„Bojowa pieśń tygrysicy” Amy Chua

Dobry rodzic marzy o tym, by przygotować dziecko jak najlepiej do życia, umożliwiając mu realizację marzeń oraz po prostu dobry start. Jak się jednak okazuje, można robić to na różne sposoby.
Chińska matka nie chucha na dziecko, nie usuwa kłód spod nóg, nie pyta o zdanie, nie akceptuje sprzeciwu. Ona bezgranicznie wierzy w możliwości już kilkuletniej córki i stawia przed nią zadania, z którymi mają problem o kilka lat starsze dzieci. Chińska matka wychowująca na modłę chińską nie uznaje słabości. Liczy się tylko praca, w pocie czoła, kilka godzin dziennie, codziennie, nawet w wakacje i nawet wtedy, kiedy pojawiają się trudności teoretycznie nie do przeskoczenia. Chińska matka właściwie ze wszystkim sobie poradzi. Ona się nigdy nie poddaje. Dlatego jest najlepsza.

Jak wychować mało kreatywnego geniusza?

Wielu rodziców na głos mówi, że chce by dziecko było po prostu szczęśliwe, ale w głębi duszy pragnie, by miało lepsze życie, było szanowane i nie martwiło się o pieniądze. Pragnie już od najmłodszych lat tak wspierać jego rozwój, by zdobyło perfekcję. Nie musi wykazywać szczególnych zdolności. To nie ono wybiera. W chińskim modelu opisanym przez Amy Chua wybiera rodzic i to on robi wszystko, by dziecko było geniuszem.

Autorka i bohaterka opowiada, jak wygląda wychowanie dwóch córek. Starszej, która dobrowolnie poddaje się jej wychowaniu oraz młodszej mimo wielu osiągnięć w dziedzinie, jaką wybrała dla niej matka, ciągle się buntującej i nie umiejącej się podporządkować. Mimo przeciwieństw losu, Amy Chua udaje się wychować wybitną pianistkę i kochającą skrycie grę na skrzypcach córkę. To byłoby mało, by zainteresować lekturą czytelników. Urodzona w Stanach Zjednoczonych Chinka wychowuje dzieci, które ją bezgranicznie kochają i które wiele zawdzięczają swojej matce. To młode kobiety, które po latach mają ogromny szacunek dla swojej rodzicielki i mimo wielu nieporozumień, potrafią wprost przyznać jej rację. Wiedzą, że to, co robiła dla nich, gdy były małe było oznaką miłości…

Bo to nie jest proste…

Amy Chua podkreśla, że łatwiej wychować dziecko przed telewizorem, dać mu wolny wybór, nie naciskać wtedy, kiedy wyraźnie sobie z czymś nie radzi. Łatwiej uśmiechnąć się, gdy przyniesie do domu czwórkę i pochwalić przed całą rodziną niż pokazać swoje niezadowolenie w taki sposób, by następnym razem córka lub syn przynieśli szóstkę i dodatkowo pochwałę od nauczyciela. Łatwiejsze dla rodzica jest wychowanie bezstresowe niż katorżnicza praca, często z towarzyszącym jej płaczem i krzykiem dzieci.
Chińska mama, czasami wręcz fanatyczna w swoim uporze, podkreśla, że wymagając dużo od dzieci, buduje się ich poczucie wartości. Daje się ogromny skarb na całe życie. Gdy mimo ogromnych przeszkód i wielu starań oraz okresów, kiedy ma się ochotę wszystko rzucić w kąt, w końcu się uda, dziecko dostaje pokaźny zastrzyk pewności siebie, który daje mu poczucie, że jeśli czegoś się naprawdę pragnie, to można to osiągnąć. To lekcja, która procentuje na całe życie. Nie pozwala się poddawać i poprzestawać w staraniach. Amy Chua pisze i trudno odmówić jej słuszności, że kto jak nie rodzic powinien wierzyć w swoje dziecko i kto jak nie mama powinna stać pewnie po stronie tego, że się uda i że dziecko potrafi. Odpuszczanie oraz brak starania prowadzi tylko do utwierdzenia w dziecku słabości oraz braku wiary we własne siły.

Każde dziecko jest inne

Chińska matka wychowuje geniuszy. Nie znaczy to, że jest bezduszna, że nie ma wątpliwości. Ma i to całkiem sporo. Potrafi także, co ją bardzo dużo kosztuje, ustąpić. Dać za wygraną. Chińska matka zdaje sobie bowiem sprawę, że każde dziecko jest inne i nie każde udaje się podporządkować odgórnym zasadom. Nie ma bowiem jedynego doskonałego modelu wychowywania. Każdy musi opracować swój, który sprawdzi się w jego rodzinie.
Niestety chińska matka również rani i niszczy. Nie tylko dzieci, ale również samą siebie.

Szokująca prawda?

Amy Chua, która z rozbrajającą szczerością obnaża własne metody wychowawcze, może szokować, czy nawet denerwować. Może również wzbudzać podziw i znajdować grupę naśladowców, którzy z jej metody wychowawczej wyciągną samą esencję. Właśnie dlatego, by stanąć po jednej ze stron, lekturę Bojowej pieśni Tygrysicy uważam za obowiązkową dla każdego świadomego rodzica.

Książkę czyta się szybko i warto by ją przeczytała każda osoba, która obawia się, że źle wychowuje dziecko i jest dla swojej córki lub syna zbyt surowa. Nie ma co się spodziewać doskonałego stylu i perfekcji w warsztacie, jednak merytoryczna zawartość tej książki jest godna uwagi. Zwłaszcza, że opisuje prawdziwe losy pewnej mamy, córki chińskich imigrantów oraz zderzenie dwóch kultur – chińskiej i zachodniej. Dobrze się w niej odnaleźć i dać sobie czas na refleksję…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.