6 zabawek, których (czasami) nie znoszą rodzice

Zabawki są uwielbiane przez dzieci i nic w tym dziwnego, dają wiele możliwości spędzenia wolnego czasu, sprzyjają rozwojowi i niosą radość. Nie znajdziemy dziecka, które uważa, że ma zbyt wiele zabawek, dlatego my rodzice często ulegamy błagalnym spojrzeniom  i kupujemy kolejne, mimo że w pokoju malucha pomału zaczyna brakować miejsca.

Wśród zabawek są takie, które uwielbiane są przez dzieci, które są codziennymi towarzyszami zabaw, a także te, które po wyjęciu z opakowania cieszą przez kwadrans i lądują w stercie pozostałych.

Dzieci często przywiązują się do zabawek, jedne lubią mniej, inne bardziej, ale są i takie zabawki, których rodzic nie znosi i najchętniej pozbyłby się ich z domu, gdyby nie słodki uśmiech córki czy syna.

Poniżej 6 zabawek , do których rodzice rzadko pałają sympatią.

Pistolet

Nie chcę poruszać tutaj tematu, że pistolet to zabawka militarna służąca zabawie w zabijanie, bo zdania rodziców na ten temat są podzielone.Więcej w temacie.

Raczej chodzi mi o dodatkowe funkcje owego dziecięcego pistoletu. Oczywiście nie mam nic przeciwko pistoletom wodnym czy zwykłym plastikowym „pukawkom”, bo te większego problemu nie stwarzają. Ale wystarczy niepozorny pistolecik , który po naciśnięciu spustu wydaje tak ryczące (bo czasem ten dźwięk trudno porównać do strzelania) odgłosy, że nawet ktoś z ogromnymi pokładami cierpliwości może tego nie wytrzymać.

Na domiar złego bywają pistolety ze zmieniającymi się co chwila dźwiękami, co może doprowadzić potencjalnego rodzica nie tylko do bólów głowy, ale prawdziwego szału. Bo niby jak znieść takie dźwięki przez cały dzień? Mogłoby się wydawać, że producenci takich zabawek uważają, że rodzice i dzieci mają problemy ze słuchem, montując tak głośne dźwięki, podczas gdy potencjalny rodzic i dziecko mają bardziej wyostrzony zmysł słuchu od innych ludzi. Pistolety to niejedyne głośne zabawki, ale doskonale nadają się na przedstawicieli tych najgłośniejszych.

Grający i świecący samochodzik

1155934_74603948Kolorowe, samojeżdżące do tego świecące i grające autka uwielbiają zwłaszcza niemowlaki. Mogą obserwować migający i samoporuszający się przedmiot bez końca. A jeśli autko posiada kolorowe przyciski, które służą do uwalniania dźwięków, to radość dziecka gwarantowana. I rodzic chętnie sięga w sklepie po taką zabawkę, ciesząc się, że maluch będzie mógł się sam pobawić, a do tego zawartość przycisków czyni zabawkę produktem edukacyjnym.

Dopiero podczas zabawy okazuje się , że po 5 minutach zabawka jest bardzo uciążliwa, nie dość, że dźwięki są głośne i mało wpadające w ucho, to jeszcze wszechobecne światełka, które bez opamiętania mrugają wszystkimi możliwymi kolorami bardziej rozpraszają niż uczą. .. A już szczytem są autka świecące, które podczas jazdy wydobywają z siebie imitację dyskotekowej muzyki lub wszechobecnej melodyjki „Jingle bells” . Oczywiście do tej grupy zabawek można zaliczyć różnego rodzaju pianinka, komputerki, roboty, które świecą, tandetnie grają i skutecznie zatruwają życie rodzicom.

Klocki

Z racji swoich edukacyjnych walorów klocki znajdują się chyba w każdym domu, gdzie przebywa dziecko. Dają możliwość rozpoczęcia rozwijających zabaw, do tego można się  nimi bawić kilka godzin na wiele sposobów.

Klocki są fajne, przyzna to każde dziecko i niemal każdy rodzic. Ale już niespodziewane i przypadkowe spotkanie z klockiem może być bardzo niemiłe. Zastanawiające jest to , że nawet przy uporządkowanym dziecku klocki potrafią być wszędzie:  pod szafką, pod dywanem, zamieniając uporządkowane otoczenie w „kreatywny bałagan”.

Jednak bałagan, jaki tworzą klocki, które często się gdzieś zawieruszają, to niejedyny kłopot. Gorzej gdy napotkamy na taki klocek, idąc w nocy przy zgaszonym świetle do toalety, nie zakładając  kapci. Nadepnięcie klocka (zwłaszcza małego np. lego ) powoduje, prawdziwą eksplozję złości i bólu.Klocki często są również przeszkodą dla małych, jeszcze nieporadnych w chodzeniu dzieci. Wystarczy kilka rozsypanych klocków na podłodze, by malec się potknął przewrócił, czasem główką na kolejnego klocka.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Wioleta 30-letnia mama trzyletniego Wojtusia. Absolwentka studiów pedagogicznych. Z zamiłowaniem pochłania wszelką wiedzę na temat wychowywania dzieci, gotowania oraz dziedzin kosmetyki. Zagorzała zwolenniczka karmienia piersią i jak najczęstszego chwalenia dzieci. Wyznaje zasadę: "Słuchaj dobrych rad, ale postępuj zgodnie z matczynym instynktem".

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mika Jaworska Mika Jaworska

    Ja z przerażeniem wspominam muzyczne prezenty, które moi chłopcy ( trzech ! ) , dostali w prezencie od babci jednego dnia. Trąbka, bębenek i harmonijka ustna :). No mało nie oszaleliśmy ! :) .

    • Dorota Dorota

      Heh…wcale się nie dziwię. Na szczęście z nami się bliscy konsultują (zazwyczaj) :)

    • Wioleta Wioleta

      czasem nie trzeba instrumentów by odczuć ich obecność. U nas np. gitarę imituje wędka, syn próbując na niej grać wydaje z siebie tak wyjące dźwięki , że chyba już wolała bym grającą gitarę;))

  2. monika06 monika06

    pistolet….tez go nie lubie,
    pluszaki zamieszkaly w namiocie, tak im wygodnie, a corka gdy ma ochote na zabawe nimi, wskakuje do domku zwierzaczkow i sie bawia;)
    klocki-na szczescie, poki co mam dosc uporzadkowane dziecko, ktore sklada wszystko po skonczonej zabawie do pudelek
    ulubiona zabawka- na szczescie takiej nie mamy- jest kilka, ktore corka lubi, ale tej jedynej(jeszcze) nie ma
    dolozylabym jeszcze male ( zwane przez moje dziecie pierdolki) zabaweczki z kinder niespodzianek, maltkie ksztalty, czesto nie zauwazalne okiem, ale bardzo wyczuwalne stopa, a najgorsze sa ( ostatnio mialam „przyjemnosc”) malutkie samochodziki, pojechalam, delikatnie mowiac, a i mini baczki tez nie sa zbyt mile ;-(

    • Wioleta Wioleta

      oj tak, te małe samochody potrafią być podstępne;)

  3. Hania Hania

    Moja lista jest naprawdę długaaa… ;) Częściowo pokrywa się z tą :)

  4. EmiliaG EmiliaG

    Ja nie toleruję chińskich grających zabawek z niby polskimi komunikatami, a jakimiś takimi skrzypiącymi, których się nie da wyłączyć…

  5. Mama bliźniaków Mama bliźniaków

    Moja mama uwielbia wszystko, co świeci i gra. Chłopakom kupowała samochodziki, które grają i świecą oraz inne tego typu zabawki. Kiedyś był nawet reniferek z Mikołajem. Mówiłam, tłumaczyłam, ale mama nie mogła się oprzeć tym „cudeńkom”. Na szczęście szał minął, gdy dzieci podrosły.