Błędy przekonania, które wpajamy naszym dzieciom

3. „Negatywne uczucia są złe”

Rodzice często sami mają problemy z wyrażaniem negatywnych uczuć, nic więc dziwnego, że nie potrafią przekazać właściwych wzorców. Ilu synów otrzymało od swoich ojców komunikat „Chłopcy nie płaczą” lub „Nie powinieneś się na nią złościć”? Tymczasem takie sformułowanie to tłumienie naturalnych uczuć. W podobny sposób szkodzą słowa „Nie martw się tym, dasz sobie radę”. Dlaczego dziecko ma się nie martwić, przecież to dla niego ważny problem?

Zadaniem rodziców nie powinno być powstrzymywanie uczuć dzieci, ale uzmysłowienie im, że mają do nich prawo, a silne emocje są zupełnie normalne.

4. „Wszyscy muszą mnie lubić”

Od małego jesteśmy uczeni nawiązywania dobrych kontaktów z innymi ludźmi. Mamy zawsze powtarzały nam, żebyśmy zgodnie bawili się z innymi dziećmi i unikali konfliktów, gdy to tylko możliwe. A przecież konflikty to coś zupełnie normalnego i nie da się ich uniknąć, ale trzeba nauczyć się je rozwiązywać. Ważne jest to, aby zachować równowagę pomiędzy zachowaniem własnego zdania, a przystosowaniem się do innych.

Dzieci, które dorastają w przeświadczeniu, że muszą zadowalać wszystkich, będą w przyszłości pełne lęków i wątpliwości co do wartości własnej osoby. Będą zawsze oceniali siebie poprzez pryzmat innych – „Jeśli mnie lubisz, znaczy że jestem w porządku; a jak mnie nie lubisz to znaczy, że coś ze mną nie tak”. Zachęcając dziecko do tego, by polegało na własnych przekonaniach i opiniach, nawet jeśli otoczenie będzie miło inne zdanie, wzmacniamy w nich umiejętność radzenia sobie z presją otoczenia.

Zadaniem rodzica jest uświadomienie dziecku, że często nie da się uniknąć konfliktu, ale zawsze należy wysłuchać innych punktów widzenia, a jeśli jest się przekonanym o swojej racji, to należy przy niej obstawać. Nie możemy również wymagać od dziecka, by zawsze się z nami zgadzało, ale powinniśmy mu dać prawo do własnego zdania.

5. „Popełnianie błędów lub proszenie o pomoc jest złe”

Popełnienie błędów leży w ludzkiej naturze. Musimy pomóc dzieciom to zrozumieć. Jeżeli będą one miały świadomość, że błędy są naturalne i nieuniknione, wówczas będą miały wyższą samoocenę siebie. I będą lepiej przygotowane do radzenia sobie z rozczarowaniami i niepowodzeniami.

Musimy również nauczyć dzieci, że nie we wszystkim muszą radzić sobie same, a proszenie kogoś o pomoc nie jest niczym złym. Aby dziecko miało pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa musimy mu zapewnić atmosferę wsparcia. Gdy nasz syn czy córka zadaje nam pytania, powinniśmy to docenić i zapewnić, że ich pytania są dla nas ważne. Stwierdzenie typu „Wiesz, to dobre pytanie. Zastanówmy się nad tym” wzmacnia poczucie bezpieczeństwa oraz budzi ciekawość świata.

Błędne przekonania są zazwyczaj przekazywane przez rodziców zupełnie nieświadomie i w dobrej wierze. Jednak gdy głębiej się nad tym zastanowimy, zrozumiemy jak bardzo negatywny wpływ mogą wywrzeć na dorosłe życie naszych dzieci. Najważniejsze więc jest to, aby sobie uświadomić, że zgodnie ze starym polskim przysłowiem „nie wszystko złoto, co się świeci”.

 Autor: Joanna Kamińska – redaktor Akademii Zdrowego Przedszkolaka

Na podstawie książki Kevina Steede „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców”

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Joasia12 Joasia12

    Ja zawsze słyszłąma, że muszę być najlepsza, we wszystkim, ze nie mam odpuszczac – przyznam, ze to było bardzo meczace

  2. Mama Uli Mama Uli

    Bardzo fajny wpis daje do myslenia

  3. Jula Jula

    Bardzo ważna lektura dla każdego

  4. mama2010 mama2010

    To ja jestem jakaś inna bo żadnego z tych przekonań nie wpajam corce – od wrzesnia idzie do pierwszej klasy (tak jako 5 latka idzie do ogolnoksztalcacej szkoły muzycznej – przed dużo rozmawiałyśmy i każdym razem mowila ze chce już iść do pierwszej klasy, bo w przedszkolu już się troszkę nudzi – wie na jaki instrumencie chce grać)

    Widziała że aby siędostać musi się postarać na egzaminie – i całkiem dobrze jej poszło, nauczyciele ponoć byli zachwyceni (relacja przekazana przez panią dyrektor)

    Co do nauki – bedzie uczyła się dla siebie… wystarczą jej 2-3 – ok jej nauka, jej wiedza, jej życie…

    ale corka wie jakie są zasady, jak ma się zachować gdy gdzies ją zostawię (plac zabaw, sala, poczekalnia etc).
    Jak dostanie określoną ilość pieniędzy -1-2 pln i chce sobie coś kupić wie ze musi sprawdzić czy jej wystarczy, a jeśli nie to co innego w danym budżecie może kupić (lub zostawić sobie na później jak dostanie więcej pieniążków)
    jak chce coś otrzymać wie że musi poprosić, uargumentować dlaczgo akurat to chce.
    Jak idziemy do sklepu i umawiamy się na 1 rzecz to wie że więcej nie dostanie – jak chce cos jeszcze musi wybrać którą chce teraz.

    Owszem czasem (najczęsciej w domu) ma jakieś chwile że próbuje wymusić cos płaczem – typu bajkę zamiast zjedzenia obiadu lub coś podobnego, chce pójść spać nie sprzątając po zabawie… wie że tego nie dostanie. Po każdej takiej scenie (na szczęście jest ich coraz mniej) musi przyjść przeprosić i powiedzieć dlaczego wpadła w taką histerie.

    Jak widzę dzieciaki wymuszające płaczem, rzucające się w sklepach i krzyczące na opiekunów to aż mi szkoda dzieciaka – otoczenie (opiekunowie, rodzice) dostają tylko to czego sami nauczyli

    PS. nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania.