„Ciąża drogą mailową” Anna Kuliberda Justyna Smolińska

Dawno się tak nie umęczyłam przy lekturze książki. Paradoksalnie spędzając wolne chwile na czytaniu zapisów rozmów dwóch przyjaciółek, powinnam mieć poczucie mile spędzonego czasu. Jednak tak się nie stało. Kilkakrotnie odkładałam lekturę, postanawiając, że nie czytam dalej. Jednak potrzeba dotarcia do końca i spojrzenia na książkę jako na całość była silniejsza. Na szczęście ze względu na liczbę stron tej publikacji wszystko nie trwało zbyt długo. Co zyskałam? Doskonały środek na sen przez kilka dość męczących dni. Nie trudno było nad tą książką zasnąć…

Dobry materiał na książkę?

Teoretycznie zapowiadało się ciekawie: wymiana e-maili między dwoma przyjaciółkami, które zaszły w ciążę w tym samym czasie oraz wirtualna rozmowa o niedogodnościach zmienionego stanu, niepokojach i nadziejach. Celem było przedstawienie ciąży prawdziwej, w formie życiowych cieni i blasków. Niestety wyszło nudne zestawienie, trochę na siłę oraz niewiele wnoszące, które odkłada się na półkę z ulgą i z poczuciem „zresetowania”. To zaskakujące, jak niewiele pozostało mi w głowie po tej lekturze. Opisane zagadnienia przestawiane są w taki sposób, że organizm się broni i wyrzuca z siebie to, co się przeczytało. Nie jest to książka, którą chce się pamiętać, na którą jest czas i chęć podebatować, czy nawet się pośmiać. Po prostu się czyta, a jeśli ktoś znajduje przyjemność w samym zestawianiu w głowie liter w słowa i słów w zdania, książka ta może przynieść korzyść terapeutyczną.

Komu bym mogła polecić?

Na pewno nie purystom językowym, którym może przeszkadzać zbyt kolokwialny styl, dobór niewyszukanych słów, czasami wręcz prymitywnych. Z drugiej strony to zrozumiałe, skoro książka ma imitować zestawienia e-maili, jednak problem w tym, że autorki w moim odczuciu przekraczają pewną granicę, poza którą lektura tej książki jest męcząca. Nie poprawia sytuacji nawet używanie emotikonek. Wszystko wydaje się tworzone na siłę, zdaje się być nieprawdziwe i nie do końca dopracowane.

Wracając do pytania: komu można polecić tę książkę? Mimo że jedna z autorek opisuje swoje spostrzeżenia z drugiej ciąży, to na pewno nie dla mam, które nosiły już pod sercem dziecko. Być może lektura bardziej spodobałaby się kobietom, które są pierwszy raz w ciąży. Jednak przy założeniu, że mają naprawdę dużo czasu, dzień im się dłuży i nie mają nic lepszego do roboty. Na pewno dylemat pod tytułem: czy oglądać powtórki ulubionego serialu, czy sięgnąć po tę książkę można byłoby rozstrzygnąć na korzyść „Ciąży drogą mailową”. I tego się trzymajmy…

Dziękujemy wydawnictwu Novaeres za wysyłkę egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. bela bela

    nie przeczytam!

  2. Ewa Ewa

    Oj nie wiem, czy ta powtórka serialu nie jest bardziej kusząca… :)

    • Dorota Dorota

      Jak dla kogo, ja, Ewo, tv prawie w ogóle nie oglądam, więc chyba książka byłaby lepsza :)