Dziadkowie nie muszą pomagać, ale nie powinni też przeszkadzać

Urodzenie dziecka to wielki sprawdzian dla relacji dzieci-rodzice, która w kilka chwil zmienia się w układ dziecko-rodzice-dziadkowie.  Osoby, które dotychczas były „tylko” rodzicami, muszą się odnaleźć w nowej roli dziadków, a dorosłe osoby mające obok siebie rodziców same stają się mamą i tatą. To przełomowy moment, który jak pokazuje doświadczenie wielu par, może rodzinę zbliżyć do siebie lub wręcz przeciwnie – wybudować mur nie do przebicia.

Jak tego uniknąć? Co zrobić, by relacje były dobre lub choćby prawidłowe?

Niestety nie ma jednej idealnej recepty dla każdego.

Na pewno istnieje kilka ważnych zasad.

Ja napiszę o trzech, które wydają mi się szczególnie istotne.

Nie zmuszaj się do niczego

rodzice i dziadkowieNa urlopie miałam wątpliwą przyjemność mieszkać w pokoju tuż obok apartamentu starszej pani z dwójką dzieci – na około sześciolatką i trzylatkiem. Dzień w dzień kobieta komunikowała się z maluchami krzykiem. Nie mówiła – ona po prostu się darła. Wiem, to brzydkie słowo, ale oddaje wszystko, co tam się działo.

Każdego dnia schemat wyglądał podobnie – „Jak nie będziesz słuchać, wrócisz do taty. Boże, skaranie boskie z tymi bachorami. Po co ja się na to zgodziłam. Do domu wracać, do cholery. Ja wam dam…” – i w takim tonie kilkakrotnie w ciągu dnia, kiedy dzieci nie chciały wstać, ubrać się, zjeść, wyjść z pokoju, zejść na dół,  położyć się, umyć, podzielić zabawką.

Niestety w związku z tym, że wypoczywałam w górach, a ukrop był straszny, „przemiłą” panią słyszałam często, bo w pokoju przebywaliśmy nie tylko rano i wieczorem, ale również w trakcie dnia, między wędrówkami. by odpocząć od upału.

Dziwne zachowanie zostały skwitowane nawet przez nasze dzieci – „dlaczego ta babcia tak krzyczy? Gdzie rodzice tych dzieci”.

Inny przykład?

Niestety być może mam wątpliwe „szczęście” do tego typu sytuacji, ale zdarzyło mi się nieraz widzieć zmarnowane starsze panie opiekujące się energicznymi wnukami. Ich twarz pokazywała wszystko. Mina męczennika, i oczy nerwowo szukające wsparcia, przemierzające otoczenie, po to, by namierzyć kogoś, żeby podzielić się swoimi spostrzeżeniami – „rodzice to nie potrafią stawić sprawy jasno, wychowują…niby, a pani zobaczy, jak to dziecko się zachowuje…ale co zrobić? przecież muszę pomóc, no ale… ta Natala to strasznie trudne dziecko. Odmówiłabym, ale wtedy, to już na pewno by o mnie zapomnieli. Tak to jest jakaś szansa, że będzie kto mi miał szklankę wody podać na starość…ech…”.

Jest coś jeszcze. O ile wielu dziadków się do opieki na pełen etat nad dzieckiem nadaje, to jest sporo takich, którym to nie wychodzi. Przykładem są sławetne scenki z placów zabaw, kiedy maluchy pod opieką starszych osób wyraźnie wyróżniają się na tle rówieśników – tego nie mogą, tamtego, są na każdym kroku punktowane i ograniczane. Całkiem niepotrzebnie…

Do czego zmierzam? Ano do tego, że pomoc wbrew sobie nie wychodzi. Jeśli będziemy się zmuszać – to akurat apel do dziadków, by udzielić młodym wsparcia, a w głębi serca czujemy, że to nie dla nas, dla dobra dzieci i wnuków odpuśćmy. Naprawdę nie ma sensu czuć się źle jako pełnoetatowa babcia, przejmować obowiązki sprawowania opieki nad dzieckiem przez cały dzień, gdy rodzice są w pracy, czy w trakcie wakacji, gdy czujemy, że to nas frustruje.

Oczywiście wsparcie jest miłe, ale nic na siłę. To rodzice dziecka są za nie odpowiedzialni. Na pewno znajdą inne rozwiązanie, które będzie satysfakcjonujące dla wszystkich.

Pamiętaj:

  • dbaj o siebie,
  • nie pomagaj tylko dlatego, że tak wypada,
  • jeśli czujesz, że nie dasz rady, szczerze o tym powiedz,
  • masz prawo być taką babcią, jaką chcesz,
  • nikt nie może wymagać, że zajmiesz się dziećmi przez cały dzień 7 dni w tygodniu.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. agu agu

    święta prawda

  2. marta marta

    w tych relacjach powinna być szczerość ona jest podstawowa i tyle/ nic na silę. i mnie tez drazni „poswiecanie sie” oraz transakcje wymienne. fuj

  3. Marek Marek

    nic nie muszą.. to wielu niedojrzałych „rodziców” z nazwy, którzy w istocie są dziecmi, bo bez rodziców nie umieją 2 kroki zrobic po prostu się dziadkami wysługuje.. i mają za swoje.. autorytetem sa dziadkowie, a oni sami są traktowani przez własne dzieci jak starsze rodzeństwo.. niania czy babcia – oczywiscie niania.. płacę, wymagam, jest tak jak ja uważam, niania nie wie lepiej, nie polozy się w dzień spac bo zmęczona.. jak mi nie odpowiada – wymieniam.. i kontakt z dziadkami – jak najbardziej.. ale nie musi byc ani codzienny, ani cotygodniowy.. i kazdy zna swoje miejsce

  4. Katarzyna Katarzyna

    Ja mam teściową która wszystko wie lepiej. Postawiłam sprawę jasno: albo respektuje nasze zasady(np. nie bijemy dzieci, pozwalamy biegać boso itp.) albo ograniczamy kontakty. Było sporo fochów z jej strony ale się nie poddaję. Mojemu dziecku wolno się ubrudzić, czasami jeść rączkami, wolno biegać i obijać sobie kolana.

  5. Agnieszka Agnieszka

    O ! Tylko nie wszyscy dziedkowie ,a wlasciwie babcie chca przyjac do siebie, ze przeszkadzaja,niby pomagaja-przynajmiej tak mysla,a tak naprawde przeszkadzaja jak cholera :) a najbardziej nie trawie jak ja mowie,zeby babcia nie brala na rece,niekarmilana sile i wogole zeby sie nie wtracala, a ona tego nie rozumie i dalej robi po swojemu-masakra

  6. asia asia

    Moja teściowa wszystko wiedziała lepiej. Śmiała się z moich zasad i ciągle robiła po swojemu. Miała pretensje, że nie może się zajmować małym. Chcielibyśmy z mężem radzić sobie sami, ale ok. Robiła to przez dwa tygodnie, to nie dość, że ciągle gadała, że w zamian chce opieki na starość, to jeszcze każdy sprzeciw męża kwitowała słowami:”Jak trzeba było zająć się małym to wiedzieliście gdzie przyjść!” Dlatego zapisaliśmy do żłobka.

    • Dorota Dorota

      Asiu, nie dziwię się. Taka pomoc to żadna pomoc, to znęcanie się psychiczne…Dobra decyzja

  7. Dorota Dorota

    Ja pod względem „wtrącania się” mam skrajnych dziadków. Jedni zero pytań, nawet jak dzieciak chory, druga strona wtrąca się na każdym kroku. I żaden sposób mi się nie podoba. Owszem, to nie są dzieci naszych rodziców i to od nas zależy jak, gdzie, co i kiedy, ale … Uważam, że „normalne” rady i „słuchanie” ich są potrzebne i wskazane m.in. dla kształtowania więzów rodzinnych, szacunku dla starszych w rodzinie. Moim zdaniem jeśli dziecko widzi, że rodzice szanują zdanie dziadków, uczą się traktować ich jak ludzi wartościowych, mądrych, godnych szacunku. Myślę że w przyszłości nie będą ich traktowali tylko jak źródło dodatkowych pieniążków, ani jak niepotrzebnych do niczego staruszków. Dzieci rodzinnej hierarchii uczą się też przez obserwację. Oczywiście to wszystko nie dotyczy apodyktycznych dziadków.

  8. y. y.

    to jest chyba strona dla dziadków, którzy nie chcą pomoc i po przeczytaniu tego artykułu zostaną jeszcze usprawiedliwieni. A może tak postarać sie pomoc, zwłaszcza ci, którym rodzice również kiedyś pomagali w opiekowaniu się dziećmi. Najłatwiej powiedziec: ja sie nie nadaje i tak bedzie najlepiej – to sie nazywa świadoma bezradność.
    nie zgadzam sie z tym artykulem, metoda : nic na silę nie jest dobra,.zarowno dla dziadkow jak i rodzicow. Rodzice musza odetchnac , a kiedy to zrobia, jesli nie ma komu powierzyc dzieci? Dzieci rowniez musza zmieniac otoczenie. Drodzy dziadkowie, pomagajcie swoim dzieciom jak potraficie najlepiej, nawet jesli nie czujecie sie na silach opiekowac dziecmi, to ugotujcie czasem jakis obiad, zabierzcie wnuki na przedstawienie, itp. pomoc moze miec rozna forme. I pamietajcie rodzice wychowuja, a dziadkowie sie opiekuja, no i oczywiscie kochaja i rozpieszczaja – i o to chodzi.