Deficyt ojców, czyli spóźnieni tatusiowie…

Wiele moich znajomych wzrusza widok młodego tatusia, trzymającego na dłoniach noworodka, mieszczącego w sporej dłoni malutką główkę, całującego miniaturowe stópki. Nie przeczę, jest to widok piękny, bajkowy…ale mnie wzrusza coś innego. Uśmiecham się, gdy widzę trzydziestoletnie koleżanki, które prostym gestem pokazują, jak dobre relacje mają ze swoim tatą dzisiaj – gdy są dorosłe i nierzadko same są matkami.

Wystarczy jedno zdjęcie. Na nim mężczyzna około sześćdziesięcioletni razem z dorosłą córką. Taka fotografia pokazana najbliższym lub większemu gronu znajomych w mediach społecznościowych to prawdziwy hołd i wyraz wdzięczności. Pokazuje bowiem to, co działo się „gdzieś pomiędzy”, między narodzinami dziecka a opuszczeniem przez niego domu, czyli we wszystkich tych chwilach, kiedy proces opieki nad dzieckiem ukazuje całą swoją prawdziwość, piękne i trudne dni.

Ojcem stajemy się bowiem przez moment, w trakcie poczęcia. Tatą może być, ale wcale nie musimy…

Prawdziwą siłą ojców jest nie to, jak pięknie wyglądają, trzymając do zdjęcia niemowlaka, ale jak bardzo angażują się w proces wychowywania później i jak dobre relacje budują z dorosłymi dziećmi. To, jakie silne więzi mają kilkunastoletnie lub dwudziestoletnie dzieci ze swoim ojcem mówi więcej niż setki słów.

child-355176_1280

Poniższe dane pochodzą co prawda zza Oceanu…ale pokazują kierunek, w jakim i my nierzadko zmierzamy:

  • sześciu na dziesięciu ojców spędza czas z dzieckiem jedynie w weekend,
  • główny powód nieobecności to „długie godziny pracy” oraz „poczucie wykończenia”
  • 2/3 ojców nigdy nie odwiedziło szkoły dziecka i nie było obecnych na zebraniach,
  • ogromna liczba ojców opuszcza ważne wydarzenia w życiu dziecka z powodu zawodowych obowiązków.

Niektórzy ojcowie nie uczestniczą w wychowaniu dzieci, bo nadal uznają, że „to obowiązek kobiety”. Inni nie robią tego, bo „utrzymują dom” i pracują za granicą. Są też tacy, których nie ma, bo działania byłej małżonki skutecznie im utrudnia kontakty z dzieckiem…Trudno zrównywać te grupy i mierzyć je jedną miarą. Do kwestii należałoby podejść bardzo indywidualnie…

Myślę, że niezależnie od tego, co powyżej nie ma wątpliwości, do czego należałoby dążyć – do aktywnego włączania się ojców w wychowanie dzieci. Codziennie. Nie tylko od święta. Tak, by dorosłe kontakty dzieci były z rodzicami nie tylko poprawne, ale oparte na prawdziwej miłości i wdzięczności po dwóch stronach.

Czasu nie da się nadrobić… Deficyt ojca

Życia nie da się oszukać a miłości kupić. Jeśli taty, ojca czy ojczyma nie było podczas dwudziestu kilku lat lub był on dostępny tylko ciałem, ale nieobecny mentalnie, to tego czasu zazwyczaj, nawet wbrew największym chęciom, nie da się nadrobić. Gdy dziecko dorasta, a dzieje się to niestety szybciej niż nam się wydaje, przeszłość pozostawia po sobie rachunek i albo relacje są udane, albo… ich nie ma.

Badacze z University of Birmingham podkreślają, że tak zwany deficyt ojca może okazać się najbardziej krytycznym kłopotem naszych czasów. Często paradoksalnie nie jest on codziennością rodzin rozbitych, patologicznych, ale również „normalnych, zdrowych”, w których ojciec jest nieobecny z powodu zobowiązań zawodowych lub innych.

Relacji, których nie ma

I wtedy po latach pstryka się zdjęcia nie córki/syna z ojcem, ale…rodzinne, przy okazji większego spotkania, gdzie miny może uśmiechnięte, ale bliskość, której nie ma, zaznaczona jest symbolicznie – dorosłe dzieci w jednym krańcu… tatuś w drugim. Spotykają się być może regularnie, ale nigdy ze sobą nie tęsknią. Rozmawiają, ale się nie słuchają. Nie szanują, ale pouczają. Wymieniają komunikaty, które nie przybliżają ich, ale zagłuszają ciszę, która byłabym zbyt krępująca. Czasami dla świętego spokoju grają kogoś kim, nie są, by nie musieć słuchać narzekań….Decydują się na dobrą minę do złej gry, bo wiedzą, że kolejne odwiedziny dopiero za kilka miesięcy.

Warto już dzisiaj dbać o to, jak będą wyglądały relacje z naszymi dorosłymi dziećmi w przyszłości.

Tatuś zagubiony w przeszłości

Mężczyzna, który nie był ojcem o czasie, z różnych powodów nie interesował się dostatecznie mocno wychowywaniem własnych dzieci, gubi się w przyszłości. W pewnym momencie dochodzi do takiego momentu, kiedy rozpaczliwie chce naprawić szkody…Jednak robi to niestety zazwyczaj nieumiejętnie.

Ojcowie, którzy nie przebyli drogi wychowania dziecka, nie doświadczyli kolek, ulewania, nie byli obecni przy pierwszych krokach, potknięciach, nie mieli czasu na rozmowy, zwierzenia, ważne życiowe lekcje, wpadają w pułapkę, którą sami na siebie wystawili. Żyjąc bowiem w przeszłości, swoje dorosłe dzieci traktują jak maluchy, które trzeba nadzorować i chronić przed złem tego świata. Nie zauważają, że one już są samowystarczalne…i należałoby je traktować bardziej po partnersku. Tracą też w inny sposób – brakiem jakichkolwiek prawdziwych uczuć ze strony syna czy córki.

Co w tej sytuacji warto zrobić?

Najważniejsze to…zapobiegać. I już dzisiaj opuścić kanapę, wyłączyć telewizor i  z zaangażowaniem spędzać czas z dzieckiem.

Liczne badania wykazały korzyści z gier inicjowanych przez ojców dla dzieci. Tata spędzający czas ze swoimi dziećmi i biorący udział w twórczej zabawy daje bezcenne dar dla rozwoju dziecka. Nie tylko ogromne korzyści emocjonalne, ale również pomoc w rozwoju poznawczym,  społecznym i rozwoju fizycznym. Jest o co walczyć.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. agnes agnes

    zgadzam się…ja miałam takiego nieobecnego ojca, który dzisiaj myśli, ze nadal jestem dzieciem mimo ze kilka lat temu skoczyłam 30stke

  2. Matylda Matylda

    Ojcem trzeba umieć być…szkoda ze tak spory kryzys dzisiaj w tym temacie się obserwuje