Dziecko się złości…Jak reagować na napady złości?

Odpowiednia reakcja na napad złości u dziecka to poważne i dla wielu rodziców niezwykle trudne wyzwanie. Motywacja w takim momencie jest zazwyczaj prosta: niech to się jak najszybciej skończy. Często emocje malucha przechodzą na rodzica. Pojawiają się myśli, że dziecko robi to nam na złość, w takiej chwili trudno nie przypisywać maluchowi najgorszych cech.

Tymczasem warto sobie uzmysłowić, że źródłem napadu złości jest utrata samokontroli. Dlatego rodzica rolą jest nauczenie malucha panowania nad emocjami oraz wyrażania ich w bezpieczny i akceptowalny sposób. To, co zrobisz dzisiaj, będzie miało wpływ na to, czy dziecko w przyszłości będzie umiało nad sobą panować i czy będzie akceptowane w grupie rówieśników.

Jest zachowanie, jest skutek

Już od najmłodszych lat warto uzmysławiać dziecku, że każde działanie powoduje pewne skutki, że jest akcja i jest reakcja.

Dzieci bardzo szybko zauważają tę zależność. To dlatego z takim zapamiętaniem wyrzucają wszystko z wózka, sprawiając, co się dzieje, gdy na ziemię spada pluszak, a co, gdy wypadnie grzechotka. Każdy rodzic szybko jest w stanie sobie z pewnością przypomnieć inną zabawę: w chowaniu przedmiotów pod poduszkę czy kocyk, którą czynność potrafią maluchy powtarzać w nieskończoność.

Wraz ze wzrostem, dzieci uczą się, że istnieją konsekwencje pozytywne i negatywne. Zdobywają wiedzę na podstawie własnych doświadczeń, jak sobie z nimi radzić.

Naukowcy wielokrotnie badali te aspekty. Zauważyli, że konsekwencje pozytywne są bardziej motywujące i mają większy wpływ na przyszłe zachowania niż konsekwencje negatywne. Dlatego dzieci wykonują określone czynności chętniej ze względu na możliwość uzyskania nagrody niż w obawie przed karą.

Warto chwalić dziecko za pozytywne zachowanie oraz pokazywać swoje niezadowolenie, gdy jest ono negatywne. Logiczne? Niekoniecznie…Jako rodzice popełniamy wiele błędów: przykładowo, ile razy dziecko dostało ciastko, bo przeszkadzało nam w rozmowie lub ile razy kupujemy lizaka, bo pociecha domaga się tego histerycznym płaczem. Niektórzy wyznawcy, zwłaszcza źle pojętego rodzicielstwa bliskości, zalecają, by atak histerii przetrwać poprzez obdarzenie dziecka uwagą, wzięcie na kolana, przytulenie… Takie działanie wydaje się pod wieloma względami nielogiczne. Także ze względu na to, że każe rodzicom postępować wbrew rozsądkowi, a nawet własnym uczuciom. Bo gdy dziecko ma napad histerii, naturalne wydaje się zadbanie o to, by nie zrobiło sobie ono krzywdy oraz zignorowanie tego napadu czy pokazanie własnej nie akceptacji na takie zachowanie, co daje maluchowi jasny sygnał, że w ten sposób nic nie zdziała. Jeśli aktor nie będzie miał widowni, nauczy się szybciej wyrażać złość w akceptowalny sposób.

Przytulanie oraz zapewnianie dziecka w momencie napadu histerii, że akceptujemy je bezwarunkowo, wydaje się strzelaniem w stopę. Rozsądniejsze byłoby takie zapewnienie w innej sytuacji. Niekoniecznie wtedy, gdy maluch kopie, gryzie i krzyczy, na co naturalną reakcją rodzica powinno być po prostu powiedzenie „nie”.

Konsekwencje naturalne i logiczne

Można wyróżnić dwa rodzaje konsekwencji:

  • konsekwencje naturalne, czyli uczenie się na własnych błędach. To konsekwencje naturalne: jeśli dziecko nie zje śniadania, będzie głodne. Jeśli zepsuje zabawkę, nie będzie mogło się nią bawić. W wielu sytuacjach dobrze pozwolić maluchowi uczyć się na własnych błędach. Oczywiście nie wtedy, kiedy byłoby to w jakimś stopniu dla niego niebezpieczne.
  • konsekwencje logiczne – to konsekwencje, które wynikają z naśladowania naturalnych konsekwencji. Przykładowo jeśli dziecko zbije szklankę, musi pomóc w sprzątaniu. Jeśli porysuje ścianę, musi pomóc w jej zmywaniu. Uczenie tych zależności dziecka jest bardzo ważnym narzędziem wychowawczym.

Chwalenie małych dzieci

Pewną drogą do w walce z napadami histerii jest również docenianie pozytywnych aspektów zachowania malucha. I choć prawdą jest, że z chwaleniem można przesadzić, to również nie jest tajemnicą, że ten sposób postępowania jest prostą metodą na kierowanie zachowaniem malucha, motywowania i podnoszenia jego poczucia własnej wartości. Dzięki temu dziecko czuje się kochane i doceniane. Im bardziej maluch liczy się ze zdaniem rodzica i im bardziej jest emocjonalnie z nim związany, tym pochwały będą miały większe znaczenie.

Jednak chwalić należy w umiejętny sposób. O tym powstał na stronie osobny artykuł, do którego teraz odsyłam.

Karanie i dyscyplinowanie – czyli mylenie pojęć

Wiele dzisiaj się mówi o karaniu i dyscyplinowaniu. Słowa te z różnych przyczyn w wielu kręgach mają negatywny wydźwięk. Śmiem twierdzić, że nie do końca słusznie.

Wiele osób nie widzi różnicy między dyscyplinowaniem i karaniem. A ta istnieje i jest znacząca. Jeśli dyscyplinujesz, wchodzisz w naturalną rolę dla rodzica – WYCHOWAWCY, który staje się przewodnikiem, uczącym sposobów samokontroli oraz takiego zachowania, by mieć poczucie bezpieczeństwa w otaczającym świecie. Natomiast gdy sięgasz po karę (która oczywiście nie musi i najczęściej nie oznacza bicia czy upokarzania, ale wiąże się z pokazaniem dziecku pewnych konsekwencji zachowań), to stajesz się POLICJANTEM. Z drugiej strony tak jak w życiu można być „dobrym policjantem” lub złym.

Dobry policjant potrafi być spokojnym, pewnym siebie rodzicem, któremu zależy na dobru dziecka. Wie on, że jeśli sam nie zajmie się wychowywaniem malucha  oraz nie będziecie wyciągać pewnych konsekwencji z jego działań, to dziecko wychowają inni. Osoby, które nie będą miały do dziecka tyle cierpliwości i miłości, co jego rodzice.

Powracając jeszcze do różnic między dyscyplinowaniem i karaniem, można zauważyć, że większość rodziców nie jest w stanie uniknąć karania. I nie należy ich za to winić, czy uznawać za gorszych. Warto pamiętać jednak o tym, by w pierwszej kolejności wybierać jako metodę dyscyplinowanie, czyli sposób na wzmacnianie pewności siebie, okazanie szacunku dziecka i zachęty do pracy nad sobą.

Jeśli natomiast dyscyplinowanie nie zdaje egzaminu, rozmowa nie sprawdza się, to wtedy pozostaje kara. Również po to, by maluch dowiedział się, że za słowami idą pewne czyny, konsekwencje, z jakimi będzie musiał się zmierzyć.

Jakie są rodzaje kar?

Dużo mówi się o karaniu, mówiąc o nim tylko w negatywnym świetle. Często dlatego, że pod terminem „kara” rozumie się poniżanie, bicie, czy przemoc. A przecież oprócz kary słownej, cielesnej jest również kara pedagogiczna:

  • kara słowna to najczęściej krzyk, poniżanie, wyśmiewanie. I tej karze mówimy stanowcze nie. O tym, dlaczego nie należy stosować tego typu kar na pewno powstanie osobny artykuł.
  • kara cielesna to klapsy, szczypanie, potrząsanie, mocne chwytanie, itd. To również forma nieskuteczna i jak najbardziej nie warta propagowania.
  • kara pedagogiczna – pod wieloma względami przy zachowaniu pewnych zasad może być skuteczna. Stosując tę karę, pozbawia się dziecko pewnych przywilejów lub przedmiotów, jakie mogą być dla niego ważne. Przykładowo: jeśli prosisz malucha, by nie rzucał klockami o ścianę, czy o ziemię, bo boisz się, że dziecko może uderzyć kogoś lub coś zniszczyć lub po prostu irytuje Cię hałas, a maluch mimo kilku próśb oraz próby odwracania uwagi, nadal to robi, możesz zastrzec, że jeśli będzie robił tak dalej, klocki mu zabierzesz. Pierwszy raz, gdy klocki rzeczywiście wylądują na szafie, z dala od dziecka, ten skutek jego zachowania może być dla niego niezrozumiały. Jednak jeśli rodzic postępuje konsekwentnie i nie rzuca słów na wiatr (nie mówi o niemożliwych w realizacji konsekwencjach), to już półtoraroczny maluch jest w stanie zrozumieć zależność między ostrzeżeniem i konsekwencjami nie zastosowania się do próśb.  Kara pedagogiczna będzie skuteczna, jeśli nie będzie przesadzona (konsekwencje nie będą zbyt duże w stosunku do „przewinienia”) oraz nastąpi, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, możliwie szybko, jako skutek określanego zachowania.

Czego uczy dyscyplina?

Czym jest dyscyplina? Najczęściej to ostrzeżenie dziecka, przeprowadzenie rozmowy, pogrożenie palcem, zmarszczenie brwi i charakterystyczne spojrzenie. Jeśli dyscyplinuje się dziecko, nie ogranicza się jego wolności, ale uczy tego, do czego przecież niezbędni są rodzice.

  • Wypracowania systemu wartości i zasad moralnych,
  • Odpowiedniego zachowania w określonych sytuacjach
  • Jak przestrzegać społecznych i kulturowych norm zachowania,
  • Jak rozwiązywać konflikty w relacjach z innymi,
  • Jak przewidywać konsekwencje swojego zachowania.

Przekierowanie, czyli dyscyplinowanie małych dzieci

Zanim dojdzie do napadu złości zazwyczaj dziecko daje jasne sygnały dyskomfortu i sprzeciwu. Jak postępować w przypadku małych dzieci?

Dyscyplinowanie małych dzieci to pokazywanie im, w jaki sposób mogą zmienić swoje zachowanie na bardziej bezpieczne, czy w danym momencie odpowiedniejsze. Jeśli widzimy, że dziecko się źle zachowuje, dobrze pomóc mu zmienić swój sposób zachowywania. Przykładowo jeśli maluch obcina włosy lalce, należy pokazać, jak je szczotkować lub dać papier do wycinania. Jeśli dziecko usiłuje karmić rybki plasteliną, wystarczy razem nakarmić rybki pokarmem lub zrobić rybkę z plasteliny i ją nakarmić plastelinowym pokarmem.

Time out

Ostatnio mocno krytykowana metoda, w licznych wypadkach bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli tłumaczenie oraz odwracanie uwagi nie skutkuje, ta metoda niemal zawsze się sprawdza. Bardzo ważne jest, by jej jednak nie nadużywać i sięgać po nią w ostateczności.

Odizolowanie dziecka, przeniesienie do łóżka czy kojca lub starszego maluch na wyznaczone krzesełko pozwala zapanować na jego emocjami i umożliwia wyciszenie.

Miejsce wyciszenia powinno być odpowiednio dobrane. Należy ograniczyć dziecku ilość bodźców i zabawek. Koniecznie należy zwrócić też uwagę na odpowiedni czas odosobnienia. Zanim zaprowadzimy malucha, należy mu krótko (bez wchodzenia w szczegóły i długie monologi) wytłumaczyć, dlaczego tam trafia. Gdy dziecko się uspokoi, przytulić i krótko wyjaśnić, dlaczego potrzebny był ten czas i co się stanie, gdy postąpi w przyszłości w podobny sposób.

Sposób na starsze dzieci

Jeśli napady złości są problemem dzieci powyżej 5 lat, można spróbować zastosować system zbierania żetonów, tablicę motywacyjną, na której przyczepiamy kwiatuszki, uśmiechnięte buźki, itd.

Za każde pozytywne zachowanie w określonych sytuacjach (zasady muszą być jasno określone i zrozumiałe dla dorosłych i dzieci) maluch otrzymuje żeton/buźkę/kwiatuszek/znaczek, który następnie dołączony do kolejnych żetonów może być wymieniony na nagrodę. Najlepiej niewielką, ale taką, która dziecku sprawi naprawdę przyjemność: może być to kolorowanka, śmieszne okulary, naklejki, czy rodzinne wyjście do kina. Dobrze jeśli nagroda będzie zaskoczeniem i czymś oryginalnym, czego maluch jeszcze nie ma oraz tym, na czym mu zależy. Warto jednak unikać nagradzania dziecka jedzeniem, bo takie zachowanie wysyła błędne komunikaty i w przyszłości może prowadzić do otyłości.

Bardzo ważne jest również to, by nie nadużywać tej metody, by nie osiągnąć efektu, podczas którego dziecko każdorazowo wymaga nagrody za dobre zachowanie. To działanie powinno być połączone z innymi metodami: dyscyplinowaniem, motywowaniem dziecka do wysiłku poprzez prowadzenie rozmów, uczenia się na własnych błędach, itd.

A Wy jak wychowujecie swoje dzieci? Stosujecie kary, nagrody? Kiwacie palcem, może odliczacie 1…2…3? Napiszcie!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. MaTyLdA MaTyLdA

    Narszcie ktoś to normalnie opisał. Podszedł do tematu rzetelnie. Lubię Was czytać za to.

  2. Kinia Kinia

    Dyscyplina jest bardzo ważna. Za mało się o tym mówi…

  3. ewanka ewanka

    Ja czym bardziej próbuje doprowadzić do porządku to tym bardziej jest gorzej ;-/

  4. elkam85 elkam85

    Świetny artykuł. Jestem mamą czterolatka i często muszę pokazywać mu, że niektóre zachowania są niestosowne. Czasem jeśli jego zachowanie przekracza granice, nawet w towarzystwie w stosowny sposób muszę go upomnieć. Często spotykam się wtedy z krytyką lub karzącymi mnie spojrzeniami. Niektórzy nie są w stanie pojąć, że tak jak dorosłego i dziecko można w odpowiedni sposób zganić. Czuję się wtedy winna, mimo, że zdaję sobie sprawę ze słuszności mojego zachowania. Wg niektórych, konsekwentnie powinno się zachowywać w domu, z dala od ludzi, a czy wtedy jest to konsekwencja?

    • Kinia Kinia

      Znam ten ból. Gdy staram się wprowadzać pewne zasady w stosunku do dziecka i jesteśmy poza domem (wymagam tego, co w domu), otoczenie często mówi, że przesadzam. dziecko jest sprytne i to wyczuwa…robi się bardziej nieznośne. Dlatego pytam, czy to tak trudno wspierać rodziców w wychowywaniu dzieci zamiast kłaść im kłody pod nogi??

      • Rodzynek Rodzynek

        Zwrócić uwagę – źle, nie zwrócić – jeszcze gorzej. Najlepiej postępować wg własnych zasad i również w wyznaczaniu granic być konsekwentnym – wobec dziecka i – może przede wszystkim – wobec siebie.

    • Dorota Dorota

      Myślę, że najtrudniej zachować swoje zasady zwłaszcza „w towarzystwie”….Trzeba się tego ciągle uczyć i przy tym być elastycznym, wtedy, kiedy trzeba ;) Bo np. czasami z różnych powodów nie możemy zareagować od razu…I to jest trudne. A problem jest szczególnie duży, gdy osoby, które teoretycznie twierdzą, że się nie wtrącają, robią to nagminnie.

      • ewanka ewanka

        Właśnie tak jest , dzieci wyczuwają że są u kogoś i ja nie zawsze krzyknę, czy będę głosić kazanie, dla tego rządzą się, a inni powiedzą że nie potrafię ich uporządkować. A jak próbuje doprowadzić do porządku to mi wytykają że jestem za ostra :-/ I jak dogodzić im ;-)

  5. Emilia Emilia

    Czyzby sama Pani Agnieszka Stein zle pojmowala rodzicielstwo bliskosci proponujac jako jedna z metod przytulenie dziecka podczas agresji i zlosci?????? Przytualnie podczas napadu histerii- bardzo sie sprawdza z moim dzieckiem- skraca czas agresji, wycisza mnie i dziecko, buduje relcje i wowczas jest prawdziwym pokazaniem ze jest akceptowane bezwarunkowo. Nigdy moja corka nie odbierala tego jako nagrody. Prosze poczytac tez Cohena. Bliskosc to bloskosc a nie zrywanie kontaktu zeby pokazac dziecku kto tu jest bardziej zraniony itp. Pani Oliwio, chyba jednak powinna Pani sie wdrozyc bardziej w rodzicielstwo bliskosci zanim zacznie wypowiadac sie jako ekspert na ten temat. Pozdrawiam.

  6. Magda Magda

    Dla mnie to tresura. Nawet nie mogłam doczytac do końca. Straszne

  7. Alinka Alinka

    Ja nie do końca zgadzam się z tym artykułem bo dzieci są różne i metodę wychowawczą należy dostosować do dziecka. Moje dziecko jest dość trudne i tylko właśnie bardzo dużą bliskością uzyskuję to co chcę od niego. Czasami muszę iść krok w tył aby skoczyć dwa do przodu. Bywa, że mam dość i mały wyprowadza mnie z równowagi wtedy próbuję nakazywać mu bo przecież jestem jego mamą i powinien się przecież zaraz słuchać. Zawsze kończy się to przegraną obojga bo Mały rozhisteryzowany faktycznie w końcu robi co chce ale kosztuje nas to tyle emocji że szkoda gadać. Teraz jak jest konflikt staram się odczekać czasami zrobić 2 podejścia do Malucha i zazwyczaj sprawa szybciej się kończy i ja nie jestem zdruzgotana psychicznie. Należy pamiętać, że zazwyczaj dzieci o delikatnych i wrażliwych układach neurologicznych właśnie często zachowują się „niegrzecznie”. Muszą mimo wszytko czuć naszą akceptacje. To moje zdanie.

    • Alinka Alinka

      Ahh jeszcze chciałam dodać, że bardzo się cieszę, że moi rodzice nie czytali żadnych poradników wychowując mnie. Zawsze są mi bardzo bliscy i chyba dlatego zawsze bardzo się ich słuchałam. Dzieci należy kochać i przytulać ile się da i to nie jest nagroda tylko zwykła ludzka potrzeba.

  8. Agnieszka Agnieszka

    Ciekawe czy autor/ka stosuje”time out” lub zaprasza na krzeselko partnera ktory przechodzi ciezkie chwile, I jak to sie sprawdza. Bzdurny artykul.

  9. Zyczliwa Zyczliwa

    Tak zwana metodą Time Kur- nie polecam. Mam siostrzeńca nastolatka który właśnie taka metoda był dyscyplinowany i teraz w wieku dojrzewania i narastania problemów robi to samo…odizolowywuje się nie ma zbytniego zaufania do rodziców próbuje problem rozwiązać sam a nie w każdej sytuacji samodzielność to dobre rozwiazanie

  10. Monia Monia

    Jestem mamą 5 i 2 latki. Pięciolatka miewa napady złości w których działa odizolowanie jej w ciche miejsce. Cały czas wtedy jestem przy niej kontrolując by nie zrobiła sobie krzywdy i spokojnie mówię, że mamy dużo czasu i możemy tu zostać ile będzie potrzebowała.Najgorszy jest moment w którym próbuje rzucać czymś, bije mnie, rzuca się. Wtedy czasem czuje się bezradna i jest mi przykro, że ona musi sama ukoić swoją złość a ja tylko mogę być przy niej. Po takim zachowaniu zawsze pytam czemu tak postąpiła i podsuwam jej pomysł na rozwiązanie jej problemu w inny sposób. Ona ma 5 lat i naprawdę po takim zachowaniu jest widać,że się wstydzi tego co zrobiła i mi to mówi ze jej wstyd. Wtedy tłumaczę jej,że zachowanie było złe i postaramy się pracować nad tym. Wydaje mi się, że taka metoda reakcji się sprawdza gdyż udało nam się znacznie opanować takie ataki szału jednak znając swoje dzieci najlepiej jest reagować kiedy widzimy, że coś zaczyna się dziać, gdy dziecko ewidentnie zaczyna się złościć nie mogąc osiągnąć tego co chce. Już wtedy reagujmy spokojnie podsuwając dziecku rozwiązanie bądź proponujmy coś czym dziecko mogło by się zająć w danym momencie.Chociażby znana każdej mamie sytuacja w sklepie gdy dziecko chce coś wymusić i setki spojrzeń gdy mówimy nie. Wtedy starajmy się dziecku wytłumaczyć,że jeśli kupimy cukierki to np. nie starczy nam na chlebek. Wtedy dziecko uczy się szanować pieniążki i dokonywać wyborów. Nie wstydźmy się uczyć dzieci i tych spojrzeń innych. Mówiąc „nie” nie bijesz, nie poniżasz po prostu jesteś rodzicem.

  11. Zdesperowana matka Zdesperowana matka

    Powiem tak, wszystko fajnie napisane tylko nie do konca teoria sprawdza sie w praktyce. Moj 2,5 letni syn od paru dni ma ataki nie zlosci a szalu, poniewaz nie chce go nosic po schodach i cala droge do przedszkola. W efekcie wyglada to tak,ze jest jeden wielki cyrk do momentu az moj synek nie znajdzie sie w zlobku. Nie wiem co zle robie. Moim bledem napewno bylo to,ze wlasnie pare dni temu znioslam go po schodach.poniewaz spieszylam sie do pracy,wiec wzielam go na rece,znioslam,nastepnie na dole postawilam na ziemi i zaczal sie istny Horror. W moje dziecko jakby diabel wstapil. Sytuacja ma miejsce teraz co rano i popoludniu,gdy odbieram go ze zlobka. To nie jest zlosc,to jest Jakis szal. Syn rzuca sie na ziemie,wyje,drze sie,jakby niewiadomo jaka krzywde czlowiek mu robil i tak potrafi przez cala droge,ktora trwa ok. 15,20 minut. Probowalam go przytulac w tej sytuacji, to bylo jeszcze gorzej, zaczynal sie szarpac,bic mnie, rzucac na ziemie i wszedzie gdzie tylko sie da. Gdy tylko zobaczy przedszkolanki a ja znikam z pola widzenia dziecko automatycznie spokojne. Ostatnio popoludniu,gdy weszlismy do domu a sasiadka go przekupila slodkosciami,zeby sie uspokoil i sie wtedy uspokoil,probowalam mu tlumaczyc,ze nie wolno sie tak zachowywac,ze jest juz duzym chlopcem i mama go nie bedzie nosic na rekach,potrafi sam chodzic,itd. ale efekt Taki,ze nastepny poranek i popoludnie znowu to samo. Ignoruje jego zachowanie w drodze, po prostu ide dalej i nie reaguje na jego zachowanie. I teraz moje pytanie, co zle robie lub co moglabym zrobic,zeby go jakos uspokoic,bo to wyglada tak,jakby byl niesamowicie wsciekly na mnie z tego powodu nie mogl patrzec na mnie. Nie moge patrzec jak moje dziecko dostaje takiego szalu,bo jest mi go szkoda,widze,ze sam nad tym nie panuje. Ktos mi cos doradzi? Bede wdzieczna,bo byc moze robie cos zle,a nie zdaje sobie z tego sprawy….

Zobacz również