Akademia Umysłu Junior Lato

„Czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi” ta sentencja Owidiusza ma również odzwierciedlenie w XXI wieku. Przyszło nam żyć w czasach, w których wiedzę możemy zdobywać  nie tylko z książek. Nastała era komputerów i różnego rodzaju multimediów, które pomagają w nauce. Nie tylko dorośli mogą korzystać z najnowszych, multimedialnych form. Dla dzieci również mamy całą gamę programów, gier, których celem jest uczyć. Takim programem jest Akademia Umysłu  JUNIOR Lato. To propozycja, którą miałam przyjemność przetestować. Oceniłam ją nie tylko ja, ale i moja córka i jej przyjaciele. Pierwszy raz piszę recenzję programu komputerowego, dlatego pomyślałam, że aby mogła być ona rzetelna, muszę skorzystać z pomocy dzieci. Postanowiłam, że nie tylko Maja, moja córeczka, ale również troje innych dzieci, będzie moimi małymi asystentami.Wyniki naszej pracy zaprezentuję Wam, moi drodzy Rodzice, w następujący sposób: najpierw ja przekażę Wam moje spostrzeżenia, a później zapoznacie się z tym, co o grze myślą moi mali pomocnicy.

Zacznę może od tego, że mnie jako dorosłą osobę bardzo „wciągnęły” prezentowane w grze rozmaite zadania. Niektóre gry były banalnie łatwe, ale zdarzały się również takie, nad którymi i ja musiałam się nieco „pogłowić”. Od razu zwrócę uwagę, że opinia osoby dorosłej może być nieco odmienna niż ta dziecięca. Okazuje się, że to, co mi nie podobało się, w ogóle nie przeszkadzało dzieciom. Jednak w większości sytuacji, dzieci same mnie naprowadzały na to, co może być ciekawe, bądź zupełnie niepotrzebne.
Na początek to, o czym trzeba wspomnieć: grafika.  Ciepłe, przyjemne kolory, które zostały dobrze dobrane. Obrazki, zwierzątka, motylki wszystko jest bardzo ładnie zaprojektowane. Jednak w jednej z gier, czasem sprawiało dzieciom trudność odszyfrowanie dziedziny sportowej. Dziedzinę należało odgadnąć po stroju, w który był ubrany sportowiec. Stroje nie były wystarczająco dobrze odwzorowane.

Na drugim miejscu: tematyka. Poznajemy ją już w temacie: lato. Zbliżają się wakacje, więc do wyboru mamy gry: „Komary”, „Lody”, „Motyle”, „Żniwa”, „Kwiaty” etc. W czerwcu czekają nas również piłkarskie emocje. W naszym programie również nie mogło zabraknąć zielonej murawy. Przy okazji wykorzystano flagi różnych państw, które umieszczono w jednej z gier. Nie pominięto również zbliżającej się wielkimi krokami olimpiady w Londynie.

Zarówno dzieciom, jak i mnie również podobała się możliwość wyboru uczestników np. mogłam być świnką, myszką, krową, lwem, zajączkiem, etc.

Na trzecim miejscu: efekty dźwiękowe dla jednych mogą być atutem, dla innych wadą. Akademia Umysłu proponuje nam wiele odgłosów, muzykę, tło, efekty. Dzieciom się wszystkie podobały. Mnie podobała się opcja, że można je ściszyć.
Czwartym niewątpliwym atutem jest to, że gra jest spójna w wyrazie. Program posiada przewodniczkę. Ma ona na imię Tabi. Jest „mówiącą tablicą”. Tabi wyjaśnia zadania, wydaje polecenia, dopinguje, motywuje, a także informuje nas, że wykonaliśmy błędnie  ćwiczenie. Słownictwo zostało dobrane do wieku dzieci, jest przyjemne. Komunikaty są jasne. Podobał mi się również ton głosu, w jakim Tabi tłumaczyła zadania. Zauważyłam jednak, że dzieci nie przywiązują uwagi do tego, co tłumaczy im Tabi, wiele razy prosiły mnie o wyjaśnienie tego, co mają robić. Być może niepotrzebnie nasza „pomocniczka” tłumaczy dzieciom, czego się nauczą w danym momencie. Dla przykładu jedno z poleceń: „Na stosie ułożone są klocki z flagami. Łącz flagi w pary, aż stos zniknie. To zadanie stymuluje koncentrację uwagi i ćwiczy spostrzegawczość”. Ostatniego zdania dzieci zazwyczaj nie słuchały, bowiem skupione już były tylko na tym, co za chwilę zobaczą. Dla zapominalskich mamy ułatwienie. Bo jeśli ktoś zapomni, czego wymaga dana gra, może szybciutko dowiedzieć się na czym polega, wystarczy tylko kliknąć w Tabi.

Po każdym dobrze wykonanym zadaniu Tabi motywuje do dalszej gry. Możemy również zobaczyć, na jaki stopień trudności udało nam się wspiąć. Ta opcja włącza się automatycznie. Jednak minusem jest to, że po ponownym przeskoczeniu do okienka z grą, musimy kliknąć w przycisk, żeby móc zagrać w następnym kroku.

Bardzo podobało mi się, że w tę grę może grać kilka osób i każda z nich ma zapisane wyniki swojej pracy. Np. Maja była myszką, ja – świnką. Dzięki tej opcji mogłyśmy porównać swoje osiągnięcia.

Kolejny atut to dobrze dobrany przedział wiekowy tj. 5 – 9 lat, który według mnie został dobrze dobrany. Program oferuje gry zarówno dla dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać, jak i dla tych, które czytają. Jest wiele gier, które nawet pięciolatkom nie sprawiły trudności. Jednak nie myślmy, że wszystkie są proste. Poziom trudności zmienia się wraz ze stopniem dziecięcych umiejętności. Tak więc, poprzeczkę dzieci same sobie ustalają. Gra ćwiczy spostrzegawczość, zdolność zapamiętywania informacji. Usprawnia orientację przestrzenną,  pozwala logicznie myśleć. Trenuje pamięć. Słowem przy dobrej, bezpiecznej zabawie ćwiczymy mózg.

Nasza wspólna misja polegała na zapoznaniu się z grami. To, co zdziwiło mnie najbardziej to sposób, w jaki dzieci podchodziły do ćwiczeń, grały w gry.

Starsze dzieci Wiktoria ( lat 7 ) oraz Nader ( lat 8 ) rozwiązywały zadania w oparciu o polecenia i to, co mogły przeczytać. Młodsze Maja (5 lat) i Kamil (5 lat), które znają literki, jednak nie potrafią jeszcze czytać, bardziej skupiały się na samej grze i zabawie niż temu, co warto przeczytać. A oto refleksje dzieci:

Ja: Wiktoria, czy gra Ci się podobała?
Wiki: Tak! Bardzo! (pełen entuzjazm)
Ja: A co najbardziej podobało Ci się w grze?
Wiki: To, że była rysunkowa i słyszałam różne głosy. Grałam w różne gry, były interesujące.
Ja: A która gra najbardziej Ci się podobała?
Wiki: Najbardziej podobała mi się gra „Motyle”. Nie wiedziałam, że motyle mają takie śmieszne nazwy! (śmiech) Gra w „Lody” też była fajna – można się bawić tak samo, jak w sklep albo nawet w kawiarnię.
Ja: A która gra sprawiła Ci najwięcej trudności?
Wiki: Ta, w której trzeba było dodawać i odejmować godziny. („Zegary” ustalamy dokładną godzinę w różnych miastach świata, punktem wyjścia jest Warszawa  – przyp.red.)

Rozmowa z Naderem (8 lat)
Ja: Nader, która gra cię najbardziej zainteresowała?
Nader: Ta, w której można odpędzać komara. („Komary” przy użyciu spray’u odpędzamy komary – przyp.red.) Jednak nie udało mi się wszystkich. Czasem uciekały i gryzły. Dobrze, że to była tylko gra. Bo bym był cały pogryziony. A wie pani, że w tej grze „Ognisko” chciałem wrzucić gitarę do ogniska, ale się nie udało?
Ja: (uśmiech) A która gra sprawiła Ci najwięcej trudności?
Nader: Ta sama, co Wiki i ta z walizką i tajnym szyfrem. („Walizka”)
Nader: I wie pani wolę grać w piłkę nożną naprawdę. Tutaj jakoś inaczej się strzela do bramki.

Rozmowa z Kamilem:
Ja: Kamilku, a co Tobie się podobało?
Kamil: Mnie podobał się labirynt. Był łatwy.
Ja: I coś jeszcze?
Kamil: Że muzyka gra w grze i czasem słychać dziwne śmieszne odgłosy nie wiadomo czego.
Ja: A która gra sprawiła Ci najwięcej trudności?
Kamil: Kilka było. Ta z mapami, walizką i ta z lodami była taka dla dziewczyn. To nie chciałem w nią grać.

Rozmowa z Mają:
Ja: Maju, która gra podoba Ci się najbardziej?
Maja: Ta z gwiazdozbiorami. Tyle jest gwiazd na niebie i one mają nazwy np. mały lew i on wcale nie przypomina lwa!
Ja: Jeszcze któraś?
Maja: Ta z lodami, gdzie się sprzedaje lody. Ktoś sobie zamawia i trzeba mu zrobić taki sam lód. I mi się udało to Tabi powiedziała: „Bosko!”
Ja: Maju, coś jeszcze podobało Ci się w grze?
Maja: To, że trzeba robić różne ćwiczenia, żeby za długo nie siedzieć przed komputerem.
Ja: A która gra sprawiła Ci najwięcej trudności?
Maja: Ta z komarami…

Uznałam, że te fragmenty rozmów z dziećmi będą najciekawsze. Mieliśmy wiele miłych i śmiesznych sytuacji, których nie sposób przytoczyć. Cieszę się, bo dzieci mogły w ciekawy sposób się pobawić, a zarazem uczyć i rozwijać. Moi mali asystenci nie marudzili również, kiedy Tabi nakazywała im robić ćwiczenia. Były chętne do zadań, które proponowała im nasza przewodniczka po świecie Akademii Umysłu.

Gdybym powiedziała, że gra dla mnie, jako osoby dorosłej była trudna, to bym minęła się z prawdą. Jednak mam porównanie z innymi grami dla dzieci i powiem szczerze, że ten program jest rzeczywiście stworzony po to, aby trenować nasze szare komórki.  A tak na marginesie dodam, że ta gra w „Komary” chyba naprawdę była najtrudniejsza…

Jesteś producentem, dystrybutorem tego produktu? Możesz pobrać powyższą grafikę i fragment recenzji, umieszczając je wraz z odnośnikiem u siebie na stronie.W razie pytań prosimy o kontakt - kontakt@sosrodzice.pl.

Martyna jest mamą pięcioletniej Mai, którą urodziła na trzecim roku studiów. Dzienne studia, sesje, egzaminy umiejętnie pogodziła z wychowaniem małego szkraba. Uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych i wbrew stereotypom sądzi, że dziecko nie ogranicza nikomu życia. Martyna cieszy się, że jest młodą mamą. Intuicyjnie wychowuje swój największy skarb. Jest zwolenniczką naturalnego karmienia, nauki poprzez zabawę i wychowania dziecka z zasadami. Stara się, aby jej córeczka przebywała wśród innych dzieci i jak najczęściej na świeżym powietrzu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. anusia12346 anusia12346

    mamy tą gierkę ale młody jest za mały i cierpliwie czeka na testowanie

  2. Ania Jarnicka Ania Jarnicka

    Z przyjemnością potwierdzam opinię Martyny, kupiłam tą grę wczoraj w korzystnej promocji jaką firma zaoferowała przed Dniem Dziecka. Mnie zainspirowała siostra, której mała Kasia (6l) gra z entuzjazmem, zdobyła już srebrny medal za przejście 10 poziomów. Siostra wysłała mi mailem link do filmu z medalem: http://www.youtube.com/watch?v=48eHyOUMSXw