Co rozpylają w Biedronce?

Prawdziwa histeria. I to po raz wtóry. Zadziwiająca i zastanawiająca tak bardzo, że przybierająca formę paranoi. Jak ogłoszenia, które wokół siebie gromadzi. O co chodzi? O Świeżakową manię. Skąd się bierze histeria wokół tych maskotek? Zastanawiam się, co pracownicy Biedronki (nikogo o nic nie posądzam) rozpylają w sklepach, że dzieci głupieją na widok maskotek, a rodzice zrobią wszystko, by je dla najmłodszych zdobyć?

Ja chce Świeżaka

Świeżaki wróciły do sklepów Biedronka. Od kilkunastu dni są dumnie eksponowane w każdym dyskoncie. Dokładnie w takim miejscu, by nikt ich nie przeoczył. Mają być widoczne, ale nie tylko. Mają znajdować się na wyciągnięcie ręki, tak, by można było po nie sięgać. I mieć złudzenie ich łatwej dostępności…

Podobno każdego dnia w sklepie choć raz zdarza się sytuacja, kiedy dziecko z wrzaskiem rzuca się na ziemię, wyjąc, że chce ulubionego Świeżaka. Rodzice i dziadkowie wracają od kasy, by dodać coś do koszyka, by dostać kolejną nakleję. Znany jest głośny przykład kradzieży nalepek uprawniających do wymiany ich na maskotki. W internecie pojawiają się aukcje sprzedaży Świeżaków i samych naklejek, także te mocno kontrowersyjne, w których oferuje się maskotkę…za seks.

Powstają prześmiewcze memy na temat akcji Biedronki. Na forach co chwilę pada pytanie o naklejki i wymianę. Podobno to przykład cebulactwa Polaków, bo maskotki teoretycznie niczym nie zachwycają i można je nabyć na wolnym rynku, bez konieczności wydawania kilkaset złotych w wybranym sklepie.

Skąd ta histeria?

Co najgorsze histeria Świeżakowa nie wynika z rozpylania substancji o działaniu psychotropowym, o którym było na wstępie. Nic nie wiadomo na ten temat, żeby tak się działo.

Mania wynika z naszej ludzkiej natury…

Co może dziwić.

Psychologowie tłumaczą fenomen Świeżaków bazowaniem na prymitywnych ludzkich instynktach. Silna potrzeba nabycia zabawki to efekt niedostępności i silnej potrzeby ludzi do polowania na „zdobycz” a również kolekcjonowania. Badania historii pokazują, że jako ludzie zajmujemy się tym od ponad 80 tysięcy lat. I mimo współczesnej rozwiniętej cywilizacji te instynkty w nas są nadal silne. Marketingowcy świetnie je wykorzystują.

To dlatego pewnie tysiące rodziców w Polsce zrobi wszystko (lub prawie wszystko), by zdobyć dla dziecka Świeżaka. Zabawkę, która już wkrótce trafi obok kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset innych pluszaków, którymi nikt się nie bawi…

A Wy lubicie Świeżaki?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Marta Marta

    Ja mam świeżaki. Cały gang z poprzedniej edycji. Ale ja nie zbierałam, a ni ich nie pożądałam. Poprostu rodzina mi je załatwiła. Stoją na parapecie. Dzieciaki nawet nie bardzo nimi zainteresowane. Czasem sie pobawią, ale to zwykłe kurzołapy.

  2. Dorota Dorota

    ja i moje 6 letnie dziecko jesteśmy jacyś dziwni bo w ogóle nie interesują nas Swieżaki.Moje dziecko naklejkami obkleilo sobie zabawki.Próbowałam ja namówić choć na jedna sztukę ale stwierdziła że ona maskotek nie lubi

  3. Agnieszka Agnieszka

    Ja mam gdzieś te maskotki. Nawet nie chodzę na co dzień do biedry. Moje dziecko ostatnio wróciło ze szkoły i opowiada mi o maskotce… Oczywiście tej wyżej wspomnianej. Coś mają w sobie że dzieci je lubią.

  4. Paulina Paulina

    Moje dzieci maja gdzieś te maskotki, tak samo Jak ja. Za to pies marchewka nie pogardzil

  5. Ewelina Ewelina

    2400zł drożej maskotki to ja jeszcze nie widziałam. Dzieci jeszcze mogę zrozumieć, ale rodziców już nie

  6. Mała Mi Mała Mi

    Moja trzylatka też odstawiła mini histerię kiedy buchnęła do koszyka pluszaka a ja zauważyłam dopiero po chwili i trzeba było iść i odłożyć bo na sprzedaż nie są a naklejki nie mamy ani jednej, dla małej to był płacz, rozpacz i w ogóle koniec świata… do czasu aż doszliśmy do alejki ze słodyczami, bo wtedy zapomniała o sprawie ;p więc nadal nie rozumiem tej fascynacji. Małej jeśli już, to kupujemy „wymarzoną ekstra super zabawkę” którą gdzieś wypatrzy, dopiero jeśli następnego dnia się nie rozmyśli i nadal ją chce. A tu rozmyśliła się już w następnej minucie ;p