Dlatego też, że zgrozą czytam i słucham komentarzy ortodoksyjnych ekomatek. Mamy, których zwyczajnie nie stać na zaopatrywanie się w żywność kilkaset (!) procent droższą od zwykłej, stawiane są jako wzór nieodpowiedzialnych, biorących udział w owczym pędzie, bezmyślnych kobiet. Jestem jedną z nich.
Co prawda nigdy nie podaję dziecku sklepowych nowalijek, a zimą karmię kiszonkami, niemniej nie zmienia to faktu, że jestem postrzegana jako nieodpowiedzialna i niededukowana.
Czy kupuję eko? Jasne. Wiejskie jaja od zaprzyjaźnionej sąsiadki, mięso od znajomego hodowcy. Bez nalepki eko, za normalne pieniądze. A jeśli nie mam takiej możliwości? Bez wyrzutów sumienia idę do dobrego, sprawdzonego sklepu mięsnego i do warzywniaka.
Kupowanie certyfikowanych Eko produktów wspiera odpowiedzialny biznes. Mali producenci są bardziej zaangażowani w proces produkcji swoich wyrobów, niż tradycyjni wytwórcy. To niewątpliwie piękna idea, którą należy wspierać, nawet kosztem wyższych cen, jednak nie miejmy złudzeń. Żaden certyfikat nie daje stuprocentowej pewności, że dostajesz w pełni bezpieczny produkt. Bakterie, grzyby i pleśnie w równym stopniu atakują eko, jak i nie eko. Dowodem niech będzie wybuchła w 2011 roku panika spowodowana bakterią Escherichia coli. Jej źródłem były ekologiczne kiełki kozieradki. Epidemia zabiła 49 osób. A pomyśleć by można, że nie ma nic bardziej naturalnego i zdrowego do nawożenia, niż obornik.
Eko biznes
Z olbrzymimi możliwościami. Rodzice, przekonani, że dają dziecku to, co najlepsze, są w stanie wydać każde pieniądze na atestowane produkty i akcesoria. No cóż, sama jestem matką, która nie poda dziecku byle jakiej zabawki z odpustu. Zachwycają mnie niektóre z handmadeowych produktów- pięknie wykonanych, pomysłowych w swej prostocie, jednakże zdarzają się „smaczki” w stylu- deska i kawałek konopnego sznurka za 150 złotych. Rozumiem – eko musi być droższe, ale czasami wydaje mi się, że świat zwariował.
Pieluchowanie
Z podziwem patrzę na matki stosujące wielorazówki. Podziwiam pracowitość i zaangażowanie. Sama nie dałam się skusić.
Choć ekomamy przekonują, że to żadna robota, a jedynie dodatkowe pranie, suszenie, wytrząsanie z pieluszek „grubszych” spraw i tego typu czynności… dla mnie są one dodatkową robotą.
Nie przekonuje mnie również argument oszczędności. Kiedyś jedna ze znanych ekomam wyliczyła, że cały okres pieluchowania wielorazówkami to koszt około 700 złotych. Zgadzam się, jednak na taką oszczędność stać niewielu z nas. Prawdą jest bowiem, że tego typu oszczędności dostępne są dla dobrze sytuowanych. Zwyczajni śmiertelnicy nie są w stanie wydać przy kompletowaniu i tak drogiej wyprawki 700 złotych naraz na pieluchy.
Jeśli kogoś jednak stać i ma ochotę- popieram. Ja nie miałam i przyznam, że nieco się „nasłuchałam”. Straszona byłam przede wszystkim wizją czteroletniej córki w pampersie. Tak, wciąż słyszymy ten argument – pieluchowanie jednorazówkami sprawia, że dzieci znacznie później zaczynają przygodę z nocnikiem.
Nie cierpię rozstań! – czyli jak pomóc dziecku przebrnąć przez fazę lęku separacyjnego
Prawidłowe żywienie małych dzieci, czyli wielkie koncerny kontra rodzice
Dziecko w tropikach. O przegrzewaniu…
Pani Żaneto. Najpierw odniosę się do szczepień. Ja mam to nieszczęście, że znam dzieci uszkodzone szczepionkami. Nie widzę też niczego karygodnego w tym, że to rodzic decyduje czy szczepić dziecko czy nie. Mamy przecież demokrację! . Jam można zmuszać rodzica do robienia czegoś co uważa za szkodliwe dla dziecka?.W Japonii tak właśnie jest! To rodzic decyduje czy szczepić dziecko, czy nie! Co do ekologicznej żywności – popieram pomysł z marchewką z ogródka mamy i jajkami od zaprzyjaźnionej baby. Bo co do sklepowej żywności ekologicznej to powiem tak : Znałam kiedyś panią co miała „ekologiczną” budę z warzywami. Okazało się , że kupuje warzywa na tej samej giełdzie warzywnej co wszyscy. Wybiera tylko warzywa małe, karłowate wręcz, podbija dwukrotnie cenę i sprzedaje jako ekologiczne. Prowadziła ten proceder 15 lat i świetnie się na tym dorobiła ! Do Żoliborskiej budki przyjeżdżały nawet mamy z Mokotowa, po ” ekologiczną” marchewkę dla dziecka płacąc podwójną cenę. Taki sam stosunek mam więc do sklepowej ” ekologicznej” żywności. Pozdrawiam ! :) .
Jestem za wyborem. Niech podejmie go każdy z nas. W oparciu o doświadczenie- swoje i rodziny itd. Nigdy nie twierdziłam inaczej. Jestem też za rzetelną informacją, unowocześnianiem szczepień. Badaniem pod kątem bezpieczeństwa itd. Irytuje mnie natomiast sianie paniki i podawanie informacji typu: kobieta twierdzi, że szczepienie pozbawiło ją płodności, jako PEWNIK. Twierdzić, to ja mogę dużo. Taki przypadek należy zbadać i podać do wiadomości publicznej wynik badań. Tak, jestem za świadomym i odpowiedzialnym wyborem dla każdego rodzica.
Aha! A co do pieluch tetrowych, to rzeczywiście dzieci używające ich potrafią korzystać z nocnika jak mają dziesięć miesięcy – rok. Tak było z moimi starszymi synami. ( Wtedy nie było pampersów – nie miałam więc wyboru). Przy najmłodszym pampersy już były – i powiem, że żadna siła by mnie nie zmusiła, żeby używać tetrowych! Wygoda była niesamowita! więc świetnie rozumiem i popieram mamy, które nie chccę tego prania, wieszania, prasowania( ważne bo antybakteryjne!) . Pieluchy wielorazowe to po prostu przeżytek i już ! :) .
Hmm. Ja też jestem na tetrze chowana. Mama mówi, że owszem, wcześniej wychodziło się z pieluchy, ale raczej na zasadzie częstego wysadzania, pilnowania i wypatrywania „sygnałów” ostrzegawczych, niż świadomego wołania i wstrzymywania do odpowiedniego momentu. Mnie w sumie nawet do głowy nie przyszło, żeby latać za dzieciakiem z nocnikiem w ręku i łapać. Poczekałam, aż był w stanie zrozumieć i przede wszystkim- donieść do łazienki;) Te pampersy to jednak wygoda!;)
Co do ” eko marchwek” moja sasiadka ” produkuje” takowe. Mając małe dziecko zainteresowalam się tymi jej „marchwekami” z eko nakleja i okazało się ze sypie więcej chemii niż moja Babcia do swoich „marchewek” bez pieczatki. Tłumaczenie sasiadki: przepisy pozwalają sypać, to sypie wg norm eko. I to samo jest z jajkami z wolnego wybiegu itd. Jak nie widzisz jak coś jest robione to nie ma pewności :) Trzeba poprostu mieć swój rozum. A co do szczepionek. To karzdy powinien mieć wybór- tak jest na świecie. A najlepiej jak szczepić to szczepionką bez rtęci, aluminium i formaldehydu w składzie, szczepionką monowalentna ( jedna choroba na raz =wieksza skuteczność) i oczywicie atenuowana (zabity wirus/bakteria, bez czynnika ryzyka) i najlepiej szczepienia rozłożyć w czasie czyli pierwsze szczepienie dopiero po 4miesiącu życia. Niestety w dzisiejszych czasach nie jest to możliwe, zwłaszcza w Polsce ( chodzi oczywiście o duże pieniądze w kieszeniach polityków).
Ach, ekologiczni sekciarze… Pamiętam, jak mnie rozśmieszyła pewna kobieta, gdy napisałam, że używam normalnych podpasek jednorazowych i nie przemawia do mnie idea kubeczka menstruacyjnego – zostałam okrzyczana o to, że zwykłe tampony są szkodliwe :) Nie wiem, na jakiej podstawie wymyśliła, że w ogóle ich używam, skoro nie wspomniałam o tym ani słowem. Ortodoksyjne eko-mamy to kobiety SZALONE.