Czego nie mówić kobiecie w ciąży i młodej mamie?

Czasami nieświadomie, choć zdarza się również, że z premedytacją w stronę ciężarnej albo do kobiety, która sprawdza się w roli mamy, kierowane są komentarze, dobre rady albo zbyt bezpośrednie pytania. Wobec niektórych z nich można przejść, wzruszając ramionami, ale większość narusza naszą prywatność, albo najzwyczajniej w świecie irytuje. Sprawdźcie, z którymi wyrażeniami z naszego zestawienia miałyście do czynienia.

Będąc przy nadziei

No wreszcie zaciążyłaś. Już myślałam, że Wam się nie uda. Zanim zobaczyłyście dwie wyczekiwane kreski na ciążowym teście, przez długi czas wcielałyście się w rolę rzecznika swojego związku. Znajomi wypytywali o przyczynę braku potomka, życzliwi ludzie przypominali o tykaniu biologicznego zegara. W spotach reklamowych młode matki  opowiadały, które mleko modyfikowane jest najlepsze dla ich pociechy, jakich pieluszek warto używać i z czego robi się pakowane do słoiczków zupy. Politycy i duchowni ze swoich ambon utwierdzali w przekonaniu, że prawdziwą rodzinę tworzy małżeństwo z dziećmi, a powinnością każdej z nas jest wydanie na świat potomka. Zmęczone odwiedzaniem ginekologicznych gabinetów, wykonywaniem niezliczonych badań i ciągłym tłumaczeniem braku rosnącego brzucha, często same niepotrzebnie wdawałyście się w dyskusję. Kiedy już dowiedziałyście się, że pod waszym sercem rozwija się nowe życie, pamiętajcie, że nie warto mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych. Za takie niedelikatne gratulacje grzecznie podziękujcie i skwitujcie, że faktycznie, trochę wam to zajęło, ale maluszek, gdy już pojawi się na świecie na pewno wam to wynagrodzi.

Strasznie zbrzydłaś. To na pewno będzie dziewczynka. Zazwyczaj w ciąży włosy i paznokcie rosną jak szalone, oczy błyszczą, a z cery znikają wypryski. Jednak każda z nas inaczej przechodzi okres oczekiwania na dziecko. Mdłości, zgaga, wymioty, hemoroidy, zaparcia, senność, opuchnięte stopy i dłonie skutecznie pogarszają nasze samopoczucie. A gdy nie czujemy się ładne, wówczas innym trudno jest dostrzec w nas piękno. Ponadto  według ludowego przesądu, matka musi podzielić się z córką połową swojej urody. Jednak bez względu na to, co mogłoby przyczynić się do pogorszenia naszego wyglądu, nikt nie ma prawa wytykać nam naszej gorszej kondycji. Taki nietakt można przemilczeć, kulturalnie odpowiedzieć, że faktycznie ostatnio jesteśmy bardziej przemęczone, ale na szczęście to tylko przejściowy stan. A jeśli nie będziecie mogły powstrzymać się od ciętej riposty, skorzystajcie ze sposobu 29-letniej Patrycji, która odgryzła się swojej sąsiadce słowami ,,Nie wiedziałam, że skończyła pani medycynę. Skaner USG w pani oczach jest skuteczniejszy od mojego ginekologa”.

Nie żałujesz sobie przyjemności. Ile do tej pory przytyłaś? Powszechnie panujący mit, że w ciąży je się za dwoje na szczęście już dawno został obalony. Przygotowując się do roli mamy, jesteście odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale też i za mające niedługo narodzić się maleństwo. Sumienny ginekolog podczas każdej wizyty powinien sprawdzać waszą wagę i zapisywać ją w karcie ciąży. Jednak nie zwalnia Was to z obowiązku kontrolowania przyrostu kilogramów. Jako dorosłe osoby musicie liczyć się z konsekwencjami nietypowych kulinarnych zachcianek i dogadzaniu sobie wszystkim, czego tylko dusza zapragnie. To jednak jest wasze ciało, o wyglądzie którego same decydujecie. Obojętnie  jest czy komentarz padnie z ust kogoś, komu rzeczywiście leży na sercu wasze dobro, czy po prostu osoba ta czerpie przyjemność z wypowiadania kąśliwych uwag i zależało jej na sprawieniu wam przykrości. Najważniejszy jest skutek, czyli to, jak się w takim momencie poczułyście. Jeśli faktycznie licznik wagi wskazuje, że przekroczyłyście niebezpieczną granicę, pozostaje wam kilka wyjść z powyższej sytuacji. Możecie zacząć racjonalnie się odżywiać i poprzestać na kilku nieszkodliwych przyjemnościach, przejść do porządku dziennego i pozwolić, by krytyka spłynęła po was jak woda po kaczce, albo odbić piłeczkę, komentarzem na podobnym poziomie ,,Jestem w ciąży, po porodzie schudnę. A ty, jaką masz wymówkę?”.

Ciąża to nie choroba. Powyższe stwierdzenie pada zazwyczaj wtedy, gdy chcecie skorzystać z praw, które przysługują wam, będąc w odmiennym stanie. Wychodzą z ust lekarza w odpowiedzi na to, gdy potrzebujecie zwolnienia, wypowiada je pracodawca, któremu zależy na waszej pracy w nadgodzinach, słyszycie je stojąc w długiej kolejce w banku, sklepie, do ubikacji w kinie. Zgadza się. Ciąża nie jest nieuleczalną przypadłością, która czyni z nas jednostki niezdatne do prawidłowego funkcjonowania. Ale nieprawdą jest, że w ciągu tych dziewięciu magicznych miesięcy możemy czerpać z życia pełnymi garściami, pracować na pełnych obrotach, żyć jak dotąd bez obaw, że nie odbije się to na zdrowiu naszym i naszego dziecka. Kodeks pracy i zwyczajowe zasady umożliwiają nam korzystanie z wielu przywilejów. Mamy prawo domagać się zostania obsłużoną w supermarkecie w kasie pierwszeństwa, wolno nam poprosić o przeniesienie na inne, bezpieczniejsze stanowisko przy zachowaniu dotychczasowej pensji. To normalne, że możemy czuć się gorzej i jeżeli zachodzą ku temu przesłanki, lekarz w państwowej przychodni nie może skierować nas do prywatnego gabinetu tylko po to, by za odpowiednią opłatą wypisać nam zwolnienie.

Będąc mamą

Nie karmisz piersią? Wyrodna z ciebie matka. Nieprawdą jest, że wystarczy przystawić noworodka do piersi, a on sam instynktownie zacznie ją ssać, bez konieczności interwencji doświadczonej położnej. Stwierdzenie, że wszelkie problemy związane z laktacją i karmieniem dziecka własnym mlekiem są fanaberią leniwych matek, dla których wygląd piersi jest ważniejszy od zdrowia maluszka jest bardzo krzywdzące. Sama należę do grona pierworódek, które wykorzystały wszelkie możliwe sposoby, od kapturków, ręcznego ściągania pokarmu na laktatorze skończywszy, a wszystko po to, by zachęcić potomka do jedzenia mleka ,,domowej produkcji”. Wbrew pozorom, chcieć nie zawsze znaczy móc. W szpitalach nadal funkcjonują oddziały położnicze, na których pielęgnuje się kult Matki Polki z poranionymi sutkami, która za wszelką cenę musi wykarmić dziecko piersią. Nie każda z nas ma dostęp do pomocy specjalistów z poradni laktacyjnych, którzy w przystępny i serdeczny sposób nauczą i dziecko i matkę mlecznej współpracy. Nie zmienia to jednak faktu, że butelkowe mamy nie są złe, a ich zachowanie, decyzja zasługuje na potępienie. Pokoleniowa więź uzależniona jest od bliskości i czułości, niezależnie od tego czy pierś czy butelka jest jej łącznikiem.

Szybko wróciłaś do pracy. Przedkładasz karierę nad życie rodzinne i szczęście dziecka? Podjęcie decyzji o powrocie do pracy nie należy do łatwych. Towarzyszą mu wątpliwości, wyrzuty sumienia. Jednak często to względy ekonomiczne przemawiają za tym, że oddajemy naszą pociechę w dobre ręce dziadków, niani, albo pań ze żłobka lub przedszkola. Rezygnujemy z urlopu wychowawczego z obawy o utratę etatu, powrotu na inne, mniej płatne stanowisko, ponieważ ciężko jest godnie wyżyć z jednej pensji, albo po prostu chcemy się rozwijać i nie ograniczać swoich osiągnięć do bycia matką. Bez względu na to, jakie motywy nami kierują, nie musimy czuć się winne tylko dlatego, że dbamy o swoją karierę czy godną przyszłość na emeryturze.

Wyszłaś sama? A gdzie dzidziuś? Twoje miejsce jest w domu. Bycie Matką Polką, która rezygnuje z własnych pasji, znajomości i na podbój najbliższej okolicy zawsze wybiera się z towarzyszącym jej maluchem i ciężkim wózkiem, tak silnie zakorzeniło się w naszej kulturze, że prawdziwym występkiem jest robienie jakiejkolwiek czynności samodzielnie. Ubezwłasnowolnienie matek przejawia się w ograniczaniu im dostępu do środków komunikacji miejskiej, zakazywaniu przekraczania progów niektórych sklepów i restauracji, traktowanie ich podczas rozmów kwalifikacyjnych jako już na wstępie spalonych pracowników. Takie ,,umamianie” skazuje kobietę na zajmowanie się wyłącznie domem i rodziną, nie zezwala na osobisty rozwój, sprowadza do roli osoby, która jeśli już czyta to wyłącznie prasę poświęconą wychowaniu małego człowieka, a każdy temat podejmowanej przez nią rozmowy dotyczy kupek, zupek, pieluszek i zabawek. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? Sprawiać sobie przyjemność, gdy tylko nadarzy się okazja. Poszerzyć grono znajomych także o tych ,,niedzieciatych”, zadbać o kilkugodzinowego sprawdzonego opiekuna dla maluszka i w tym czasie nadrobić zaległości w lekturach, filmach, dotychczasowych pasjach.

Przecież nic nie robisz, tylko zajmujesz się dzieckiem. Najbardziej boli, gdy takie słowa padają z ust męża albo partnera, zwłaszcza wtedy, jeśli jesteśmy na jego utrzymaniu. Przeświadczenie, że tylko osoba, która jest żywicielem rodziny i ma normalną, stałą pracę jest pełnowartościowym członkiem społeczeństwa niejedną z nas wpędziło w poczucie winy. Ograniczając swoją rolę do wykonywania domowych obowiązków, nie zapominajmy o sobie. Zadbajmy o dodatkowe zajęcie, które sprawi, że poczujemy się docenione, dzięki któremu rozwiniemy skrzydła. Sprawdźmy, czy w lokalnym domu kultury organizowane są bezpłatne kursy albo szkolenia lub koła zainteresowań. Wyjście z domu nawet dwa razy w tygodniu bez asysty dziecka i drugiej połówki naprawdę jest konieczne. Może sposobem, który nas dowartościuje będzie nietypowe hobby jak rękodzieło (biżuteria, ubrania, gadżety), wypiekanie ciast na zamówienie, prowadzenie bloga. Dbajmy o to, by mieć okazję do używania zdań wielokrotnie złożonych, pozbawionych zdrobnień i infantylnych zmiękczeń, którymi posługujemy się rozmawiając z dzieckiem.

Kiedy postaracie się o drugie dziecko? Jeszcze nie zdążyłyśmy się nacieszyć pierwszą pociechą, a już znajomi wypytują o kolejnego potomka. Zacznijmy od tego, że życie intymne jest indywidualną sprawą każdego człowieka, z której nie musimy się przed nikim spowiadać. Zapewnienie jednemu dziecku idealnych warunków rozwoju powoduje, że na drugiego maluszka rodziców może nie stać. Prócz względów materialnych, powodem wstrzymywania się przed następną ciążą może być również psychiczna bariera, kiedy to jedno lub oboje rodziców dojdzie do wniosku, że dla dobra rodziny nie powinni powoływać na świat nowej latorośli. Przyczyn może być wiele, a żadna z nich nie jest na tyle błaha, by ulec presji otoczenia i wbrew sobie powiększyć rodzinę.

Wmówiłaś sobie depresję poporodową. Stwierdzenie, że kiedyś tego nie było i naturalnym odruchem matki była opieka nad noworodkiem bez użalania się nad połogowymi przypadłościami i macierzyńskimi dylematami jest nieprawdziwe. Nie jesteśmy genetycznie zaprogramowane, by już od chwili poczęcia darzyć miłością bezgraniczną i bezwarunkową nasze dziecko. Nawet jeśli chcemy i oczekujemy maluszka, po porodzie na skutek buzujących w naszym organizmie hormonów, pod wpływem kumulujących się w ciąży emocji, w wyniku rozczarowania faktem, iż macierzyństwo nie jest tak różowe, jak sobie wyobrażałyśmy, albo, gdy zostałyśmy z noworodkiem zdane same na siebie, wówczas możemy stać się ofiarą depresji. A jest ona chorobą, którą trudno samodzielnie przezwyciężyć i zrobić to tak, by nikt nie ucierpiał. Nie bójmy się prosić o pomoc partnera, członków rodziny, znajomych, lekarza. Przyznanie się do tego stanu nie jest oznaką słabości.

Niezmiernie łatwo jest sprawić matce przykrość lub pędzić ją w zakłopotanie stwierdzeniem, które nigdy nie powinno wypłynąć z ust. Nie bójmy się mieć własnego zdania i wyrażać indywidualnych opinii, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś ingeruje w nasze życie prywatne i pamiętajmy, by przypadkiem nie robić tego samego.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Julia Julia

    Ponieważ po pierwszym porodzie bardzo szybko zaszłam w drugą ciążę (po 6 miesiącach) to znajomi (ale i rodzina) w ramach żartowania mówili „Nooo, z Waszym tempem, to zaraz będzie trzecie, co nie?” i inne tego typu.
    Wypracowałam sobie 2 odpowiedzi:
    pierwsza: „Jeśli tylko każde z Was zapewni comiesięczny wpływ na moje konto w wysokości 1000zł, to mogę mieć i 6…”. Temat natychmiast ulega zmianie…
    druga: „Poczekam z trzecim na wszystkie Wasze pierwsze” (ten komentarz serwuję tym „leniwym” znajomym, którzy albo są już po ślubie, ale nie myślą o dzieciach, albo daleko im do ślubu i ogarnięcia się jako takiego…). Po tej odpowiedzi padają żarty, że mam w takim razie jeszcze co najmniej dekadę :)

    • Dorota Dorota

      Lepiej nie mogłaś odpowiedzieć…:)

      • Julia Julia

        Łatwo dysponuje się czyjąś macicą ;) Już mniej chętnie przechodzi do gospodarowania własnymi plemnikami czy jajeczkami :))))

        • Paula Paula

          to już jest chyba norma społeczno-obyczajowa, że kobieta zawsze będzie bardziej odpowiedzialna za swoje „niespodziewane” macierzyństwo. Mnie z kolei na szczęście na wieść o ciąży znajomi „krzywdy werbalne nie czynią”;) Ale za to irytuje mnie tekst lekarzy – to Pani pierwsza ciąża? Z zaakcentowanym zdziwieniem w głosie, no bo przecież ja 30tkę już mam na karku, więc co to znaczy w ogóle „młoda mama”???Czy jest zarezerwowane tylko dla nastolatek i dwudziestek, a 30tka czy 40tka ma wpaść w kompleksy, bo przecież nie jest już taka młoda?

        • Ewa Ewa

          Kocham Cię za to stwierdzenie : ,,Łatwo dysponuje się czyjąś macicą ;) Już mniej chętnie przechodzi do gospodarowania własnymi plemnikami czy jajeczkami”.

          Pominęłam tę kwestię ze zbyt szybką kolejną ciążą :)

          • Dorota Dorota

            Ja niestety mam tak, że rzadko potrafię w taki sposób odpowiedzieć. Po fakcie jestem mądra…Ech…zazwyczaj nie komentuję. A błąd :) Będę czerpać inspirację. Julia dawaj jeszcze :)

  2. Rodzynek Rodzynek

    „Przecież nic nie robisz, tylko zajmujesz się dzieckiem” – to zdecydowanie nr 1 na mojej top liście

    • sosrodzice sosrodzice

      No właśnie…Jakby te osoby, co to mówią miały zaniki pamięci…

    • Julia Julia

      No pewnie, bo ja tylko leżę i pachnę. Tylko skąd ta marchewka na dresie i nieumyte włosy? mhm…

      • Dorota Dorota

        Tak, a te wory pod oczami i sińce mam z nadmiaru snu…;)

        • Julia Julia

          albo od niedomytego makijażu po całonocnej imprezie ;)

      • Rodzynek Rodzynek

        Kiedyś w Wysokich Obcasach przeczytałam list czytelniczki – młodej matki, która pisała, że czasem jest taka zmęczona i ma tak mało czasu, że paznokcie u jednej ręki maluje jednego dnia, a drugiej kolejnego. Na forum posypały się na nią gromy. W pierwszej chwili też pomyślałam, ze przesadza, ale potem…. złapałam się na tym samym :)

  3. ewanka ewanka

    Mnie najbardziej bolało to gdy byłam w ciąży z trzecim dzieckiem, wszyscy w tedy wielkie oczy robili z miną jak by chcieli powiedzieć że wpadliśmy. Ale zanim to powiedzieli ja rzucałam tekstem ” no co takie zdziwienie, przecież mówiłam że chce mieć troje dzieci”

    • Dorota Dorota

      No tak stereotyp, że tylko dwa plus dwa to dobry układ, ewentualnie dzisiaj jeszcze dwa plus jeden…

    • Julia Julia

      Tak, ja też jak wspominałam o trójce, to słyszałam:
      „A po co Ci tyle dzieci? Dwójka w zupełności wystarczy.”,
      „Teraz niemodnie jest mieć dużo dzieci.” (!!!)
      „Przecież nie jesteście patologiczną rodziną…”

      Widać wielodzietność jest oznaką głupoty, patologii i absolutnego zacofania… Żałosne.

  4. Żaneta Żaneta

    mnie jak narazie, gdy czekam na tan oddmieny denerwują komenatzr typu : bierz mniej hormonów bo płaczliwa jest, albo kąśliwe uwagi a może Ty poprostu nie chcesz :( to jest dla mnie bolesne i no cóż, nie mając siły odpowiadać poprostu siadam bezradnie i płaczę

    • Julia Julia

      Zawsze możesz odpalić, że już masz zamrożony zarodek, ale czekasz na wyższe ulgi prorodzinne i wydłużenie tacierzyńskiego ;)

  5. Julia Julia

    Jeszcze koniecznie trzeba dodać do listy:
    „Ojej, dwie dziewczynki? To mąż musi cierpieć…”,
    „Z kim będzie grał w piłkę?”,
    „Będziecie się starali o chłopca, prawda?”,
    „Chłopiec powinien być…”,
    „Nie ma parki, jakie to musi być dla męża przykre…”,
    „Nie sprawdził się jako mężczyzna…” itp.

    Aż mnie ściska w środku żeby nie przywalić…

    • Dorota Dorota

      Ech…to ja usłyszałam, że „chłopak to jednak chłopak” od osoby, która tak „podobno kocha” naszą córkę…Przykre..

      • Julia Julia

        Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że takie komentarze puszczają najczęściej… kobiety.

      • Julia Julia

        he he, wiesz co odpalam na podobne teksty o dziewczynkach? Że to jedyny legalny sposób aby w naszym kraju posiadać własny Harem. Po takich słowach każdy się uśmiecha i temat kończy :)

    • Rodzynek Rodzynek

      A mój mąż twierdzi, że każdy ojciec powinien mieć córkę :) nie bez przyczyny mówią przecież „córunia tatunia” :)

      • Julia Julia

        Bo to bardzo mądry mąż :)
        Mój będzie miał swoje dwie królewny. Pierwsza już jest córunią tatunia i świata poza nim nie widzi. Druga też taka będzie, już ja o to zadbam!
        Super się patrzy na zakochanego tatusia kopiącego już drugą godzinę piłkę na ogródku z … dziewczynką :)))

  6. Julia Julia

    Ech, Ewo… Ile ja bym tu mogła dopisać ze swojego doświadczenia… Drugie, a nawet trzecie tyle by się uzbierało…

  7. Ewa Ewa

    Ja np. usłyszałam od Matki chrzestnej mojej Córki, że użalam się nad sobą bo jestem zmęczona będąc z dzieckiem cały tydz 24/h sama… i Że wymagam współczucia od społeczeństwa, otoczenia od znajomych bo mam dziecko i nie mogę po 1 wyjść z domu bo kąpiel i karmienie… o albo jeszcze gdy się popłakałam, ze nie mam za co kupić dziecku pieluch (bo nie miałam pracy), to stwierdziła że przesadnie się denerwuję… ( chrzestna bezdzietna studentka na utrzymaniu rodziców)… Przykre to i cholernie bolało. Ale boli też to, że przecież jesteś w domu i NIC NIE ROBISZ, tylko siedzisz z dzieckiem…

    • MaTyLdA MaTyLdA

      Straszne. Naprawdę. Idzie się załamać….ale ja jestem zdania, że takie trudne chwile to najwięcej mówią o drugim człowieku.

    • Julia Julia

      … współczuję takiej Matki Chrzestnej…

      • Dorota Dorota

        No ja mimo wszystko też…

        • Ewa Ewa

          No niestety, wybierając Matkę Chrzestną byłam przekonana, że właśnie ta osoba będzie moim największym wsparciem i pomocą… a okazało się inaczej, no trudno…

  8. Ewa Ewa

    A i jeszcze to sprzed ciąży… Dwa lata z mężem po ślubie zdecydowaliśmy się na dziecko, to usłyszałam od rodziny męża i teściów, że na pewno nie mogę mieć dzieci skoro chwilę po ślubie nie jestem jeszcze w ciąży!!!! Aż mi się zagotowało! W odpowiedzi usłyszeli, ze Domy Dziecka są przepełnione więc nie mają się czym martwić….:)

    • Julia Julia

      A to też prawda. Jeśli zaraz po ślubie nie obwieścisz światu, że spodziewacie się dziecka, to zaczynają się krzywo patrzeć. Tak jakby ślub był jednoznaczny ze staraniem się o dziecko…
      Nikt z kolei nie powstrzymuje „zaciążonych” przed braniem ślubu „bo dziecko” tłumacząc, że to nie ma sensu.
      I tak tkwimy w jakiejś dziwnej pętli, której nie potrafię zrozumieć. A potem wszyscy grzmią o tłumnych rozwodach. A jak mają się młode małżeństwa nie rozpadać skoro takie skrajne ciśnienie na nich się wywiera?

      • Dorota Dorota

        No my też już „mieliśmy problem” w oczach niektórych osób…Ech…

      • Dorota Dorota

        Oj, i tu Cię zdziwię. Moja babcia na wieść, że jestem w ciąży powiedziała, że w takim razie ślub nie jest mi już potrzebny skoro „puściłam” się przed :)

  9. Julia Julia

    Ach, jeszcze jedna wesoła sytuacja. Taka „z ostatniej chwili”. Jak ciężarna jest w terminie :)
    Codziennie kilkanaście telefonów i smsów „no i jak? urodziłaś? jeszcze nie? to kiedy urodzisz?”
    Z wszystkich przywołanych najmniej groźny i niemiły, ale jednak mocno upierdliwy.
    Nikt wówczas nie bierze pod uwagę, że taka terminowa ciężarna mogła zwyczajnie pójść pod prysznic lub do toalety. I co gorsza – nie wziąć ze sobą komórki… :) A przecież hipopotamice też się myją ;) ba! nawet zdarzy im się ogolić nogę, co zajmuje nieco więcej czasu niż „gibkim” okazom ;)

    • Dorota Dorota

      Oj, jak mnie denerwowały te telefony. U mnie był ten dodatkowy problem, że termin wypadał na początek stycznia, stąd miałam grupę kibiców, którzy podkreślali, żebym nie ważyła się rodzić w grudniu…, że dziecko z końcówki roku ma przekichane..

      • Joanna Joanna

        Zgłaszam protest!!! Nie mam przekichane! Jestem dzieckiem sylwestrowym i jakos nigdy nie odczułam róznicy wsrod moich rówieśników. W szkole sredniej zeby bylo jeszcze weselej, kolezanka byla z 1go stycznia ja z 31 grudnia. Caly rok roznicy! :-) Nie mialam problemow z nauka i jakos nie ‚odstawalam’ od reszty;-)

        • Dorota Dorota

          Ech…;) I dobrze, Joanno, pocieszyłaś mnie :) Mam nadzieję, że te protestujące osoby przeczytają :)

  10. Paula Paula

    A ja stanę trochę po tej „drugiej stronie”, ale odwołam się tu do kontekstu zawodowego. Są takie, które zachodzą w drugą, trzecią ciążę, bo im się nie chce pracować. Jak tylko zaczepią się w jakieś firmie na umowie na czas nieokreślony to od razu ślub, ciąża, powrót po macierzyńskim na parę miesięcy, jak nie krócej, znów ciąża i znów zwolnienie na okres całej ciąży. Znam takie przypadki, kiedy to się przydarza też po raz trzeci…Rozumiem, że kobieta może mieć silne parcie na macierzyństwo, ale nie wszyscy będą na to patrzeć życzliwie, a dla tych, na których spadają po niej obowiązki zawodowe – będzie po prostu maszynką do robienia dzieci i wyciągania kasy.

    • matahari matahari

      Ja w ciazy usylszalam na obiedzie, u brata meza od jakiejs kobiety, ktora podsunela mi pod nos talerz pelen ciast ” Czestuj sie, widac, ze lubisz”. Odpowiedzialam, ze za slodyczami akurat nie przepadam. Mozliwe, ze nie wiedziala, ze jestem w ciazy, ale nawet gdyby, to osobie, ktora ma wiecej kilogramow nie wypada tak mowic, bo jest to poprostu chamstwo.

      Teraz jestem juz po porodzie. Maz musial wraca do pracy do Niemiec. Zostalam sama i mieszkam z ojcem i bratem. Ani brat, ani ojciec w ogole mi przy dziecku nie pomagaja, za to kąsliwe uwagi moge uslyszec, najczesciej od ojca zreszta. Cos w stylu ” inne to jakos maja po trojke dzieci i daja rade” na co odpowiadam „nigdy nie widzialam samotnej matki z trojaczkami niemowlakami, ktora wszystko robi sama bez niczyjej pomocy”. Ale i tak moge mowic jak do sciany bo slysze tylko ” taaaak? taka jestes madra? ty zawsze masz swoje madrosci”. Nie zeby on nie mial. Z tego co pamietam [a raczej nie pamietam], kiedy bylismy mali zajmowala sie nami mama i babcia, on byl caly czas za granica. Najwiecej do powiedzenia maja ci co nic na dany temat nie wiedza.
      A jeszcze to:
      Dziecko placze, ojciec wpada do pokoju.
      O: Co mu jest?
      Ja: Ma kolke
      O: Z czego on ma kolke? [ z pretensja w glosie, jakby to byla moja wina i jakbym krzywdzila swiadomie swoje dziecko]
      Ja: Dzieci tak maja
      O: Wyjdz z nim na swieze powietrze to mu przejdzie.

      Tutaj płetwy mi opadly slyszac te nowosci na temat kolek.

  11. PsychologBMW PsychologBMW

    Opisane w tym artykule przykłady, w sytuacji gdy mamy do czynienia z wrażliwą osobą, mogą się przyczynić do znacznego spadku zainteresowań, nastroju, a nawet do depresji (także depresji poporodowej). Wiadomo, że we wszystkim warto zachować umiar, ale są także takie kobiety, które nie potrafią z różnych powodów poradzić sobie tak swobodnie w bezpośredniej konfrontacji z nachalnymi pytaniami. Poczucie humoru w wielu przypadkach jest najlepszym wyjściem z sytuacji, jednak każda kobieta jest inna i inaczej odbiera to, co słyszy, zwłaszcza podczas hormonalnej huśtawki ciążowej.
    Barbara Michno-Wiecheć, psycholog psychoterapeuta

  12. Olga Olga

    W ciąży przytyłam tylko 12kg prawie wszystko poszło w brzuszek. Scenka:
    A- od tyłu nie widać, że jesteś w ciąży
    Moja mama- jak nie widać? Zobacz jaki jej urósł tyłek..

    kilka tygodni po porodzie, goście, ktoś pyta „karmisz?” Na co ciotka męża:
    – co ma nie karmić? Krowa ma, krowa da”

    Dla mnie przewrażliwionej ciążą, porodem, zmianami figury były to straszne teksty, po których płakałam w samotności

Zobacz również