Dlaczego Twoje dziecko musi cierpieć? O wadze popełnianych błędów

Popełnianie błędów jest wpisane w ludzkie życie a nauka upadania i wstawania to jedne z najważniejszych lekcji. Od tego, jak je przetrwają nasze dzieci zależy, czy będą wytrwałe, konsekwentne, wdzięczne za konstruktywną krytykę, czy może pierwsze niepowodzenie będzie skutkować u nich zniechęceniem, a „kilka słów prawdy” potraktują jak zamach na własną godność.

Patrzenie, jak dziecko popełnia błędy i pozawalanie mu na to jest trudne. Jednak czasami konieczne. Mądre wspieranie w trudnych chwilach, gdy maluch cierpi – również. Niejednemu rodzicowi serce się kraje, gdy córka rozpacza, bo nie dostała upragnionej roli w teatrzyku, nie została zaproszona na urodziny do koleżanki, trudno pozwolić kilkulatkowi zmierzyć się z rozczarowaniem wynikającym ze zgubienia ulubionej zabawki (nie kupując kolejnej), czy też wysłuchiwać spokojnie, bez denerwowania się na nauczycielkę, gdy syn opowiada, jak „niesprawiedliwie został oceniony na klasówce”.

Rolą rodzica nie jest chronienie przed przykrościami, niepowodzeniami, ale przede wszystkim wspieranie kilkulatka w nauce, jak sobie z nimi radzić, bo są nieuniknione. Zatem rodzicu, pozwól dziecku popełniać błędy i …cierpieć. Bądź blisko.

Źle pojęta troska

Madeline Levine napisała w „The New York Times: ” jeśli nie możesz znieść tego, że Twoje dziecko może być nieszczęśliwe, musisz zacząć pracować nad sobą”.

dziecko robi błędy

To ważne, by nie dochodziło do tego, co dzisiaj podobno jest normą.

Historie o matkach przychodzących się wykłócać „w imieniu dziecka” o stopnie na…studiach są prawdziwe. Co prawda w Ameryce, ale trend jest niepokojący również dzisiaj i tutaj, w Polsce.

Pamiętam, gdy babcia mi opowiadała, że nauczycielowi nie można było pyskować, bo w ruch szła linijka. Jasne to nie były metody, ale podobno skutek był taki, jakiego oczekiwano. Później kar cielesnych nie stosowano, ale w większości domach poskarżenie się na nauczyciela skutkowało oddelegowaniem do nauki. Żadnej mamie, albo tylko nielicznym, nie przyszło do głowy iść do szkoły i negować zasadność „otrzymania jedynki” przez córkę czy syna. Recepta była prosta – ucz się więcej, to poprawisz stopnie.

Czy taka postawa była dobra?

Na pewno żadna skrajność nie jest wskazana.

Inna sytuacja?

Nauczyciel zza oceanu dzwoni do mamy kilkunastoletniego chłopaka, który oddał do oceny plagiat. Zrozpaczona matka krzyczy do słuchawki, by go nie karać…Nauczyciel informuje, że podjął decyzję i ona jest nieodwołalna. Na to Ona odpowiada, że belfer nie może ukarać syna, bo to ona jest autorką pracy…syn był zmęczony, zestresowany, dlatego usiadła i przygotowała pracę za niego.

Rodziców wychowujących dzieci w stanie bezbronności i bezsilności niestety nie brakuje. Z każdym rokiem jest ich coraz więcej.

Przeczytaj, jak nadopiekuńczy rodzice robią krzywdę swoim dzieciom.

Poczuć ból

Życie nie składa się tylko z pięknych chwil. Nie zawsze jest wesoło, spontanicznie, czasami pojawia się smutek, rozczarowanie, gniew. Niektóre uczucia bolą.

Unikanie konfrontacji z przykrymi odczuciami, według współczesnych psychologów, sprawia, że wyrasta obok nas pokolenie bardzo wrażliwe…i bezbronne, które już u progu dorosłości można zranić w bardzo prosty sposób i zniechęcić niemal do wszystkiego.

Stąd młodzi ludzie, którzy nie chcą się usamodzielnić, które nie wiedzą, czego chcą, co chwilę zaczynają „życie na nowo”, są zagubione.

Osoby, które nie nauczyły się jak radzić sobie z trudnościami, nie są w stanie zmierzyć się z niepowodzeniami, gdy zaczynają ich w końcu doświadczać, panikują. Pojawiają się u nich naturalne myśli – skoro  przez większość swojego życia można było żyć”pod szklanym kloszem”, gdzie dopuszczane były pod niego tylko piękne chwile, to obecność tych przykrych źle świadczy tylko o nich samych….Znaczy się, że nie potrafią się obronić. Są słabi. Bezradni. Mali. Gorsi od tych, co ich chronili – Rodziców.

Taki proces dedukcji, tłumaczenia sobie trudnych sytuacji ma złe założenie, nie uwzględnia czegoś pozornie oczywistego, że trudne chwile zwyczajnie są wpisane w życie. Dziecko powinno mierzyć się z frustracjami, a rolą rodzica jest towarzyszenie kilkulatkowi niezależnie od tego, czy aktualnie jest „lekko”, czy „wyjątkowo trudno”.

Zero krytyki

Rodzice nie lubią krytykować swoich dzieci. To naturalne. Nikt nie lubi mówić nieprzyjemnych rzeczy ani ich słuchać. Problem w tym, że życie przynosi nam różne wyzwania i najpewniej nieraz zmierzymy się z sytuacją, kiedy druga osoba powie coś, co nie do końca się nam spodoba.

I co wtedy? Pojawi się rozpacz, gniew, zaprzeczanie? Czy będziemy potrafili odebrać lekcję z klasą i przekłuć ją na sukces?

Rodzice powinni uczyć dzieci, pokazując własnym przykładem, jak konstruktywnie krytykować, z poszanowaniem godności drugiej osoby, jak również odbierać krytykę. Dziecko natomiast powinno zrozumieć, że krytyka dotyczy konkretnych zachowań, sytuacji, stanowić powinna impuls do pracy nad sobą. A „nie” wypowiedziane z miłości jest najczęściej cenniejsze niż „tak” dla świętego spokoju.

To ważne, bo tego nauczyć, bo ta umiejętność pozwala uniknąć problemów z odbiorem krytyki/odmowy, jak również z załamywaniem się, gdy „ktoś ośmieli się” powiedzieć kilka słów „prawdy”.

Nie sparzy się, to się nie nauczy

Na pewno nie brak wśród osób, które czytają ten artykuł tych, którzy pamiętają sytuację, kiedy z troską rodzica powtarzali, napominali, instruowali, a to i tak na niewiele się zdawało, bo maluch dopiero zrozumiał, kiedy zdarł kolano. Niestety taka jest natura człowieka, który najlepiej uczy się, doświadczając. I choć w wielu sytuacjach trzeba malucha chronić, to nie brak też takich, kiedy zwyczajnie lekcja „empiryczna” jest niezbędna i warto jej doświadczyć.

Oglądanie dzieci, które popełniają błędy, jest bolesne. To wielkie wyzwanie, bardzo trudne, ale niezbędne. Pozwalając dziecku na popełnianie błędów, pozwalasz się mu uczyć, okazujesz też zaufanie. Dziecko odbiera ważną lekcję pozwalającą w kształtowaniu inteligencji emocjonalnej – radzenia sobie z frustracjami, niepowodzeniami, skutkami złych decyzji.

Dlaczego dzieciństwo jest najlepsze do tego, by popełniać błędy?

Dziecko to z natury ryzykant, eksperymentator, osoba gotowa do podejmowania wyzwań. Nie obciążana przez konwenanse, ograniczenia, niebojąca się zawieść.Odczuwa wstyd i to on w naturalny sposób, bez potrzeby ingerencji z zewnątrz, jest dla niego ważną nauczką. W 90% sytuacji maluch uczy się po prostu na podstawie naturalnych konsekwencji czynów.

Dzieci obawiają się błędów tylko z powodu reakcji rodziców a nie z obawy przed przykrościami z nimi związanymi. Te wpisują niejako w ryzyko, nieświadomie, bo dogłębna analiza jest poza ich możliwościami. Dzieci ponadto charakteryzują się ambiwalencją uczuciową, co znaczy, że łatwo przechodzą od smutku do radości, z czasem ta cecha zanika.

Jest coś jeszcze – negatywne opinie otrzymywane przed 12 rokiem życia nie są w stanie zatrzymać pasji odkrywania. Udowodniono, że tylko pozytywne komentarze oddziałują na struktury mózgowe dzieci, negatywny przekaz bardzo szybko się ulatnia i nabiera na sile, gdy dziecko kończy około 12 lat. Wtedy dziecko staje się pod wieloma względami podobne do dorosłego.

Kiedy zatem interweniować, gdy dziecko źle postępuje?

Psychologowie wskazują tylko na dwie sytuacje:

  • gdy istnieje zagrożenie fizyczne dla dziecka – ryzyko uszkodzenia ciała,
  • gdy skutki danego zachowania nie będą zauważalne dla dziecka od razu, ale na przykład po kilku dniach.

Dzieci są bardziej odporne niż nam się wydaje, a pierwsze doświadczenia w nauce samodzielności rzadko pozostawiają po sobie ślad. Mądre towarzyszenie dziecku, wspieranie go, ale nie ograniczanie ma sens. Jedną z ważniejszych lekcji, jaką mogą dać rodzice dorastającym dzieciom, jest umiejętność podejmowania decyzji, co buduje pewność i poczucie wartości dzieci.

Smutek, rozgoryczenie, lęk i poczucie porażki – są na tej drodze przykrym kamykiem w bucie, który jednak nie powinien stopować i blokować przed podejmowaniem wyzwań, mimo jego obecności, należy iść, starać się i rozwijać.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy