Gdy córka staje się matką, czyli o trudnej miłości matka-córka

Odcięcie pępowiny…

Co radzą psychologowie?

Przejście przez często trudną i bolesną drogę.

Zanim same staniemy się mamami, warto przepracować relacje z własną mamą. Jeśli są trudne, dobrze zrozumieć, dlaczego takie są i spróbować je przeanalizować a jeśli się uda – zmienić. To ważne, bo relacje z mamą mocno zaważają na dorosłym życiu córki. Mogą prowadzić do problemów w związku, w pracy, w macierzyństwie.

Psychologowie, do których trafiają kobiety, często zauważają, że jeśli pacjentka jest surowa, ma w sobie dużo lęku, krytycyzmu w stosunku do siebie i otoczenia, boi się ryzykować, istnieje duże prawdopodobieństwo, że jej relacja z matką nie były prawidłowe. Najczęściej są to dorosłe kobiety, które spędzają swoje życie na tak zwanym trzecim biegu, cały czas muszą się asekurować, zabezpieczać. To, co działo się w ich dzieciństwie ma bowiem bezpośredni wpływ na to, jakie są w życiu dorosłym. Nie otrzymawszy wszystkiego tego, czego potrzebowały, nie mają w sobie fundamentalnego poczucia bezpieczeństwa. I ten fundament muszą w sobie zbudować już w dorosłym życiu. Same. Co jest trudniejsze, ale nie niemożliwe…

Nie ma możliwości cofnięcia czasu. Kobieta musi zacząć wszystko od punktu, w jakim się znajduje. Pierwszy krok to odcięcie pępowiny.

„Przecięcie pępowiny, czyli innymi słowy separacja emocjonalna od rodziców jest warunkiem koniecznym do stworzenia jakiegokolwiek bliskiego- dobrego związku w dorosłym życiu, w tym także związku ze swoim dzieckiem – Justyna Glińska, psycholog -. Brak takiej separacji może skutkować trudnością w przyjęciu roli matki, brakiem zaufania do swoich macierzyńskich kompetencji, gdyż taka kobieta sama czuje się jeszcze zależnym dzieckiem. W innej sytuacji, kiedy brak separacji przejawia się związkiem emocjonalnym opartym na negatywnych uczuciach lub odcięciu więzi, młoda matka może przenosić na dziecko własne niezaspokojone potrzeby dziecięce.”

Syndrom takich samych matek…

Historia lubi się powtarzać. Zwłaszcza w rodzinach, w których panuje pewien charakterystyczny wzorzec myślenia, lista wartości, potrzeb. Dlatego często jest tak, że mimo usilnych starań w formie wyzwań, jakie stawiają sobie kobiety, by nie być taka, jak własna mama, nie możemy uciec od przeszłości. Im bardziej się staramy, tym szybciej stajemy się lustrzanym odbiciem matki.

Przeprowadzono nawet badanie, które udowadniają, że większość kobiet upodabnia się do swoich mam w okolicy 30-stych urodzin (więcej).

Przerażające? Jeśli tak właśnie myślisz – warto, żebyś wiedziała, że można się od tego stygmatu uwolnić. Trzeba jednak stanąć twarzą w twarz z niezaspokojonymi oczekiwaniami, żalami, zrozumieć swoje emocje, pozwolić im wybrzmieć, przebaczyć i zacząć żyć swoim życiem.

By móc to zrobić, trzeba zostawić na boku, a czasem na stałe odrzucić to, co w historii rodzinnej i przekazach (zwłaszcza w linii kobiet) jest ograniczające czy nawet niszczące. Trzeba odrzucić przekazy, które nie pozwalają nam być szczęśliwymi, np.: „To kobieta odpowiedzialna jest za dzieci, mężczyźni są za słabi”, „Walcz i licz tylko na siebie”, „Dzieci są niewdzięczne”, „Potrzebujący pomocy są słabi, ty bądź silna i radź sobie sama”. Poznając historię matki, ciotki, babki, można zrozumieć swój życiowy bagaż. Zrozumieć to przyjąć do siebie wszystko, co jest w nim dobre oraz to, co złe. W ten sposób można z jednej strony stać się podobną do kobiet w swojej rodzinie i zarazem różną od nich.

Jakie błędy najczęściej popełniały mamy współczesnych trzydziestolatek?

Nie wchodząc w szczegóły, łatwo zauważyć, że dzisiaj przeciętna młoda kobieta wychowuje inaczej dzieci niż sama była wychowywana.

W Polsce wychowywało się córki inaczej niż chłopców. Zazwyczaj różnice w podejściu wynikały z tego, że w ten sposób matki chciały dziewczynki uchronić, niestety jednocześnie stawiały je na przegranej pozycji, w roli ofiary. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pokutowało przekonanie, że najlepsze, co może zrobić matka dla córki to ją pouczać, krytykować, punktować na każdym kroku. Podstawowe przekazy brzmiały: „licz się z innymi osobami”, „zrób to, a tamto, bo co ludzie powiedzą”, „rób tak, żeby inni nie mieli ci nic do zarzucenia”, „po co będziesz się tam pchała”, „daj sobie spokój”.

Skąd brała się taka postawa naszych matek tak różna od propagowanych dzisiaj wzorców wychowywania?

Z lęku. Jeśli matka boi się życia, boi się również nadmiernie o córkę. Ma w sobie sporo lęków, w końcu te emocje przelewa na córkę i to ona zaczyna się bać sama za siebie. Czasami tak bardzo, że jej strach ją paraliżuje..

Jest też inny problem. Jeśli kobieta wychowuje w domu nie dziecko, ale klona, oznacza to, że nie jest z własnego życia zadowolona. Pragnie, by jej dziecko życie przeżyło lepiej, by naprawiło jej błędy. A to niestety pułapka. Gdy matka czuje się spełniona, szczęśliwa, z zaciekawieniem patrzy na swoje dzieci i kibicuje im, akceptując to, jakimi są, nie próbując ich zmienić na siłę.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. xxx xxx

    Bardzo mądry artykuł…
    do pomyślenia

  2. Aga Aga

    Godny polecenia/udostępnienia :-)

  3. KIniowata KIniowata

    Podpisuję się pod tym w pełni

  4. nieobecny nieobecny

    Hej!
    Dziękuję bardzo za ten artykuł. Napiszę w wielkim skrócie to co mnie spotkało.Jestem jeszcze w małżeństwie z żoną, która boryka się z tym problemem.Mamy kochającą córkę 4 letnią.Niestety jakiś czas temu czar prysł żona wyprowadziła się do swojej toksycznej matki.Wiem,że taka jest od psychologa, który miał z nami z żoną i ze mną terapię.Łączy ich silny związek symbiotyczny.
    W obecnej chwili czuję się jak zawieszony w próżni. wszystkie moje próby wrócenia do normalności spalają na panewce.Cokolwiek nie zrobię lub zrobię zawsze jest źle i odwrócone przeciwko mnie.
    Jestem wściekły, rozgoryczony że przez „obcą” kobietę świat mi się zawalił. Kocham moją żonę ale dostrzegam minusy naszego związku.Staram się całą swoją pozytywną energię skupić na kontaktach z córką.
    Pozdrawiam

  5. okradziony okradziony

    Temat rzeka. Można jeszcze sobie wyobrazić, jak relacje córki z matką i/lub ojcem, mogą destrukcyjnie wpływać na budowanie relacji z mężem.