Chcesz urodzić chłopca? Jedz obfite śniadania!

Najpierw była teoria sugerująca, że pozycja seksualna pozwala wybrać płeć dziecka. Uważano, że kochanie się po misjonarsku pozwala spłodzić córeczkę, a od tyłu chłopca.

Potem wysnuto teorię, że płeć dziecka uzależniona jest od momentu odbycia stosunku. Doktor Landrum Shettles sugerował, że kochając się możliwie blisko owulacji, spłodzimy chłopca, a kilka dni przed jajeczkowaniem dziewczynkę. Teoria ta opierała się na przekonaniu, że chromosomy Y są szybsze niż plemniki niosące materiał genetyczny X (dziewczynkę). Dlatego w starciu na prędkość wygrywają chłopcy, na wytrzymałość – dziewczynki.

Ostatnie tygodnie zdeklasowały powyższe teorie i przyniosły kolejne spostrzeżenia. Naukowcom udało się ustalić, że nie ma związku między płcią dziecka a czasem współżycia. Kluczem do zrozumienia fenomenu rodzenia się dzieci określonej płci ma być dieta matki.

O tym, czy na świat przyjdzie dziewczynka, czy chłopiec decyduje menu przyszłej mamy. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy wielkość śniadania. Obfity pierwszy posiłek sprzyja urodzeniu chłopca. Dlaczego? Ponieważ płód męski ma potrzebować więcej odżywczej glukozy niż rozwijająca się dziewczynka. To dlatego w okresach głodu miało się rodzić zdecydowanie mniej chłopców niż dziewczynek.

By dodatkowo zwiększyć swoją szansę na urodzenie wymarzonej córeczki lub syna, wystarczy wspomóc swoje próby poprzez prosty zabieg odwirowania spermy lub bardziej skomplikowane techniki wyizolowania plemników określonego typu. Dzięki temu, że plemniki z Y są lżejsze, można je łatwo oddzielić od cięższych plemników z X. Kolejny krok to sztuczne wprowadzenie spermy do dróg rodnych kobiety. Wspomnianego sposobu nie da się wykorzystać w bardziej naturalny sposób. Ingerencja w naturę jest spora. No chyba, że poprzestać na diecie, która daje tylko kilkuprocentowe zwiększenie szans na urodzenie dziecka określonej płci.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. miraga_ miraga_

    Po co się tym zajmować, skoro niezależnie czy chłopczyk czy dziewczynka i tak mamy doczynienia z cudem.

  2. mp mp

    I znów cała odpowiedzialność spoczywa na kobiecie.. ;)

  3. agf agf

    My staraliśmy się o dziewczynkę – pilnowałam owulacji, pozycji i co? Urodził się chłopczyk. A śniadania to właśnie zawsze jadłam małe…

  4. agf agf

    Chciałabym jednak napisać jeszcze w tym temacie o zawodzie, jaki można czuć po dowiedzeniu się o płeć dziecka… Myślę, że nie tylko ja się tak czułam, są też na pewno inne mamy, które jednak boją się czy wstydzą do tego przyznać. A myślę,. że to ważne by uświadomić sobie, ze nie jest się wyrzutkiem, że innym też się to zdarza. Nie jestem nastolatką, mam męża, dziecko było w pełni zaplanowane, jestem dojrzała, mam 30 lat. Byliśmy na usg połówkowym i okazało się, że będziemy mieć chłopczyka. Ledwo wyszłam z gabinetu i jak zaczęłam ryczeć tak ryczałam ze 2 tygodnie. To nie jest tak, że ja świadomie myślałam o dziewczynce, ja po prostu nieświadomie nie brałam pod uwagę chłopca, bo było to dla mnie po prostu jakaś abstrakcja, coś nie do wyobrażenia. I to nie było tak,, ze ja sobie wyobrażałam, nazywałam ją czy coś. Nie, ja po prostu czułam to i tylko to. Wchodząc do sklepów widziałam tylko różowe pościele, ubranka w kwiatuszki, buciki z kokardkami. Nie było to świadome, to nie tak, że przechodząc obok stojaków z ubraniami mówiłam „nie, to nie, to nie, dalej, idźmy do dziewczęcych”. One mi po prostu same wpadały w oczy, inne nie istniały. To tak jak będąc choćby w ciąży nagle widzimy dookoła pełno ciężarnych kobiet. Być może dlatego, ze sama pochodze z rodziny, gdzie są same dziewczyny – siostra, siostry cioteczne, ciocie. Żadnych kuzynów czy wujków. W takim otoczeniu się wychowywałam i nie wyobrażałam sobie, że dalej mogłoby być inaczej. Po tej wizycie cała rodzina do mnie w pierwszym dniu wydzwaniała, nie chciałam z nikim rozmawiać, nie odbierałam telefonów, nie byłam w stanie.
    I co z tego, ze każdy mówił „nie ważne co byle zdrowe”, „kocha się każde tak samo”, „i chłopiec i dziewczynka mają plusy”, „jak zobaczysz to pokochasz”. Ja to wszystko wiedziałam. Tylko wiedziałam tak logicznie, mówił mi to rozsądek, mówił rozum. A mimo to co miałam zrobić skoro ja czułam co innego?! Nie miało to nic wspólnego z rozsądkiem! Nie mogłam tego powiedzieć na głos, bałam się powiedzieć to sama przed sobą, ale jak się dowiedziałam to jakby cała moja więź z moim brzuchem zniknęła. Uczucie potworne. Wróciłam do domu i przez dwa dni prawie nie jadłam, bo miałam poczucie, że teraz to właściwie wszystko się skończyło, już po wszystkim i nie muszę już o siebie dbać. Powiecie, że brzmię jak wariatka, ale czułam potem jakbym dopiero co dowiedziała się o ciąży, jakby w moim brzuchu było coś obcego, do czego nic nie czuję. Bo tak jak przyzwyczaiłam się już do tej myśli, do brzucha, smarowałam kremem i głaskałam, tak potem nawet nie dotknęłam brzucha, bo nie czułam po prostu przywiązania do tego. A im mój mąż się bardziej cieszył (powiedziałam mu co czuję, ale on kompletnie nie jest w stanie tego zrozumieć…) tym bardziej było mi źle, bo wiedziałam, że ja powinnam tak samo. I tym bardziej ryczała, bo wiedziałam, że to nieludzkie tak myśleć, co ze mnie za matka! Pojawiły się w mojej głowie myśli, że jakbym mogła to chciałabym cofnąć czas, zajść w ciążę jeszcze raz, bo to nie może być prawda. Nie wiedziałam co mam robić, jak mam to zmienić, jak poczuć się lepiej…

    Oswajam się z tą myślą kilka tygodnie. Lecz zdarzały się momenty, że się na nowo rozklejałam. Tak było w Wielką Sobotę. Poszliśmy z mężem do kościoła ze święconką, ledwo wyszłam z kościoła i wsiadłam do samochodu i zaczęłam płakać. On spytał czy to dlatego, ze widziałam tam małe dziewczynki, a ja zdołałam tylko wydusić z siebie przez łzy „tak”…

    Bałam się bardzo tego, że nawet jeśli oswoję się z tą myślą, nawet jeśli poczuję więź z tym chłopczykiem, nawet gdy już będę się cieszyć, to jednak na widok dziewczynki będę dalej czuła ten nieopisany żal, dlaczego mi się nie udało…

    Ciężko mi było radzić sobie z tym, bo nikt mi w tym nie mógł pomóc, to ja sama musiałam ułożyć to w mojej głowie. A do tego niestety miałam wrażenie często, że jestem jakimś wyrzutkiem, bo nawet trudno znaleźć coś na ten temat w internecie. Czy to znaczy, że tylko ja jestem tak niewdzięczna i zawiedziona płcią, mimo, że najważniejsze jest zdrowie i to, że w ogóle mogę mieć dzieci? A może jest to temat tabu, którego się nie porusza, a kobieta jest zostawiona z takimi myślami sama sobie i żyje w smutku i poczuciu winy? …

    Teraz jestem mamą 16-miesięcznego synka i odkąd się urodził chyba ani razu nie pomyślałam, że mógłby być dziewczynką ;)

    Napisałam to, bo być może jakaś kobieta, która tak się czuje, trafi na ten tekst i poczuje się lepiej, będzie wiedziała, że nie jest osamotniona. I, że naprawdę czas jest świetnym lekiem i doradcą, a własne dziecko, nieważne jakiej płci, największym skarbem i miłością!

    • Dorota Dorota

      Agf, tak, to prawda, mało się o tym pisze…Cieszę się, że zdecydowałaś się to napisać.

  5. Paula Paula

    podobnie jak Agf doznałam w szoku, jak lekarz podczas usg w 5 miesiącu zupełnie bez emocji oznajmił, że widzi siusiaka…Mi zawsze wydawało się, że będę mieć dziewczynkę, nie brałam innej możliwości. Świat kobiet jest mi bliższy. Ale teraz leży i śpi obok mnie słodki prawie 3 miesięczny bobasek i radość mnie przepełnia, że jest jak jest. Płeć się nie liczy, kiedy mamy miłość w sercu – bo synek czy córeczka to przecież nasze serduszka i słoneczka najukochańsze;)

    • Dorota Dorota

      Niby płeć się nie liczy, ale tak jak piszecie jako już matki dowiadujemy się tego dopiero po porodzie…Zanim poznamy płeć często sobie wyobrażamy, kogo nosimy w brzuchu. Ja bardzo chciałam córkę i była córka…Sama nie wiem, jakie uczucia by mi towarzyszyły, gdybym dowiedziała się, że będzie jednak chłopak…