U nas w domu mieszka niejadek! – czyli co robić, gdy śniadanie to… wyzwanie

„- Moje dziecko to niejadek…” – często skarżą się rodzice, przypisując swojej pociesze „łatkę” kulinarnego ignoranta, który nie lubi próbować nowości i którego do jedzenia trzeba zawsze usilnie namawiać. Opowiadając o tym w obecności samego zainteresowanego (samej zainteresowanej) utwierdzają oni dziecko w tym przekonaniu sprawiając, że „łatki” trudno się pozbyć, a posiłkom zaczyna towarzyszyć nerwowa atmosfera.

strawberry girlNie wszyscy rodzice są świadomi, że u maluchów, które – już samodzielnie, na dwóch nogach – wyrywają się do eksplorowania najbliższego otoczenia i są coraz bardziej sprawne ruchowo, czynność jedzenia po prostu schodzi wtedy chwilowo na dalszy plan. Nie ma się co dziwić: wrodzona ciekawość jedzenia została zaspokojona i nie jest już wtedy tak atrakcyjna, jak wesoła zabawa.
Rodzice i opiekunowie zaniepokojeni brakiem apetytu malucha często tracą wtedy cierpliwość i są skłonni do popełniania błędów, które w dalszej przyszłości mogą pogłębić niechęć dziecka do jedzenia i utrwalić złe nawyki żywieniowe. Jak tego uniknąć? Oto kilka sprawdzonych podpowiedzi.

Proste triki

Czasami wystarczy niewiele: uatrakcyjnić posiłek (dobrana zastawa, kompozycja na talerzu, róznorodność) i dać małamu smakoszowi możliwość wyboru tego, co i ile chce zjeść. Spróbujmy czasami odłożyć sztućce, by stół stał się miejscem na doświadczanie jedzenia i eksperymentowanie, poznawanie zapachów, faktur, kolorów. Brudne paluszki zawsze można umyć, a okolice stołu – posprzątać. Dziecięce doznania związane z odkrywaniem, jak kawałek bułki kąpie się w miseczce z mlekiem, a sok – dzięki powietrzu wydmuchiwanemu przez słomkę – zamienia się w bąbelki sprawią, że siadanie do posiłku nie będzie kojarzyło się z przymusem, ale ze wspaniałą przygodą.

Warto także pozwolić dzieciakom „pokucharzyć”. O tym, że jest to możliwe i jakie przynosi pozytywne skutki przekonują się rodzice dzieci w naszym Przedszkolu, którzy czasami dopytują z niedowierzaniem jak to jest, że nawet nasze maluszki samodzielnie szykują sobie śniadania.

Dziecka, które samodzielnie potrafi utrzymać w dłoni łyżkę czy widelec nie trzeba (a nawet – nie należy) karmić. Już 2,5-latki w ramach „szwedzkiego stołu” szykują sobie u nas proste kanapki, same decydując, co na nich się znajdzie, same nalewają do kubeczków napoje z dzbanka. Duma, jaka je wtedy przepełnia sprawia, że mają poczucie „mocy sprawczej” i nie mogą się doczekać posiłku. Z tego powodu zawsze namawiam rodziców, by wartościowa zasada zaczerpnięta z pedagogiki Marii Montessori „pomóż mi zrobić to samodzielnie” odnosiła się także do spożywania jedzenia.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

dyplomowany nauczyciel wychowania przedszkolnego oraz edukacji wczesnoszkolnej, animator kultury. Mama 2,5-letniej Zuzanny oraz kilkumiesięcznego Bartka. Dyrektor Punktu Przedszkolnego Przyjaciele Żyrafy .

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Iga Iga

    Myślę, że większość problemów tak zwanych niejadków to wymysł rodzica lub co gorsza wina nadgorliwej mamy. Przykre, ale według mnie prawdziwe.