Dlaczego stosuję kary?

Przyznanie się dzisiaj do tego, że stosuje się kary, to jak powiedzenie, że jest się gorszym rodzicem. Kary jako takie uznawane są za oznakę słabości dorosłych, objaw nienowoczesności, czy wręcz zacofania. Rodzice sięgający po tę metodę nie pasują do „wyluzowanego” świata, w którym słowo odgrywa najważniejszą rolę. Są jak dinozaury, które muszą wyginąć….

iStock_000007920876XSmallKary…? A nie można inaczej?

Jeśli stosuję kary, to oznacza, że sobie nie radzę, że zapewne nie mam alternatywy oraz zielonego pojęcia o rozwoju dziecka.  Ba, w niektórych kręgach jestem wyrodną mamą, która nie kocha swojego dziecka, nie przytula, nie całuje i zapewne bije gdzie popadnie…

Mało kto bierze dzisiaj pod uwagę fakt, że umiejętne stosowanie kar to dobra metoda, która przystosowuje dziecko do życia w społeczeństwie, w którym nie da się uciec od systemu kar i nagród. To pozytywnie rozumiana szkoła życia i z drugiej strony szkoła miłości: bo jeśli ja nie nauczę dziecka, jak żyć we współczesnym świecie i jak radzić sobie z własnymi emocjami, to kto to zrobi za mnie? Nauczyciele, rówieśnicy?

Jak uczy się dziecko?

Dzieci są różne. Powtarza się to tak często, a mimo to wielu o tym zapomina… Są takie, którym wystarczy upomnienie słowne. Takie maluchy, które same w sobie są skore do współpracy i robią wszystko, by przypodobać się rodzicom. Zazwyczaj wystarczy poprosić o coś je raz, czy dwa razy, by posłuchały.

Są też inne dzieci, którym takie upomnienia nie wystarczają. W literaturze nazywa się je „trudnymi dziećmi”, czy maluchami zbuntowanymi. Są to dzieci, które nagminnie starają się przekraczać wyznaczone granice. Robią to tym częściej, im są one mniej jasne oraz im częściej się zmieniają. Dla takich dzieci proces nauki polega na testowaniu tego, co się stanie, gdy nie „posłucham mamy, gdy udam, że nie słyszę taty”. Mimo że widać wyraźnie, że wiedzą, co się do nich mówi, to nie stosują się do treści komunikatu. Czekają na czyny.

W takich sytuacjach można postąpić różnie: można prosić, przypominać, błagać, prawić kazania, mówić o własnych uczuciach, o tym, jak się czujemy, gdy dziecko nie słucha, można również w końcu stracić cierpliwość i krzyknąć, zacząć dziecko obrażać, wyśmiewać (zdarzyć się może to przecież każdemu rodzicowi).

Jednak zauważyć trzeba, że przechodzenie od tonu łagodnego, przez perswazję, do krzyków i wyśmiewania to sposób, który nie tylko sprawia, że tracimy nerwy, ale przede wszystkim niepotrzebnie wydłuża komunikację z dzieckiem. Rodzice, którzy są zmuszeni tak postępować, często czują się mocno zmęczeni oraz mają poczucie przegranej…

Kara to nie przemoc

Można powtarzać, że lepsza nagroda/pochwała niż kara. I nie będę przeczyć. Na pewno tak jest. Jednak nie oznacza to, że kara wymierzona z szacunkiem dla dziecka jest metodą, którą należałoby od razu skreślać.

Po pierwsze kara musi być odpowiednia do zaistniałej sytuacji. Nie może być ani za duża, ani za mała, ani tym bardziej za bardzo rozciągnięta w czasie (bo zazwyczaj uważana jest za niesprawiedliwą, dwa pozostaje trudna w egzekwowaniu). Im młodsze jest dziecko, tym kara powinna następować możliwie szybko po przewinieniu. Im starsze, tym może ona, z uzasadnionych przyczyn, zostać odwleczona w czasie.

Zanim zastosuje się karę, należy o niej uprzedzić. Psychologowie podkreślają, że tak zwane trudne dzieci nie zareagują na komunikat „Bawcie się ciszej”, „Ścisz telewizor” „Odłóż nóż” dopóki jasno im nie zakomunikujemy, że na pewno muszą to zrobić. Dlatego do dzieci, które lubią testować granice należałoby powiedzieć „Bawcie się ciszej, bo jak nie, to zabiorę zabawkę” „Ścisz telewizor, bo go wyłączę”, „Odłóż nóż, bo nie dostaniesz deseru”. Zawsze taki komunikat należy powiedzieć spokojnie i się nie powtarzać. Daremne w przypadku trudnego dziecka, czy dziecka nieskorego do współpracy będzie upominanie, proszenie, czy dawanie następnych szans. Jeśli tak postąpimy, to zwyczajnie nauczymy dziecko, że może robić to, co chce, dopóki jest w stanie znieść nasze narzekanie lub do czasu, kiedy rodzic straci cierpliwość.

Co zatem należy zrobić, gdy dziecko nie posłucha? Postąpić dokładnie tak, jak zapowiedzieliśmy. Zabrać zabawkę, wyłączyć telewizor, nie podać deseru. Czasami będzie trzeba postąpić tak wielokrotnie, zanim dziecko się nauczy, że za słowami pójdą czyny.

Kara to dobra nauka i wyraz szacunku

Umiejętne dawanie kar nie jest takie proste. I być może właśnie dlatego wielu dorosłych ich nie stosuje. Rodzice mogą bowiem napotkać na wiele problemów. Przede wszystkim może nim być brak konsekwencji. To wystarczy, by cała filozofia stosowania kar legła w gruzach.

Największą zaletą stosowania kar, które oparte są o naturalne konsekwencje czynów dziecka, jest to, że z czasem kary stają się coraz mniej potrzebne i w praktyce stosuje się je coraz rzadziej. Dziecko, które bowiem nauczy się respektowania granic, będzie się ich trzymać. Gdy usłyszy odpowiedni komunikat, będzie wiedziało, jak zareagować i będzie wiedziało, co się stanie, gdy nie spełni naszej prośby.

Wiele osób zarzuca rodzicom stosującym karę, że czynią z dzieci posłuszne roboty, które nie mają zdania i które postępują w odpowiedni sposób tylko z obawy przed konsekwencją. Jednak w tego typu myśleniu widzę sporą wadę. Przede wszystkim należałoby zapytać, czy jako dorośli nie robimy czegoś często dlatego, żeby nie spotkała nas kara/czy przykra konsekwencja zaniedbania? Czy nie motywujemy się, by wykonać zadanie służbowe, by nie spotkać się z naganą, czy nie utracić premii? Czy jako dzieci w szkole nie odrabiamy trudnych lekcji, by uniknąć jedynki i niezadowolenia rodziców? Czy staramy się na bieżąco sprzątać, by nie musieć żyć w bałaganie? Czy nie uczymy się języków, by nie wstydzić się przed współpracownikami oraz by nie czuć się zagubionym za granicą? Ponadto dziecko ma zawsze wybór. Jeśli postąpi źle, spotka je kara, jeśli dobrze, to jej uniknie.

Możecie zapytać, kara czy naturalna konsekwencja czynu? Według mnie trudno to w wielu sytuacjach rozstrzygnąć…Można przecież uznać, że wytarcie rozlanego soku to konsekwencja danego czynu, jednak czy jest nią nadal utrata ulubionego soku, który po prostu się skończył? Czy karą będzie wystawienie nagany w dzienniku za złe sprawowanie, czy to tylko konsekwencja czynu? Czy karą będzie zabronienie zabawy daną zabawką, którą dziecku się nieodpowiednio bawi, czy to tylko konsekwencja danego czynu? Czy w końcu brak przyjaciół w odniesieniu do malucha, który źle się zachowuje, nie umie odnaleźć się w grupie ze względu na ciągłe łamanie zasad, to kara czy konsekwencja czynów? Można przecież stwierdzić, że inne dzieci w ten sposób karzą „nielubianego Piotrka”? Czy dla Was ta granica jest wyraźna? Czy w końcu na pewno nie stosując kar w domu, dobrze przystosowujemy dziecko do życia w społeczeństwie?

Jasne, można napisać, że kara to co innego, że to zachowanie nad wyraz, przesadzone, niesprawiedliwe, które kojarzy się z klękaniem na grochu, staniem przez wiele minut w kącie czy w skrajnych sytuacjach karą cielesną.

Jednak kara tak jak słowo może być różna. Wszystko zależy od tego, jak ją skomponujemy i jak dobierzemy, jakim tonem wypowiemy, jakie gesty będą nam towarzyszyły, jaki będzie nasz wyraz twarzy.... To my jako rodzice decydujemy, jak wygląda kara i w jaki sposób jest nakładana na dziecko. To my możemy się jej obawiać lub ją ze spokojem stosować. To my decydujemy o atmosferze i o tym, czy kara zostanie uznana za sprawiedliwą, czy nie….To od pracy nad  naszymi emocjami zależy jej skuteczność.

Kara a wiek dziecka

Na koniec kilka słów o wieku dziecka. Rolą rodzica nie jest sędziowanie, wchodzenie w mundur policjanta, czy śledczego. Rolą rodzica jest wychowywanie. Dlatego tak ważne jest, by dziecko dostosowywać do tego jak funkcjonuje społeczeństwo. Nie ma wychowania tam, gdzie jest rozpieszczanie, czy bezstresowe wychowywanie. I na odwrót nie ma mowy o wychowaniu bez miłości i akceptacji. Dziecko, które nie ma wyraźnych granic gubi się, nie jest szczęśliwe.

Kara pozwala dziecku nauczyć się odpowiedzialności oraz…samodzielnego rozwiązywania problemu. Po prostu sama w sobie motywuje do starań. Pokazuje jak się zachowywać w sytuacjach konfliktowych, kiedy kumulują się złe emocje, uczy wyciszenia i próby kompromisu. Dzieci, które kłócą się przykładowo o zabawkę i mają świadomość tego, że rodzic nie będzie stawał po żadnej ze stron, ale pomoże im dojść do porozumienia, nauczą się, że lepszym rozwiązaniem jest dzielenie się niż utrata danego przedmiotu. Rodzic, który zaproponuje rozwiązanie, pozwoli dziecku zdecydować oraz uprzedzi, co się stanie, gdy dzieci nie przerwą złego zachowania, nie pokazuje, że z sytuacji konfliktowej ktoś musi wyjść wygrany. Daje jasno do zrozumienia, że nie chodzi o to, kto wygrał, na kogo „wyszło”, ale o to, że udało się porozumieć, nie tracąc przy tym nerwów i nie czując urazy do drugiej osoby.

Kara to bowiem konsekwencja, nauka radzenia sobie ze złymi emocjami oraz przyzwolenie na to, by nauczyć się funkcjonowania w świecie, w którym czasami trzeba umieć ustąpić, a zawsze trzeba umieć się dogadać z drugą osobą, która też ma swoje racje…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. anna anna

    czy autorka artykułu, poza tym ze jest mamą ma jeszcze jakieś kompetencje, aby wypowiadać się nt. wychowania dzieci? jak wiemy rodzicem może być każdy, ale nie każdy rodzic umie być dobrym rodzicem…

    • xxx xxx

      Ja już tych ‚ekspertów” się naczytałam, zaczynając od stein, że dzieci się nie wychowuje, poprzez juula, że trzeba patrzeć z miłością na to, co dziecko robi i nie reagować. Ludzie, opamiętajcie się!!! z drugiej strony można było spodziewać się takiego komentarza..

    • violetta violetta

      sam fakt że jest matką daje jej prawo do wyrażania swojej opini w temacie wychowywania dzieci. nikogo nie poucza, nie narzuca toku myślenia, ot wolna opinia z którą można się zgodzic lub nie. a Tobie Anno jeśli się nie podoba to nie czytaj, w necie jest pełno różnych poradników, więc „idź i czytaj i podważaj wszystkie opinie”
      bez pozdrowień

    • tata tata

      ty anka to chyba mózg razem ze stolcem straciłaś :)

      filozofka się znalazła :)

    • Malina Malina

      Też sobie zadaję to pytanie… A poziom trzech odpowiedzi powyżej dużo daje do myślenia na temat tego, komu stosowanie kar się podoba…

  2. wiola wiola

    świetny artykuł, ja tez stosuje kary. Oczywiście, wolała bym nagrody ale czasami po prostu nie ma za co nagradzać. Mam synów w wieku 13 i 10 lat i czasami muszę ich postawić do pionu.

  3. mandarynka mandarynka

    Tak, tak, tak. Bardzo się zgadzam :) I gratuluję p. Doroto, po raz kolejny :)

  4. olka K. olka K.

    stosuję kary, sporadycznie. i jestem wystarczająco dobrą matką. amen.

  5. monika06 monika06

    przy moim „zbuntowanym aniołku” nie da się nie stosować kar…i nie uważam sie za jakąś wyrodną, nie radzącą sobie z dzieckiem matką. Jestem człowiekiem a czasami kara jest lepsza niż guzy czy siniaki córki;)

    • kinia kinia

      Jest wyraźnie napisane, że kary trzeba UMIEĆ stosować i że nie są niezbędne…Mnie artykuł w żaden sposób nie uraża. Wręcz przeciwnie, uważam, że jest bardzo interesujący i inny niż wszystkie, które można przeczytać na ten temat…

  6. Ula Ula

    Kary są złe, dlatego nie stosujcie ich!!! Wiem, co piszę!

  7. Julia Julia

    Ja chciałabym stosować kary wobec mojej niesfornej córki, jednak każda forma jaką wybieram spotyka się z jej zachwytem i traktuje ją jak zabawę. Doszło do tego, że staje sama z siebie w kącie, a jak mówię jej, że nie ma kary, bo nic złego nie zrobiła, to podchodzi albo do mnie albo do młodszej siostry i gryzie lub uderzy. Po takim zachowaniu z dumą idzie do kąta (bo przecież już zasłużyła)…
    Nie każdemu dane jest stosowanie kar… :)

    • Wioleta Wioleta

      Julia a może mała po prostu w ten sposób chce zwrócić na siebie Waszą uwagę?Albo gdy stawiasz ją w kącie nie wyglądasz poważnie i w duchu się uśmiechasz? Dzieci wychwytują nasze nastawienie bardzo łatwo:)

      • Julia Julia

        Oj, zdecydowanie nie jest mi do śmiechu jak wymierzam jej kary :) Kary są zazwyczaj odpowiedzią na jej agresję wobec młodszej siostry lub wobec mnie (zazdrość 1,5 rocznego dziecka przerosła moje wyobrażenia). Myślę,że jest to jej sposób na zwrócenie na siebie uwagi, bo przecież każąc ją i pilnując wykonania kary poświęcam jej 100% uwagi. Dlatego u mnie dopiero jesteśmy na etapie wymyślenia kary, którą córka będzie tak traktowała.

        • Dorota Dorota

          Czyli przechytrzyła wszystkich…Mała cwaniara ;) To chyba musisz iść w całkiem inną stronę: ignorować. Wziąć Basię na ręce i ignorować wszystko, co jesteś w stanie. Gdy zrobi się niebezpiecznie, nie patrząc na nią, zabrać jej przedmiot, czy jakoś uniemożliwić daną czynność…Ja tak bym spróbowała z dwa tygodnie. No i zawsze jak przestanie, to natychmiast obdarzyć ją uwagą, pochwalić, przytulić…a Basię w tym czasie „oderwać” od cycka ;)

          • Julia Julia

            Tak spróbuję. No i postaram się skonsultować z D.Z. co by przechytrzyć moją cwaniarę ;)

            • Malina Malina

              A to cwaniara… Myślała, że mama zawsze będzie kochać tylko ją, a niedoczekanie! Przeżywa trudne chwile? Marsz do kąta, to jej się zaraz humor poprawi i wapory miną. Jakie to przebiegłe, emocji jej się zachciało…

          • mamama mamama

            No nie wierze!! Jest podejrzenie , że mała zachowuje się nieakceptowalnie (to znaczy bije młodsze rodzeństwo) dlatego, że chce zwrócić na siebie uwagę i nikt nie wpadł na to, że dziecko po prostu potrzebuje tej uwagi rodziców, potrzebuję wiedzieć, ze jest dalej kochane (mimo ze już nie nr 1, bo pojawił się brat lub siostra) prawdopodobnie potrzebuje więcej czułości i bliskości rodziców i to jest klucz. Jestem pewna, że jak byś poszła w tą stronę droga Julio (tzn. zadbała bardziej o bliska relację z córka) to problem sam się skończy, bez żadnych absurdalnych kar. A dawanie kary dziecku, kiedy ono już cierpi i za to, że cierpi, spotęguje tylko poczucie osamotnienia i złość – problem się nasili. Nie tędy droga moim zdaniem…
            Piozdrawiam i życzę więcej empatii.

  8. Ala Ala

    To czy ktoś jest dobrą mamą/rodzicem weryfikuje życie. I nie trzeba mieć do tego specjalistycznej wiedzy, by na to wpaść. To widać w wieku dojrzewania, a szczególnie jak dzieci są dorosłe. Wtedy wszystko jest jasne. Każdy rodzic, o ile kocha dziecko, a nie podejrzewam, że autorka nie kocha, chce dla niego jak najlepiej. I każdy stosuje metody, które się u niego sprawdzają. Nie wszyscy muszą stosować kary, u innych mogą się one nie sprawdzać, na przykład w danym okresie życia, bo dziecko jest za małe i nie rozumie ich znaczenia…Przeczytałam tutaj wiele interesujących uwag. I za to dziękuję. Czy się zgadzam? Mam mieszane uczucia…zwłaszcza co do tego, czym tak naprawdę jest kara…

    • normalna normalna

      Mamama, wyobraz sobie, ze wpadli, ale czasami, a wlasciwie w wiekszosci wypadkow sama milosc to za malo. potrzeba tez by byla madra…niestety nie wszystkie dzieci sa w stanie docenic glaskanie po glowce, gdy robia zle, zwlaszcza, gdy przekraczaja pewne granice, ktorych nie wolno przekraczac!!!!
      wtedy wlasnie chwila odosobnienia sprawdza sie, a po niej przytulenie i rozmowa.

      • mamama mamama

        Normalna, ja nie mowie ze mamy głaskać dziecko po główce, wtedy kiedy ono np. bije młodsza siostrę. Oczywiście, że trzeba reagować – uniemożliwiać małej takie działanie. Chodzi mi o to, że czasami trzeba dotrzeć do źródeł złego zachowania dziecka, w tym przypadku, prawdopodobnie, tym źródłem/powodem jest deficyt (w jego odczuciu) bliskości z mama (nie chce tu powiedzieć, że Julia zaniedbuje pod tym względem córkę, oczywiście że nie, ale córka wobec nowej -dla niej pewnie trudnej – sytuacji właśnie tak się może czuć, że już „nie jest najważniejsza”, bo jest ktoś nowy, komu mama poświęca czas, kwestia interpretacji sytuacji przez dziecko) Myślę, że tutaj najpierw trzeba zrobić coś z tym problemem małej, czyli zadbać o to żeby dalej czuła się ważna i kochana, a korygować złe odruchy oczywiście też, ale nie karami. Takie typowe kary stosowane w naszej kulturze wywodzą się z metod behawioralnych, czyli opierają się na odruchach a nie na rozumieniu, że czegoś nie wolno i dlaczego. Karane dziecko często czegoś nie robi dlatego, że się boi a nie dlatego, że rozumie że coś jest złe. Moim zdaniem z karami trzeba bardzo uważać i często zadawać sobie pytanie czego chcemy: mieć potulne, „grzeczne” niewychylające się dziecko czy wychowywać niezależnego, ufającego sobie człowieka.

        Co do „chwili odosobnienia”. Zależy chyba od wieku dziecka, kiedy można stosować taka metodę. Pewnie sześciolatek zrozumie, że to jest czas dla niego na przemyślenie swojego postępowania, natomiast taki dwu lub trzylatek? – wątpię. Odtrącenie (bo tak maluchy w tym wieku to odbierają) przynosi natychmiastowe efekty wychowawcze, gdyż budzi strach, że rodzic już nie kocha. Częste stosowanie tej metody może zaburzyć poczucie bezpieczeństwa dziecka…Pytanie, jaki komunikat przekazujemy dziecku…
        Pozdrawiam

        • Dorota Dorota

          Zgadzam się: z karami nie należy przesadzać. Tak jak niemal ze wszystkim.

          Czy dwulatek,trzylatek zrozumie? Nasza córka ma dokładnie 2 lata i 4 miesiące. Teraz właściwie nie potrzebuje kar, bo wie, czego nie powinna robić. Wcześniej dokładnie testowała granice. I jej święte prawo. Dlatego w mojej ocenie dobrze stosowane kary mają ten plus, że przynoszą dobry skutek i z czasem nie trzeba po nie sięgać. Nie dlatego, że dziecko boi się kar czy rodziców, ale dlatego, że uczy się funkcjonować w społeczeństwie i uczy się jak wyrażać swoje emocje, frustracje, w taki sposób, by nie narażać się na negatywną reakcję otoczenia.

          To przecież naturalne, że każdy może mieć zły dzień, ale niewskazane jest, by własnymi negatywnymi emocjami (zwłaszcza wytaczanymi w kierunki drugiej osoby: krzyk, bicie, itd) „zatruwać” życie innym. Przecież jako dorośli też nie lubimy, gdy ktoś, nawet bliska osoba, wyładowuje na nas własne emocje. Dlatego czy powinniśmy ignorować takie zachowanie u dzieci? Moim zdaniem nie. Emocje jako takie nie są oczywiście złe, ale trzeba nauczyć dzieci takiego ich wyrażania, żeby szanować każdego uczucia (także rodzica).

          Moim zdaniem problem jest gdzie indziej. Mianowicie w tym, że karę traktuje się jako formę przemocy. Jednak to moim zdaniem nierozumienie pojęć. Jeśli karę (niech będzie to odosobnienie) stosuje się ze spokojem, bez krzyku, zbędnych kazań, komentowana, to taka kara skutkuje. Dziecko wychodzi z pokoju uspokojone, wie, co zrobiło (nasza córka sama mówiła, że zrobiła źle i sama chciała o tym dyskutować). Po takiej karze nie mówimy „że jesteśmy zawiedzeni”, „że ma być to ostatni raz” itd, ale kiedy tłumaczymy (jeśli jest taka potrzeba) i to jest właściwy czas na przytulenie, a nie wtedy, kiedy dziecko jest wściekłe (a ma do tego prawo) i np. uderza rodziców, czy wrzeszczy (że można ogłuchnąć: moim zdaniem już do tego prawa nie ma i ja osobiście się na to nie godzę).

          Uważam, że jeśli rodzicowi nie pasuje uspokajanie dzieci poprzez przytulanie ich w momencie największej złości (a dzieci w takich momentach zachowują się różnie), to jego prawem jest tego nierobienie. Dla mnie osobiście to jest nielogiczne, choć zdaję sobie sprawę, że przy niektórych zaburzeniach to jedyne dobre rozwiązanie. Piszę tutaj o klasycznych sytuacjach.

          I jeszcze na koniec: mam świadomość, że każdy rodzic jest inny tak jak i każde dziecko jest inne. Dlatego jedni rodzice będą stosować kary i będą uważać, że one skutkują, a inni nie i się na nie nie zdecydują. To każdego osobisty wybór. :)

          • mamama mamama

            Dorota, nie do końca się z Toba zgadzam co do emocji dziecka. Owszem nie mozna nikomu wchodzic na głowę z własnymi tzw „negatywnymi uczuciami” , ale trzeba pamiętać że małe dziecko (2, 3-letnie) nie ma jeszcze umiejętności regulowania swoich trudnych emocji. Jego mózg jeszcze nie jest na tyle dojrzały aby sobie z nimi radzic. Dziecko dopiero uczy sie czym one są, jak je odczytywać, co one mówia na temat jego potrzeb, granic itp. „Dojrzewanie” mózgu to proces, w związku z tym dziecko długo będzie sie uczyło jak je regulowac, jak sobie z nimi radzi i jak je wyrażac (w akceptowalny społecznie sposób) Poki dzieciecy mózg sam do tego nie dojrzeje żadna metoda nie jest w stanie tego przyspieszyć. To tylko zależy od „chemii”. Owszem można a nawet trzeba mówic takiemu maluchowi że np nie wolno nikogo bić (w złości) (to nasz obowiązek żeby informować dziecko, że pewne zachowania sa nieakceptowalne społecznie i że w taki sposób krzywdzi sie innych), ale zbyt nachalna próba temperowania dziecięcych wybuchów może prowadzić do tłumienia emocji a co za tym idzie do problemów emocjonalnych w przyszłości. W moim przypadku kluczem jest raczej akceptowanie tych wybuchów i nazwanie uczuć im towarzyszących (nie spełniając oczywiście „zachcianek” jeśli tak postanowiłam) bo to uczy mojego dwulatka ze jego uczucia sa wazne, a nam rodzicom świadomość, ze jest to pewien okres w rozwoju dziecka pozwala łatwiej i z dystansem go przetrwać.

            Ja nie lubie słowa „kara” bo jest ono wg mnie naładowane złymi emocjami. Kojarzy mi sie raczej z checia rewanzu i pokazania kto tu jest silniejszy, kto tu rządzi. Pewnie powiesz że sie czepiam :) U nas działaja te naturalne konsekwencje:), chociaż muszę powiedziec ze raczej rzadko je stosuję. Teraz póki Mały ma 2 lata jest łatwo i zdaje sobie sprawę, że o wiele trudniej będzie za kilka lat, bo trzeba bedzie bardziej sie wysilić:)
            Pozdrawiam

            • Dorota Dorota

              Mamama, rozumiem co starasz się napisać.

              Jednak ja nadal będę się „upierać”, że kara nie musi być dla dziecka negatywnym, czy traumatycznym przeżyciem. Jeśli dokładnie się wczytać w powyższy artykuł piszę właśnie o tym, że kara mająca związek z zachowaniem (często będąca naturalną konsekwencją czynów) może nieść wiele dobrego. Tak jak pisałam nie ma mowy o krzykach, obrażaniu, poniżaniu dziecka. Rodzica ma panować nad sytuacją i przede wszystkim własnymi emocjami. Kara nie ma być odwetem. Jeśli tak jest traktowana, to zgadzam się: jest „karygodna” :)

              W mojej ocenie kara (w rozumieniu jak wyżej) w połączeniu z czasem poświęconym dziecku, z rozmowami, niekaraniem za emocje, ale za sposób ich wyrażania (np. wspomniane bicie) pozwala dojrzeć dziecku, zrozumieć zasady panujące w społeczeństwie. Pewnie same rozmowy w przypadku niektórych dzieci również przyniosą skutek, ale obawiam się, że nie w przypadku wszystkich…Skutki niestety widać na każdym kroku.

              Każdy oczywiście decyduje sam. Ja nie zgadzam się tylko na uproszczenie: kara=zło. Bo moim zdaniem to nieprawda. A rodzic w mojej ocenie nie powinien bać się wychowywać dzieci. :)

  9. Iga S. Iga S.

    Za dużo widziałam tych wszystkich przypadków wychowywania bez kar, gdzie rodzice pozwalali decydować dzieciom, żebym teraz napisała lekko, że kary są złe. O nie! Kary są dobre. Może nie najlepsze, ale tak jak demokracja, nic lepszego nie wymyślono.

  10. Wioleta Wioleta

    Ja generalnie jestem przeciwnikiem karania, ale sama wychowując własne dziecko i pracując z dziećmi wiem, że do końca tak się nie da, albo jest to bardzo trudne. Dzieci mają różne charaktery, temperamenty i czasem trzeba uzmysłowić im, że czynią źle. Uważam, że chwalenie dobrych uczynków działa najlepiej zaś złe należy po prostu ignorować, tylko co wtedy kiedy dziecko przekracza pewne granice, których nie jesteśmy w stanie akceptować?
    Następną istotną sprawą jest rozumienie każdego z osobna czym jest kara? Dla jednych jest to klaps dla innych nie kupienie batonika podczas zakupów. Dla jednych kara jest przemocą dla innych zaś po prostu zakazem.
    Nie bardzo przekonuje mnie tylko ta forma zawarta w artykule ( cyt) należałoby powiedzieć „Bawcie się ciszej, bo jak nie, to zabiorę zabawkę” „Ścisz telewizor, bo go wyłączę”, „Odłóż nóż, bo nie dostaniesz deseru……hmmm zrób to bo inaczej nie zasłużysz na tamto czy to oby dobry sposób? U mnie najpewniej skończyło by się reakcją odwrotną i do tego niczego nie uczy, raczej trochę jak w wojsku ….bo jak tata bedzie oglądał głośno tv to dziecko może podejść i wyłączyć? Przecież dzieci to obserwatorzy i papużki , które bardzo szybko naśladują dorosłych. Czy nie lepiej powiedzieć: ścisz tv bo nie usłyszę jak mnie o coś poprosisz, odłuż nóż bo zrobisz sobie krzywdę, skaleczysz rączkę..??Nie wiem może się myle, ale mnie nie przekonało.
    Poza tym artykuł ciekawy i nie do końca rozumiem o co tyle krzyku? Dorota nigdzie nie napisała , że mamy karać dzieci na potęgę, niech każdy z nas zastanowi się i rozważy w jaki sposób wychować własne dziecko by wyrosło na szczęśliwego człowieka:)

    • Dorota Dorota

      Tak jak napisałam: też jestem przeciwniczką kar, które są wymierzane w złości, bez szacunku, pod wpływem impulsu. Wszystko zależy przecież jak powiemy to zacytowane „Ścisz telewizor, bo go wyłączę”. Nie musi to być komenda, czy ton wojskowego…To chyba właśnie w tym problem, że trudno uciec od tego złego wyobrażenia kar i postrzegania ich jako sposobu na pokazanie „kto tu rządzi”: to zasługa wielu przekazów medialnych i wbijania nam do głowy, że „trzeba być tolerancyjnym i pobłażającym”. A to nie tak. Nasze odczucia (zbyt głośny telewizor, który przykładowo przeszkadza nam w rozmowie telefonicznej, czy po prostu boli nas od niego głowa), są równie ważne jak chęć dziecka do oglądania telewizji. I chodzi tutaj bardziej o kompromis.
      Jeśli następnym razem dziecko poprosi, by ściszyć telewizor, bo np. jemu on przeszkadza, to jaki problem, żeby to zrobić? Nie wyobrażam sobie jednak, by dziecko samo wyłączyło telewizor rodzicowi. Rodzic to rodzic, dziecko to dziecko.Nie od dzisiaj wiadomo, że to, co wolno jednemu nie jest dozwolone drugiemu…I to działa w dwie strony. Każdy wiek ma swoje obowiązki i przywileje.
      Nikogo rzecz jasna nie namawiam do stosowania kar. Każdy wychowuje dziecko tak, jak uważa za słuszne. Każdy w końcu, przynajmniej tak powinno być, zna dziecko najlepiej i wie, jak należy postąpić. Nie zgodzę się jednak z tym, że kary są z gruntu złe i nieskuteczne (to nie tylko moje zdanie, ale również niektórych tak zwanych „ekspertów”). To nieprawda. W przypadku niektórych dzieci są wręcz niezbędne (i gdy są dobrze stosowane, z czasem naprawdę rzadko się po nie sięga). Rodzic jest szczęśliwszy, dziecko spokojniejsze. I nikomu nie dzieje się krzywda.

      • Wioleta Wioleta

        mnie się wydaje jednak, że to nie jest tak do końca. Czy to oznacza, że dziecko ma robić to co każe mu w tej chwili rodzic? Co ono z tego się uczy? Że dorosły może wszystko bo tak chce?Dla mnie to takie trochę zrobię Ci na złość i wyłączę tv bo mnie nie słuchasz to ja pokażę kto silniejszy. Nie wiem może ja to źle rozumiem i znów się czepiam, choć przyznaję nie raz proszę syna np. nie mieszaj jedzenia bo ci zabiorę i zabieram zazwyczaj bo to nic nie pomaga, kończy się moją złością i płaczem syna bo zabrałam mu jedzenie. Potem sama po kilku minutach zastanawiam się po co mi to było, czy nie lepiej wytłumaczyć dlaczego ma nie mieszać jedzenia bo np. rozwala, robi bałagan, potem mama zamiast pójść się z nim pobawić będzie musiała posprzątać, myślę, że to lepiej działa i uczy dziecko pozytywnych zachowań u nas się przynajmniej sprawdza….

        • Dorota Dorota

          Napisałaś Julii, że być może kary nie skutkują, bo w duchu się uśmiecha i nie ma do nich przekonania…:) Być może tak też jest u Was? ;)

          Napiszę Ci jak jest u nas. Córka ma sporo wolności: bawi się, jak chce i czym chce, to dla mnie oczywiste. Decyduje nawet, oczywiście w ramach rozsądku, co ma ubrać. Nie zmuszamy jej do jedzenia, czy do innych czynności, które często się źle kojarzą. Są jednak pewne zasady, których nie łamiemy. I jeśli córka nie zje obiadu, nie dostanie deseru. Nie dostanie go tak długo aż nie zje obiadu lub kolacji (jasne jednego dnia zje więcej, innego mniej, nie zmuszamy do jedzenia, jeśli chodzi o ilość, ale są dni, że córka sobie postanawia, że zamiast obiadu ona chce deser…ot tak, sprawdzając, czy coś się zmieniło w tym względzie, czy zasada nadal obowiązuje). Nie ma mowy o żadnych ustępstwach. Jak nie jest głodna, to nie ma też miejsca w brzuszku na deser. Nie musi jeść z nami, jak zgłodnieje, to dostanie obiad, na przykład za godzinę. Zje, to dostanie deser. Nigdy na odwrót.

          Jeśli nie chce współpracować i posprzątać po sobie (staramy się jej uczyć porządku od kilku dni…;)), np. ja trzymam karton, a ona nie chce wrzucać do niego klocków i próbujemy różnych metod, np. zabawy, to wtedy mówię, nie posprzątasz, to posprzątam ja, ale jutro ani dzisiaj klockami się już nie pobawisz. Zazwyczaj skutkuje, ale zdarza się, że nie… Wtedy pierwsze co, kiedy córka budzi się, to pyta o klocki. Pytam wtedy spokojnie, czy wie, dlaczego nie będzie się nimi bawić. Kiwa głową i bawimy się czym innym. I okazuje się, że danego dnia sprząta zabawki, bo nie chce ich stracić ;) A ja nie muszę tracić głosu, tłumaczyć, stosować różnych technik, by w końcu posłuchała. Z czasem pewnie nawyk sprzątania wejdzie jej w krew i po prostu będzie to robić. Tak jak sprzątasz Ty czy ja, a nie powiem, że jest to moja ulubiona czynność :)

          Pewnie na niektóre dzieci lepiej działa tłumaczenie. Jednak u nas jest inaczej. Tłumaczyć mogę przed lub po fakcie, a nie w trakcie, kiedy oczekujemy czegoś od córki, a ona czas tłumaczenia wykorzystuje do tego, by nie przerywać danej czynności i np. złamać daną zasadę.

          Kończąc: „Czy to oznacza, że dziecko ma robić to co każe mu w tej chwili rodzic?”: pytasz. Jasne, że nie zawsze. Jednak oznacza to, że to rodzic ustala pewne zasady, rytuały, sposób funkcjonowania domu, a małe dziecko powinno je poznać (niektóre dowiadują się o nich słuchając słów, inne ucząc się przez czyny: jak nasza córka) i zaakceptować. Nie oznacza to natomiast, że dziecko nie może decydować o niczym. Bo to byłby terror a nie wychowanie.

          • Wioleta Wioleta

            noi o to mi właśnie chodzi:)
            Super, że u Was skutkuje u nas zazwyczaj kończy się to atakami płaczu bo moje dziecko po prostu w ten sposób wymusza, tlumaczenie działa lepiej co nie znaczy jak wspomniałam, że nie wyznaczam granic i na wszystko pozwalam, nie daje słodyczy zanim nie zje obiadu, nie daje następnych zabawek jeśli nie posprząta ich itp Nie znaczy to również , że nie karze w nasz ustalony sposób ale wybieram to co najlepiej sprawdza się u nas bo każde dziecko i jego rodzic jest inne:)

            • Dorota Dorota

              I na tym póki co poprzestańmy ;) Wrócimy do rozmowy za parę miesięcy a potem w okresie dojrzewania dzieci, co Ty na to? ;)

      • mamama mamama

        Dorota napisała:
        „(…) Nie wyobrażam sobie jednak, by dziecko samo wyłączyło telewizor rodzicowi. Rodzic to rodzic, dziecko to dziecko.Nie od dzisiaj wiadomo, że to, co wolno jednemu nie jest dozwolone drugiemu…I to działa w dwie strony. Każdy wiek ma swoje obowiązki i przywileje.”

        Czyli dziecko wyniesie na przyszłość (na swoje dorosłe życie) naukę, że jeśli ktoś jest silniejszy fizycznie lub psychicznie (jest w jakiejś sferze autorytetem) ma zawsze rację i jego potrzeby są ważniejsze. Uczmy raczej dzieci, że wszyscy mamy takie samo prawo do zaspakajanie potrzeb, nie naruszając granic innych. Szanujmy dzieci, wtedy one uczą się, że szanowanie innych jest normą i będą tak samo postępować wobec innych.
        Pozdrawiam

        • Dorota Dorota

          Mamama, tak: rodzic nie jest dzieckiem, a dziecko nie jest rodzicem. Każdy ma swoje prawa, przywileje i obowiązki :)
          Dlatego jeśli dziecko mimo uprzedzenia nie chce ściszyć telewizji (bo rodzicowi, czy braciszkowi/siostrzyczce) to przeszkadza, to ja wyłączam telewizor. Jeśli dziecko mnie poprosi o to, żeby ściszyć, to przecież jako rodzic spełnię jego prośbę albo wytłumaczę, dlaczego w danej chwili to niemożliwe. :)

          To nie tak, że rodzic ma zawsze rację. Ale chyba trudno zaprzeczyć, że myli się zdecydowanie rzadziej niż dziecko. Nie oznacza to, że nie myli się nigdy. Jest przecież tylko człowiekiem :)

          • Malina Malina

            „To nie tak, że rodzic ma zawsze rację. Ale chyba trudno zaprzeczyć, że myli się zdecydowanie rzadziej niż dziecko.” Czyżby? Bo mama ma zawsze rację, nawet jak jej nie ma? I wie lepiej, nawet jeśli nie wie? A dzieci i ryby głosu nie mają? Zacytuję Janusza Korczaka: “Całe wychowanie współczesne pragnie, by dziecko było wygodne. Konsekwentnie, krok za krokiem dąży, aby uśpić, stłumić, zniszczyć wszystko, co jest wolą i wolnością dziecka, hartem jego ducha, siłą jego zadań i zamierzeń. Grzeczne, posłuszne, dobre, wygodne, a bez myśli o tym, że będzie bezwolne wewnętrznie i niedołężne życiowo.”

            • Dorota Dorota

              Droga Malino,

              Zacytowany fragment oznacza to, co oznacza. Nic więcej, ani mniej. Mianowicie, że rodzic mający większe doświadczenie życiowe może pomóc dziecku w trudnym procesie dorastania. Nie oznacza to tłamszenia jego wolności, czy ograniczenia wyborów. Trzeba mieć dużo złej woli, by to zdanie tak zrozumieć. Oczywiste jest, że im dziecko starsze, tym rola rodzica jest mniej angażująca, rodzic bardziej obserwuje, jest obok niż ingeruje w decyzje dziecka. Jednak w pierwszych latach życia rodzic musi dbać o to, czego dziecko potrzebuje najbardziej: jasnego systemu, zasad, które są trwałe i pozwalają odnaleźć się mu w zbyt skomplikowanej rzeczywistości. Gdy świat staje się mniej skomplikowany, dziecko samo, naturalnie, wykształca sobie SWÓJ system wartości. pozdrawiam!

              • Malina Malina

                Doroto, z ostatnią Twoją wypowiedzią jak najbardziej się zgadzam, ale wcale nie jest ona jednoznaczna z tym, że „dorosły myli się o wiele rzadziej niż dzieci”. Bo czy naprawdę jesteśmy aż tak w sobie zadufani, żeby odmawiać dzieciom czystej prawdy i jasności, jaką mają ich umysły nieskażone jeszcze „doświadczeniem życiowym”, czyli balastem strat, klęsk, rozczarowań, wymagań, oczekiwań społecznych itd itp? Moje dziecko w wieku kilku dni wiedziało lepiej niż cały personel szpitala na Madalińskiego ;) Pewnie, że nie chodzi o to, by dziecko zostawić samo sobie w świecie, lecz wg mnie rola rodzica nie polega na byciu ekspertem, alfą i omegą, wyrocznią, karzącą ręką sprawiedliwości czy zbiorem niezłomnych zasad. Czytam tu o „grzecznych dzieciach”, od których w wieku kilkunastu miesięcy rodzice wymagają, by po sobie sprzątały, rozumiały, że w gniazdkach płynie prąd i że jest on niebezpieczny, by zawsze zjadały obiad przed deserem (oczywiście nikt nikogo nie zmusza, ale obiad trzeba zjeść…), by wysiedziały w spokoju tyle minut ile mają lat, gdy rozpierają je emocje, z którymi nie potrafią sobie poradzić, by cierpliwie poczekały na swoją kolej, bo mama wie lepiej, że wcale jeszcze tak bardzo nie chce im się siku… To wymagania wyższe, niż sami sobie stawiamy my, dorośli!!! I niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy w życiu nie zjadł zamiast obiadu tortu, bo mnie, choć czwarty krzyżyk dźwigam na grzbiecie, nadal się to zdarza :) Cytując bardzo fajny artykuł z ostatnich „Wysokich Obcasów Extra”: Rodzicu, wyluzuj!

                • Dorota Dorota

                  I tak możemy dyskutować w nieskończoność :)

                  Dziecko to mały człowiek. Jednak nie jest to dorosły, który może w 100% decydować o sobie.

                  Ja mogę zjeść tort zamiast obiadu, jednak mnie nikt nie musi przekonywać, że tak można zrobić od czasu do czasu, sama zmierzę się z ewentualnym bólem brzucha, przesłodzeniem, itd. Jednak już taki „posiłek” dla roczniaka czy dwulatka może dać daleko dalej posunięte skutki. Bo jeśli mama raz pozwoliła, to znaczy, że zasady nie obowiązują? Kiedy można zasad się trzymać, a kiedy niekoniecznie? Nie wspominając już o nadmiarze cukru i innych ekstra skutkach…;)

                  Dlatego proszę nie obarczajmy dzieci ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ, na jaką nie jest gotowe.

                  • Malina Malina

                    No cóż… Przede wszystkim dosłowność nie zawsze jest dobrą strategią. Zakładam, że dla rodziców roczniaka czy dwulatka słowo „deser” nie oznacza tortu, a raczej owoc lub jogurt. Dlatego nie widzę nic okropnie zdrożnego w tym, by dziecko czasem zamiast zupy zjadło banana, zwłaszcza, jeśli czuje, że akurat owoc teraz jest mu bardziej na rękę, a może na brzuszek. Po drugie, o to właśnie m.in. apelowałam, by nie obarczać dzieci odpowiedzialnością ponad ich wiek. Faktycznie mogłbybyśmy dyskutować w nieskończoność, bo mam wrażenie, że się nie rozumiemy. Pozdrawiam, życząc wyrozumiałości, bezwarunkowej miłości i luzu rodzicielskiego!

                    • Dorota Dorota

                      Malina, zapraszam do nas, do redakcji :) Mam nadzieję, że zobaczysz, ile we mnie/w nas luzu ;) Nie będę częstować kawą z mlekiem, bo mam wrażenie, że lepsza będzie herbata ;)
                      Pozdrawiam i również życzę tego, co zażyczyłaś mi :) A…no i jeszcze szeroko otwartych oczu, by popatrzeć, jakie desery dają „zwykli” rodzice dzieciom po ukończeniu roku czy półtora.

  11. już babcia już babcia

    Mam 55 lat, wychowałam czworo dzieci. Były kary, były nagrody, była wielka miłość. Dzisiaj nie dość, że mam wspaniałe dorosłe już dzieci, to wiem, że są dobrymi ludźmi, Radzą sobie w życiu, sami zakładają rodziny i co dla mnie ważne: dogadują się między sobą…Ja niczego więcej nie chce.

  12. ewanka ewanka

    u mnie nie ma kar, ale są zasady :-) jeśli dziecko ich nie przestrzega ponosi konsekwencje ;-)

    • Dorota Dorota

      I to jest chyba meritum ;) Tak nazywać, żeby się nikomu nie narazić ;) Choć ja nadal się upieram, że wszystko to kwestia interpretacji :)

  13. Elka Elka

    Świetny artykuł!
    Zgadzam się w 100%, że kara kształtuje nasze zachowania i pozwala w późniejszym wieku uniknąć wielu przykrości, rozczarowań, zwyczajnie umożliwia funkcjonowanie w społeczeństwie. To rodzic powinien wyznaczać granice, wtedy jego dziecko będzie szczęśliwe. Dzieci wychowywane bezstresowo, którym na wszystko się pozwala nie są szczęśliwe, gdyż nie potrafią się porozumieć z rówieśnikami ani funkcjonować w grupie. Przykłady znam z otoczenia…i są niekiedy przerażające. Konsekwencja takich zachowań jest później brak szacunku dla rodziców oraz innych ludzi.

  14. romina romina

    dobrze, ale gdzie odpowiedź na tytułowe pytanie?
    dlaczego stosujesz te kary?

    • olka k. olka k.

      romina, a Ty przeczytałaś powyższy artykuł???? Bo chyba nie, jeśli zadajesz takie pytanie…

  15. motyl motyl

    Też stosuję kary i nie uważam, że robię dziekcu krzywdę, najczęściej metodę odosobnienia, czy chwili w osobności. Dzisiaj karą jest już rozmowa, w której mówie, że dane zachowanie mi się nie podobało. Wcześniej kar było więcej..

  16. Ewa Ewa

    W Norwegii, słynącej z bezstresowego wychowania, eksperci biją na alarm, ponieważ znacznie wzrosła tam liczba aspołecznych i pozbawionych empatii dzieci i nastolatków. Służę linkami, tyle, że są po norwesku.

    Zdrowy rozsądek we wszystkim. Ot co.

  17. myśląca myśląca

    Oczywiście, że nagrody za pozytywne zachowanie działają na każdego o niebo lepiej tego bym nie kwestionowała, a osób które mówią, że one też nie są potrzebne…nie rozumiem. Ja jednak uznaję kary, bardziej na zasadzie konsekwencji, a nie odwetu czy chęci zemsty. Każe społeczeństwo je stosuje i wyznaczają one granice wolności jednostki. Dlatego niesłusznym jest pomijanie ich w wychowywaniu dzieci.

    • lila lila

      Bardzo mądrze. Każda skrajność jest niedobra i lepiej od niej uciekać jak najdalej…a my dzisiaj mamy tendencje do balansowania między właśnie skrajnymi, dziwnymi, metodami wychowawczymi.

      • normalna mama normalna mama

        włos się jeży na ten trend niewychowywania, nienagradzania, niestosowania kar…na skutki nie bedziemy musieli dlugo czekac, ja tam nie chce zyc w takim swiecie!!!

        • Malina Malina

          Też stosuję kary, ale takie, które uczą, a nie upokarzają. Nie widzę w tym nic złego, śmieszą mnie komentarze niektórych psychologowów, że w ten sposób krzywdzę dzieci. Nie boję się wychowywać dzieci, nie zrzucam na innych tego obowiązku. jestem mamą anie przyjaciółką, choć jestem najbliższą osobom mojego dziecka, które kocham nad życie i dlatego je wychowuję. łatwiej nic nie robić i czekać aż samo przejdzie. ja jednak jestem odpowiedzialna za swoje dziecko.

          • maryś maryś

            świetny artykuł, prawdziwy i normalny. w końcu coś wyważonego przeczytałam.

  18. MamaTola MamaTola

    „Kara to dobra nauka i wyraz szacunku” autorka też w wyrazie szacunku daje mężowi karę za nie odniesienie talerzy do zlewu? :)
    Dziecko karane niestety nie zrozumie dlaczego ma czegoś nie robić bądź coś zrobić. Jego jedyną motywacją jest zagrożenie zabrania zabawki itp. Ja synowi powtarzałam 3 miesiące,że nie wolno rzucać rzeczami. Każdego ciężkiego dnia uczyłam go, dlaczego nie rzucamy zabawkami, pokazywałam jak się wtedy niszczą, mówiłam o alternatywnych sposobach rozładowywania złości. Mówimy tu o 2,5 latku w najgorszym okresie buntu. Da się? Da się.
    A co zrobi autorka, jak już zabierze wszystkie zabawki, wyłączy telewizor, i da szlaban na wychodzenie? Pozostanie niestety smutna bezradność.

    • mama dwójki mama dwójki

      MamaTola, zabawne, że tłumaczyłaś tak długo takie rzeczy, i po co? Dziecko w swoim czasie zrozumie, mogłaś zostawić, niech niszczy ;) Ja jednak roczniakowi nie tłumaczę, bo on nie rozumię, wysyłam do pokoju i mam spokój. Naprawdę nie ma znaczenia, czy nie robi tego, bo się boi, że pojdzie do pokoju czy dlatego, że mama skrzywi brwi. Nie przesadzajmy tak bardzo, bo mam wrażenia ze połowa mam trzęsie się nad dziećmi, bojąc się cokolwiek zrobić. A gdy zaczyna się strach, to kończy się wychowanie. Potem widać skutki tego wszystkiego na około.

      Mam już 5 i 8 letnie dzieci. Dzisiaj wystarczy groźba kary, ale dzieciaki są już duże, rozumieją, co się w życiu opłaca, a co nie. Jak były mniejsze, to przepraszam bardzo, ale nie robiłam z siebie wariatki i nie prawiłam morałów dwulatkowi, bo on tego nie ma szans zrozumieć. Moje działanie, zabranie zabawki, odebranie przywileju mówiły same za siebie.

      • MamaTola MamaTola

        „MamaTola, zabawne, że tłumaczyłaś tak długo takie rzeczy, i po co? Dziecko w swoim czasie zrozumie” A Ty po co dajesz kary? Dziecko przecież w swoim czasie zrozumie…
        „Ja jednak roczniakowi nie tłumaczę, bo on nie rozumię, wysyłam do pokoju i mam spokój.” A ja nie po to mam dziecko, żeby odsyłać je do pokoju i mieć spokój. Wolę tłumaczyć, i wspólnie przejść przez nieporozumienia i kłótnie. Męża też nie odsyłam do innego pokoju,gdy robi coś,co mi się nie podoba. Rozmawiamy o tym. I masz rację, roczniak może nic nie zrozumieć,ale nie zaprzeczysz,że dzieci naśladują. Od początku będzie miał wzorzec, że nie uciekamy od konfliktów, tylko je omawiamy.
        „Naprawdę nie ma znaczenia, czy nie robi tego, bo się boi, że pojdzie do pokoju czy dlatego, że mama skrzywi brwi.” Też tak uważam, powinien tego nie robić, ponieważ na prawdę zrozumie dlaczego. Nie chcę,żeby moje dziecko się bało, bo strach później przeradza się w złość.
        Co innego naturalna konsekwencja np. Syn rzuca zabawkami, one się niszczą, nie kupujemy nowych. Jak przez parę miesięcy bawił się samymi zepsutymi autkami, to potem jak dostał nowe chuchał na nie i dmuchał. Co mi da, że zabiorę mu resztę zabawek, czy wyślę do pokoju? Nie zrozumie przez to, dlaczego nie powinien tak robić, ani nie odczuje dalszych konsekwencji, będzie to jedynie strach, że mu coś odbiorę.
        „A gdy zaczyna się strach, to kończy się wychowanie” jeżeli to było do mnie,to ja się nie boję, po prostu nie widzę w niektórych poczynaniach logiki. Jak każda matka wystawiam jasne granice, i są one nie do ruszenia, choćby syn godzinami leżał na ziemi i walił głową w podłogę. Jednak nie uważam,że mogła bym osiągnąć respektowanie tych granic karami, gdyż tak jak napisałam: Co się stanie, kiedy zabierz ostatnią zabawkę, wyłączysz telewizor, odepniesz komputer i zamkniesz w pokoju? Co więcej Ci pozostanie?
        „Dzisiaj wystarczy groźba kary, ale dzieciaki są już duże, rozumieją, co się w życiu opłaca, a co nie.” A ja nie chcę,żeby moje dziecko było grzeczne, bo mu się to opłaca. Uczę je wtedy, że jak coś się opłaca to to robię, a jak nie, to nie robię. Załóżmy,że nie chcą odrobić lekcji. Ale jak nie odrobią, to mają zakaz oglądania bajek. Więc odrobią, opłaca im się to. Gimnazjaliście dasz szlaban domowy. Licealistę nie puścisz na 18stkę dziewczyny. A potem…? Przecież większość rzeczy nie będzie im się opłacała robić…
        I wypraszam sobie nazywanie mnie wariatką, gdyż moje rozmowy przyniosły efekty, i nie musiałam do tego kraść dzieciom zabawki, które sama im dałam, ani grozić. Moim zdaniem Pani musi się strasznie bać, nie tylko swoich dzieci, ale i o swoją ‚posadę rodzica Matki’. Musi Pani pokazywać, kto tu jest górą, grozić, by dzieci odczuwały strach, zabierać im rzeczy, by pokazać swoją siłę, ha, jestem większa, mogę Wam to zabrać jeżeli nie zrobić tego lub tego. To jest zwykły szantaż, ale najwidoczniej nie potrafi sobie Pani radzić inaczej jako matka.

        Szkoda,że dzieci Panią nie respektują, i działa na nie jedynie groźba kary bądź kara.

        To ja już wolę 3 miesiące rozmów, ale moje dziecko przestaje coś robić, bo na prawdę zrozumiało przyczynę i nie chce już tego robić.

        • JUSTYNA JUSTYNA

          Jak ja lubię te nawiedzone mamuśki, które twierdzą, że wychowywanie dzieci to tylko przypatrywanie się i tłumaczenie. Ciekawe, że za 5, 10 lat, kiedy jest już za późno, już mówią co innego ;)
          Ale ok, nie chcesz, to tłumacz niemowlakowi, aż stracisz głos, dlaczego nie ma wkładać paluszków do kontaktu lub szarpać za obrus. Ja tam wolę myśleć o CAŁEJ rodzinie i starszych dzieciach i działać skutecznie. Jak komuś odpowiada takie gadanie, to ok, jego sprawa ;) Ale niech nie narzuca wszystkim swojego formatu na siłę udowadniając, że ma rację.

          Drogie Mamy, miejcie odwagę wychowywać swoje dzieci :D

          • MamaTola MamaTola

            Tak jak napisałam to jest skuteczne, i przede wszystkim myślę wtedy o całej rodzinie.
            Co do nawiedzonych mamusiek – widzę kultury odebrało, i bez obrażania ani rusz.
            Skoro tak samo pyszczysz do swoich dzieci, nie dziwię się,że potem musisz stosować kary,zabierać rzeczy, zamykać w pokoju, klapsa też pewnie wymierzysz, przecież wychowujesz.
            Po prostu wyładowujesz się na dziecku, dajesz kary, bo jesteś słaba, bo inaczej nie potrafisz. Skoro Twoje słowo dla dziecka nic nie znaczą, i musisz podpierać się szantażem.

            ODPOWIE MI KTOŚ NA PYTANIE, 3 RAZ ZADANE, CO JEŻELI WYCZERPIĄ SIĘ KARY?
            CO JAK ZABIERZECIE OSTATNIĄ ZABAWKĘ, WYŁĄCZYCIE TELEWIZOR I DACIE SZLABAN, JAK JUŻ NIC NIE ZOSTANIE?

            Nie będziecie miały czym już dzieci wtedy zastraszyć, nie będzie im się już opłacać, same Wasze słowa jak piszecie nie są nic warte, i nic nie dają. Co wtedy mamusie? Zabierzecie kolację?

            Co bardziej przykre, w dorosłym życiu nie możecie innym odbierać ich własności ani odsyłać ich do domu, kiedy robią Wam na przekór, bądź denerwują. Jak sobie radzicie, skoro nie potraficie się dogadać nawet z najbliższą Wam osobą, własnym dzieckiem? Musicie do tego stosować kary, odsyłanie do pokoju, lub klapsy.

            • Iwona Iwona

              A co jeśli wyczerpie się „gadanie”? To pytanie z takiej samej kategorii?

              Kary się nie wyczerpują. kary mądrze wymierzane są skuteczne. Nie chodzi tu o eskalację, czy stosowanie jakiś dziwnych wybiegów. Trochę zaufania dla własnych dzieci i własnych emocji. Mądry rodzic nie będzie tłukł, bo i po co? Nie będzie też pajacował i tłumaczył dzieciakowi coś 15 razy, bo wtedy pokaże, że sam się wolno uczy. :) Dzieci są sprytne. Moje były i są. Myślę, że Pani również są ;)

              Mam dzieci w wieku szkolnym i kary u nas się świetnie sprawdzały. Dzieci są odważne, a przy tym potrafią się dostosować do pewnych reguł, wiedzą co do zasady, mają świadomość, co się dzieje, gdy się je łamie. W szkole nie ma z nimi problemów. Teraz już kar nie muszę dawać, bo są starsze i nie są one potrzebne. Jak były małe, sprawdzały się świetnie.Teraz one wiedzą, że jak się nie nauczą będzie jedynka, jak nie zachowają się dobrze, nikt się nie będzie chciał z nimi spotykać. To przecież też kary, czyż nie?

              Kary naprawdę nie są sposobem na poniżenie czy stłamszenie dziecka. Droga Pani, czy w ogóle przeczytała Pani powyższy artykuł? Chyba nie, skoro powtarza Pani „mądre” opinie niektórych współczesnych psychologów, którzy na Pani i innych Pani podobnych arabiają ogromne pieniądze ;)

              Naprawdę kary nie są formą znęcania się nad dzieckiem. Czytam Pani komentarze i nie potrafię pojąć, dlaczego wszystkich wrzuca Pani do jednego worka – kary utożsamiając z biciem dzieci. To nie to samo. Myślę, że póki Pani tego nie zrozumie, nie będzie Pani w stanie pojąć opinii osób, które mają inne zdanie niż Pani. Pozdrawiam.

              • MamaTola MamaTola

                „Teraz one wiedzą, że jak się nie nauczą będzie jedynka, jak nie zachowają się dobrze, nikt się nie będzie chciał z nimi spotykać” Pisze Pani o naturalnej konsekwencji.
                A ‚gadanie’ się nie wyczerpie, chyba,że stracę głos :) Nie rozumiem jak dialog z drugim człowiekiem można nazwać błaznowaniem, u nas w rodzinie słowa i rozmowa są bardzo ważne.

                Jeżeli mogę zaOTopować, bo bardzo mnie zaciekawiła Pani wypowiedź: kto i w jaki sposób na mnie zarabia?

  19. Artur Artur

    Bardzo Pani dziekuje za ten glos rozsadku. Dopoki nie zaczalem szukac jakichs porad odnosnie stosowania kar, nie wiedzialem, jak trudno jest znalezc w Internecie cokolwiek sensownego. Cokolwiek co nie bylo by wariacja na temat: Nie nalezy karac dziecka. Zgroza. Nic dziwnego, ze spoleczenstwo coraz glupsze i bardziej niemoralne. Dziekuje raz jeszcze i pozdrawiam.

  20. madzia madzia

    super artykuł. Gratuluję :)

Zobacz również