Moje dziecko mnie nienawidzi…

Nie wiedzą, jak wytłumaczyć nam, co ich boli i czego tak naprawdę od nas oczekują. Czują się bezradne i niezrozumiałe a swoją frustrację potrafią wyrazić jedynie w prostych słowach, nie zawsze odpowiednich do sytuacji.

Kilkuletnie dziecko nie jest w stanie poradzić sobie z ogromem emocji, jakich doświadcza. Nie mówiąc już o nieumiejącym mówić niemowlaku, który za narzędzie komunikacji ma głównie umiejętność płakania…Patrząc na to z przymrużeniem oka, przez pierwsze miesiące życia dziecka „miłość” pomiędzy nim a rodzicem może czasami wyglądać tak: rodzic całuje w policzek – ono drapie go po twarzy, rodzic przytula – ono wyrywa mu włosy, rodzic głaszcze – ono uderza go w głowę itd. Nie kocha?

Kocha, i to bardzo. Jednak nie wie jeszcze co to takiego jest, ta cała miłość i jak ją okazać. Ale szybko się tego nauczy (pamiętajmy, że uczy się tego przede wszystkim od nas!) i sprawi nam tym nieraz mnóstwo radości. Znany jest też tzw. bunt dwulatka. Mówią, że wtedy to nasz skarb z grzecznego aniołka zmieni się w rozwydrzonego bachora. Szczególnie upodoba sobie słowo „nie” a jego głównym zadaniem będzie robienie rodzicom na złość. Jednak, gdy następnym razem usłyszymy z ust naszej pociechy słowa, których wolelibyśmy nigdy nie usłyszeć, doświadczymy napadu histerii w supermarkecie czy prosząc o coś po raz kolejny, zostaniemy zignorowani – warto zadać sobie pytanie: dlaczego ono to robi? Czy na pewno po to, by nam dokuczyć? Pewnie zdarzą się i takie sytuacje, ale zazwyczaj bunt ten wynika po prostu z kolejnego etapu rozwoju.

Po drugie: zaakceptować

Jeśli będziemy świadomi tego, że „niegrzeczne” zachowanie naszego dziecka nie wynika z jego złośliwego charakteru czy nienawiści do nas a niedojrzałości emocjonalnej, będzie nam niewątpliwie łatwiej sobie z tym poradzić. Bo tak naprawdę kiedy zdanie: „Nienawidzę Cię, mamo!” – rani nas? Dzieje się tak wtedy, gdy nadajemy mu znaczenie takie, w jaki sposób sami je rozumiemy. Dla dziecka zaś niesie ono zupełnie inne przesłanie: Kocham cię, ale złości mnie, że nie pozwalasz mi zrobić tego, co chcę. Czy zatem powinniśmy zawsze ustępować? Nie. Każde dziecko dla prawidłowego rozwoju i poczucia bezpieczeństwa potrzebuje jasno określonych zasad i wytyczonych granic. Zaakceptujmy jednak prawo malutkich do wyrażania siebie i radzenia sobie z emocjami tak, jak na tę chwilę potrafią najlepiej. Pomóżmy im nazwać to, co czują. Nie reagujmy złością na złość. Dajmy dobry przykład. Pamiętajmy, że dziecko cały czas nas obserwuje i uczy się od nas, dlatego tak ważne jest to, w jaki sposób zareagujemy na kolejny atak złości w jego wykonaniu.

Po trzecie: wspierać

Oczywiście nie jest łatwo być zawsze spokojnym i wyrozumiałym wobec małego buntownika. Pewnie nieraz zdarzy nam się krzyknąć na dziecko, poczujemy się bezradni, zmęczeni lub po prostu źli. Nierzadko zadamy sobie pytanie: gdzie popełniliśmy błąd? Czy to naprawdę jest nasze dziecko, bo zachowuje się jak jakiś „potwór”. Nasze. I nie jest potworem, ani my złymi rodzicami. Takich sytuacji nie da się całkowicie uniknąć. Etapy buntu towarzyszą rozwojowi każdego dziecka i same w sobie nie są niczym złym. W tym czasie uczy się ono wyrażać uczucia, panować nad emocjami, dostrzegać konsekwencje swoich czynów i słów. Rozwija i dorasta. Nie starajmy się „tresować” go, a bardziej „oswajać”. Dążmy do tego, aby czuło się zrozumiałe i akceptowane. Okażmy mu wsparcie i nie bierzmy wszystkiego do siebie, pamiętając przy tym, aby być konsekwentnym. Nie zawsze będzie łatwo, ale świadomość tego skąd biorą się złe emocje z pewnością nam w tym pomoże. Zawsze warto wziąć głęboki oddech i spróbować zrozumieć, dlaczego nasza pociecha zachowała się tak a nie inaczej. Warto też zaakceptować swoje własne odczucia i nie obarczać się winą, gdy czasami nie uda nam się zachować spokoju w kryzysowej sytuacji. Ważne są chęci, bo bycie rodzicem to niekończąca się lekcja cierpliwości…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Pohling Pohling

    Takie wazne wiadomosci nawet wiem dlaczego wielu rodzicow reaguje gniewem bo sami byli tak traktowani