U nas w domu mieszka niejadek! – czyli co robić, gdy śniadanie to… wyzwanie

Przemyślana strategia

Z pewnością znajdą się rodzice, którzy myśląc o swoich podopiecznych, stwierdzą ze smutkiem, że w ich przypadku to nie wystarczy, by maluch przy stole był chętny do współpracy. Warto wtedy zastanowić się chwilę nad możliwymi przyczynami posiadania dziecka-niejadka, by wyeliminować powody niechęci dziecka do jedzenia. Przyda się wtedy przemyślana strategia działania, która będzie skuteczna, pod warunkiem, że zdecydowanie zrezygnujmy:

  • ze zmuszania do jedzenia. Dzieci zwykle potrzebują czasu, by przekonać się do nowych smaków i nie są w stanie zjadać naraz dużych porcji. Wprowadzając do menu nowości, które różnią się smakiem, konsystencją i zapachem oraz wyglądem od tego, co serwujemy na co dzień, liczmy się z tym, że „zaprzyjaźnienie się” z nowym daniem nie musi nastąpić od razu. Warto wtedy uzbroić się w cierpliwość i uszanować obawę przed spróbowaniem czegoś, co jest nieznane. Dawkujmy nowości i proponujmy je wtedy, gdy dziecko jest głodne. Podawanie maluchowi nowych dań tuż po zjedzeniu przekąski sprawia, że nie będzie przejawiać entuzjazmu w sięganiu po kolejne, do tego – nieznane, smaki,
  • z negocjacji nad talerzem. Usilne namawianie do jedzenia, próba przekubstwa czy nawet groźby i krzyki sprawiają, że jedzenie przestaje być przyjemnością, a staje się przykrym obowiązkiem. Im silniej będziemy napierać, tym z większą energią dziecko będzie stawiać opór,
  • z dokarmiania dziecka między posiłkami. Nawet niewielka kanapka, przecierowy soczek czy ciasteczko sprawiają, że maluch może czuć się syty i nie będzie mieć apetytu. Dziecko przestaje wtedy rozpoznawać, kiedy naprawdę jest głodne, a kiedy zaś warto przestać jeść i dopomina się o przekąski, które z czasem zaczynają zastępować pełnowartościowe posilki,
  • z zachęcania do jedzenia przez obiecywane nagrody, zwłaszcza – te słodkie: „jak zjesz obiad, to dostaniesz batonika”, „no zjedz jeszcze troszkę, to pójdziemy na lody” albo odwrotnie: „jak nie zjesz zupy, to zapomnij o ciastkach”… Przekupywanie słodyczami czyni je jeszcze bardziej atrakcyjnymi i pożądanymi, znacznie bardziej – niż porcja obiadu. W ten sposób jedzenie posiłku zaczyna kojarzyć się dziecku z burzliwymi emocjami, tymczasem warto, by było chwilą wyciszenia się,
  • z uatrakcyjniania posiłków poprzez równoczesne propozycje innych aktywności, np. oglądanie czy czytanie bajki. Dzieci nie mają podzielnej uwagi, uczą się ponadto w takich sytuacjach, że jedzenie, to czynność, która nie zasługuje na szerszą uwagę, jest czymś drugorzędnym, przypadkowym. Rozproszenie uwagi i dekoncentracja w trakcie spożywania posiłków utrudniają także pracę systemu trawiennego,
  • z pościgów za dzieckiem z łyżeczką w dłoni. Maluch świadomy tego, że ktoś go goni będzie uciekać, utrwalając w sobie wyobrażenie o jedzeniu jako czynności, której należy unikać,
  • ze spożywczych „mixów” czyli mieszania na jednym talerzu wielu produktów. Lepszym rozwiązaniem będzie wyselekcjonowanie ich, by dziecko mogło samodzielnie podjąć decyzję, czego spróbuje najpierw, a jakim smakiem zakończy posiłek,
  • z kultywowanego przez rodziców obyczaju jadania „w biegu”, zamiast rytuału wspólnego „biesiadowania”. Poprzez naśladownictwo nasze dzieci uczą się od nas. Widząc rodziców jadających w pośpiechu przypadkowe potrawy, maluchy nie będą dostrzegać potrzeby, by odżywiać się inaczej. To do nas należy wprowadzenie w domu rytuału, jakim jest wspólne spożywanie posiłków przez wszystkich domowników – tak często, jak jest to możliwe.

Zdrowe zasady

Nasz przemyślany plan działania będzie tym bardziej skuteczny, jeśli będzie mu towarzyszyć dodatkowo kilka „zdrowych zasad” odżywiania. W tym celu:

  • ograniczmy podawanie jedzenia między posiłkami (do nie więcej niż 2 przekąsek dziennie), podsuwając zdrowe alternatywy dla chipsów i słodyczy: sezonowe lub suszone owoce, pokrojone w słupki świeże warzywa,
  • popularyzujmy nawyk gaszenia pragnienia wodą lub ziołową herbatką. W odróżnieniu od napojów gazowanych i słodkich soków takie „drinki” nie zmniejszają apetytu,
  • poświęćmy chwilę i przemyślmy tygodniowy jadłospis, by jedzenie było różnorodne. Warto, by dziecko sukcesywnie poznawało nowe smaki, nie będzie wtedy się ich obawiać, a jego organizm z różnorodnych produktów wybierze dla siebie to, co wartościowe i potrzebne,
  • szanujmy dziecięce preferencje żywieniowe i nie próbujmy, by maluch musiał na siłę jadać czegoś, za czym nie przepada. Dzieci odżywiane w zdrowy sposób same z czasem  wprowadzają do swojego menu nowe, zdrowe potrawy (widząc, że jak ze smakiem jadają je inni domownicy).

To wszystko pomoże to nie tylko w zdrowym rozwoju młodego organizmu, ale w wyrabianiu gustów kulinarnych i wychowywaniu małego smakosza, który będzie wzorem dla rówieśników i w przyszłości nie jeden raz zaskoczy nas swoją kulinarną wyobraźnią…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

dyplomowany nauczyciel wychowania przedszkolnego oraz edukacji wczesnoszkolnej, animator kultury. Mama 2,5-letniej Zuzanny oraz kilkumiesięcznego Bartka. Dyrektor Punktu Przedszkolnego Przyjaciele Żyrafy .

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Iga Iga

    Myślę, że większość problemów tak zwanych niejadków to wymysł rodzica lub co gorsza wina nadgorliwej mamy. Przykre, ale według mnie prawdziwe.