„Dzieci jedzą i piją śmieci”: o nowym rozporządzeniu, które cofa pozytywne zmiany w przedszkolach i szkołach

25 lipca 2016 roku zmienione zostały ubiegłoroczne Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia dotyczące żywienia zbiorowego.  Wiele korzystnych zapisów normujących skład i jakość posiłków serwowanych w przedszkolach i szkołach zniknęło. Media głównego nurtu milczą na ten temat, tymczasem od 1 września może nas czekać kolejna rewolucja w sposobie żywienia naszych dzieci. Decyzja pozostaje w gestii konkretnych placówek – czy korzystne zmiany, na przykład ograniczające ilość cukru i soli utrzymają, czy też nie..  Na pytania sosrodzice.pl dotyczące nowej sytuacji odpowiada Anna Patrzałek, dietetyk i edukator żywieniowy.

sosrodzice.pl: Nowe Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia z dnia 26 lipca dotyczące żywienia zbiorowego to krok wstecz na drodze do poprawy jakości posiłków w przedszkolach i szkołach? Jakoś mało się o tym mówi… O wcześniejszych zmianach było bardzo głośno..

Anna Patrzałek: Rzeczywiście o Rozporządzeniu z 2015 roku było bardzo głośno. W mediach huczało, że nie będzie można sprzedawać drożdżówek i słodkich napojów, co oznacza likwidację sklepików, a dzieci biegają z solniczkami na obiad… Nie mówiło się o tym, dlaczego zmiany zostały wprowadzone i jak poradzić sobie z nowymi przepisami. Łatwiej rzucać pustymi sloganami i zwiększać niechęć wszystkich do zmiany. Osoby odpowiedzialne za żywienie żaliły się, że dzieciom nie smakuje, że nie można posolić ziemniaków… Niestety nie otrzymały pomocy i często w obawie przed karą (straszono wysokimi karami nakładanymi przez Sanepid) eliminowały sól czy cukier zupełnie.
Niestety otyłość w Polsce jest olbrzymim problemem, już wśród małych dzieci. Dane są bardzo niepokojące i musimy działać szybko. Tymczasem zamiast wzmocnić działania edukacyjne i promować zdrowe żywienie – robimy krok wstecz. Dzięki poprzedniemu  rozporządzeniu udało się wyeliminować śmieciowe jedzenie z przedszkoli, czy szkolnych stołówek, obecne otwiera im się drzwi.

Najbardziej boli to, że kiedy już wielu ludzi zrozumiało potrzebę zmian, dzieci przyzwyczaiły się do nieco innej kuchni, w kuchni używało się więcej ziół a mniej soli, intendentki radziły sobie z układaniem jadłospisu z dopuszczonych produktów, co więcej producenci wprowadzali na rynek nowe produkty zgodne z rozporządzeniem… można wrócić do poprzednich nawyków.

sosrodzice.pl: Kiedy zaczną obowiązywać przepisy?

Anna Patrzałek: Niestety już od 1 dzwonka, 1 września tego roku…

sosrodzice.pl: Co one oznaczają dla przeciętnego dziecka/rodzica?

Anna Patrzałek: Rodzic z powrotem może mieć obawy co do jakości żywienia w placówce, gdzie dziecko spożywa nawet 75% posiłków (jak to ma miejsce w przedszkolu). Jeśli rodzice dbają o zdrowe żywienie dziecka w domu, mogą oczekiwać, że podobnie będzie w placówce. Dzieci, które w domu miały mniej urozmaicone jedzenie i były przyzwyczajone do słodkości w każdej postaci miały okazję w towarzystwie innych dzieci próbować nowości i jeść odpowiednio. Rozporządzenie określało, jak powinno się komponować jadłospis, by dieta dziecka była urozmaicona i bogata w witaminy i składniki mineralne niezbędne dla jego prawidłowego rozwoju. Ponadto dopuszczało do żywienia zbiorowego tylko produkty wysokiej jakości, rzeczywiście odpowiednie dla dziecka. Płatki naturalne, zamiast cukrowych kulek i innych. Podobnie jogurty były przygotowywane na miejscu z jogurtu naturalnego i owoców. Dzięki temu dzieci jadły prawdziwie owocowe jogurty, a nie takie, gdzie owoc występuje wyłącznie w nazwie, a za smak odpowiada cukier, barwniki, aromaty. Tak było, obecnie można wszystko. To bardzo przykre, bo wprowadzone poprzednio zmiany pozwoliły wielokrotnie zmniejszyć ilość cukru i soli serwowanych dzieciom.

żywienie zbiorowe dzieci

Dla dziecka taka zmiana może oznaczać gorszą jakość żywienia, dużą dawkę cukru i soli w diecie, a także kształtowanie preferowania mocno słodkich produktów. Ma to ogromny wpływ na ich żywienie w przyszłości, a co za tym idzie, na zdrowie. W młodym wieku kształtujemy późniejsze preferencje. Niemowlę z reguły bardzo lubi kwaśny smak, bo jest intensywny. To od dorosłych uczy się, że to, co kwaśne należy dosłodzić. Uwielbia smak mleka, które naturalnie jest słodkie. Wystarczająco słodkie dla malucha. Niestety jeśli przyzwyczai się do słodkich płatków, które przecież słodzą mleko, naturalne przestaje być akceptowane. Co nie zmienia faktu, że dziecko taką zmianę niestety szybko zaakceptuje.

sosrodzice.pl: Najważniejsze zmiany nowego rozporządzenia?

Anna Patrzałek: Likwidacja większości zapisów dotyczących jakości produktów podawanych w placówkach (zawartości cukru, soli, czy tłuszczu). Obecnie wprowadzane rozporządzenie, pod przykrywką uproszczenia przepisów, dopuszcza z powrotem cukrowe jogurty (owocowe wyłącznie z nazwy), kremy z cukru i oleju palmowego (pod nazwą czekoladowych) i inne produkty niskiej jakości. Znikają ograniczenia w używaniu cukru – można słodzić wszystko, nawet słodkie owoce… a napoje aż 2 łyżeczkami cukru! WHO zaleca ograniczenie spożycia cukru w diecie przedszkolaka, do maksymalnie 3,5 łyżeczek dziennie – wypicie szklanki kompotu i kakao już powoduje przekroczenie tej normy.
No i znikają ograniczenia co do ilości soli, a sodu w naszej diecie spożywamy nadmierne ilości już z produktów… pieczywo, wędliny, parówki, sery żółte, serki do smarowania to już znaczne ilości soli. Bez dosalania przekraczamy dzienną dopuszczalną dawkę. Co więcej sól sodowo-potasową, zdrowszą, można z powrotem zamienić na zwykłą, tańszą

Produkty zbożowe śniadaniowe nie mogły zawierać więcej niż 15 g cukrów na 100 g produktu. Wykluczało to z żywienia zbiorowego popularne, wysokosłodzone  płatki: kulki czekoladowe, kółeczka miodowe i inne bezwartościowe, pozbawione błonnika a bogate w cukier produkty – 30% cukru na udany początek dnia… Znika również ograniczenie zawartości soli, czy tłuszczu w produktach zbożowych – dopuszcza zatem wszelkie słodkie bułeczki, ciasto francuskie i inne o wątpliwej jakości.

Warzywa nie mogły być słodzone, obecnie nie ma o tym wzmianki, a zatem surówkę z marchewki i jabłka, naturalnie słodką, będzie można dosłodzić. Znając przekonanie ludzi, że taką dzieci zjedzą chętniej, obawiam się słodzenia „na bogato”…

4924e1e5e6345a608458087448b5ffbd

Owoce nie mogły być słodzone. Niestety przed wejściem w życie tego ustalenia musy owocowe były  słodzone. Słodzenie słodkich owoców, jak wynikało z moich doświadczeń było powszechną praktyką. I do tego można wrócić… Owoce suszone również nie mogły być słodzone, zatem wymagano czytania etykiet.

Tłuszcze spożywcze: nie mogła być używana np. twarda margaryna. To bardzo korzystne, bo utwardzanie olejów powoduje powstawanie tłuszczy trans, a te nie służą zdrowiu nikogo. Bardzo łatwo można je zastąpić produktami naturalnymi: masłem, czy olejami. I te wymogi zniknęły. Jedyne co pozostało, to ograniczenie potraw smażonych do 2 razy w tygodniu i na odpowiednim tłuszczu.

Mleko i produkty mleczne miały być naturalne. Zapis o maksymalnie 10g cukrów na 100 g produktu eliminował większość „owocowych” jogurtów, serków i innych produktów w kolorowych opakowaniach „dla dzieci”. Obecnie wszystkie tego typu produkty, nawet te, które nie leżały obok owocu, mogą być podawane w placówce. Tanio i szybko… Przy okazji dostarczając 5 łyżeczek cukru (na szklankę).

Napoje przygotowywane na miejscu mogły być słodzone wyłącznie miodem, kompot wcale. Być może nie było to rozwiązanie idealne, bo miód w wysokiej temperaturze traci właściwości, ale w znacznym stopniu ograniczyło słodzenie. Miód jest zwyczajnie droższy. Obecnie zezwala się na słodzenie kompotu, herbaty, czy kakao 2 łyżeczkami cukru.

Sól mogła być używana tylko o obniżonej zawartości sodu, zdrowsza. Ograniczano również jej ilość zarówno w kupowanych produktach, jak i dosalanie na miejscu. Obecnie znikają wszelkie zapisy. Można wrócić do zwykłej soli i solić wszystko.

Inne produkty, wśród nich ciasta przygotowywane na miejscu, miały ograniczoną ilość cukru i tłuszczu. Zapis był nieco skomplikowany, jako, że zakładał maksymalnie 10 g cukrów w 100 g produktów, przy czym cukry to również laktoza z mleka, czy fruktoza z owoców. Przeliczanie każdego ciasta było trudne. Jednak zamiast zmienić, uprościć zapis, zlikwidowano go. Wszelkie gotowe słodycze, drożdżówki na podwieczorek są dopuszczone… Gotowe, proste, mam poważne obawy, że wrócą…

sosrodzice.pl: Które z zapisów najbardziej niepokoją?

Anna Patrzałek: Niepokoi brak jakichkolwiek zapisów co do jakości produktów. Można podawać wszystko… Widząc jak bardzo ograniczono spożycie cukru, zapominałam o jakichkolwiek niedociągnięciach. Cukru i soli dzieci dostawały wielokrotnie mniej, jak wynikło z analiz jadłospisów przed i po wprowadzeniu rozporządzenia. Choć początkowo opór był duży, w wielu placówkach z sukcesem wprowadzono zdrowe zmiany.

sosrodzice.pl: Kto pracował nad zmianami? Czy na podstawie zapisów nowego rozporządzenia można ocenić stan wiedzy tych osób?

Anna Patrzałek: Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. I to widać. Wsparcie dla cukierni, producentów śmieciowego jedzenia, by bez problemu mogli zarabiać na wątpliwej jakości produktach jest duże. Można zobaczyć, jakie były ich priorytety. Z pewnością nie było to zdrowie dzieci i poprawa jakości żywienia w placówkach. Chodziło o wsparcie producentów. Oni rzeczywiście mogli ucierpieć na poprzednim dokumencie. Tylko zastanówmy się co jest ważniejsze? Większe zyski dużych firm z branży spożywczej, czy zdrowie dzieci? Ja nie mam wątpliwości, niestety ekipa rządząca wybrała inaczej.

sosrodzice.pl: Jakie to ma skutki, jeśli chodzi o zdrowie naszych dzieci?

Anna Patrzałek: Większe spożycie cukru, soli, tłuszczy typu trans. Wszystko co odpowiada za  choroby dieto-zależne. To nie tylko krótkoterminowy skutek, czyli na przykład trzy lata słodko-słonych smaków w przedszkolu. To kształtuje preferencje dzieci na lata. W dorosłym życiu szukają podobnych smaków. Jeśli zawsze jesz surówkę z marchewki i jabłka bez cukru – jest ona dla ciebie wystarczająco słodka. I marchewka i jabłko tą słodycz dają… Ale jeśli trzy razy ją dosłodzisz, następnym razem będziesz szukać słodyczy, innej niż naturalna. Nasze kubki smakowe przyzwyczajają się do różnych smaków. Złe przyzwyczajenia z dzieciństwa będą procentowały w przyszłości, niestety. Trudno inaczej, niż poprzez ogólne rozporządzenie wpłynąć na jakość żywienia w placówkach. Dokument tak naprawdę dawał jasne wskazówki, jak planować żywienie, by było zdrowo.

warzywa

sosrodzice.pl: Czy rodzica mają realny wpływ na to, co dzieci otrzymują w przedszkolach/szkołach?

Anna Patrzałek: Czasem tak. Być może prywatna placówka będzie chciała nieco dostosować się do potrzeb rodziców-klientów, obawiam się jednak, że większość się tym specjalnie nie przejmie. Co więcej, wśród rodziców też istnieje spory rozgłos. Jedni dbają o żywienie dziecka i zależy im, by tak samo dbano o to w placówce. Inni krytykują zdrowe żywienie, zniechęcają do tego dzieci… Choćby w przedszkolu wielokrotnie usłyszałam przy czytaniu jadłospisu z dzieckiem: „Oj, pani dziś wymyśliły jakąś kaszę… Wiem że nie lubisz, zjesz obiad w domu”. Następnie do Pani: „Proszę jej nie nakładać, nie lubi tego”. Niestety, rodzic wie lepiej, co dziecko lubi. Z pewnością, gdyby działali jednogłośnie, mogą zmienić wiele.

sosrodzice.pl: Wielu rodziców boi się żywienia zbiorowego…Narzeka na jakość posiłków, ich wielkość, małą różnorodność… Są też tacy, o których Pani wspomina, którzy kompletnie nie widzą problemu, są zdania, że nie ma co „przesadzać” i „wydziwiać”, że nikt nie „umrze od słodkiego napoju”, że dawniej tak sami jedliśmy i „żyjemy”. Da się dla tych postaw znaleźć złoty środek?

Anna Patrzałek: Być może dawniej tyle się o tym nie mówiło. Naszym rodzicom nie ograniczano i żyją. Żyją, ale otyłość jest w Polsce olbrzymim problemem, a leczenie chorób dieto-zależnych pochłania znaczną część budżetu przeznaczonego na służbę zdrowia. Rynek produktów spożywczych nie był również tak rozwinięty. Kupowało się jogurty naturalne i robiło z nich owocowe, kakao było tylko naturalne. Obecnie z pięknego opakowania miś krzyczy: pamięć koncentracja, witaminy, magnez i wszystkie cuda świata. Tymczasem robiąc takie kakao, słodzimy szklankę mleka 3 łyżeczkami cukru!

Nie istniały wreszcie kaszki instant dla niemowląt. W obecnych czasach już rynek dla najmłodszych wymaga dokładnego czytania etykiet. 4-miesięczne niemowlę, które powinno być karmione wyłącznie mlekiem, dostaje kaszkę ze sporym dodatkiem cukru. Na szczęście pojawiają się nowe produkty, w których cukru nie ma i ten rynek rozwija się teraz szybko. Takie kaszki będą pomocne, zwłaszcza na początku, bez kształtowania złych preferencji smakowych. Dlatego im więcej rodziców będzie wybierać zdrowe produkty, świadomie,  tym więcej znajdzie się ich na sklepowych półkach. Popyt kształtuje podaż – stąd tak ważne są działania edukacyjne. Kiedy nauczymy dziecko mocno słodkiego smaku od „pierwszej łyżeczki”, nie powinna nas zaskakiwać niechęć do płatków owsianych, czy innych naturalnych produktów.

Jesteśmy nieco pokrzywdzeni przez ewolucję. Mamy naturalną preferencję tego smaku, mleko mamy jest słodkawe. Smak ten kojarzymy z energią, zdrowiem (owoce), bezpieczeństwem (mleko mamy). Naturalnie zatem łatwo akceptujemy słodki smak. Do coraz słodszego łatwo się przyzwyczaić. Ewolucja nie nadążyła jednak za producentami. Gdyby zapytać rodziców, ile cukru zjada ich dziecko, usłyszymy, że prawie wcale… 2 łyżeczki w napojach to wszystko. Najczęściej dodatkowe 10 wsypywane jest z kulkami do mleka, przepijane „owocowym” jogurtem, i „wodą” smakową… Nie sięgając po cukierniczkę, słodzimy na potęgę.
Dlatego argument pod tytułem „kiedyś się jadło” zupełnie do mnie nie przemawia.

sosrodzice.pl: Czy producenci żywności mają swoje udziały w rynku przedszkolno-szkolnym? Mamią „szybkimi” i „prostymi” rozwiązaniami?  Widać tu drugie dno tych zmian?

Anna Patrzałek: Niestety. Łatwiej przecież podać jogurt „owocowy”, niż zrobić jogurt naturalny z owocami. Jest też taniej. Owoce kosztują więcej niż cukier, barwnik i aromat… Do tego piękne, kolorowe opakowanie.
Czekolada mleczna również brzmi lepiej niż gorzka… Gorzka czekolada dla dziecka? Dlaczego nie nazywamy takiej czekolady prawdziwą? Czy na pierwszym miejscu w składzie czekolady powinno być kakao, tłuszcz kakaowy, czy cukier, oleje roślinne utwardzane? Producenci niestety mamią nas na każdym kroku. Popularne wody „smakowe” mają w skaldzie 2,5 łyżeczki cukru na szklankę! Dzieci jedzą i piją śmieci. Rynek produktów „dla dzieci” nigdy nie był tak bogaty jak teraz, są to jednak produkty różnej jakości. Niestety bardzo często produkty „dla dzieci” to te, których w diecie malucha powinno się unikać. Dlatego nie sugeruj się reklamą, czy hasłami na opakowaniu. Jeśli 1, lub 2-gie miejsce w składzie zajmuje cukier, polecam odłożyć produkt na półkę.

Nie widziałam jeszcze reklamy płatków owsianych… za to słodycze na śniadanie widzi się cały czas. Czy widział ktoś jogurt naturalny z misiem, czy kakao naturalne ze słodką żyrafą? Producenci są na tyle sprytni, by nie tylko dotrzeć do dziecka – poprzez reklamę, kolorowe opakowanie, ale tym bardziej do rodziców. Czy znajdzie się na półce jogurt naturalny, na którym będzie napisane wapń dla mocnych kości? Lub naturalne kakao, które krzyczy jak wiele niezbędnego magnezu w sobie ma? Szczerze żałuję, ale ja nigdy nie spotkałam czegoś podobnego. Tymczasem cukrowe odpowiedniki „dla dzieci” zawsze pokazują, że są dla nich najlepsze.
Myślę, że gdybyśmy dali rynkowi jeszcze jeden rok, pojawiłoby się mnóstwo nowych produktów, dobrych. Przedszkola i stołówki to duży rynek zbytu. Już ukazują się naturalne płatki np. owsiane – zrobione w formie chrupiącej gotowej do podania. Czy to nie jest jedna z odpowiedzi na potrzeby, które  pojawiły się po wejściu w życie rozporządzenia? Niestety, to się zmienia, zatem producenci już nie muszą stawać na głowie, by wymyślić zdrowe odpowiedniki produktów, które dzieci lubią. I nad tym ubolewam najbardziej.

Anna Patrzałek

Anna Patrzałek – dylematymamyitaty.pl

Anna Patrzałek, Absolwentka Technologii Żywności i Żywienia Człowieka na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, współautorka strony poświęconej żywieniu dzieci: www.dylematymamyitaty.pl, Edukator Żywieniowy w programie „Zdrowo Jemy Zdrowo Rośniemy”, Dietetyk w Przedszkolu Samorządowym w Krakowie, Członkini Polskiego Towarzystwa Dietetyki

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Alexia Alexia

    w przedszkolu mojej córki, w zeszłym roku i tak, mimo rozporządzenia na śniadanie zdarzały się czekoladowe kulki jako płatki do mleka, chleb z nutellą, a na podwieczorki jogurt ze sklepu i słodzone soczki. ciekawe co będzie w tym roku, jak rozporządzenie już nieaktualne.

  2. doti doti

    Rety, a przecież były badania, że cukier uzależnia jak narkotyk :/ i nie wzięto tego pod uwagę. Tak naprawdę z podobnym skutkiem można by pozwolić dzieciakom na palenie papierosów w szkole.
    Szkoda, że po prostu nie dopracowano poprzednich przepisów (bo miejscami były zbyt restrykcyjne – np. czemu nie można było posłodzić kompotu miodem lub stewią? A miejscami… no cóż dopuszczenie aspartamu do użycia mówi samo za siebie). Jak zwykle wylewanie dziecka z kąpielą. I dbanie o interesy pewnych grup. A dzieci i tak nie głosują. Za paręnaście lat za to będą głosować na tego, kto im obieca tanie leki na cukrzycę…

  3. Michal Wolski Michal Wolski

    Wszystko super, ale co za ignorant nakazał ograniczanie soli? Przecież to podstawowy składnik odżywczy, na równi z wodą. Ograniczanie w jakikolwiek sposób spożycia soli przez dzieci, to zwykły bandytyzm.

    • marcin marcin

      może dlatego, że sól znajduje się w prawie każdym produkcie ? Przesadny strach przed solą jest głupi, ale nie warto z nią przeginać.

  4. Gosia Gosia

    Zaczęłam dzisiaj pracę na kuchni szkolno-przedszkolnej(państwowa). To co tam podają,to jest masakra! Rano herbatka czarno-owocowo-miętowa, z kilkoma chochlami cukru! Do tego kanapki z margaryną,płatki słodkie na mleku. Ewentualnie kanapki z pastami różnymi. Np. zblendowana szynka konserwowa z majonezem(albo łyżka delmy…).Na podwieczorek Słodzona galaretka z ciasteczkami.Na obiad ryba w panierce, z ziemniakami ze śmietaną i margaryną, surówka z pekińskiej z majonezem/marchewka z majonezem. A i znowu słodzona herbata….

  5. Moni Moni

    Nie wszedzie tak jest. Moje dziecko chodzi do przedszkola PANSTWOWEGO w Warszawie. Jest alergikiem. Panie gotują oddzielnie dla dzieci z i bez alergii. Nie ma zadnych herbat kompocikow, piją tylko wode. Dodatkowo jak sa jakies imprezy to jert calkowity zakaz przynoszenia slodyczy. Mamy same pieką lubnprzynosza flupsy i owoce. Wiec nie generalizujmy, ze wszedzie jest zle.

  6. renata renata

    Tak jest w przedszkolach!!!
    Zgroza!!!! A jak zwroci sie uwage dyrekcji, to jest wielkie obużenie!!!!!
    Potrzebowałam zaświadczenie od lekarza, aby chleb smarowali mojemu dziecku masłem, a nie margaryna. Chleb razowy przynosimy sami, na zaświadczenie, bo jest biały…..

  7. Kamila Kamila

    Pracuje w przedszkolu. U nas zawsze zdrowo się jadło a po rewolucjach to już inaczej się nie da. Sanepid wpada na kontrolę, zabiera próbki i za przekroczenie norm (soli, cukru itd) dostaje się ogromne mandaty.
    Wątpię żeby przedszkola ryzykowały…

  8. Joanna Joanna

    Miałam staż w przedszkolu kilka lat temu. Margaryna, najtańsza szynka, pasztet, plus wyłącznie słodkie napoje. Cała reszta nie wiele lepsza. Widzę, że wiele się nie zmieniło, więc nie żałuję, że moja córka (alergiczka) pójdzie do przedszkola dopiero za rok. Okropne, jak można tak karmić małe dzieci.

  9. Ewelina Ewelina

    Miałam staż w przedszkolu kilka lat temu. Margaryna, najtańsza szynka, pasztet, plus wyłącznie słodkie napoje. Cała reszta nie wiele lepsza. Widzę, że wiele się nie zmieniło, więc nie żałuję, że moja córka (alergiczka) pójdzie do przedszkola dopiero za rok. Okropne, jak można tak karmić małe dzieci.

  10. alicja alicja

    haaa, a moje dziecię: nie jadło nigdy nutelli, mimo że zachęcałam (sic!), mimo że inne dzieci jadły obok. nie lubi jogurtów „owocowych”, czekoladek i lodów.
    uwielbia banany, jabłka, gruszki, ale już brzoskwinie to różnie… maliny z krzaka, nie pije kakao, bo nie lubi (1 raz spróbowało), woli kaszę manną (mleko + kasza, nie z torebki).
    taki egzemplarz. dlatego Panie w żłobku mówiły: nic nie zjadł ;) nie, no zjadł, ziemniaczki :)

Zobacz również

Polecane tematy