Beauty Camp – wychowaj córkę na… no właśnie, kogo?

Kolejny sezon wakacyjny przeszedł do historii. Dzieciaki wróciły z koloni i obozów. Większość z nich będzie dysponowała sporą ilością nowych umiejętności. Na harcerskich obozach nauczyły się obierać ziemniaki, pracować w grupie, rozróżniać kierunki świata. Wakacje u dziadków dały niektórym dzieciakom możliwość poznania pracy w gospodarstwie. Jeszcze inne, dzięki bogatemu programowi kolonijnych wycieczek, zwiedziły zabytkowe miejsca lub nauczyły się pływać. Będą przypominały o tym rozmazane fotografie, pocztówki, pamiątki. Oczywiście można inaczej. Część dziewczynek wróci do domu zaopatrzone w profesjonalne portfolio, a niektóre przywiozą nawet koronę Miss! Co jeszcze można przywieźć z obozów piękności? Przeświadczenie o tym, że uroda i ładne ubranie jest miarą wartości kobiety.

Program zajęć

beautyObozy piękności przeznaczone są dla dziewczynek w wieku 7-12 lat. Bogata oferta obozów pozwala wyciągnąć wnioski nie tylko na temat tego, w jakim kierunku zmierza owo szkolenie, ale także na temat rodziców, którzy posyłają córki na tego typu obozy. A więc do rzeczy!

Czego nauczą Twoją córeczkę za jedyne 1399 złotych? Nakładania makijażu, chodzenia w butach na wysokim obcasie, aerobiku, dobierania stroju do sylwetki, chodzenia po wybiegu, udzielania wywiadów, stylizacji i zdobienia paznokci… mało? Atrakcji będzie więcej! Profesjonalne sesje zdjęciowe, udział w reklamach wymyślonych produktów, opalanie (organizator użył tutaj sformułowania „dziewczyny lubią brąz” stąd wniosek, że chodzi raczej o kąpiele słoneczne, niż beztroską zabawę), tworzenie pierwszej wizytówki (tu znów ze strony jednego z organizatorów „przecież w każdej chwili mogą spotkać sławnego fotografa”). Oczywiście są również wycieczki edukacyjne! Jeden z organizatorów proponuje zwiedzanie stadionu PGE Arena (w tym uwaga, uwaga loże dla vipów), zwiedzanie stadionowej restauracji oraz muzeum Lechii Gdańsk. To zapewne na wypadek, gdyby aspiracje dziewczynek podążyły kiedyś w stronę zostania żoną piłkarza. Organizator wspomina również o spacerze po starym mieście, na którym przybliżona zostanie historia miasta.

Uczestniczki

beauty 1Przejrzałam kilkanaście nagrań z polskich obozów piękności. Ośmiolatki w pełnym makijażu twierdzą, że kochają modeling i shopping. Dwunastolatki trzepoczące rzęsami namawiają do głosowania na nie w konkursie Miss Beauty Camp. Sporo z nich ma problem ze złożeniem zdania, niektóre ewidentnie wymagają wizyty w poradni logopedycznej, jednak z jakichś przyczyn rodzicom bardziej zależy na tym, aby umiały ładnie malować rzęsy. Dziewczynki zalotnie puszczają oko, robią słodkie minki i wygłaszają infantylne teksty, które w normalnym świecie uznane byłyby za niestosowne. W świecie małych piękności są jak najbardziej na miejscu. Jakie myśli towarzyszą oglądaniu takiego widowiska? Głównie niesmak i niedowierzanie. Dlaczego matki zgadzają się na to, aby ich córki brały udział w projekcie, który przedstawia ich córki jako wymalowane, głupiutkie lolitki?

Spokojnie, to tylko zabawa…

Nie. Zabawą były kolonijne wybory Miss i Mistera, w których wygrywał ten, kto z prześcieradeł, ręczników i akcesoriów kuchennych stworzył najlepszy kostium. Zabawą było wypychanie maminych „szpilek” watą. Każdy z organizatorów zapewnia naukę pod okiem profesjonalistów. Wizażystki, makijażystki, choreografowie i współpraca z agencjami modelek – oto „zalety” beauty campów. Pierwsze makijaże, fryzury, zajęcia na których uczymy się ubiorem maskować niedoskonałości- to już nie jest zabawa. Na jednym z filmów, w ramach zajęć z prezentacji, dziewczynki pod okiem trenera uczą się seksownych ruchów bioder.

Sprzedać siebie

Temat obozów piękności wraca do mediów jak bumerang. Każdego roku na kanapach telewizji śniadaniowych zasiadają wymalowane dziewczynki i ich ambitne mamy. W pamięć zapadła mi szczególnie jedna. Dowodziła ona, że beauty camp pomoże jej córce zdobyć pracę i wysoki status społeczny. Dlaczego? Ponieważ procesy rekrutacyjne wygrywają ci, którzy potrafią umiejętnie sprzedać siebie. Jako matka dziewczynki życzę sobie, aby w przyszłości moja córka potrafiła umiejętnie „sprzedać” swoje kompetencje i umiejętności. Nigdy siebie.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.