Można by uznać, że to szkoła eksperymentalna albo po prostu znak naszych czasów. W jednej z większych bydgoskich podstawówek wprowadzono zasadę, która ma ukrócić wychodzenie dzieci z lekcji. Prawo mówi jasno: nie można uczniowi odmówić skorzystania z toalety. Jednak, zdaniem władz tej konkretnej szkoły, znanej z „innowacyjnych rozwiązań”, wyjścia trzeba monitorować. W tym celu w każdej sali pojawił się zeszyt, do którego uczniowie muszą wpisywać godzinę wyjścia, powód opuszczenia lekcji oraz godzinę powrotu.
Zeszyty mają rzekomo ograniczyć zniszczenia w toaletach i pozwolić na kontrolę ruchu uczniów. Co ciekawe, szkoła już wcześniej była objęta monitoringiem, więc wyjścia, przynajmniej te na korytarz, były rejestrowane. O co więc chodzi w tej konkretnej sytuacji?

Chcesz iść do wc w szkole? Zapisz się w zeszycie i podaj powód
Wyrwane krany w bydgoskiej szkole podstawowej
Podczas niemal każdego apelu uczniowie słyszą to samo. Nieważne, czy to inauguracja roku szkolnego, czy uroczystość z okazji 11 listopada: toalety są niszczone. Jak? Dyrekcja opisuje to bardzo obrazowo: dzieci mają „ustawicznie wyrywać krany i klamki z drzwi”.
O ile klamkę faktycznie można wyrwać, zwłaszcza ze starych drzwi, o tyle kranów nie demontuje się raczej jednym szarpnięciem. Chyba że są źle zamontowane… Ale zostawmy nieszczęsne krany.
Problem w tym, że uczniowie, nawet ci z najstarszych klas, którzy spędzili w tej szkole osiem lat, nie widzieli żadnych tak znaczących zniszczeń. Mimo to, skoro dyrekcja twierdzi, że problem istnieje, to najwyraźniej istnieje.
Czas na rozwiązanie
Skoro jest problem, musi być i rozwiązanie. Dyrekcja postanowiła więc wprowadzić zeszyty wyjść: po jednym na każdą salę lekcyjną.
Uczeń, który chce skorzystać z toalety, musi wpisać:
- imię i nazwisko,
- godzinę wyjścia,
- powód wyjścia,
- godzinę powrotu.
W teorii brzmi to prosto. W praktyce, już mniej. Po kilkunastu dniach funkcjonowania nowego systemu w zeszytach nie pojawiły się wpisy typu „dwójka”, „jedynka”, „wymiana podpaski” czy „zapalenie papierosa”. Dzieci, pouczone przez nauczycieli, wpisują po prostu „skorzystanie z toalety”. Brzmi elegancko, ale nie odpowiada na pytanie, które, jak można przypuszczać, najbardziej interesuje dyrekcję. Czy takie ogólne określenie wystarczy? Czas pokaże.
Co mówi prawo?
Zgodnie z interpretacjami prawnymi i opiniami ekspertów:
- Nauczyciel nie ma prawa odmówić uczniowi wyjścia do toalety, jeśli jest to potrzeba fizjologiczna.
- Ograniczanie tego prawa może naruszać godność ucznia, co jest sprzeczne z Konstytucją RP oraz ustawą Prawo oświatowe.
- Prawo oświatowe nie przewiduje możliwości narzucania limitów czasowych na korzystanie z toalety.
Wprowadzony w bydgoskiej szkole limit 7 minut, obejmujący wyjście z sali, dojście do toalety, skorzystanie z niej i powrót, może być uznany za:
- naruszenie prawa do godnych warunków nauki,
- działanie zagrażające zdrowiu (np. przy problemach urologicznych czy menstruacji),
- przekroczenie kompetencji szkoły.
Warto też pamiętać, że wymaganie podawania „powodu” wyjścia może naruszać prywatność ucznia, a nawet zahaczać o przetwarzanie danych wrażliwych.
Problem poważny czy kuriozalny?
Zostawmy na chwilę ironiczny ton: sprawa jest poważna. Oficjalnie chodzi o niszczenie toalet. Nieoficjalnie: nikt tych poważnych zniszczeń nie widział. Można więc podejrzewać, że problemem nie są krany, lecz to, że uczniowie wychodzą z lekcji zbyt często lub na zbyt długo.
Teraz mają na to 7 minut. Uczniowie pytali, co jeśli nie zdążą. Co jeśli toaleta na ich piętrze jest zajęta, a ta na drugim piętrze jest w lepszym stanie? Odpowiedzi nie uzyskali. Nauczyciele wzruszają ramionami, bo sami nie wiedzą.
Pomysł wywołuje śmiech, uszczypliwe komentarze i staje się tematem żartów. Dyrekcja jednak ma swoje powody, choć nie podzieliła się nimi z rodzicami. To akurat nie dziwi, bo komunikacja na linii dyrekcja–rodzice od dawna szwankuje.
Pozostaje czekać do szkoły średniej. Być może tam mniej rzeczy będzie dziwić — zarówno dzieci, jak i ich rodziców.
Artykuł opisuje praktyki zaobserwowane w jednej z bydgoskich szkół. Nie wskazuję jej nazwy, ponieważ celem tekstu nie jest piętnowanie konkretnej placówki, lecz zwrócenie uwagi na szerszy problem dotyczący praw ucznia i proporcjonalności działań wychowawczych.
Kiedy spóźnienie, a kiedy nieobecność w szkole?
„Moje dziecko marnuje czas w szkole”
Czy w szkole prywatnej można liczyć na lepszą edukację?
Obowiązkowe szafki w szkołach i dostęp do wody? Czy tak jest w każdej szkole
Komentarze