Dziecięcy savoir vivre dziś i jutro

Savoir Vivre, dobre maniery, kindersztuba, bon ton, kultura osobista. To tylko kilka określeń odpowiedniego zachowania i niezwykle szerokiego tematu. Już od najmłodszych lat, a nawet miesięcy uczymy dziecko podstawowych „grzecznych” zwrotów jak: dziękuję, proszę, przepraszam, poproszę czy „pa-pa”. Do grupy takich określeń należą także: dzień dobry i do widzenia. W praktyce jednak bardzo często (o zgrozo!) na powyższych określeniach się kończy, o ile w ogóle są nauczane. Dlaczego? Czego jeszcze można uczyć? I po co nam to w ogóle?

Nauka rozkładania piętnastu sztućców przy jednym talerzu jest absolutnie zbędna w życiu codziennym. Jednak są zasady, które wprowadzone wcześnie zaprocentują w przyszłości, a które niekoniecznie łączymy z savoir vivre. Większości nauczać możemy już dziecko w wieku przedszkolnym. Niektóre należy wprowadzać dopiero jeśli nasze dziecko zacznie uczestniczyć w przyjęciach samotnie, chodzić na prywatki, dyskoteki, domówki i inne imprezy, a więc w wieku nastoletnim. Jednak pamiętajmy o podstawowej zasadzie kindersztuby: Przykład zawsze idzie z góry.

Większa część wymienionych poniżej zasad może się Wam, Drodzy Rodzice wydać oczywista, staroświecka lub wręcz bez sensu i niepraktyczna, niemożliwa do wprowadzenia w życie. Wybierzcie zatem te zasady, które według Was i Waszych doświadczeń powinny zostać dodane do kindersztuby Waszego dziecka i zacznijcie od zaraz. Bowiem, czym skorupka za młodu…
Dużo zasad się powtarza, dlatego potraktujcie proszę poniższą listę jako kompendium etykiety w wersji standard. Wersję maksi pozostawię profesjonalistom.

Zapraszanie i przyjmowanie gości

Jeśli ktoś zjawia się u nas po raz pierwszy, przyjęło się, że nie powinien zdejmować obuwia wierzchniego. Naturalnie jest to trudna sytuacja w porze deszczowo – błotnej. Wówczas decyzję pozostawmy gościowi, mając dla niego przygotowane obuwie „zastępcze”. Inna zasada mówi, że nigdy nie powinno się zdejmować obuwia, jeśli ubrani jesteśmy odświętnie, a więc wieczorowo. Aby samemu być „dobrym” gościem, zabierzmy dla siebie i dziecka obuwie na zmianę. Nie wprowadzimy gospodarza w niezręczną sytuację, oszczędzimy mu stresu i kolekcjonowania butów gościnnych.

Planując przyjęcie, pamiętajmy o odpowiednim zaproszeniu gościa. O ile nie jest to przyjęcie przygotowywane i planowane ad hoc, zadbajmy o komfort swój i przybysza. Zaprośmy z przynajmniej kilkudniowym wyprzedzeniem (jeśli gość zdecyduje się przynieść nam coś, będzie miał na to czas). Jeśli zapraszamy kogoś do siebie po raz pierwszy, zadbajmy o przekazanie mu/jej adresu i/lub wskazówek, jeśli dojazd do nas nie jest oczywisty (może być sms zaraz po rozmowie telefonicznej, mail lub tradycyjnie w wersji papierowej). Zawsze do takiej wiadomości dodajmy (dla przypomnienia) datę oraz godzinę i podpiszmy się. Nieraz bywa tak, że odbiorca może mieć w planach kilka przyjęć i krępująca byłaby sytuacja, gdyby nagle ktoś zadzwonił do naszych drzwi, a my właśnie zabraliśmy się do wiosennych porządków…

Zasad przyjmowania gości jest o wiele więcej. Wymieniłam podstawową, którą można wpajać dziecku już od pierwszych kinderbali urodzinowych. Pozwólmy dziecku samemu zadzwonić do kolegów i koleżanek zapraszając ich na przyjęcie, pomóżmy w przygotowaniu papierowej wersji zaproszenia. Może uda nam się również namówić dziecko do wspólnego stworzenia wierszyka stanowiącego treść takiego zaproszenia? Na pewno nasi mali goście poczują się wtedy wyjątkowo i będzie im niezmiernie miło przyjść do naszego dziecka. Pozwólmy też dziecku pomóc przy nakrywaniu stołu. Taki mały pomocnik mimochodem nauczy się prawidłowych zasad, do tego zaoszczędzi nam czas przy przygotowaniach. Dziecku, które bardzo lubi manualne zabawy, znajdźmy w Internecie ciekawy sposób składania serwetek i pozwólmy samodzielnie je przygotować. Nasze dziecko będzie szczęśliwe, że tak odpowiedzialne zadanie na nim spoczęło i nie tylko chętnie pomoże, ale będzie w przyszłości garnął się do pomocy przy innych okazjach.

U kogoś

Będąc gościem i chcąc być grzecznym, zawsze oferujemy swoją pomoc w przygotowaniu czegoś lub w posprzątaniu po współbiesiadnikach. Może to zadziwiające, ale jest to niegrzeczne, zwłaszcza zmywanie naczyń. Naturalnie zasada nie ma zastosowania, kiedy jesteśmy u bliskich przyjaciół czy u rodziny. Wymienioną powściągliwość zachowajmy dla znajomych czy osób u których gościmy z rzadka.

Ciekawa jest kwestia, KIEDY należy wyjść z przyjęcia. Otóż według profesjonalistów należy kierować się jedną z 4 podstawowych zasad:

  • Gdy wyjdzie już więcej niż dwie trzecie gości;
  • Gdy zbliża się godzina określona przez gospodarza jako koniec imprezy (o ile została określona);
  • Gdy opuści ją gość honorowy (osoba, na której cześć impreza została zorganizowana, naturalnie jeśli nie mieszka ona pod tym samym adresem co organizowane jest przyjęcie);
  • Gdy gospodarze zaczynają sygnalizować czy manifestować zmęczenie. Pamiętajcie, aby nigdy nie wychodzić jako ostatni.

W sytuacji, gdy musimy wyjść wcześniej, uprzedźmy o tym gospodarzy, aby nie byli zaskoczeni. Pożegnaj się dyskretnie tylko z gospodarzami, aby nie dawać innym gościom sygnału, że już i na nich czas. Pamiętajmy także, aby podziękować gospodarzom za miło spędzony czas.

Wprowadzając zasady grzecznościowe naszemu dziecku, postarajmy się wytłumaczyć, dlaczego zachowujemy się w określony sposób. Powiedzmy, że wychodzimy dlatego, że ciocia Ania jest już zmęczona i powinna odpocząć. Wychodząc z dziecięcego przyjęcia, kiedy nasza pociecha gania w najlepsze, a mama małego gospodarza ucieka do kuchni, bo już jej głowa pęka lub ukradkiem zmywa naczynia, wytłumaczmy, że każda zabawa jest dobra, jeśli pozostawia niedosyt. Zapewnijmy, że spotkamy się kolejnym razem i znów będą mogli się pobawić, może tym razem zaprosimy kolegę/koleżankę do siebie. Poprośmy, aby dziecko podziękowało za wspólną zabawę i gościnę. Istnieje dość brutalny żart porównujący gościa do ryby – oba przypadki po 3 dniach zaczynają brzydko pachnieć.

W mieście

W środkach komunikacji zbiorowej, a więc w autobusach, tramwajach, metrze, pociągu i wszędzie tam, gdzie nie posiadamy specjalnej „miejscówki” pierwszeństwo do zajęcia miejsca siedzącego mają zawsze: osoby starsze, rodzice/opiekunowie z małymi dziećmi, kobiety ciężarne i niepełnosprawni.

Bywa tak, że osoby „uprzywilejowane” zachowują się niegrzecznie, wymuszając lub komentując zachowanie osób siedzących. Niestety zdarza się również (o czym osobom jeżdżącym komunikacją z pewnością nie muszę mówić), że osoby pozornie nie wymagające ustąpienia miejsca swoim zachowaniem zmuszają do tego, by mogły usiąść. Sposób, w jaki to robią może skutecznie zniechęcić do odpowiedniego zachowania w kolejnej sytuacji.

Najbardziej przykrym widokiem jest jednak moment, kiedy ustępujemy miejsca mamie z dzieckiem, a ta zamiast samej usiąść, biorąc malca na kolana, sadza go samodzielne samej stojąc. Jest to niedopuszczalne pod względem pedagogicznym, Drodzy Rodzice. Zastanówcie się, czego to uczy naszą pociechę? Sadzane dziecko zaczyna żyć w przeświadczeniu, że to JEMU miejsce się należy i to JEMU powinno ono być udostępniane. Przez chwilę wyobraźcie sobie takie dziecko już nie jako 4-5 letniego szkraba, ale jako nastolatka…

Na pewno niejednokrotnie spotkaliście się, Drodzy Rodzice, z sytuacją, kiedy nie tylko dziecko, ale i dorosły człowiek rozmawia o czerwonej sukience Kasi lub nowym motorze Maćka tak, że cały przedział, wagon czy pół autobusu musi tego wysłuchiwać. Niestety tak się składa, że technika dotarła do nas bardzo szybko, nagle i nie zdążył nikt nas do tego odpowiednio przygotować.

Nasze pokolenie nie zostało nauczone, JAK powinno korzystać z telefonu komórkowego, zatem nic dziwnego, że nie potrafimy tej wiedzy przekazać dzieciom. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej (coraz częściej również w przedszkolach) małe krasnale przechadzają się po korytarzy z telefonem zawieszonym na szyi. Komórka towarzyszy nam w życiu codziennym na każdym kroku. Warto więc umieć się nim posługiwać tak, aby nie zmuszać współpasażerów do wysłuchiwania naszych opowieści. Nie rozmawiajmy więc na cały głos, tak samo jak powstrzymajmy się przed słuchaniem muzyki przez telefoniczny głośnik. Niby oczywista sprawa, a jadąc w najbliższym czasie środkami komunikacji publicznej, posłuchajmy i poobserwujmy osoby korzystające z telefonów. Silne wrażenia i niecodzienny zastrzyk wiedzy o innych – murowane.

Wchodząc i wychodząc z lokalu, autobusu, sklepu itp. pamiętajmy, że pierwszeństwo ma ZAWSZE osoba wychodząca. Ustawmy się tak, aby to wyjście ułatwić, a nie utrudnić. Dlaczego najpierw wychodzący? Żeby zwolnić miejsce dla wchodzących.

Proszę, pamiętajmy również przy wychodzeniu, że nasza młodość i gibkość nie upoważnia nas do przepychania się do wyjścia jako pierwsi. To rowerzystom, czy osobom starszym jest trudniej wyjść, nie nam. Poza tym, co to za przyjemność przepchnąć się przed rowerzystą i tym samym obetrzeć się o łańcuch jego roweru? Pozwólmy mu wyjść, ułatwiając tym samym sobie wejście, czyniąc je bardziej komfortowym i swobodnym.

Pamiętajmy, że kierowca/maszynista ma lusterko i widzi, że pasażerowie jeszcze wychodzą. Na pewno nie zamknie nam drzwi przed nosem. A osobie starszej, która wychodzi znacznie wolniej może, bo po wyskoku szybkich, sprawnych młodych ludzi następuje naturalna „przerwa” zanim starsza osoba pojawi się w lusterku kierowcy.

Ciekawie rzecz się ma przy przepuszczaniu przez drzwi kobiet. Wydawałoby się, że to mężczyzna puszcza przodem kobietę. Nic bardziej mylnego!

Do restauracji pierwszy ZAWSZE wchodzi chłopiec/mężczyzna. Dlaczego? Wymysł Amerykanów. Pamiętacie jeszcze Westerny, a co zatem idzie knajpy powszechnie znane jako Saloony? To właśnie tam narodził się ten punkt naszej etykiety. Knajpiani goście mieli w zwyczaju dosłownie pochłaniać ogromne ilości alkoholu. To sprawiało, że ich zachowania nie zawsze były świadome i kontrolowane. Co więc robili? Upojeni trunkami różnorodnej maści rzucali butelkami i wszelkim dostępnym szkłem. Dlatego właśnie mężczyzna jako odważny gentelman, gotowy bronić czci swojej wybranki, wchodził pierwszy, by ustrzec ją przed, najogólniej rzecz ujmując, dostaniem butelką w głowę. Teraz już takie incydenty nie maja miejsca, ale obyczaj pozostał, a co ważne na stałe wpisał się w etykietę i protokół dyplomatyczny.

Jak się okazuje nie zawsze kobieta ma pierwszeństwo. Nie tylko restauracja jest takim miejscem. Takie zachowanie kultywuje się również w klatce schodowej! Mężczyzna jako pierwszy powinien schodzić ze schodów. Za nim dopiero, nie oddalona zbytnio – kobieta. Dlaczego tak jest? Niegdyś omdlewające damy potrzebowały nie lada asekuracji, nawet schodząc schodami w dół. Zwyczaj przyjął się, a my stosujemy go do dzisiaj. Może nie każdy będzie wiedzieć, że tak należy się zachować, ale po co ryzykować gafę w towarzystwie?

W określonych miejscach:

Teatr: Niby każdy wie, a jednak codziennie można by zaobserwować „perełki” nietaktu. Powinniśmy oddać się w całości sztuce. Przychodzimy ok. pół godziny wcześniej. Dlaczego? Żeby odetchnąć od zgiełku dnia, wyciszyć się, nastawić na to, co nas czeka, pójść do toalety, poczuć klimat teatru. Banalne, a jednak osoba wpadająca w ostatniej chwili wprowadza chaos, przeszkadza, kręci się.

Wyłączcie również telefony. I nie mam tu na myśli wyciszenia, a całkowite wyłączenie. Dlaczego? Dlatego, że w niektórych teatrach sprzęt nagłośnieniowy i oświetleniowy nie jest jeszcze nowoczesny i telefony powodują sprzęganie się sprzętu. Nie jest to przyjemne ani dla aktorów, ani dla obsługi technicznej, ani dla nas samych. Dźwięk przeszywający całe ciało przeszkadza w odbiorze, a osoby wrażliwe na hałas mogą odczuć skutki boleśniej. Oczywiście niedopuszczalne jest rozmawianie przez telefon, jedzenie i rozmawianie. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o Teatrze Narodowym, przedstawieniu w Domu Kultury, czy podczas inscenizacji naszych dzieci w przedszkolu czy szkole. Teatr to teatr. To więź między widzem a aktorem. Swoim zachowaniem dajemy wykonawcom komunikat, czy szanujemy ich i ich pracę.

Ubiór również powinien być dostosowany do miejsca. Nowoczesne sale są wyposażone w dobrze działającą klimatyzację. Zatem zastosujmy ubiór przykrywający nasze ciało. Kostium kąpielowy, ogrodniczki, krótkie szorty, czy koronkową bluzeczkę, przez którą widać biustonosz pozostawmy w domu. Naturalnie czasy sukien wieczorowych i smokingów już dawno minęły i niekoniecznie muszą wrócić, jednak umiar zawsze jest mile widziany. Oczywista również, że podczas spektaklu nie jemy. Wyjątek stanowi łyk wody, jednak nie nadwyrężajmy tego odstępstwa.

Restauracja: Lokal gastronomiczny to miejsce wielu trosk zwłaszcza dla nastolatków debiutujących na randkach. Pomóżmy im się przygotować do zaproszenia bliskiej sercu osoby.

Chłopcy powinny dać kobiecie wybór miejsca przy stoliku (o ile nie widnieją winiety), odsunąć i przysunąć krzesło. Kobieta jako pierwsza powinna wybrać posiłek/złożyć zamówienie kelnerowi. Przy posługiwaniu się sztućcami panuje jasna zasada – korzystamy kolejno z ułożonych „od zewnątrz”. Im bliżej talerza, tym bliżej końca kolacji. Oczywista, że w fast-food’zie nie mamy szans „sztućcowych” zasad wcielić w życie. Ale możemy skorzystać z odpowiedniego zachowania przy stole. Nie nakładamy serwetki pod szyją, a na kolanach.

Przy posługiwaniu się sztućcami kelnerowi dajemy jasny komunikat dotyczący posprzątania talerzy – sztućce skrzyżowane na talerzu oznaczają „jeszcze nie skończyłam/em”, widelec i nóż ułożone do siebie równolegle mówią kelnerowi „skończyłam/em”. W tak łatwy sposób unikniemy nieporozumień z obsługą lokalu.

Dziś już nie stosuje się zasady, że to chłopiec/mężczyzna koniecznie musi zapłacić za zaproszoną dziewczynę/kobietę. Naturalnie jest to miłe i powinno występować, jednak emancypacja damska oraz sposoby wychowań często powodują, że taka sytuacja onieśmiela płeć piękną, a czasem powoduje bunt i niepotrzebne spięcia. Najlepiej jeśli dziewczyna/kobieta od razu określi, jaki ma stosunek do bycia zaproszoną. Jeśli jednak tego nie zrobi, chłopiec powinien być przygotowany na obie sytuacje. Najgorszy scenariusz to taki, kiedy dziewczyna czując się zaproszoną, nie jest przygotowana finansowo, a chłopiec licząc na jej niezależność, nie wziął „fundnięcia” pod uwagę… Zatem rodzice – przygotujcie dziecko. Dziewczynce powiedzcie jak powinna się zachować, jeśli sama chce za siebie płacić, niech uprzedzi pytanie „amanta”. Nasze dzieci i tak będą zdenerwowane zbliżającym się spotkaniem. Możemy im pomóc uniknąć gafy, a tym samym pozwolić skupić się na samej randce.

Kino: Najczęściej odwiedzane miejsce, najpierw z rodzicami, później z kolegami i koleżankami. Warto pamiętać o tym, że grający telefon i tu jest niemile widziany. Głośne komentarze również nie świadczą o nas dobrze. Starajmy się nie spóźniać i załatwić potrzeby fizjologiczne przed filmem, aby potem niepotrzebnie się nie kręcić. Po projekcji posprzątajmy po sobie, wyrzucając kubeczki i kubełki do kosza (zawsze jest takowy przy wyjściu z sali). Według pełnych zasad savoir vivre (z obserwacji nigdy jednak niewystępująca) każdy widz powinien pozostać w fotelu aż do końca napisów. Świadczy to o szacunku do całej ekipy, która włożyła swoją pracę w powstanie filmu. W rzeczywistości nie musimy być jednak aż tak restrykcyjni i oklaski oraz podziwianie całych napisów pozostawmy galowym premierom.
Dyskoteka: Jest to miejsce totalnego szału młodzieży, pełna rewia mody i absolutny luz. Nie łudźmy się – tuż przed wyjściem nie wpoimy dziecku odpowiednich zasad. Musi ono w nich wzrastać, aby w takim miejscu nie narazić się, nie tyle na śmieszność, co na niebezpieczeństwo. Skąpe ubranie i wyzywający makijaż nie dodadzą naszej nastolatce lat, a jedynie w oczach mężczyzn „doświadczenia” w uwodzeniu i uniesieniach damsko-męskich. Chłopiec ubrany jak choinka w najmodniejsze ubrania też nie wzbudzi oczekiwanego respektu ani uznania. Doradźmy dzieciom, aby wybierając się na zabawę (czy to prywatka, czy dyskoteka) ubrali się przede wszystkim wygodnie. Jeśli dziewczynka chce odsłonić dekolt, niech ubierze skromniejsze spodnie (np. jeansy).

Jeśli marzy jej się spódnica, niech lekko „przesłoni” górę. Nie znaczy to, że powinna ubrać się w golf i spodnie. Jest to jednak rodzaj przyjęcia i spotkania podczas którego chętnie eksponujemy swoje atrybuty, kierujemy się równie często feromonami i hormonami. Nie da się tego uniknąć. Dlatego warto zadbać, aby nasze dziecko nie zostało opacznie zrozumiane, zwłaszcza przez starszych uczestników zabawy. Naturalnie powinniśmy zacząć od poczucia własnej wartości i uświadomienia sobie plusów i minusów takich imprez. Jednak jest to proces długofalowy, który z bon ton (w sensie dosłownym) niewiele ma wspólnego. Ważniejsze jednak w takich miejscach są nie tyle zasady dobrego wychowania, co bezpieczeństwa.

Porozmawiajmy z dzieckiem znacznie wcześniej. Możemy nawet zorganizować dziecku prywatkę w domu (zanim wejdzie w wiek, kiedy obecność dorosłych rażąco przeszkadza) wg zasad które pozwolą mu i gościom świetnie się bawić, tańczyć, rozmawiać i szaleć, a nam da przespane noce, że dziecko wie, jak powinno z takich przyjęć korzystać. Wszak żaden z rodziców nie chciałby „zbierać” swojego dziecka z imprezy w ledwo kontaktującym od upojenia alkoholowego stanie. Nauczmy co to jest alkohol, dla kogo on jest, jak powinno się go pić. Picie na umór nie tylko nie jest trendy, ani żadnym lansem, ale przede wszystkim to obciach, kiedy inni patrzą na upodloną wersję fajnej laski czy super gostka (język zapożyczony od gimnazjalistów i wprowadzony celowo).

Szkoła: To miejsce, gdzie nasze dzieci spędzają najwięcej czasu. Tu uczą się, kształtują swoje charaktery, zawierają znajomości, zdobywają i obalają autorytety. Nie jest to jednak wybieg mody ani miejsce, gdzie dzieci i młodzież powinni uwypuklać swoje „wdzięki”.

Wystająca bielizna (bardzo częsty widok wśród chłopców noszących spodnie z opuszczonym krokiem), czy damskie stringi (wycięte biodrówki u dziewcząt), to nie tylko ubiór przeczący wszelkim zasadom dobrego wychowania, ale zwyczajnie obrzydliwy widok. Chcąc być postrzeganym za wartościowego człowieka, musimy być poniekąd estetą. Nie znaczy to jednak, że ubierając się od stóp do głów, zyskamy na wartości. Zawsze warto kierować się naturalnością.

Młodzież zwłaszcza kreuje swój styl, przyłącza się ideologicznie i odzieżowo do różnych subkultur. Warto, by do tego czasu wypracowała swój własny indywidualny styl, aby przyłączając się do grupy rówieśników, nie stawało się przebierańcem, a czerpało do swojego stylu odpowiadające elementy. Tu ogromną rolę odgrywają rodzice, wpajając indywidualność swojemu dziecku już od maleńkości. Mając więc bliźnięta i ubierając je identycznie, odbieramy im indywidualność. Tak samo mając różne wiekowo, jednakowe płciowo rodzeństwo. Starajmy się tłumaczyć dziecku co to jest styl, dlaczego do szkoły nie wypada iść jak na plażę, nawet w upalny dzień. O zasadzie schludnego ubrania, czystego ciała nie będę już wspominała. Wbrew pozorom ostatnie 2 zasady często są pomijane, zwłaszcza wśród młodzieży…

Naturalnie w szkole korzystamy z telefonu, ale dziecko nie powinno mieć włączonego aparatu podczas lekcji. Przeszkadza to w skupieniu, a nauczycielowi w prowadzeniu zajęć, kiedy telefon zadzwoni „czarnymi oczami” lub jakąś „crazy frog”.

Kościół: Obojętnie, o jakiej wierze mówimy zawsze jest to miejsce wyznania wiary. Czy wchodzimy jako osoby wierzące, czy jako turyści obowiązują nas te same zasady – uszanowania wiary, miejsca jej czci oraz szacunek do drugiego człowieka. Na tych kilka chwil wyłączmy telefon, nie krzyczmy, nie biegajmy, nie żujmy gumy, ani nie jedzmy kanapek (!). Jest oczywista, że małe dzieci potrzebują chrupka, czy wody. I nikt nie widzi w tym nic złego. Ale już dorosła osoba może powstrzymać się od jedzenia, chrupania, czy żucia. Pamiętajmy, że o ile nie jest to elementem wiary, nie pozostawiamy nakrycia głowy na głowie. Nie róbmy zdjęć z fleszem, zwłaszcza podczas mszy. Poczekajmy, za chwilę obrzęd się skończy i spokojnie obejrzymy wszystkie malunki, zrobimy zdjęcia, popodziwiamy ołtarze. Warto też pamiętać o odpowiednim wyglądzie. Nie należy mieć odsłoniętych ramion, kolan i stóp. I to właściwie koniec zasad ubioru (o ile nie są ściśle określone dla konkretnej wiary). Kościół to miejsce wyciszenia i duchowej odnowy. Rewię mody pozostawmy na wybiegu.

W całym tym zgiełku reguł, zasad i wytycznych kierujcie się, Drodzy Rodzice, instynktem, rozumem, doświadczeniem i obserwacją. Wasze dziecko nie musi być IDEAŁEM. Ono przede wszystkim powinno czuć się dobrze we własnej skórze. W towarzystwie powinno być sobą, a nie chodzącą encyklopedią. Warto jednak wykroczyć poza „dzień dobry” i „do widzenia”. Szacunek nabyty do starszych oraz umiejętność odpowiedniego zachowania w określonych sytuacjach nie tylko pomoże dziecku w dorosłym życiu, ale również nam da spokój ducha i godnego następcę podczas kiedy my już posiwiejemy i nie będziemy organizować żadnych wspólnych przyjęć, a jedynie przybywać na takowe. W kwestii kindersztuby bądźmy niejako egoistami. Mamy i Tatusiowie – pamiętajcie, że Wasze córki kiedyś będą w ciąży jeździć do pracy. Oszczędźmy ich nogi i kręgosłup, ucząc zachowania w komunikacji miejskiej

Jak już wspomniałam „Czym skorupka za młodu…”
Powodzenia !

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Julia. Jestem mamą dwóch żywiołowych księżniczek - Łucji i Barbary. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy jestem mamą z innej planety. Kocham swoje córki i właśnie dlatego stosuję dyscyplinę, okazuję miłość, ale też niezadowolenie. Uprawiam wariactwa, kiedy jest na to pora, a kiedy trzeba odsuwam je na bok żeby zrobić obiad czy wypić kawę. Nie stosuję tzw. bezstresowego wychowywania, bo jego "efekty" widziałam (i widzę) i odczułam w pracy zawodowej (od prawie dekady uczę dzieci w różnym wieku – od przedszkola po liceum i dorosłych, z różnych środowisk). Wychodzę z założenia, że człowiek musi poznać życie żeby wiedzieć z czym będzie się mierzył przez następnych kilkadziesiąt lat.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. marta marta

    super rady, naprawdę fajnie opracowany temat. przeczytałam jednym tchem do końca :)

  2. oleandra oleandra

    ja mysle, ze dzieci sa ‚niewychowane’, bo nie maja dobrego przykladu…

    • Julia Julia

      Pani Oleandro, absolutnie się z Panią zgadzam. dlatego aż do znudzenia powtarzam: Przykład zawsze idzie z góry. Częściej zdarza mi się zwrócić uwagę dorosłemu, jak dziecku…

  3. Ja Ja

    W tym, że dziecko siada, a jego mama stoi obok, nie ma nic przykrego. Może to dziecko jest na coś chore, albo niepełnosprawne, czego na pierwszy rzut oka nie widać? To straszne, jak łatwo niektórym przychodzi ocenianie innych.

  4. natasza natasza

    Bardzo,, za bardzo opisowe i wielu spraw tu nie ma

Polecane tematy