Co zamiast klapsów?

Bicie dzieci czy dawanie im klapsów (co należałoby uznać za to samo) to ciągle temat kontrowersyjny. Niezależnie, gdzie rozpoczyna się dyskusja, pojawiają się różne komentarze na temat tej „tradycyjnej metody wychowawczej”. I choć w tak zwanym świecie wirtualnym zdecydowana większość portali jednoznacznie krytykuje wszelkie formy przemocy wobec dzieci, podobne opinie mają eksperci, psychologowie, czy większość celebrytów, to tak zwane życie realne wszelkie apele zdaje się mieć za nic.

Istnieje ciągle mocno ugruntowane przekonanie, że „klaps jeszcze nikomu nie wyrządził krzywdy”, „klapsy daje się od zawsze”, „ja dostawałem klapsy i dzięki temu wyrosłem na porządnego człowieka, a dzisiejsze dzieci…”, „klaps to nie bicie”. I gdy tak myślę o wszystkich wątpliwościach związanych z klapsami mam wrażenie, ze główny problem polega po pierwsze na niezrozumieniu tematu, a po drugie na niedostrzeganiu alternatywy dla klapsów.

Klaps to bicie

540446_441990705824200_602101416_nZastanawiałam się, czy po raz kolejny pisać o tym, o czym w wielu miejscach możecie przeczytać w obszernych artykułach, wypowiedziach ekspertów. Jednak ostatecznie postanowiłam to zrobić. Także po to, by moja wypowiedź została dobrze zrozumiana.

Klaps to bicie. Klaps to przemoc. Nawet jeśli ma być to „tylko lekkie uderzenie”, czy „machnięcie”. Nie jest to objaw czułości, nie jest to gilgotanie, czy masowanie. Klaps to klaps. Nawet jeśli nazwiemy go „klapsuniem”, to nadal będzie to forma przemocy, sposób na wykorzystanie własnej siły po to, by upokorzyć słabszą od nas osobę.

Klaps niczego nie uczy. Chyba, że zasady: silniejszy może bić słabszego (zasady, która szybko się mści). Po uderzeniu dziecko nie myśli, o tym, jak zachować się następnym razem, by klapsa nie było (chyba, że jak ukryć „złe zachowanie” na złość rodzicom), zazwyczaj maluch jest smutny, przestraszony, czy po prostu zły, czuje się upokorzony, a niekiedy szczerze (w danej chwili) nienawidzi swoich rodziców.

Dlatego niedopuszczalne jest stosowanie klapsów jako formy metody wychowawczej – bo klapsy nie wychowują. One tylko szkodzą. Na wiele sposobów.

Powinniśmy sobie uświadomić, że dziecko to też człowiek. Mały, ale człowiek, który myśli, czuje, obserwuje i któremu należy się szacunek.

Nie oznacza to, że wyłączenie klapsów z codziennego życia wiąże się z zapomnieniem o wychowywaniu. Nie jest również tak, że jak „dziecku nie walnę w tyłek”, to wyrośnie na „rozwrzeszczanego, niemającego szacunku potwora”.

Tak może się stać, ale z innej przyczyny, jeśli…zaniedbam dziecko, nie poświęcając mu wystarczająco dużo czasu.

Co zamiast klapsów?

Kilka miesięcy temu napisałam artykuł „dlaczego stosuję kary”. Napisałam go z pełną świadomością tego, że przez niektóre osoby może zostać on odebrany jako dowód na moje „zacofanie”, „niedouczenie”, czy „niedoskonałość rodzicielską”. W artykule tym zaznaczyłam, że wielu rodziców przekonuje, że da się wychować dziecko bez karania, ale jednocześnie podkreśliłam to, o czym się mówi na każdym kroku: że każde dziecko jest inne. Jednemu wystarczy powtórzyć dwa czy dziesięć razy, a drugi maluch nawet przy stukrotnym tłumaczeniu, będzie systematycznie testował cierpliwość rodziców i robił to, czego nie powinien.

Być może istnieją na świecie tacy rodzice, którzy są w stanie wytrzymać wiele tygodni, ba miesięcy takich testów, z cierpliwością patrzących na kolejne prowokowanie reakcji z ich strony, jednak przyglądając się statystykom i wynikom badań, mam wrażenie, że „tych wzorów” jest niestety niewiele. Większość (w rodzinie wciąż około 60 proc. Polaków daje przyzwolenie na wymierzanie dzieciom klapsa, a 38 proc. akceptuje tzw. lanie) w takich sytuacjach sięga po metodę, którą znają z własnego domu; po bicie czy też lanie. Często jest to tak zwana ostateczność, kiedy rodzice mają wrażenie, że tłumaczenie nie sprawdza się, a „dziecko wchodzi im na głowę”.

Ci rodzice, którzy biją swoje dzieci przekonują, że nie da się inaczej. Tymczasem to nieprawda. Da się. Nie oznacza to ciągłego tłumaczenia. Można wybrać inną drogę. Nie idealną, ale na pewno lepszą niż przemoc fizyczna. I na pewno skuteczną.

Kara, czyli jak karać mądrze

Teraz chciałabym napisać o karach, które pod wieloma względami przypominają naturalne konsekwencje czynów.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. ewanka ewanka

    Ciekawy artykuł, dodaje siły :-)

    • Dorota Dorota

      Ewanka, Twoja opinia jest dla mnie cenna :) Dzięki ;)

  2. Judojad Judojad

    cóż, ja się przyznaję, że klepnęłam z 5 razy małą po rączkach jak dotykała kontaktu, ale nie w gniewie. Mała miała jakieś 10 miesięcy i raczkowała po całym domu i zaczynała chodzić. Upodobała sobie wtedy wszelkie otwory w ścianach, były oczywiście pozatykane ale co z tego jak ona nawet próbowała je polizać jak ja odkurzałam, raczej nie zrozumiała by niczego co chciała bym jej wytłumaczyć o prądzie a odsuwanie skutkowało tylko większym jej zainteresowaniem i wzmożonym „grzebaniem”, można powiedzieć, że to była moja niemożność wymyślenia innego wyjścia. Więc jak tylko zaczynała grzebać w kontakcie odsuwałam ją od niego, klepałam w rączkę i stanowczo mówiłam „nie”, od początku zadziałało, choć zaczęła wtykać palce w kontakt jak na nią nie patrzyłam a jak tylko wezwałam po imieniu uciekała, 2 tygodnie jej zajęło całkowite zapomnienie o kontaktach. Od tamtej pory nie dotyka kontaktu ani wtyczek. Klapsy to wyraz bezsilności rodziców, bezsprzecznie. Ale kto nie bywa bezsilny. Szczerze to z dzieciństwa bardziej pamiętam wrzaski i „ciche dni” niż klapsy, pamiętam tylko jak raz rodzice zbili mnie bo chodziłam boso i wbiłam sobie szkło w nogę. Cóż wtedy i oni nie byli bez winy ;)

    • Dorota Dorota

      Judojad, ja bym takie zachowanie rozgrzeszyła. Ale to ja ;) Nie wrzucam wszystkiego do jednego worka.

    • Malina Malina

      Uderzenie po rękach to też bicie. 10-miesięczne niemowlę??? I niby zrozumiało pedagogiczny przekaz bicia??? Polecam zaślepki do kontaktów, kosztują grosze, dziecko, gdy się zorientuje, że nie można do kontaktu nic włożyć, szybko traci nim zainteresowanie.

      • mama mama

        E tam, naprawdę nie przesadzajmy. Lekkie odsunięcie dłoni, czy ich klepnięcie, gdy jest za późno to nie BICIE! Ludzie opanujcie się. To zatrzymać na przejściu też nie można, gdy dziecko się wyrywa, bo przez przypadek ktoś stwierdzi, ze to przemoc. To ochrona dzieci. A moje dziecko takie zaslepki…ignorowalo i nadal bawilo sie przy kontakcie.

        • Malina Malina

          Ja nie wiem gdzie jest granica pomiędzy „klepnięciem” a „biciem”, to semantyka, której na pewno nie zrozumie 10-miesięczne niemowlę. Nie zrozumie też relacji przyczynowo-skutkowej pomiędzy informacją ustną o niebezpieczeństwie związanym z wkładaniem paluszków do kontaktów a uderzeniem po rączce. A zaślepione kontakty są bezpieczne, więc chyba nic nikomu nie przeszkadza, jeśli dziecko będzie się nimi zajmować? Lepiej po prostu nie bić. W ogóle. Ani nie klepać. Odsuwać rączkę można. Powstrzymać przed wbiegnięciem na jezdnię jak najbardziej, ale chyba w tym celu nie trzeba klepać, ani bić, ani szarpać, ani wrzeszczeć? No, chyba że się nie umie inaczej…

  3. xxx xxx

    mądry i wyważony tekst. wszystko w ramach rozsądku jest dla ludzi. kary też.

  4. Myszka Myszka

    Czasami bez kar się nie da. Gdy mój syn rozleje zupę, to wycieranie jej nie wystarczy, bo czasami po prostu nie będzie chciał tego zrobić, muszę zagrozić karą, bo inaczej się nie da…. Nie zawsze dzieci zachowują się tak książkowo, jak w wielu poradnikach, że rodzic prosi, a one robią. Życie nie jest takie piękne. U mnie skuteczniejsze sa kary niż moralizatorskie wywody. Lepszy jest zakaz grania w angry birds, obcięcie kieszonkowego za dany tydzień, zabranie deseru itp.

    • Dorota Dorota

      Kary nie są pozbawione wad, ale jakoś te dzieci trzeba wychować :)

  5. Mika Jaworska Mika Jaworska

    Agresja fizyczna to tylko obraz naszej bezradności. Dziecko nie jest niegrzeczne, bo jest niegrzeczne.Zachowuje się źle, bo się nudzi, źle się czuje, jest zmęczone, chce coś osiągnąć itp .My też nie zachowujemy się dobrze kiedy mamy okres, kiedy boli nas głowa, kiedy mąż nas wkurzył .Czemu dziecku nie wolno walić zabawką albo wylać zupy a nam – jak jesteśmy wściekłe – wolno potłuc szklankę, przekląć lub trzasnąć drzwiami? Czemu odmawiamy dziecku prawa do tego co same robimy? Żadne klapsy,żadne popychanie,żadne kary cielesne. Jasne – jesteśmy tylko ludźmi, Możemy się wkurzyć i nie zapanować nad sobą – dać dziecku klapsa. Ale w takim razie dajmy i jemu prawo żeby nas kopnął lub ugryzł jak się wkurzy! Człowiek mały ale cały ! :) .

    • Dorota Dorota

      To prawda, nikt nie jest doskonały. Trzeba jednak radzić sobie tak z tą niedoskonałością, by inni dali sobie z nami radę :)

      • Mirka Jaworska Mirka Jaworska

        Aaaa ….. to już Pani Doroto całkiem inny temat ! :) .

  6. Mama dwojki Mama dwojki

    Zgadzam się w 100%! Dzięki za ten odważny głos :)

  7. Myślaca Myślaca

    Wyważony głos! za takie artykuły Was lubię. Pozdrawiam z zaśnieżonego Krakowa :)

  8. rachel rachel

    Ciekawy artykuł.Nie zgadzam się z jedną rzeczą- sprzątanie po rozlanym soku nie może być karą, lecz naturalną konsekwencją.

    • Jadwiga Jadwiga

      Oj może być karą…moje dziecię nawet na to się buntuję i mówi, że nie posprząta. Gdy dzieci rosną już nic nie jest takie proste, jak u trzylatka…to caas próby charakterów. mam wrażenie, ze osoby, ktore nie stosuja kar, to glownie debiutujacy rodzice, a nie ci wprawieni w boju.

  9. Arkadiusz Arkadiusz

    Dziękuję za ten tekst. Przede wszystkim za zawartą między linijkami definicję kary: karą jest każde zachowanie dorosłego, które dziecko odbiera jako karę, niezależnie od intencji dorosłego.

    Z jednej strony mawiam (wręcz się zarozumiale przechwalam), że wychowuję bez kar, z drugiej sobie po tekstach takich jak Doroty uzmysławiam, że przecież stosuję kary BEZWIEDNIE: „To tylko naturalna konsekwencja” dla dorosłego to jednak KARA dla dziecka. Ostatnio mnie zdruzgotało, że Młody się pogniewał, ponieważ zatrzymałem go na kilka minut, żeby mu wyjaśnić, czym grozi odstawienie załączonego czajnika bez wody. Wydawało mi się, że „tylko” wyjaśniam, a po dwóch godzinach mi powiedział, że go zamęczałem. Skoro dwunastolatek (!) twierdzi, że zamęczaniem jest tłumaczenie, jak postępować, żeby nie spalić mieszania i siebie nie poparzyć, w czasie, kiedy on planował sobie cośtam bawić, to wyobraźcie sobie, co czuje parolatek, kiedy widzi zmarszczone w gniewie brwi i musi wysłuchiwać ględzenia (dla nas to jest wyjaśnianie, dla niego – kara).

    Ale do rzeczy: wychowuję dziecko z mężem jako para „ojców zastępczych”, na bardzo prostych zasadach, narzuconych z góry, do których musimy się dostosować: żadnych kar w wychowaniu! Proste, nie? Ukarzę dziecko, to go więcej nie zobaczę. No i teraz sobie wychowuj. A ponieważ jak zaznaczyłem na wstępie karą jest wszystko, co DZIECKO odczuwa jako karę, dlatego łaknę tekstów na temat, jak wychowywać bez zamierzonego lub nieświadomego karania. Dziękuję Dorocie!

    • kola kola

      cenna uwaga, niektorzy są święcie przekonani, że nie stosują kar, a tu figa z makiem, bo dziecko ma inny pogląd. zastanawia mnie, dlaczego Pan obawia się, że dziecko potraktuję coś jako karę? Dlatego, że ktoś może Pana źle ocenić czy Pan sam kar nie chce stosować?

Zobacz również