Czy nasze dzieci mają gorsze dzieciństwo?

Wielu z nas chce zapewnić dzieciom lepsze dzieciństwo niż mieliśmy sami. Dać to, czego nam brakowało. Zapewnić lepszy start. Zagwarantować lepsze warunki. I pod wieloma względami to się udaje. U większości z nas tak jest: zamożniej, mamy więcej rzeczy, większe mieszkania i samochody, lepsze ubrania, teoretycznie niczego nie brakuje. Przynajmniej tego materialnego. Jednak czy dzięki temu nasze dzieci mają lepsze dzieciństwo? Dlaczego coraz częściej słyszymy, że jest wręcz przeciwnie, ich dzieciństwo jest smutniejsze od naszego? Czy to prawda?

Czy nasze dzieci mają gorsze dzieciństwo?

Dzieci czują się samotne

Coraz więcej psychologów podkreśla, że dzieci czują się samotne. Chorują na depresję i inne choroby psychiczne. Mają różne zaburzenia, czują się pozostawione same sobie.

Rodzice pędzący za lepszym bytem, wręczają podopiecznym klucze i uczą obsługi kuchenki mikrofalowej.

Kiedyś bywało podobnie. Dzieci też biegały z kluczem na szyi. Były jednak znaczące różnice, które różniły dawne czasy od obecnych.

Obok mieszkała babcia, która zawołała na obiad. Bywały sąsiadki, które zastępowały ciocie, sąsiedzi, którzy widzieli i o złym zachowaniu nie bali się mówić rodzicom. Wystarczyło nie powiedzieć dzień dobry, a mama tego samego dnia o tym wiedziała. Uczono szacunku do starszych.

Poza tym dzieci mieszkały obok siebie. Chodziły do tej samej szkoły. Każdego popołudnia nie spędzały na dodatkowym angielskim czy karate. Biegały po podwórku. Konieczność pozostawania w domu było karą. Wyjście na dwór dawało wolność i niezależność. Każdy wiedział, gdzie kogo szukać. Więcej się  bawiło i odpoczywało.

I tak, często robiło się nic. Ale to nic robiło się wspólnie. Dzieci się wspierały, budowały przyjaźnie, umiały rozwiązywać problemy między sobą. Lepiej się dogadywały, potrafiły ze wszystkim sobie poradzić.

Dzisiaj dzieciaki coraz częściej komunikują się za pośrednictwem technologii. Coraz mniej mają możliwości do bycia ze sobą, wspólnych aktywności, pasji. Dawną spontaniczną zabawę bez nadzoru rodziców zastąpiły kółka zainteresowań, gdzie ciągle ktoś z dorosłych czuwa i kontroluje.

Place często są puste. A te, na których dzieci są, otaczają rodzice bacznie obserwujący dzieci.

Nauka

Było dużo nauki. Jednak chyba nie tyle, ile dzisiaj. Na muzyce częściej śpiewało się piosenki, a rzadziej uczyło się nut i biografii Chopina. Plastyka to była zabawa. Na języku polskim zwłaszcza w czwartej klasie uczono nas, czym jest przyjemność czytania (a przynajmniej próbowano), były przedstawienia, czerpanie radości z kontaktu z kultury. Mało kto decydował się na sprawdziany z najmniejszych
szczegółów lektur. Nauczyciel widział, kto przeczytał. Nie potrzebował na to godzinnych testów.

Nikt nikomu nie obrzydzał czytania poprzez stosowanie pytań i kluczy odpowiedzi. Była większa dowolność i wolność myślenia po swojemu. Wystarczyło umieć uargumentować swoją opinię. Dzisiaj liczy się zawarcie odpowiednich słów i wstrzelenie się w odpowiedź. Wiedzieć, co autor myślał. Problem w tym, że wielu współczesnych autorów zapytano i niektórzy z nich byli zaskoczeni, jak dalekie od ich
zamysłu im intencje przypisywano w różnych testach i sprawdzianach.

Było więcej czasu na powtórzenia. Matematykę się utrwalało. Nie pędzono tak z materiałem. Podręczniki nie zawierały aż tylu szczegółów, a nawet jeśli je miały, nauczyciele ich nie wymagali od a do z.

Wystarczyło słuchać. Można było zrozumieć na lekcji. Korepetycje były potrzebne znacznie rzadziej niż obecnie.

Nauka bywa dzisiaj absurdalna. Oczywiście, jak to zwykle dużo zależy od systemu, ale również od konkretnego nauczyciela. Ci, co mają szczęście jakoś funkcjonują. Inni się męczą. Nie dosypiają, chodzą zmęczeni.

Problemem jest też postawa rodziców i presja, jaką wywierają na dzieci. Odbieranie im możliwości bycia sobą stało się standardem.

Poczucie, że jak nie będą mieli określonej oceny, to zawali się świat, że bez dodatkowych lekcji czy korepetycji nie dadzą rady. Wyścig szczurów od najmłodszych lat. Nastawianie na sukces, kontrolowanie każdej chwili.

Wszechobecna technologia. Telefony jak smycze. Brak możliwości bycia samodzielnym. Strach na każdym kroku o dziecko. To już dopełnia wszystkiego.

Czy nasze dzieci mają gorsze dzieciństwo?

Nasze dzieci mają na pewno większe możliwości. Mają też lepszy start. Jednak czy mają lepsze dzieciństwo?

Panuje pogląd, że niekoniecznie. Brakuje im wolności, niezależności, samodzielności, spontaniczności, czasu na poznanie siebie i dowiedzenie się, czego naprawdę chcą. Dorośli i współczesna technologia zbyt mocno ujednolica wszystko, za bardzo dążą do tego, żeby wytępić różnorodność i to, co czyni nas indywidualnościami. Mówi się o wielkim zagubieniu i samotności. I o tym, że nie znamy swoich dzieci.

Wszyscy jesteśmy zbyt zapracowani i zabiegani. A to nie służy nikomu.

Czy jednak nasze dzieci mają gorsze dzieciństwo? Tu zdania są podzielone. Chyba nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie. Na pewno faktem jest to, że istnieje tendencja do idealizowania swojego dzieciństwa oraz do narzekania na każde następujące pokolenie. I tak jest od zawsze.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*