Bibetta śliniak Ultrabib

Wydawać by się mogło, że śliniak to tylko śliniak. Jednak takie zdanie miałam zanim w moje ręce wpadło to cudo.

Śliniak Ultrabib jest wykonany z materiału, jaki wykorzystuje się do tworzenia pianek do pływania. W dotyku jest delikatny, daje dość charakterystyczne wrażenia, ponadto wykazuje 100% wodoodporność i wysoką elastyczność. Ogromny plus za chłonność, która chroni ubranka przed zabrudzeniem. Wyposażenie śliniaka w specjalną kieszonkę sprawia, że chroni on również spodnie przed przybrudzeniem. Dotychczas stosowany podczas posiłków ręczniczek na kolanka, dzięki niemu okazał się zbędny. Wszystko byłoby super, gdyby… nie cena: jak na śliniak dla wielu z pewnością zaporowa. Bagatela 40 złotych.

Często nagradzany

Śliniak Bibetta to laureat wielu nagród. Angielski producent został wyróżniony aż w pięciu branżowych konkursach, zyskując bardzo dobre rekomendacje.

Praktyczny

Dostępny w kilku rozmiarach może służyć nie tylko jednemu maluszkowi, ale dołączyć do gadżetów przekazywanych z rąk do rąk. Jest bowiem bardzo trwały i bardzo praktyczny. Patrząc na niego pod tym kątem, nagle może się okazać, że koszt nie jest już tak wysoki. Po wypróbowaniu tego produktu, rozważałabym też pomysł zakupu go znajomej mamie. A to w moim przypadku, osoby dość krytycznej do „wszelkich nowości” już wiele mówiąca rekomendacja.

Ponadto śliniak jest łatwy w czyszczeniu. Większość zabrudzeń usuniemy przy pomocy wilgotnej ściereczki.

Minusy

Są również minusy. Tutaj na pierwsze pole wysuwają się bardzo subiektywne odczucia córki, u której ten śliniak nie wzbudził zachwytu. Być może dlatego, że jest on cięższy czy mniej „swobodny” w użyciu niż stosowane w naszym domu śliniaki bawełniane? Trudno stwierdzić…Być może powodem jest brak zaufania dla nowości? A może po prostu potrzeba zaznaczenia swojej niezależności i wybierania wszystkiego tego, czego w danym momencie nie wybiera mama?

Z drugiej strony muszę stwierdzić, że na tym etapie, kiedy córka ma 21 miesięcy, śliniak jest coraz mniej potrzebny. Co prawda czasami zdarza się, że coś wypadnie z widelca i wtedy kieszonka jest przydatna, ale już niespodzianki w postaci ochlapania całej bluzki należą do przeszłości. Dlatego ten niewątpliwie przydatny przedmiot polecam mamom niemowlakom i dzieci około rocznych. W mniejszym stopniu starszym: chyba, że Wasze dzieci jedzą „zamaszyście” :)

Jesteś producentem, dystrybutorem tego produktu? Możesz pobrać powyższą grafikę i fragment recenzji, umieszczając je wraz z odnośnikiem u siebie na stronie.W razie pytań prosimy o kontakt - kontakt@sosrodzice.pl.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Może i przydatny hit,ale cena jak za śliniak porażająca… A szkoda, bo pewnie gdyby kosztowałby połowę mniej chociażby to wiele osób więcej skusiłoby się :) A tak pozostaje nam pranie zwykłych śliniaków ;p

  2. ewanka ewanka

    Nie ma to jak zwykła tetrowa pielucha ;-)

    • sosrodzice sosrodzice

      Albo zwykły śliniak? :)

      • Ewa Ewa

        My używamy tylko tych silikonowych… Łatwościeralne z buraków :))))

  3. ewanka ewanka

    ja np. mam taki foliowy z kieszonkę i rękawami, ale jak na razie dwa ryzy użyty był :-) Tak sobie myślę że może jak dziecko podrośnie to będzie w sam raz gdy będzie malowało sobie farbami ;-)

    • Wioleta Wioleta

      ewanka ja też taki mam ale mój mały nigdy nie dał go sobie założyć podczas jedzenia ale bez problemu zakłada go kiedy używamy farb do malowania palcami:)

  4. Wioleta Wioleta

    U nas w domu śliniaków cały stos, ale szczerze chyba wszystkie razem nie kosztowały tyle co ten jeden. Kiedyś zakupiłam w biedronce 3 ( albo 4 dokładnie już nie pamiętam – były w komplecie) śliniaki z grubej folii z pięknymi nadrukami zwierzątek i kieszonką na dole. Całość kosztowała 19,99 zł wystarczy przetrzeć mokrą ścierką gdy się zabrudzi a większe kawałki bez problemu wpadają do kieszonki.Więc po co wydawać tyle pieniędzy? Jak dla mnie płaci się tu za firmę. Mamy też śliniak z jednej strony folia a od strony ciałka frotka i oczywiście kieszeń na dole z Canpolu w internecie można go kupić za ok 17 zł i też prać nie trzeba……tylko u nas problem inny…..mały odkąd skończył rok nie da sobie założyć śliniaka tylko krzyk „siam siam” choć na szczęście już teraz tylko sporadycznie coś ubrudzi.

    • Dorota Dorota

      Zgadzam się, cena jest wysoka, za wysoka. Jednak starałam się ocenić ten produkt abstrahując trochę od niej. Każdy już sam powinien zdecydować, czy się opłaca….

  5. Basia Basia

    A ja się nie zgodzę! Jak synek zaczął jeść stałe pokarmy to zanim trafiliśmy na śliniak Bibetta, to wydawałam co chwilę kasę na nowy śliniak. Dawanie dziecku pod szyję tetry według mnei jest bez sensu, bo po pierwsze tetra przemaka i jak się podaje dziecku np zupkę, to potem i tetra i dziecko nadają się do prania, poza tym po każdym posiłku trzeba pieluchę prać. Mieliśmy z Canpolu takie ceratowe od spodu, welur czy coś w ten deseń od zewnątrz. Niby nie przemakał, ale jak w te niteczki welurowe weszło jedzenie, to za nic nie dało się tego sprać. Poza tym po około miesięcu, rzep przestał trzymać i musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby jakoś sliniak na szyi zawiązać. W końcu znalazłam gdzieś w Internecie opinie o śliniakach Bibetta, zamówiłam na allegro i od roku mam święty spokój. Dziecko je samo, a przynajmniej próbuje ;) Ma śliniak z rękawkami więc po posiłku wrzucam go do umywalki z odrobiną proszku, chwilę namoczę, potem wieszam, wysycha raz dwa i koniec. I nie muszę się gimnastykować z zapinaniem, bo nie wiem jak to możliwe, ale po x praniach, dalej się trzyma. Ceratowe śliniaki jak dla mnie śmierdzą ceratą, więc nawet nie próbowałam z nimi zabawy. Może i jest droga ta Bibetta, ale warta swojej ceny! To tak jakby dyskutować o jeansach kupionych w sklepie Levis i w Tesco. I jedne i drugie są ok, ale po roku czasu te z Tesco będą do śmieci, a te Levisa będą nadal super! :)