Dlaczego mężczyźni nie chcą być ojcami?

Przeciętna dziewczynka bawi się lalkami, układa misia w wózku, nosi, przytula, karmi, przebiera, czesze i zawiązuje kolorowe kokardki. Mama jest dla niej superbohaterką.

Co w tym czasie robi chłopiec?

Zazwyczaj bawi się w „męskie zabawy”, w których liczy się siła i zwinność. Czasami zainteresuje się płaczącym pluszakiem, ale zachęcany przez otoczenie do innych zabaw, porzuca początkową chęć uczenia się od małego rodzicielskich ról. Przecież nie będzie „miękki”, „a dziewczyńskie zabawy nie są dla małych bohaterów”. Lulanie zabawek jest mało męskie…Później może być jeszcze gorzej…

Nikt nie wychowuje chłopców do roli ojca

chlopcyChłopak rośnie i jego stan wiedzy nie podlega aktualizacji. Nikt go nie wychowuje do roli ojca. Jest nie w najgorszej sytuacji o ile ma mądrą mamę, która angażuje go w opiekę nad młodszym rodzeństwem (jeśli takie posiada) i nie traktuje go jak „księcia”, co to nie ma obowiązków nawet w wielu kilkunastu lat oraz tatę, który potrafi z nim rozmawiać o uczuciach i poczuciu obowiązku. Jednak jeśli należy do przeciętnej rodziny, najprawdopodobniej wychowuje się w duchu stereotypów…A te są ciągle żywe.

Ciekawie obrazuje to pewna anegdota opisana na jednym z blogów. Młoda mama miała spotkać się z koleżankami w restauracji. Tam wpadła na teściową. Zszokowana starsza pani zapytała, gdzie jej syn i czemu jest sama. Odpowiedziała zgodnie z prawdą – opiekuje się dziećmi. Reakcja była silna i dość zaskakująca dla kobiety- „On sam z dziećmi, a Ty tutaj?!” w domyśle „Ty niedobra, znalazłaś sobie opiekunkę do dziecka…A sama wychodzisz z domu, jak mogłaś”.

Mimo że model rodziny znacznie zmienił się na przestrzeni wieków, coraz więcej ojców rzeczywiście opiekuje się swoim potomstwem, to nadal ciężar odpowiedzialności za dzieci spoczywa zbyt często na kobiecie. To ona uważana jest za główną opiekunkę. Nie mężczyzna. W niektórych związkach sprawa postawiona jest prosto – „ty jesteś od wychowywania. Ja nie muszę mieć dzieci. Jeśli się na nie decydujemy, to Twój obowiązkiem”. Powiecie, że niemożliwe? Przerysowane? A jednak…Znam takie przypadki, które o dziwo spotykają się ze zrozumieniem po stronie kobiet – zwłaszcza mamusi mężczyzny i…teściowej. Przecież to takie męskie. To „baby są od dziecięcych spraw. Mężczyźni niech zajmą się zarabianiem pieniędzy…”.

Chłopiec nie musi być dobrym ojcem w przyszłości?

Panów wychowuje się na dobrych pracowników, zaradnych życiowo przedsiębiorców, ludzi, którzy potrafią się w życiu ustawić. Ich sukces mierzy się pozycją zawodową, ilością zarobionych pieniędzy a w mniejszym sensie zdolnością do bycia ojcem i efektach wychowawczych. Bycie tatą w męskich kręgach nie jest postrzegane jako marzenie do spełnienia, raczej jako kolejny punkt do zrealizowania, gdzieś pomiędzy zbudowaniem domu a posadzeniem drzewa. Oczywiście nie brak mężczyzn marzących o dziecku, częściej jednak te pragnienia mają bardzo odrealniony obraz…

Pytanie, czy to w pewnym sensie nie wina, nas, mam chłopców, że mali mężczyźni nie uczą się roli taty od maleńkości?

Dlaczego tak obawiamy się nadmiernego zainteresowania chłopców zabawami stereotypowo uważanymi za przedmioty dla dziewczynek? Odwodzimy od wózków i lalek, zastanawiamy się, czy chłopiec się dobrze rozwija? Coś, co powinno nas cieszyć – wrażliwość i zaangażowanie – nas martwi? Czy naprawdę nie da się rozwijać równocześnie męstwa, siły i cech niezbędnych dobremu tacie? Nie da się tego pogodzić?

Mężczyzna w rolach kobiecych…

Jest też druga strona medalu, w której do głosu dochodzą pierwotne instynkty. Bezdzietny mężczyzna, który przyznaje się, że lubi dzieci a dodatkowo pracuje w zawodach uważanych za kobiece, np. jest opiekunką w przedszkolu – wzbudza obawy i uważany jest za „dziwnego”. Jest niemal zmuszany do udowadniania, że lubi dzieci tak jak jego koleżanki po fachu, a nie w ciemnej piwnicy czy w łazience.

Szczere zainteresowanie rozwojem przedszkolaków, organizacja zajęć i kółek przez mężczyznę jest odbierane ze zdumieniem i zażenowaniem. Kobiety czują, że danego mężczyznę trzeba sprawdzać, by ocenić, czy aby nie zrobi dziecku krzywdy…

Przyjaciółka kiedyś zwierzyła się, że wolałaby nie zostawiać własnych dzieci pod opieką męża naszej wspólnej znajomej. Nie dlatego, że coś podejrzewa, ale na wszelki wypadek. Czuje się bardziej komfortowo, jeśli zadanie to powierzy kobiecie…

I jak tu być mądrym? Jak uczyć chłopców wrażliwości i zaangażowania, jeśli jednocześnie obawiamy się, że przesadzimy i młody mężczyzna będzie uważany za „dziwnego”? Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście w większości przypadków nauki nie są potrzebne, wystarczy możliwość obserwacji angażującego się w proces wychowywania ojca. Taty obecnego i mądrego.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Martika Martika

    zgadzam się to jest coś pod rozwagę…

  2. Ala Ala

    U mnie w domu było tak – dziewczynki musiały być rozważne i porządne a chłopakom można dużo więcej
    wiadomo jak to przygotowuje do dorosłego życia