Nie ma zadań domowych. I raczej ich już nie będzie. Nie znaczy to, że warto z nich w 100% zrezygnować, bo nie warto. Skoro dziecko nie dostaje zadań do domu, to dobrze, żeby rodzic zaczął je zadawać. Nie jako nauczyciel. Ale jako ktoś odpowiedzialny za edukację dziecka. Poroniony pomysł? No niekoniecznie.

Po co zadania domowe dziecku?
Zadania domowe mają sens. I to konkretny.
Dzięki nim można uniknąć korepetycji. Dlaczego? Bo zadania domowe są po to, aby wyrobić nawyk systematycznego uczenia się.
Codziennie pracujące dziecko, robiące zadania, utrwalające materiał uczy się lepiej. Ma szerszą wiedzę i większe umiejętności. To po prostu fakt.
Choć my rodzice chcielibyśmy, aby szkoła nauczyła wszystkiego i po powrocie do domu był już tylko czas wolny, to niestety w ten sposób to nie działa. Trzeba sporo systematycznej, samodzielnej pracy, żeby rzeczywiście umieć. I tylko taka, systematyczna nauka pozwala rzetelnie przygotować się do egzaminów, czy matury, bez większego stresu.
Nawyk uczenia się to oczywiście nie wszystko. Dzięki zadaniom domowym dziecko, młodsze, czy starsze, uczy się samodzielności i odpowiedzialności. W ten sposób uczy się planowania czasu, gospodarowania nim, staje się coraz bardziej sprawcze, może rozwiązywać drobne sprawy, bez pomocy nauczyciela.
Dodatkowo w ten sposób można skutecznie rozwijać ciekawość. Jednak, żeby tak było, rodzic powinien dawać zadania, które dają taką możliwość. Najlepsze są eksperymenty, zadania kreatywne, pozwalające sprawdzić jak działa teoria w praktyce.
Czy rodzic ma to robić po to, aby zastępować szkołę?
Zadania domowe zadawane przez rodziców nie mają zastępować szkoły, lecz wspierać rozwój dziecka tam, gdzie szkoła nie zawsze może dotrzeć — w codziennych nawykach, samodzielności i ciekawości świata. To narzędzie, które daje dziecku przewagę, a rodzicom realny wpływ na edukację.
Dlaczego rodzic dobrze, żeby wziął odpowiedzialność?
Ponieważ rodzic zna swoje dziecko najlepiej. Może podejść do niego indywidualnie. Nauczyciel ma 25-30 uczniów, rodzic ma dużo większą szansę na dotarcie do swojego dziecka i na zmotywowanie go. Zwłaszcza jeśli jest w tym zakresie systematyczny.
Rodzic może pokazywać prawdziwy świat. Nie tylko teorię, czyli jak radzić sobie w zarządzaniu budżetem, jak planować przyszłość, jak priorytetyzować zadania. W ten sposób odbywa się prawdziwe wychowywanie do przyszłości. I to w najlepszych warunkach. Nie wtedy, kiedy narzuca to szkoła, ale wtedy, kiedy dziecko jest wypoczęte i gotowe, aby naprawdę się uczyć.
W ten sposób buduje się relacje, poznaje się, jak dziecko myśli, jak widzi świat. To wzmacnia więź i buduje zaufanie.
Jakie zadania to mogą być?
Warto zadawać zadania, które ustabilizują wiedzę:
- miniprojekty – stworzenie własnej książki, miniobserwacje, eksperymenty,
- wypracowania,
- krótkie wypowiedzi pisemne,
- wypowiedzi nagrane, dzięki temu można kształtować piękno mowy,
- zadania praktyczne – liczenie, dodawanie, mierzenie,
- zadania ruchowe – wspólna joga, jazda na rowerze, gimnastyka,
- krzyżówki, gry planszowe, rozwiązywanie łamigłówek, uzupełnianie książek kreatywnych.
A może odpuścić? Po co to wszystko?
Odpuszczenie nie jest dobre. Wystarczy, że odpuszcza ministerstwo i wszyscy inni, w tym nauczyciele, którzy nie mają innego wyjścia. Dlatego warto być osobą aktywną, taką, która bierze na serio edukację swoich dzieci i niekoniecznie oddaje ją po prostu w ręce innych, w tym korepetytorów.
Zadania domowe tylko dla chętnych?
Nie ma zadań domowych, ale jest podwójna ilość kartkówek i sprawdzianów
Dzieci powinny wrócić do szkół. Wszystkie! Tak twierdzą rodzice
Obowiązki domowe. Czy dwulatek powinien wykonywać prace domowe?
Komentarze