No cóż, spójrzmy prawdzie w oczy- pieluchy jednorazowe to wygoda, wygoda tak wielka, że wiele mam po prostu nie ma ochoty się jej pozbawiać. Jeżeli zdrowy czterolatek nadal nosi pieluchę, to wina leży po stronie rodzica, a nie pieluchy. Powodem takiego stanu rzeczy jest albo zupełne zaniedbanie w tej sferze, albo przeciwnie – zbyt szybki i fatalny nocnikowy start: negatywne skojarzenia, trauma spowodowana zmuszaniem, naciskiem, krzykiem.
Osobiście nie znam czterolatka w pielusze, mało tego- nie znam dwulatka. Wszystkie dzieciaki z mojego otoczenia, mimo pampersów, kończyły ten etap przed drugim rokiem życia. Tak się złożyło. Twoje dziecko siusia w jednorazówkę? Boisz się, że to przedłuży pieluszkowanie? Bzdura, nie daj się wpędzić w poczucie winy. A jeśli głównym argumentem przeciw jednorazówkom jest ich wpływ na środowisko: istnieją „pampersy” ekologiczne. Drogie, ale równie wygodne w użyciu.
Ekologia a medycyna
Tu widzę największe zagrożenie. O ile negowanie postępu w innych dziedzinach nie wpływa znacząco na życie, o tyle szerzenie braku zaufania do lekarzy odbieram jako niebezpieczeństwo. I wcale nie mam na myśli szczepień. To, czy uznamy szczepienie za potrzebne czy też nie, to nasza decyzja. Powinna być ona poparta poszukiwaniem, zaznajomieniem się z tematem i rozważeniem za i przeciw. Niestety, często taka decyzja podejmowana jest pod wpływem lektury … forum internetowego.
Pewnie się narażę, ale uważam, że człowiek, który podejmuje tak istotną decyzję, bazując na anonimowych i niepotwierdzonych informacjach, jest po prostu lekkomyślny. Prawda leży gdzieś pośrodku. Jestem przekonana, że istnieją szczepienia, czy też składniki szczepionek, które mogą okazać się szkodliwe, czy wręcz niebezpieczne, dla niektórych dzieci.
Wiem też na pewno, że pomagają i zwalczają choroby. Osobiście nie znam ani jednego człowieka, któremu zrobiłyby krzywdę. No chyba, że dam się ponieść histerii i wszystkie choroby świata zrzucę na karb szczepień, a pediatrów i lekarzy nazwę „ mordercami w białych kitlach” (takie smaczki sprawiają, że nie czytam dalej danego „naukowego” wywodu).
Do niektórych jednak trafiają tego typu teksty. Niewątpliwie trafiły do matki małej Madzi, która naczytawszy się mrożących w żyłach informacji zrezygnowała z usług lekarzy. Nie udała się do nich nawet wtedy, kiedy jej dziecko przestało się poruszać – z braku sił. Karmione krowim i kozim mlekiem, chore maleństwo nie przeżyło terapii.
Przeraziła mnie ta wiadomość. Szczepienie, czy nieszczepienie powinno być decyzją rodzica. To ty decydujesz, czy korzyści przeważają nad niebezpieczeństwem, czy na odwrót, ale leczenie dziecka „na własną rękę” to już dowód na to, że sprawy zaszły za daleko.
Nie cierpię rozstań! – czyli jak pomóc dziecku przebrnąć przez fazę lęku separacyjnego
Prawidłowe żywienie małych dzieci, czyli wielkie koncerny kontra rodzice
Dziecko w tropikach. O przegrzewaniu…
Pani Żaneto. Najpierw odniosę się do szczepień. Ja mam to nieszczęście, że znam dzieci uszkodzone szczepionkami. Nie widzę też niczego karygodnego w tym, że to rodzic decyduje czy szczepić dziecko czy nie. Mamy przecież demokrację! . Jam można zmuszać rodzica do robienia czegoś co uważa za szkodliwe dla dziecka?.W Japonii tak właśnie jest! To rodzic decyduje czy szczepić dziecko, czy nie! Co do ekologicznej żywności – popieram pomysł z marchewką z ogródka mamy i jajkami od zaprzyjaźnionej baby. Bo co do sklepowej żywności ekologicznej to powiem tak : Znałam kiedyś panią co miała „ekologiczną” budę z warzywami. Okazało się , że kupuje warzywa na tej samej giełdzie warzywnej co wszyscy. Wybiera tylko warzywa małe, karłowate wręcz, podbija dwukrotnie cenę i sprzedaje jako ekologiczne. Prowadziła ten proceder 15 lat i świetnie się na tym dorobiła ! Do Żoliborskiej budki przyjeżdżały nawet mamy z Mokotowa, po ” ekologiczną” marchewkę dla dziecka płacąc podwójną cenę. Taki sam stosunek mam więc do sklepowej ” ekologicznej” żywności. Pozdrawiam ! :) .
Jestem za wyborem. Niech podejmie go każdy z nas. W oparciu o doświadczenie- swoje i rodziny itd. Nigdy nie twierdziłam inaczej. Jestem też za rzetelną informacją, unowocześnianiem szczepień. Badaniem pod kątem bezpieczeństwa itd. Irytuje mnie natomiast sianie paniki i podawanie informacji typu: kobieta twierdzi, że szczepienie pozbawiło ją płodności, jako PEWNIK. Twierdzić, to ja mogę dużo. Taki przypadek należy zbadać i podać do wiadomości publicznej wynik badań. Tak, jestem za świadomym i odpowiedzialnym wyborem dla każdego rodzica.
Aha! A co do pieluch tetrowych, to rzeczywiście dzieci używające ich potrafią korzystać z nocnika jak mają dziesięć miesięcy – rok. Tak było z moimi starszymi synami. ( Wtedy nie było pampersów – nie miałam więc wyboru). Przy najmłodszym pampersy już były – i powiem, że żadna siła by mnie nie zmusiła, żeby używać tetrowych! Wygoda była niesamowita! więc świetnie rozumiem i popieram mamy, które nie chccę tego prania, wieszania, prasowania( ważne bo antybakteryjne!) . Pieluchy wielorazowe to po prostu przeżytek i już ! :) .
Hmm. Ja też jestem na tetrze chowana. Mama mówi, że owszem, wcześniej wychodziło się z pieluchy, ale raczej na zasadzie częstego wysadzania, pilnowania i wypatrywania „sygnałów” ostrzegawczych, niż świadomego wołania i wstrzymywania do odpowiedniego momentu. Mnie w sumie nawet do głowy nie przyszło, żeby latać za dzieciakiem z nocnikiem w ręku i łapać. Poczekałam, aż był w stanie zrozumieć i przede wszystkim- donieść do łazienki;) Te pampersy to jednak wygoda!;)
Co do ” eko marchwek” moja sasiadka ” produkuje” takowe. Mając małe dziecko zainteresowalam się tymi jej „marchwekami” z eko nakleja i okazało się ze sypie więcej chemii niż moja Babcia do swoich „marchewek” bez pieczatki. Tłumaczenie sasiadki: przepisy pozwalają sypać, to sypie wg norm eko. I to samo jest z jajkami z wolnego wybiegu itd. Jak nie widzisz jak coś jest robione to nie ma pewności :) Trzeba poprostu mieć swój rozum. A co do szczepionek. To karzdy powinien mieć wybór- tak jest na świecie. A najlepiej jak szczepić to szczepionką bez rtęci, aluminium i formaldehydu w składzie, szczepionką monowalentna ( jedna choroba na raz =wieksza skuteczność) i oczywicie atenuowana (zabity wirus/bakteria, bez czynnika ryzyka) i najlepiej szczepienia rozłożyć w czasie czyli pierwsze szczepienie dopiero po 4miesiącu życia. Niestety w dzisiejszych czasach nie jest to możliwe, zwłaszcza w Polsce ( chodzi oczywiście o duże pieniądze w kieszeniach polityków).
Ach, ekologiczni sekciarze… Pamiętam, jak mnie rozśmieszyła pewna kobieta, gdy napisałam, że używam normalnych podpasek jednorazowych i nie przemawia do mnie idea kubeczka menstruacyjnego – zostałam okrzyczana o to, że zwykłe tampony są szkodliwe :) Nie wiem, na jakiej podstawie wymyśliła, że w ogóle ich używam, skoro nie wspomniałam o tym ani słowem. Ortodoksyjne eko-mamy to kobiety SZALONE.