„Dieta bez pszenicy”

Teza, że współczesna pszenica szkodzi każdemu z nas wydaje się szalona. Jak to możliwe? Wszyscy jemy na masową skalę coś, co „psuje” nas w mniejszym lub większym stopniu? Powoduje uzależnienie podobne do tego obserwowanego podczas spożywania narkotyków, otępia, odbiera nam siły, pogarsza wygląd cery, sprawia, że wielu 30-latków, mimo że dawno przeszli okres dojrzewania, ma problem z trądzikiem? Pszenica negatywnie wpływa na stawy, kości, sprzyja nadwadze?

Czy to naprawdę możliwe, że gluten, istotny składnik pszenicy, dodawany jest do tak wielu produktów – nie tylko pieczywa, ale też wędlin, jogurtów, płatków kukurydzianych, lodów, mrożonek – znajduje się tam nie bez przyczyny? Bo producentom zwyczajnie się to opłaca?

Uzależniająca…pszenica?

dieta bez pszenicyUruchomienie przez pszenicę lawiny pod tytułem: „to jest pyszne, chce więcej” ma sens. Przekłada się na miliardy zysków. Napędza sprzedaż. Pozwala zwiększyć produkcję. Daje miejsca pracy. Żegna kryzys. Pozwala wielu branżom i producentom przetrwać. Teoretycznie korzysta na tym każdym. Jednak w tym samym czasie, według autora książki -Williama Davisa, kardiologa, tracimy my. Ty i ja. Nawet jeśli masz wrażenie, że jesteś odporna. Mylisz się.

Nie możesz przestać

Czy da się zjeść jednego paluszka? Potraficie poprzestać na jednym chipsie? Ja nie potrafię.

Davis zaczyna swoje rozważania od prostego pytania. Jak to jest, że dzisiaj tak wiele osób ćwiczy, łyka mnóstwo suplementów diety, zwraca uwagę na to, co je, a i tak tyje? I tyje dość dziwnie: zazwyczaj w jednym miejscu, hodując oponkę w okolicy pasa. Jak to możliwe, skoro kobiety mają predyspozycje do tycia zwłaszcza w biodrach i pupie…dlaczego zatem lejący się brzuch to typowy nabytek, od którego tak trudno uciec?

Jak to ma się do tego, co obserwowaliśmy kilkadziesiąt lat temu, kiedy średni rozmiar był mniejszy o dwa numery? Kiedy jedynym „sportem” dla kobiety było szorowanie podłogi? Kiedy nie wypadało biegać i wychodzić do siłowni, a otyłość była problemem marginalnym?

Masz pszenny brzuch?

William Davis pisze o pszenicy odpowiedzialnej za „pszenny brzuch”, „precelkowy mózg”, „obwarzankowe jelita” i „ciasteczkową buzię”. Jego teza jest prosta: wyeliminowanie pszenicy z diety jest opłacalne dla każdego. Niezależnie od tego, czy jest się szczupłym, przy kości, czy ma się problem z cerą, depresją, nadpobudliwością psychoruchową u dziecka, czy maluch ma autyzm, alergię, problemy podczas wizyt w toalecie. Nie ma znaczenia, czy chodzi o dziewięciomiesięczne niemowlę, dwuletnie dziecko, trzydziestolatka czy sześćdziesięciolatka – brak pszenicy w diecie ma mieć pozytywny wpływ na każdego! Szalone? Pomyślałabym to samo. Przed lekturą tej książki.

Dieta bez pszenicy ma pomagać przy AZS, uporczywych wysypkach, których przyczyn nie udaje się ustalić, osłabieniu odporności, jest też lekiem przy celiakii. Jednak czy naprawdę trzeba ją wyeliminować z diety, jeśli teoretycznie jest się zdrowym? Czy warto z wyboru dołączać do osób na diecie bezglutenowej, do tych wszystkich, którzy tak naprawdę nie mają innego wyjścia?

Fakty, fakty, fakty

Największą zaletą tej publikacji są fakty, proste informacje, które można odnaleźć w każdym innym źródle i samemu je przeanalizować, wyciągając wnioski. Autor niczego nie kryje. Pisze nad wyraz jasno i trafia do wyobraźni. Wyjaśnia, jakie zmiany przeszła pszenica przez wieki, jak wyglądała przed wkroczeniem genetyków, przed masowymi eksperymentami nad jej kodem genetycznym, opisuje, jak proces przebiega i jak wiele obcych białek jest jego wynikiem. Białek, których trawienie nie jest proste, które zbiera żniwo w postaci zmian w ciele każdego dnia. Cząsteczek, nieznanych człowiekowi, które dostarczamy wraz z pożywieniem podczas wszystkich tradycyjnych posiłków, z którymi jedni radzą sobie lepiej inni gorzej: jednak wobec których nikt nie pozostaje obojętnym.

Davis pisze jasno: dzisiejszy chleb nie ma nic wspólnego z chlebem znanym w latach 50-tych ubiegłego wieku, nie wspominając o czasach odleglejszych. Pszenica zmieniona została nie do poznania. Nie z fanaberii, ale prostej potrzeby wyeliminowania problemu głodu na świecie. Teoretycznie cel szczytny, jednak efekty zaskoczyły wszystkich.

Prawda Cię wyzwoli, ale najpierw Cię wkurzy?

Fakty? Dowody? Trudno wymienić wszystkie, autor potrzebował na to aż 300 stron. Może napiszę jedynie o indeksie glikemicznym, czyli wartości, o którą podwyższa się poziom cukru we krwi po spożyciu danego posiłku.

Sacharoza ma indeks glikemiczny o wartości 59, natomiast chleb pełnoziarnisty 72.

Chleb ma zatem wyższy indeks glikemiczny niż sacharoza (cukier)! Dla porównania Baton Snicers ma IG równe 41. O co chodzi z tą wartością? Im jest ona wyższa, tym doprowadza do wyższych wahań cukru we krwi, a wraz z nimi do wahań nastroju i…napadów wilczego głodu.

Takie proste, że aż niemożliwe…

Nie jestem za teoriami spiskowymi ani chwilowymi modami (dieta bezglutenowa jest chwalona przez „największe nazwiska świata”) ale…po przeczytaniu tej książki byłam skłonna wyeliminować pszenicę. Nie jem produktów z glutenem od kilku dni. Ulubiony ciemny chleb i bułeczki ze smacznymi ziarenkami straciły w moich oczach i to bardzo. Efekty? Ładniejsza cera, brak problemu z podjadaniem. Przyznam, że czuję się zaskoczona. Co będzie później? Nie wiem. Mam zamiar posłuchać tego, co podpowie mi mój organizm, intuicja…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Marysia Marysia

    Mam dziecko ze zdiagnozowanym autyzmem na diecie bezglut. jest dużo lepiej. Ja potwierdzam i polecam. Sama też przeszłam na bg i nareszcie jem, tyle ile chce. Zapanowałam nad swoim mega głodem po 2h od śniadania z pysznymi bułeczkami ;) Wiem, ciezko się wyzowlić, ale warto

  2. Olka Olka

    Ja też nie jem od jakiegoś czasu chleba (tylko chleba) i można się przyzwyczaić, też czuję się lepiej, coś w tym jest.

  3. Agnieszka Agnieszka

    Zgadzam się w 100%. Mam tendencje do tycia. Pomimo regularnego sportu (może za dużo powiedziane, ale codziennie szybko spaceruję z dzieckiem (w wózku) ok 10 km) I nie ma opcji, żebym nie przytyła jedząc chleb, jaki by on nie był, nawet sama robię i to razowy z ekologicznej mąki. Zaznaczę, że nie jem wcale słodyczy, makaronów i ziemniaków. A nawet jak jem ten chleb to nie łączę z białkiem. Np. kromka chleba do surówki. Ale niestety opona na brzuchu jest i muszę znów przestać jeść chleb choć tak bardzo go kocham (mogłabym jeść TYLKO chleb). Na moje zmaganie sie z wagą pomoże jedynie dieta na która składa się ryba, kurczak, chudy nabiał, kefir, jogurt, krewetki, jaja (przede wszystkim) + warzywa i owoce (ale tylko jabłka, gruszki, maliny, borówki, truskawki, porzeczki, ananas). Ale ciężko się przestawić na taką dietę, bo strasznie mi brakuje chleba. Ale „wystarczy” się przyzwyczaić i nie ma tego problemu. Ja się rozbestwiłam po ciąży i cieżko zrezygnować z różnych smaczków ;)

    • ignez ignez

      Przymierzam się, wiem, co czujesz…Mam zamiar zrezygnować z tego zapychacza jakim jest chleb po świetach…

      • Agnieszka Agnieszka

        Fajnie ustalić sobie konkretny cel, a po Świętach to dobry czas na zmiany. Ja też po Świętach sie biorę za siebie (choć to samo mówiłam o poprzednich :D :D) ale tym razem muszę bo lato boleśnie obnaża wszystkie defekty figury ;)

  4. maria maria

    świetna recenzja, gratuluję, a po książkę sięgnę

  5. Ania Ania

    Dziękuję za ten artykuł. Do dziś większość mam bierze mnie za dziwoląga, bo moje dziecko nie zna smaku pszenicy. Wielkie dzięki!