odpowiednich wzorców, dlatego uciekają się do rozwiązań które znają. Sama jestem po psychologii i lekturze tony książek na temat wychowania z szacunkiem, bez przemocy, a jakże trudno czasem zmierzyć mi się z oporem dziecka. Nie raz łapię się na tym, że opór dziecka traktuję jako osobistą porażkę i najchętniej wymusiłabym posłuszeństwo natychmiast. Dopiero chwila refleksji, pozwala mi dostrzec w tym oporze pozytywne strony np. takie, że moje dziecko nie jest (na szczęście) bierne i uległe. Mimo tej świadomości, poszukiwanie rozwiązań takich, które nie obezwładniałyby dziecięcej aktywności i asertywności, a jednocześnie egzekwowały przestrzeganie ustanowionych granic, nie jest łatwe. To jest codzienna walka z samym sobą, codzienne wyzwania. Także z chęcią przeczytam artykuł z propozycjami konkretnych rozwiązań.I z odpowiedzią na pytanie np.takie: Czy każde „NIE” dziecka musi zostać przyjęte przez rodzica? I jak odróżnić sytuacje, w których musimy ograniczyć dziecięce prawo do powiedzenia „nie” od tych sytuacji, w których możemy pozwolić dziecku na decydowanie o sobie samym?