Dziadkowie nie muszą pomagać, ale nie powinni też przeszkadzać

Coś za coś

Traktowanie pomocy udzielanej młodym rodzicom jako transakcji wiązanej może i jest praktyczne i pokazuje świetny zmysł biznesowy, ale…jest równocześnie szalenie przykre. Niezależnie po której stronie ujawnia się problem, czy w postawię – „pomogę im, żeby mi ktoś na starość pomógł” czy też „niech nam lepiej ona pomoże, bo jak nie to, my pokażemy na co nas stać za parę lat…kiedy będzie nas naprawdę potrzebować” – w każdym wypadku intencje niesienia pomocy już na wstępie są złe. Nikt podobnych zdań nie musi mówić na głos,wystarczy, że w ten sposób myśli. Przeświadczenie, że dziadkowie są po to, by bawić wnuki, żeby na starość ktoś się nimi opiekował, wydaje się z gruntu złe i pokazuje problem danego układu, danej rodziny – niestety taki, który najczęściej się kończy rozczarowaniem po jednej lub obu stronach.

Tak jak nie można oczekiwać od dziadków, by bawili wnuki, jeśli nie mają na to ochoty, tak nie można oczekiwać od dorosłych dzieci, by opiekowały się przez całą dobę starszymi rodzicami. Żaden kochający człowiek nie będzie wymagał takiego poświęcenia, niezależnie, w którym momencie życia się znajduje – czy jest młodym rodzicem poszukującym opieki nad dzieckiem czy też starszą osobą, która nie jest już w stanie mieszkać sama.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. agu agu

    święta prawda

  2. marta marta

    w tych relacjach powinna być szczerość ona jest podstawowa i tyle/ nic na silę. i mnie tez drazni „poswiecanie sie” oraz transakcje wymienne. fuj

  3. Marek Marek

    nic nie muszą.. to wielu niedojrzałych „rodziców” z nazwy, którzy w istocie są dziecmi, bo bez rodziców nie umieją 2 kroki zrobic po prostu się dziadkami wysługuje.. i mają za swoje.. autorytetem sa dziadkowie, a oni sami są traktowani przez własne dzieci jak starsze rodzeństwo.. niania czy babcia – oczywiscie niania.. płacę, wymagam, jest tak jak ja uważam, niania nie wie lepiej, nie polozy się w dzień spac bo zmęczona.. jak mi nie odpowiada – wymieniam.. i kontakt z dziadkami – jak najbardziej.. ale nie musi byc ani codzienny, ani cotygodniowy.. i kazdy zna swoje miejsce

  4. Katarzyna Katarzyna

    Ja mam teściową która wszystko wie lepiej. Postawiłam sprawę jasno: albo respektuje nasze zasady(np. nie bijemy dzieci, pozwalamy biegać boso itp.) albo ograniczamy kontakty. Było sporo fochów z jej strony ale się nie poddaję. Mojemu dziecku wolno się ubrudzić, czasami jeść rączkami, wolno biegać i obijać sobie kolana.

  5. Agnieszka Agnieszka

    O ! Tylko nie wszyscy dziedkowie ,a wlasciwie babcie chca przyjac do siebie, ze przeszkadzaja,niby pomagaja-przynajmiej tak mysla,a tak naprawde przeszkadzaja jak cholera :) a najbardziej nie trawie jak ja mowie,zeby babcia nie brala na rece,niekarmilana sile i wogole zeby sie nie wtracala, a ona tego nie rozumie i dalej robi po swojemu-masakra

  6. asia asia

    Moja teściowa wszystko wiedziała lepiej. Śmiała się z moich zasad i ciągle robiła po swojemu. Miała pretensje, że nie może się zajmować małym. Chcielibyśmy z mężem radzić sobie sami, ale ok. Robiła to przez dwa tygodnie, to nie dość, że ciągle gadała, że w zamian chce opieki na starość, to jeszcze każdy sprzeciw męża kwitowała słowami:”Jak trzeba było zająć się małym to wiedzieliście gdzie przyjść!” Dlatego zapisaliśmy do żłobka.

    • Dorota Dorota

      Asiu, nie dziwię się. Taka pomoc to żadna pomoc, to znęcanie się psychiczne…Dobra decyzja

  7. Dorota Dorota

    Ja pod względem „wtrącania się” mam skrajnych dziadków. Jedni zero pytań, nawet jak dzieciak chory, druga strona wtrąca się na każdym kroku. I żaden sposób mi się nie podoba. Owszem, to nie są dzieci naszych rodziców i to od nas zależy jak, gdzie, co i kiedy, ale … Uważam, że „normalne” rady i „słuchanie” ich są potrzebne i wskazane m.in. dla kształtowania więzów rodzinnych, szacunku dla starszych w rodzinie. Moim zdaniem jeśli dziecko widzi, że rodzice szanują zdanie dziadków, uczą się traktować ich jak ludzi wartościowych, mądrych, godnych szacunku. Myślę że w przyszłości nie będą ich traktowali tylko jak źródło dodatkowych pieniążków, ani jak niepotrzebnych do niczego staruszków. Dzieci rodzinnej hierarchii uczą się też przez obserwację. Oczywiście to wszystko nie dotyczy apodyktycznych dziadków.

  8. y. y.

    to jest chyba strona dla dziadków, którzy nie chcą pomoc i po przeczytaniu tego artykułu zostaną jeszcze usprawiedliwieni. A może tak postarać sie pomoc, zwłaszcza ci, którym rodzice również kiedyś pomagali w opiekowaniu się dziećmi. Najłatwiej powiedziec: ja sie nie nadaje i tak bedzie najlepiej – to sie nazywa świadoma bezradność.
    nie zgadzam sie z tym artykulem, metoda : nic na silę nie jest dobra,.zarowno dla dziadkow jak i rodzicow. Rodzice musza odetchnac , a kiedy to zrobia, jesli nie ma komu powierzyc dzieci? Dzieci rowniez musza zmieniac otoczenie. Drodzy dziadkowie, pomagajcie swoim dzieciom jak potraficie najlepiej, nawet jesli nie czujecie sie na silach opiekowac dziecmi, to ugotujcie czasem jakis obiad, zabierzcie wnuki na przedstawienie, itp. pomoc moze miec rozna forme. I pamietajcie rodzice wychowuja, a dziadkowie sie opiekuja, no i oczywiscie kochaja i rozpieszczaja – i o to chodzi.