6 zdań, które warto sobie powtarzać, gdy masz małe dziecko

Gdy masz małe dziecko, są takie chwile, gdy czas zatrzymuje się w miejscu. Z jednej strony się cieszysz i ze zdumieniem patrzysz, jak maluch szybko rośnie. Z drugiej jednak zbyt często każdy dzień wygląda tak samo i masz wrażenie, że to się nigdy nie skończy…Że nigdy nie odpoczniesz, a dziecko zawsze będzie wymagało tak dużo uwagi jak w pierwszym roku życia. Jak przetrwać najtrudniejsze chwile?

To minie…

Jest wiele mam, które tuląc niemowlę rozkrzyczane w kolce, ma wrażenie, że tak będzie zawsze, że to nigdy się nie skończy. Potwierdzają to ich: dobra pamięć oraz szczerość. Także psychologia.
Naukowcy nieraz już zwracali uwagę na ciekawy fenomen, który udowadnia, że 5-minutowy płacz odbieramy jako co najmniej 15-minutowy, a 15-minutowy jak co najmniej godzinny. Jest to podyktowane oczywiście przez potrzeby Matki Natury, która zaprogramowała nas w taki sposób, by reagować natychmiast na płacz dziecka, a zwlekanie w tym zakresie odbierać za nieznośnie. Wystarczy posłuchać zwierzeń osób, które próbowały nauczyć dziecka zasypiania znaną metodą 3-5-7, by dowiedzieć się, że to czekanie na uspokojenie dziecka było nie do wytrzymania.
Dlatego często trudno nam obiektywnie stwierdzić, ile tak naprawdę płacze/marudzi dziecko. Jeśli zdecydujemy się ten czas zmierzyć z zegarkiem w ręku, fakty nas najpewniej mocno zaskoczą. Podobnie jak wtedy, kiedy zauważamy, że niemowlę, które jeszcze nie tak dawno nie było w stanie wytrzymać bez nas choćby pół godziny, z czasem wyrasta na całkiem samodzielnego dwulatka.
Dlatego w najtrudniejszych chwilach warto sobie powtarzać: „to minie”. Nie tylko dlatego, że to prawa, ale również dlatego, żeby odczarować momenty, które wydają się trwać wieczność…

Nie martw się na zapas

Wiele mam popełnia ten sam błąd. Panicznie boi się tego, co przyniesie przyszłość. Nie myśli wtedy racjonalnie. Przykładowo obawia się przytulać, nosić noworodka, żeby „się w ten sposób nie przyzwyczaił”. Czasami ma obawy, że jak będzie karmić na żądanie, to dziecko będzie „wisiało” na piersi cały dzień. Nie zwracają uwagi na aktualne potrzeby dziecka, ale ciągle myślą o tym, jak działania „tu i teraz” wpłyną na przyszłość. To najczęściej rodzi frustrację.
Po pierwsze dlatego, że wbrew temu, co się sądzi, dzieci się nie przyzwyczajają w taki sposób jak my to rozumiemy i nie wykorzystują pewnych swoich „uprawnień” przeciwko rodzicom. Po drugie dlatego, że nikt nie zna przyszłości…
Warto reagować na bieżące potrzeby dziecka i nie wymagać czegoś, co jest na tym etapie nietypowe..Martwienie się na zapas nie ma sensu.

Ma jeszcze czas

Jako rodzice często mamy do czynienia z niekończącym się porównywaniem. O dziwo występują one na każdym kroku: podczas rozmowy telefonicznej, u lekarza, u przyjaciół, w piaskownicy, żłobku/przedszkolu. To tam właśnie padają sławetne pytania: „czy on już/czy ona jeszcze?”. Warto do tych porównań podchodzić z dystansem. Oczywiście dobrze kontrolować, czy dziecko rozwija się prawidłowo, jednak to, co się pisze: że każde dziecko jest inne i każde rozwija się w swoim tempie (co nie oznacza gorzej) jest jak najbardziej aktualne. Dlatego zamiast przejmować się tym, że córka Moniki i syn Tomka robi już to i to, a Twoja córka/Twój syn ani o tym myślą, upewnij się u lekarza, że dziecko ma jeszcze czas i powtarzaj sobie to zdanie tak często, jak często przyjdzie Ci ochota przyspieszać coś w rozwoju swojego dziecka.

Nie zaniedbuję dziecka

Wielokrotnie przyjdzie Ci słyszeć, że robisz coś źle. Karmiąc piersią, będą Cię przekonywać, że butelką łatwiej, gdy sięgniesz po mleko modyfikowane, będziesz słyszeć, że najlepsze jest mleko matki. Jeśli zdecydujesz się iść do pracy, dowiesz się, że najważniejsze jest, by matka była z dzieckiem w domu. Gdy zdecydujesz się opiekować dzieckiem w domu przez kilka lat, usłyszysz, że wypadasz z rynku pracy i nie dbasz o przyszłość dziecka.
Każda sytuacja, każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Nie tylko decyzje wychowawcze. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej. Prawda jest taka, że każdą decyzję podejmujesz zgodnie z własnymi przekonaniami, możliwościami i sumieniem, dlatego jeśli ktoś stara Ci się różnymi sposobami wmówić, że zaniedbujesz dziecko, czy robisz mu krzywdę, nie wierz mu. Wiesz przecież, że to nieprawda.

Jestem tylko człowiekiem

Nikt nie jest idealny. Nawet jeśli niektórzy właśnie tego wymagają od Ciebie. Jeśli masz dziecko, masz wystarczająco dużo pracy i zadań z tym związanych. Nawet jeśli „tylko siedzisz w domu”. Oznacza to, że najprawdopodobniej robisz większość rzeczy sama. Tych samych rzeczy, przy których kobieta pracująca zawodowo ma pomoc ze strony babci/opiekunki/żłobka/przedszkola. Nie daj sobie wmówić, że prowadzenie domu, sprzątanie, gotowanie, zajmowanie się dziećmi, wizyty u lekarzy, na placu zabaw to „lekka praca”. Jeśli ktoś tak twierdzi, to najpewniej nie ma o tym pojęcia lub…zapomniał jak to jest.
Dlatego daj sobie szansę na niedoskonałość. Jesteś tylko człowiekiem i jak każdy musisz mieć chwilę przerwy. Dla własnego spokoju zaplanuj chociaż pół godziny tylko dla siebie. Początkowo może być to trudne, jednak z czasem okaże się, że mimo wszystko, można i że warto.

Nie muszę wszystkiego robić sama

Nie musisz, a nawet nie powinnaś. Zwłaszcza jeśli nie chcesz się obudzić za kilka miesięcy w świecie, w którym nikt nie będzie chciał Ci pomóc. Jeśli wszystko robisz perfekcyjnie oraz udowadniasz światu, że sobie bez niego doskonale poradzisz, nie zdziw się, że świat zacznie żyć bez Ciebie. Wkrótce okaże się, że rzeczywiście dziecko nie chce się bawić z mężem (bo zwyczajnie nie jest przyzwyczajone), mama nie kwapi się do ugotowania obiadu dla zapracowanej córki, a dziadek nie zaprasza wnuka na spacer. Jeśli odrzucasz pomoc za każdym razem, poprawiasz wszystkich wokół choćby w dobrej wierze, w konsekwencji sama robisz sobie krzywdę.
Dlatego powtarzaj sobie „nie muszę wszystkiego robić sama”, „lubię siebie, dlatego dam sobie pomóc” nawet kosztem początkowo zachwiania miłego skądinąd poczucia niezastąpienia.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. miraga miraga

    Ze wszystkim jestem na TAK.

  2. aguska aguska

    Tak jak ja się martwiłam, kiedy moje dziecko zrobi pierwsze kroczki. A zrobiła je w wieku 15 m-cy, widocznie potrzebowała więcej czasu, ale i tak od starszych pań na ulicy słyszałam, że dziecko się leni lub my za mało ja popędzamy. To samo jest z odpieluszkowaniem dziecka- wszystkie matki naokoło przekrzykują się, które to dziecko jako pierwsze zrzuciło pampersa.

  3. Julia Julia

    Trafione w samą dziesiątkę!

  4. kinia kinia

    No właśnie…Niby proste, a jednak trudne. Ja proponuję zapisać te zdania: szminką na lustrze, na kartce na lodówce i jeszcze przyczepić na tablicy korkowej, a dla pewności ustawić jako wyświetlacz na komputerze.

  5. mama Kasi mama Kasi

    KOlejna lektura obowiązkowa na sosrodzice.pl. Brawo!

  6. tuana tuana

    Lubię waszą stronę i często tu zaglądam, a takie artykuły są dla mnie potwierdzeniem, że warto :)

  7. atrament180 atrament180

    Dziękuję! Chętnie skorzystam! :)

  8. smile777 smile777

    po prostu-dziękuję..:)

  9. nela nela

    A co zrobić jak ciągle się prosi o pomoc, chociażby zabranie małego na spacerek, w czasie którego można by było coś spokojnie zrobić lub po prostu odpocząć, a wszyscy twierdzą że nie mają czasu, albo są za bardzo zmęczeni, mimo że nie pracują i że człowiek tylko narzeka bo one sobie same radziły.

    • miska22gi miska22gi

      Po prostu nie prosić. Ja też już się tego nauczyłam, niby tyle osób proponowało pomoc przy dziecku, a jak co do czego przyszło to nie miałam go z kim zostawić. Nauczyłam się nie prosić i radzić sobie samej. Mój maluszek ma 9 m-cy a ja jestem w 5m-cu ciąży i do tego mieszkam na 4 piętrze bez windy. Dużo obowiązków domowych byłam zmuszona przerzucić na męża, a z resztą jakoś sobie radzę. A nawet często usypiam razem z moim maluszkiem,bo najzwyczajniej na świecie nie daje rady i olewam to, że w zlewie zostały naczynia i zabawki są porozrzucane po całym domu. To ja wstaję do dziecka w nocy, ja muszę wstać i bawić się z nim od 5 rano więc uważam, że mam prawo położyć się wcześnie spać i nie ogarnąć domu. Uważam, że najważniejsze, że spędzamy z moim synkiem dość aktywnie dzień, spacerujemy, wygłupiamy się i oboje mamy prawo wyspać się na kolejny dzień. Całe szczęście mój mąż to rozumie i wyjmie czasem naczynia ze zmywarki czy sprzątnie zabawki. My tak sobie radzimy a najważniejsze jest to, że moje dziecko est szczęśliwe i uśmiechnięte i jego braciszek w brzuszku też rozwija się prawidłowo.
      Dlatego nela spróbuj poradzić sobie sama na tyle na ile pozwala Ci dziecko i Twoje własne siły, nie warto się zamęczać, najważniejsze, żeby poświęcić czas dziecku, bo ono Ciebie właśnie potrzebuje. A może warto byłoby męża „zaprzyjaźnić” z pralką, zmywarką czy odkurzaczem…

      • Dorota Dorota

        Hmm…No tak, wszystko się da. Można nie prosić. „Dodatkowa korzyść”, że nic w przyrodzie nie ginie…Czyli jeśli ma się na tyle „siły” można też nie pomagać, jak Ci co teraz nie chcą, będą potrzebowali pomocy w przyszłości..
        Choć nie wiem, do czego to doprowadzi.

        • Ania Ania

          Natura nie lubi próżni i sprawiedliwość zawsze wróci, więc…;) POPIERAM

  10. mother mother

    A co jesli kusisz robic wszystko sama bo nie masz innej opcji.

Zobacz również