Dzieci listy piszą…

Święty Mikołaj z naszego dzieciństwa to symbol dobroci, szczodrości i bezinteresowności. Dobrotliwy dziadek spełniający marzenia dzieci. No, może nie zawsze. Czasami, zamiast wymarzonego domku dla lalek przyniósł klocki, ale nie miało to większego znaczenia. Każda nowa zabawka cieszyła ogromnie, może dlatego, że nie było ich znowu tak wiele.  Była za to radość i ogromna wdzięczność- w końcu, gdzieś tam, istnieje święty, który o mnie dba i chce sprawić mi przyjemność.  W listach do Mikołaja roiło się od błędów, próśb i podziękowań. Dziś coraz częściej roi się od żądań.

Mikołaju, w tym roku chcę dostać…

do zmianyTym nagłówkiem opatrzony był list ośmiolatki, który ostatnio wpadł mi w ręce. Poniżej znajdowała się lista kilkunastu „marzeń”, wszystkie rodem z przedświątecznych bloków reklamowych. Nie było żadnego zakończenia, żadnego proszę, ani dziękuję. To nie list , a lista żądań-pomyślałam, i zrobiło mi się smutno. Oczywiście, moglibyśmy podyskutować o niewdzięczności i roszczeniowości dzisiejszych dzieci, ale to rozwiąże problemu. Zamiast tego, rozważmy, co takiego zrobiliśmy, że nasze dzieciaki nie cieszą się z niczego dłużej niż pięć minut i nie mają prawdziwych marzeń.

Gwiazdka całym rokiem

Kupujemy z różnych powodów.

Z poczucia winy– bo nie mamy czasu dla dzieci, sprawiamy im więc przyjemność w najszybszy sposób- spełniając zachciankę.

Ponieważ możemy-mamy środki na to, aby nasze dziecko nie musiało czekać miesiącami na nową zabawkę.

Bo sami nie mieliśmy, a teraz całe mnóstwo cudownych gadżetów.

Bo dziecko chce, a my nie potrafimy odmówić.

Bo inne dzieci mają.

Bo nasz status to dzisiaj nie tylko marka samochodu i standard mieszkania, ale także ilość i jakość dziecięcych zabawek.

Nie pozwalamy dziecku poczekać na upragnioną zabawkę, a w rezultacie kupujemy masę rzeczy, których dziecko nie tylko nie potrzebuje, ale w rzeczywistości-nie chce. Ot, obejrzało reklamę i stwierdziło: chcę to!

Jeśli obejrzy dziesięć reklam, dziesięć razy zada to samo pytanie:  kupisz mi?

Chcąc sprawić naszym dzieciom przyjemność, kupujemy. Niestety zasypywanie dziecka prezentami ot tak nie tylko ograbia „specjalne” dni z ich magii, ale również oducza nasze dzieci cierpliwości. Tym sposobem sprawiamy, że nie dane im będzie poczuć radość płynącą z otrzymania  prawdziwie wymarzonego prezentu. Marzenie musi mieć bowiem czas aby ”nabrać mocy”, w przeciwnym razie jest tylko zachcianką.

Część rodziców stawia sprawę jasno: skoro mnie stać, będę sprawiać radość mojemu dziecku. Niech ma, ja nie miałam. I tu pytam: naprawdę wierzycie w to, że tym sposobem sprawiacie, iż Wasze dziecko jest szczęśliwe? Przypomnijcie sobie zatem magiczny smak i zapach świątecznych pomarańczy i łakoci, tradycyjnych  potraw, które w niezmienionej recepturze do dziś przypominają nam odległe wigilie. Kiedy wkładasz do ust kawałek babcinego makowca, wiesz, że warto było czekać kolejny rok. Gdybyś raczył się tymi specjałami każdego dnia, byłyby tylko jednym z wielu zwyczajnych posiłków. Oto co odbieramy naszym dzieciom-prawdziwy smak odświętnych chwil.

Klęska urodzaju

Kilkanaście prezentów dla trzyletniej dziewczynki. Od kilku sztuk zwierzątek interaktywnych, poprzez zestawy kreatywne, gry planszowe, klocki, lalki. Jest też wózek. Relacja mamy wprawia w osłupienie. Te kilkanaście pozycji to nie lista inspiracji, a autentyczne, już kupione prezenty (z adnotacją, że do świąt daleko, więc pewnie jeszcze coś wpadnie). Taka ilość „przyjemności” zadziałałaby ogłupiająco na dorosłego człowieka. Jak zadziała na małe dziecko? Nawet nie próbuję się domyślać, zastanawiam się tylko, co będzie dalej?

Może kilkustronicowe listy żądań-każdego roku dłuższe i kosztowniejsze. Bez cienia refleksji, pokory, skromności. Ot kolejne kilkanaście gadżetów, coraz wymyślniejszych( bo przecież wszystko ma). I coraz mniej radości, rzecz jasna. W końcu to tylko kolejne zrealizowane zamówienie wysyłkowe.

Psssst…Święty Mikołaj….to Ty

Każdego roku boleśnie dla portfela przypominamy sobie, kim tak naprawdę jest Święty Mikołaj. O jego (czyli naszą) reputację, walczymy całym rokiem. To od nas, naszego nastawienia i naszego sposobu wychowywania dzieci zależy, czy Mikołaj będzie ukochanym, wyczekiwanym staruszkiem spełniającym marzenia, czy tylko jednym z wielu kurierów dostarczających kolejne zabawki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.