„Dlaczego muszę uczyć swoje dzieci? Co z tym systemem?” LIST

Napisała do nas Karolina. Postanowiliśmy opublikować jej list. Jesteśmy ciekawi Waszego zdania na ten temat.

„Jeszcze kilka lat temu, gdy słuchałam opowieści o matkach i ojcach uczących się po pracy z własnymi dziećmi, byłam zniesmaczona. Nie rozumiałam idei wspólnego odrabiania lekcji. Przecież kogo to praca – rodzica czy dziecka? Przecierałam oczy ze zdumienia, gdy słyszałam, ile dzieciaków chodzi na korepetycje…Prawdę mówiąc byłam pewna, że to ich wina. I ich rodziców. Bo pewnie mają mózgi przeżarte od gier komputerowych i smartfonów. Bo ktoś o dzieci nie zadbał, gdy były małe. Ktoś dał zły przykład. Po latach stałam się jednym z takich rodziców, którzy siedzą z dziećmi nad lekcjami, bo nie widzą innego wyjścia. Zmieniłam zdanie. To nie dzieci wina, że nie ogarniają. To wina systemu.

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Gdy udaliśmy się na pierwsze drzwi otwarte do szkoły, wysłuchaliśmy pięknych wystąpień. O tym, że szkoła po remoncie, że dzieci uczą się w pięknych, kolorowych salach, że świetlica dobrze zaopatrzona, że jest wiele zajęć dodatkowych. Podsumowując – warto dzieci zapisać, bo szkoła jest najlepszym przykładem, że w XXI wieku da się nowocześnie nauczać. Byliśmy pozytywnie nastawieni. Bardzo szybko okazało się, że z tymi wystąpieniami jest jak ze słowami nauczycieli na wywiadówkach. Trzeba je mocno podzielić, przez dwa, a najlepiej przez cztery.

Bo jakieś tam zajęcia dodatkowe są, ale tylko co dwa tygodnie i tylko dla garstki dzieci. Świetlica piękna, ale przepełniona. Jakość nauczania podobno wysoka, ale tak naprawdę dzieciakom zbyt często włącza się filmy na biologii czy angielskim, zamiast rzeczywiście je uczyć. Bo przecież filmy to mogą sobie dla relaksu pooglądać w domu…Teoretycznie telefony są zakazane, ale nie dla nauczycieli, którzy podczas przerw i wielu lekcji wkładają w telefony głowy. Nauczycieli z powołaniem jest garstka. Ci co zostali to zazwyczaj osoby heroiczne lub…niewidzące się nigdzie indziej, tylko w szkole.

nauka w domu

Ucz się ucz…

Mam dzieci w szóstej i czwartej klasie. Zaczęło się już w drugiej, w której moje starsze bardzo bystre zaczęło mieć problemy z angielskim. Naiwnie twierdziliśmy, że skoro angielski jest w szkole, w domu powtarzamy słówka, to wystarczy. Tymczasem z dnia na dzień zmieniła się nauczycielka i wymagania. Dzieci miały z dnia na dzień poprawnie pisać po angielsku, bez podpowiedzi w treści zadania. No i w klasie zaczęła się panika. Te dzieciaki, które chodzą na dodatkowy, płatny angielski, dały sobie radę, pozostałe zaczęły dostawać znacznie gorsze oceny niż dotychczas. Z dnia na dzień.

Wina ucznia?

Chyba nie do końca.

Jako rodzice mieliśmy wybór. Zapisać, tak jak inni rodzice, na dodatkowy angielski i teoretycznie mieć spokój lub powalczyć w domu. Ze względu na inne zajęcia dodatkowe (hobby), wybraliśmy tę drugą opcję. Dziecko szybko nadgoniło. To dlatego, że my zareagowaliśmy błyskawicznie i zaczęliśmy dużo więcej uczyć się w domu. Angielski jest tylko przykładem, bo im dalej w las…tym zaczęły dochodzić kolejne przedmioty. I to nie tak, że uważamy, że to problem się więcej pouczyć, tylko raczej chodzi o skalę rosnących wymagań.

Same zadania domowe nie wystarczały, bo dziecko niewiele wynosiło z lekcji. W konsekwencji wszystkiego zaczęło się uczyć samo i z naszą pomocą w domu. Podobna historia powtórzyła się z drugim dzieckiem. Dzieci wracały do domu i tak naprawdę dopiero zaczynały się uczyć. Tylko jeśli tak, to po co szkoła?

Dlaczego o tym piszę?

Bo zwyczajnie żal mi dzieci. W podstawówce miałam bardzo dobre stopnie, po lekcjach poświęcałam najwyżej godzinę na odrabianie lekcji i naukę, potem miałam czas wolny. Moje dzieci mają dużo gorzej…. Po lekcjach dopiero tak naprawdę zaczynają się uczyć, bo w sali głośno, bo jakiś uczeń ciągle krzyczy, bo nauczyciel traci cierpliwość, nie ma już siły, bo program przeładowany.

Czasami dochodzę do wniosku, że lepsza byłaby szkoła prywatna, jednak i tam bywa różnie. I potem uderza mnie myśl, że w ciągu godziny czy dwóch więcej nauczę się z dziećmi w domu niż one wynoszą z lekcji w szkole. Czy tak powinno być?” Karolina

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Karolina Karolina

    Cała prawda. mam 10 latka w domu i od czwartej klasy jest ciężko, uczy się dobrze nawet bardzo ale po szkole trzeba siedzieć odrobić lekcje i się uczyć ,bo albo sprawdzian albo pytają. Czasem jest tak,że prawie całą niedziele się uczymy i to nie tylko ja tak mam inni rodzice również.Moje dziecko chce się ze mną uczyć i lubi to, ponieważ w szkole nauczyciel przy 30 dzieci nie da rady każdemu dobrze wytłumaczyć o co chodzi.Sprawdziany są sformułowane tak jak w liceum mimo prostoty zadania treść jest myląca i człowiek starszy musi pomyśleć i chwile mu to zajmie, a co z dziećmi? Dojdą jeszcze inne przedmioty jak chemia i fizyka aż strach pomyśleć co to będzie.Nauka jest ważna i zadania domowe są potrzebne do utrwalenia materiału ale stanowczo za dużo tego jest.Przychodzę po pracy i zamiast odpocząć to muszę wziąć się do nauki z synem uczyć się z 5 przedmiotów bo na drugi dzień pani może pytać. Najgorsze chyba w tym wszystkim jest to że nauczyciele zapowiadają kartkówki bądź sprawdziany ok one są, ale w ogóle nie sprawdzane i po co to wszystko sami mamy tak że w 1 semestrze matematyk nie wpisał z 7 ocen bo albo się zgubiły albo zapomniał sprawdzić bo ma inne klasy ok rozumiem ale co nam do tego i co mają do tego dzieci, które się uczyły i poświeciły resztki wolnego czasu. Pozdrawiam

  2. Katarzyna Katarzyna

    Niestety smutna prawda

  3. Gosia Gosia

    Najprawdziwsza prawda

  4. Magdalena Magdalena

    Dokładnie , zadania w drugiej klasie są tak sformułowane że długo trzeba się zastanowić i ja jako osoba dorosła która skończyła szkołę czasem nie pojmuje treści zadania a co dopiero dziecko … Które dziś ma dzielenie a jutro ma już odczytanie godziny z zegara bezsens…

  5. Marta Marta

    Moja mama nie miała czasu na odrabianie ze mną lekcji. Pracowała do 21.00, czasem dłużej. Miałam dobre oceny, uczyłam się sama. To co ma w szkole mój syn, to zupełnie inna bajka. Te podręczniki zawierają masę błędów, są niedopracowane.

  6. Katarzyna Katarzyna

    Chyba zawsze tak bylo .. 25 lat temu chodzilam do szkoly i tez siedzielismy w domu

  7. Agata Agata

    A czy jest tu rodzic dziecka, które korzysta z nauczania indywidualnego w domu? Słyszałam, że to bardzo dobra technika, bo daje dziecku dużo więcej czasu na bycie z bliski i hobby. A czas na naukę jest w pełni na 100% wykorzystany i nauczyciel jest skoncentrowany tylko na jednym uczniu. Proszę o opinie. Jakie są Wasze doświadczenia lub Waszych znajomych? Z góry dzięki

  8. Marta Marta

    Zazwyczaj na edukacje domowa decydują się rodzice w klasach 1-3, czasem przez cała SP. Powracające dziecko w liceum do szkoły nie do końca potrafi się odnaleźć w grupie i często nie umie pracować w grupie… przez lata wypracowało sobie swój system nauki i bywa, ze neguje inne metody nauczania. To akurat z obserwacji… oczywiście na pewno są wyjątki, bo każde dziecko jest inne

  9. Agnieszka Agnieszka

    Dokładnie, ja przy 3-ce uczących się dzieci żyje tylko szkołą i pracami domowymi…. W pierwszej klasie córka ma czasem 8 i więcej stron zadań domowych u starszych dzieci też program „goni” a oni nie zdążą przyswoić jednego a zaczynają inny temat….. Dużo wolnego a program trzeba zrealizować…. Kogo nie stać na korepetycje musi uczyć się razem z dziećmi

  10. Mariola Mariola

    Cała nasza edukacja jest do bani. Wszyscy nauczyciele uważają że ich przedmiot jest jedyny i najwazniejszy

  11. Magdalena Magdalena

    Wymagania wobec współczesnych uczniów są dużo większe,niż kiedyś.Ludzie w MEN zakładają,że obecne dzieci są bardziej bystre,gdyż obsługują technologie od wczesnych lat,szybciej chłoną wiedzę.A tak nie jest!Jest garstka dzieci,które dają radę.Programy są przeładowane,brak czasu na utrwalanie.Piszę z perspektywy matki i nauczyciela zarazem.Czekamy wciąż na sensowną reformę,a nie fikcję,która miała miejsce.

  12. Aneta Aneta

    Program nauczania w podstawówce jest za bogaty, nie dość tego to beznadziejnie sformułowany. Polecenia niezrozumiałe, w treści zadań często są błędy. Żenada

  13. Sodowska Sodowska

    A wie Pani jakie dzieci najczęściej zakłócają porządek na lekcji? Proszę poczytać o edukacji włączającej i integracji i jaki wpływ ma na to nauczyciel mający cała klase uczniow do których należy podejść indywidualnie, stosować dostosowania dla uczniow z orzeczeniami i opiniami… A kiedys nauczyciele tez włączali filmy i ja uczyłam się w domu dopóki się nie nauczyłam a rodzice wspierali tylko wtedy gdy na prawdę potrzebowałam tej pomocy ,a nie z byle powodu np żeby było szybciej.

Zobacz również