Ciemna strona Eko

Ekologia powoli przestaje być zdrowym sposobem na życie, a staje się religią. Wszystko dobrze, jeśli jej wyznawcy zachowują zdrowy rozsądek i tolerancję dla reszty świata, gorzej, jeśli mamy do czynienia z ekologiczną inkwizycją. Znam mądre mamy z zacięciem ekologicznym, od których uczę się wielu praktycznych i pożytecznych rzeczy. Znam i takie, których głównym celem jest agresywne nawracanie „głupiej i bezmyślnej” reszty świata.

Ekożywność. Certyfikat, nalepka, atest- gwarancją bezpieczeństwa?

Family sitting in hammockJestem zdecydowaną zwolenniczką zdrowego odżywiania. Choć sama czasami folguję złym nawykom, moje dwuipółletnie dziecko nigdy nie dostało konserwowanej wysoko przetworzonej żywności. Nie zna tradycyjnych słodyczy, nie je cukru.

Oprócz zdrowej diety pilnuję segregacji odpadów, uczę dziecko poszanowania dla natury. Przez pewien okres zaopatrywałam się w ekologiczne mięso, warzywa i owoce, dopóki nie zdałam sobie sprawy z faktu, że certyfikaty zaczynają władać moim umysłem. Przepłacanie za marchewkę z pieczątką Eko, podczas gdy u babci w ogródku rośnie zdrowsza, uważam za jedną ze śmieszniejszych rzeczy, jakie robiłam. Jako nowicjuszce, wydawało mi się, że tylko nalepka Eko gwarantuje zdrowy i czysty produkt. Mylnie sądziłam, że ekologiczne znaczy „nie sypane”, tymczasem, ekologiczne rolnictwo wykorzystuje tzw.  ekologiczne pestycydy.

Zwolennicy wychodzą z prostego założenia, że to, co naturalne, jest dla człowieka zdrowe, natomiast syntetyczne – szkodliwe. To tłumaczenie jest jednak dla mnie mnie zbyt proste. I słusznie- bo to nieprawda.

O ile rolnictwo konwencjonalne wciąż się rozwija, zmienia, ewoluuje, o tyle istotą ekologicznego jest pozostanie takim, jakim było dawno temu. Oczywiście, nie jest to do końca możliwe. Maszyny rolnicze zmieniły nieco oblicze rolnictwa. Badania nad „zdrowymi”  pestycydami również.

Przykładem może być szkodliwy rotenon, który jeszcze niedawno był stosowany w gospodarstwach ekologicznych. Również niebezpieczne roztwory soli miedzi  do najzdrowszych nie należą, a jest ich znacznie więcej niż w produktach tradycyjnych. Oczywiście, według wszelkich przeprowadzonych testów i badań, w „zwykłych” produktach o wiele częściej znajduje się pozostałości pestycydów.

Pytanie tylko, czy mamy jakąkolwiek pewność, że naturalne środki ochrony roślin szkodzą mniej, niż syntetyczne? Otóż, póki co, nie istnieją na to dowody.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    Pani Żaneto. Najpierw odniosę się do szczepień. Ja mam to nieszczęście, że znam dzieci uszkodzone szczepionkami. Nie widzę też niczego karygodnego w tym, że to rodzic decyduje czy szczepić dziecko czy nie. Mamy przecież demokrację! . Jam można zmuszać rodzica do robienia czegoś co uważa za szkodliwe dla dziecka?.W Japonii tak właśnie jest! To rodzic decyduje czy szczepić dziecko, czy nie! Co do ekologicznej żywności – popieram pomysł z marchewką z ogródka mamy i jajkami od zaprzyjaźnionej baby. Bo co do sklepowej żywności ekologicznej to powiem tak : Znałam kiedyś panią co miała „ekologiczną” budę z warzywami. Okazało się , że kupuje warzywa na tej samej giełdzie warzywnej co wszyscy. Wybiera tylko warzywa małe, karłowate wręcz, podbija dwukrotnie cenę i sprzedaje jako ekologiczne. Prowadziła ten proceder 15 lat i świetnie się na tym dorobiła ! Do Żoliborskiej budki przyjeżdżały nawet mamy z Mokotowa, po ” ekologiczną” marchewkę dla dziecka płacąc podwójną cenę. Taki sam stosunek mam więc do sklepowej ” ekologicznej” żywności. Pozdrawiam ! :) .

    • HelowaMama HelowaMama

      Jestem za wyborem. Niech podejmie go każdy z nas. W oparciu o doświadczenie- swoje i rodziny itd. Nigdy nie twierdziłam inaczej. Jestem też za rzetelną informacją, unowocześnianiem szczepień. Badaniem pod kątem bezpieczeństwa itd. Irytuje mnie natomiast sianie paniki i podawanie informacji typu: kobieta twierdzi, że szczepienie pozbawiło ją płodności, jako PEWNIK. Twierdzić, to ja mogę dużo. Taki przypadek należy zbadać i podać do wiadomości publicznej wynik badań. Tak, jestem za świadomym i odpowiedzialnym wyborem dla każdego rodzica.

  2. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    Aha! A co do pieluch tetrowych, to rzeczywiście dzieci używające ich potrafią korzystać z nocnika jak mają dziesięć miesięcy – rok. Tak było z moimi starszymi synami. ( Wtedy nie było pampersów – nie miałam więc wyboru). Przy najmłodszym pampersy już były – i powiem, że żadna siła by mnie nie zmusiła, żeby używać tetrowych! Wygoda była niesamowita! więc świetnie rozumiem i popieram mamy, które nie chccę tego prania, wieszania, prasowania( ważne bo antybakteryjne!) . Pieluchy wielorazowe to po prostu przeżytek i już ! :) .

    • HelowaMama HelowaMama

      Hmm. Ja też jestem na tetrze chowana. Mama mówi, że owszem, wcześniej wychodziło się z pieluchy, ale raczej na zasadzie częstego wysadzania, pilnowania i wypatrywania „sygnałów” ostrzegawczych, niż świadomego wołania i wstrzymywania do odpowiedniego momentu. Mnie w sumie nawet do głowy nie przyszło, żeby latać za dzieciakiem z nocnikiem w ręku i łapać. Poczekałam, aż był w stanie zrozumieć i przede wszystkim- donieść do łazienki;) Te pampersy to jednak wygoda!;)

  3. Ilona Ilona

    Co do ” eko marchwek” moja sasiadka ” produkuje” takowe. Mając małe dziecko zainteresowalam się tymi jej „marchwekami” z eko nakleja i okazało się ze sypie więcej chemii niż moja Babcia do swoich „marchewek” bez pieczatki. Tłumaczenie sasiadki: przepisy pozwalają sypać, to sypie wg norm eko. I to samo jest z jajkami z wolnego wybiegu itd. Jak nie widzisz jak coś jest robione to nie ma pewności :) Trzeba poprostu mieć swój rozum. A co do szczepionek. To karzdy powinien mieć wybór- tak jest na świecie. A najlepiej jak szczepić to szczepionką bez rtęci, aluminium i formaldehydu w składzie, szczepionką monowalentna ( jedna choroba na raz =wieksza skuteczność) i oczywicie atenuowana (zabity wirus/bakteria, bez czynnika ryzyka) i najlepiej szczepienia rozłożyć w czasie czyli pierwsze szczepienie dopiero po 4miesiącu życia. Niestety w dzisiejszych czasach nie jest to możliwe, zwłaszcza w Polsce ( chodzi oczywiście o duże pieniądze w kieszeniach polityków).

  4. Sylwia Sylwia

    Ach, ekologiczni sekciarze… Pamiętam, jak mnie rozśmieszyła pewna kobieta, gdy napisałam, że używam normalnych podpasek jednorazowych i nie przemawia do mnie idea kubeczka menstruacyjnego – zostałam okrzyczana o to, że zwykłe tampony są szkodliwe :) Nie wiem, na jakiej podstawie wymyśliła, że w ogóle ich używam, skoro nie wspomniałam o tym ani słowem. Ortodoksyjne eko-mamy to kobiety SZALONE.