Co zrobić, gdy dziecko słucha babci, a nie rodziców?

Powszechnie mawia się, że rodzice są od wychowywania, a babcie od rozpieszczania. Trudno nie zauważyć, że rzeczywiście babcie (i dziadkowie, oczywiście) mają do tego pewne skłonności. Podsuwanie smakołyków czy wręczanie ukradkiem dodatkowego kieszonkowego, to sympatyczne i płynące z miłości gesty, jednak w dużym natężeniu także miłość może stać się nieco kłopotliwa.
Na jednej z grup o kobiecej tematyce, na popularnym portalu społecznościowym, zadałam mamom pytanie o rodzaj ich relacji na linii rodzic – dziecko – babcia/dziadek. Ponad połowa mam, które zechciały wypowiedzieć się na ten temat, nie ma w tej kwestii żadnego problemu – dziadkowie rozpieszczają, ale w granicach rozsądku. Jak jednak wygląda sytuacja po przekroczeniu tychże granic? Przeczytajcie.

Anna, 32 lata:

Mój syn ma niecałe trzy lata, nie chodził z braku miejsca do żłobka, więc zajmowała się nim moja teściowa. Póki siedziałam z nim w domu na wychowawczym, był całkiem grzeczny, jadł wszystko, przychodził, kiedy go wołałam, na spacerach chodził za rękę. Teraz potrafi napluć na stół, jeśli coś mu nie smakuje, a na spacerze muszę za nim biegać i czasem serio nie mam ochoty wychodzić z nim z domu. Nie chcę na niego wrzeszczeć, bo to i tak nic nie da. Jak tłumaczę teściowej, że za bardzo młodego rozpuszcza, to się śmieje i mówi, że przesadzam. To niby takie pierdoły. ale naprawdę dużo utrudniają. Mąż się nie wtrąca, jak zwykle, a mnie niedługo trafi szlag i jak jej powiem, co myślę, to będzie masakryczna afera, tylko co wtedy zrobimy, jeśli będziemy jeszcze potrzebowali pomocy w opiece?

Magda, 55 lat:
Moje dzieciaki to już stare konie :) Ale jak były jeszcze małe i zostawały czasem u moich rodziców, jak np. musiałam gdzieś jechać albo po prostu chciałam odpocząć, to czasem nie poznawałam ich, jak wracały. Na przykład raz kazałam wyłączać telewizor, bo pora spania, a syn mi startuje z tekstem, że ze mną to nie ma żadnej zabawy i najchętniej to, by mieszkał u babci i dziadka, bo oni go bez przerwy nie ochrzaniają. Przykro mi się zrobiło, tłumaczę mu, że szkoła itp. a ten zatkał uszy i woła „nie słyszę cię, na na na na”. Dostał po łapach, chyba pierwszy raz w życiu, on się obraził, mi potem było głupio, ale już serio miałam dość, że ja sobie flaki wypruwam, praca, dwójka dzieci, jakieś dodatkowe kółka itp, mąż jeździł tirami i go ciągle nie było i jeszcze wszystko źle.

Karolina 21 lat:
Maja urodziła się jak miałam 17 lat, facet oczywiście zwinął d**ę i tyle go widziałam, więc mieszkałyśmy długo u moich rodziców, bo ja jeszcze kończyłam szkołę. Miałam nauczanie indywidualne, ale czasem coś tam musiałam zaliczać i raz wracam ze szkoły i widzę, jak Majka sobie raczkuje i nagle się schyla i liże podłogę koło mojego ojca, a ten się durnowato patrzy i się śmieje! Nawrzeszczałam na niego, czy jest ślepy czy k**a co, a on taki zdziwiony, że o co mi niby chodzi, przecież młodej nic nie jest tylko się bawi. No to pytam, czemu do cholery jej pozwala lizać panele! A ten mi na to, że „BO CHCIAŁA”. No nie wku*****byś się???

To tylko kilka wypowiedzi z wielu. Ze wszystkich pozostałych wyciągnąć można było wspólne wnioski:
1. Dziadkowie pozwalają na wszystko i dzieci potem włażą każdemu na głowę.
2. Babcie chcą dzieci utuczyć, bo pyzate dzieci wyglądają zdrowo.
3. Na próbę wychowywania dzieci, babcie i dziadkowie reagują świętym oburzeniem pt. „zostaw go / ją, to tylko dziecko”.

Co w takim razie może zrobić rodzic, który nie chce utrudniać dzieciom i dziadkom kontaktu, ale nie chce też ryzykować, że pod wpływem autorytetu dziadków straci w oczach dziecka autorytet własny?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że w co najmniej jednej sprawie dziadkowie mają rację – dziecko to tylko dziecko. Nie można zatem oczekiwać, że samo zrozumie, skąd wynikają różnice pomiędzy zachowaniem i zasadami dziadków i rodziców. Nawet w przypadku starszych dzieci, najlepsze tłumaczenie może okazać się niewystarczające.

Dziecko to mały hedonista, który chce, żeby w życiu było miło, wygodnie i słodko. Znajdzie się ktoś, kto pomoże kroić kotlety, sznurować buty, a dodatkowo przymknie oczy na pożarcie całej tabliczki czekolady? Świetnie!

Rodzice mogą zrobić jedno – spróbować wychować… dziadków. W niektórych przypadkach spokojne tłumaczenie i przedstawienie racjonalnych argumentów może dać dobre skutki. Jeśli to nie pomoże, część rodziców ucieka się do ultimatum i groźby ograniczenia kontaktów z wnukami, chociaż moim zdaniem to ostateczność, którą można zastosować w skrajnych przypadkach, kiedy dziadkowie przez swoją niefrasobliwość mogą stanowić dla dziecka zagrożenie.

Jeśli powyższe metody zawiodą… Cóż, pozostaje pamiętać, że dziadkowie nie zostaną z dzieckiem na wieczność i że trzeba cieszyć się ich obecnością, póki jeszcze są. Bo kiedy ich zabraknie, będziemy chcieli oddać wszystko, żeby jeszcze przez jakiś czas porozpuszczali dzieci ile tylko się da.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem absolwentką pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz rachunkowości. Z zawodu jestem księgową, ale doświadczenie wyniesione ze studiów pedagogicznych przydaje mi się na co dzień przy dwójce dzieci. Ich ciekawość świata łatwo udziela się także mnie, a każdy dzień jest dobry, żeby nauczyć się czegoś nowego. Jestem także molem książkowym i działkowcem, a w naszym domu urzęduje kilka zwierząt. Robię wszystko, żeby nie dawać szans nudzie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy