Amerykańscy naukowcy odkryli, że komórki płodu mogą przedostawać się nie tylko przez łożysko z krwią, ale również przez dekady koncentrować się w mózgu matki. Badaczom udało się udowodnić, że matki, które rodzą dzieci nie do końca „tracą” wszystkie „obce” komórki ze swojego ciała.
Komórki mogą migrować między ciałem matki i płodu, osiedlając się w wielu narządach, w tym w płucach, tarczycy, mięśniach, wątrobie, sercu, nerkach, w skórze.

Smiling young woman in bathtub reading book
To nie wszystko. Naukowcom udało się ustalić na podstawie eksperymentów przeprowadzonych na szczurach, że komórki te mogą mieć ogromny wpływ w procesie przeciwdziałania chorobom: także nowotworom (raka piersi) oraz mogą korzystnie wpływać na odporność matki, pozwalając na usuwanie stanów zapalnych w organizmie i przyspieszając dochodzenia do zdrowia. To dlatego, że komórki płodu mają właściwości komórek macierzystych i mogą stać się częścią dowolnej tkanki.
Badacze z Fred Hutchinson Cancer Research Center zanalizowali wyniki autopsji 59 mózgów kobiet w wieku od 32 do 101 lat. 63 % z nich zawierało męskie DNA. Najstarszy mózg z takimi genami poddano badaniom od pani w wieku 94 lat.
Mikrochimeryzm – czyli każdy nosi w sobie coś z przodków?
Mikrochimeryzm tłumaczy się jako obecność małej liczby komórek, pochodzących od innego osobnika w organizmie drugiej osoby. Ciąża sprzyja mikrochimeryzmowi, skoro w jej trakcie komórki i materiał genetyczny są wzajemnie wymieniane między matką i płodem za pośrednictwem łożyska.
Niektóre badania pozwoliły udowodnić wieloletnie utrzymywanie się komórek DNA płodu w organizmie matki. Co ciekawe, również komórki matki w niewielkiej ilości są zachowywane u zdrowych dzieci także w ich dorosłym życiu.
Komórki mikrochimeryczne pozostają w szpiku kostnym. Są one zdolne do podziału i migracji do różnych narządów przez wiele lat po porodzie. Udało się je odnaleźć w różnych organach (nerkach, sercu, płucach – organach często przeszczepianych, kobiet posiadających męskiego potomka).
W świetle nowych, rewolucyjnych dowodów przedstawionych przez naukowców z Seattle i opublikowanych w PlosOne powiedzenie „Być oczkiem w głowie mamy” nabiera całkiem nowego znaczenia, podobnie jak ogromne przewiązanie rodzica do dziecka i malucha do rodzica rozumiane jako poczucie jedności czy przynależności.
Matki na froncie, czyli o co te boje
Niesamowite, brzmi wprost niewyobrazalnie, a jednak…widac natura nas zaskakuje…kto by pomyślał…