Czy egzamin ósmoklasisty jest potrzebny?

Przez lata to funkcjonowało. Lepiej, gorzej, ale jednak funkcjonowało. Egzamin ósmoklasisty, centralny, ten sam dla wszystkich, który miał być ogólnym testem wiedzy, mogącym przynajmniej w zbliżonym stopniu obiektywnie ocenić ucznia. Miał być sprawiedliwy, dużo bardziej niż oceny na świadectwie.

Pozwalał na „przydział” do szkół bez dodatkowych egzaminów. Teraz coraz głośniej mówi się, że czas z tym skończyć. Argumenty „za” są zrozumiałe. Problem pojawia się wtedy, gdy pytamy, co w zamian?

Czy egzamin ósmoklasisty jest potrzebny?

Po co egzamin ósmoklasisty?

Choć oceny powinny być wystawiane obiektywnie, to każdy, kto choć raz był w szkole (a byli chyba wszyscy) wie, jak jest. Oceny bardzo często nie są odzwierciedleniem stanu wiedzy ucznia.

Nie odpowiadają temu, jak uczeń był zaangażowany, jak bardzo się starał. Bardzo często są wynikiem sympatii, antypatii, uprzedzeń, opinii, na której „uczeń jedzie” przez cały tok nauki w danej placówce.

Bywa, że ktoś ma gorszą ocenę z przedmiotu, bo odzywa się nie wtedy, kiedy trzeba. Teoretycznie z tego powodu mógłby mieć obniżoną ocenę z zachowania, ale ma też z przedmiotu. Dlaczego? Bo tak.

Niższa ocena należy się uczniowi o niepopularnych poglądach. Wyższa córce nauczycielki lub wprost przeciwnie niższa ocena dla niej, bo jej mama nie jest lubiana w pokoju nauczycielskim. Gorsza ocena, bo nauczyciel nie miał humoru. I w drugą stronę, ocena naciągana, dla świętego spokoju, bo niech dziecko idzie dalej, przechodzi z klasy do klasy, żeby w danej szkole nie sprawiał problemów, itd.

Oczywiście nie każdy nauczyciel ocenia niesprawiedliwie. Jednak mydleniem oczu byłoby twierdzenie, że jest idealnie pod tym względem w każdej placówce.

W szkołach są bowiem różne praktyki. Placówki różnią się poziomem nauczania. Jednak nie tylko w poszczególnych szkołach jest inaczej. Inną wagę ma piątka u pani X i u pana Y. Bo u pani X prawie każdy ma piątkę, a u pana Y zdobyć piątkę jest bardzo trudno… Określeni nauczyciele wymagają więcej lub mniej. I dlatego bardzo niesprawiedliwe byłoby ocenianie uczniów pod tym kątem, jakie kto ma stopnie
na świadectwie. Tu różnice mogą być wręcz kolosalne.

Po to właśnie powstał jeden egzamin ósmoklasisty. Jeden, ten sam, dla wszystkich. Oceniany tak samo.

Czy to rozwiązanie ma wady?

Oczywiście nie jest to rozwiązanie bez wad.

Niestety perspektywa zdawania egzaminu ósmoklasistów sprawiła, że zbyt wielu nauczycieli zdecydowało się przygotowywać dzieci właśnie „pod egzamin”. Nauka pod klucz stała się faktem czymś niezaprzeczalnym, co odbiera zbyt często czas na myślenie i „własne zdanie”. Bardziej od kreatywności i twórczego podejścia zaczęło się liczyć wpisanie w klucz. A to nie najlepiej. Źle, że tak się dzieje…

Jednak czy problemem jest sam egzamin? Może bardziej sposób jego oceniania? A może program nauczania, podstawa programowa, czy sama nadgorliwość niektórych nauczycieli?

Mówi się, że egzamin ósmoklasisty to niepotrzebny stres. Dziecko dowiaduje się o wynikach zbyt późno, nie ma możliwości ich poprawy, będąc w szkole podstawowej. To niewątpliwie ważne głosy.

Z drugiej strony egzamin zdawany jest w znanym miejscu, wśród zaprzyjaźnionych osób. To wprost przeciwnie do egzaminów wstępnych, które odbywają się w obcych szkołach, przy nauczycielach, których widzi się po raz pierwszy.

Co zamiast?

Gdy zwolennicy likwidacji egzaminu ósmoklasisty słyszą pytanie, co zamiast niego, często odpowiadają, na przykład rozmowa kwalifikacyjna.

Przeciwnicy takiego rozwiązania pytają, jak miałoby to wyglądać. I czy stres byłby rzeczywiście mniejszy? Najzdolniejsi przechodziliby taką rozmowę pewnie raz, ewentualnie dwa razy. Pozostali nawet kilka razy.

Poza tym takie rozwiązanie to zaproszenie do nadużyć. Do naprawdę dobrych szkół przyjmowani mogliby być przede wszystkim uczniowie „po znajomości”. Jak bowiem zweryfikować taką rozmowę klasyfikującą i jej przebieg?

Łatwo mówić o zlikwidowaniu czegoś, co nie jest doskonałe. To potrafi każdy. Kto jednak zaproponuje dobre rozwiązanie zamiast tego, które chce się wykluczyć? Tu zaczyna się wyzwanie. Nie tylko likwidować, ale tworzyć. Burzyć łatwo, ale zbudować coś lepszego…już trudniej. Zrobić to dobrze, bez chaosu i niepotrzebnego stresu – to dopiero wyzwanie!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.