5 zdań, których nie powinien wypowiadać rodzic

Doskonale wiemy, czym wybrukowane jest piekło, mimo to, każdego dnia dokładamy własną cegiełkę. Jakim cudem – spytacie? Używając zwrotów, które mimo rosnącej świadomości rodziców, nadal nie wypały „z obiegu”.  Intencje wypowiadającego, zawsze są dobre. Skutki – odwrotne do zamierzonych. O jakich zwrotach mowa?

1. Zaraz rozlejesz!

Beautiful smiling cute babySzklanka wody w dłoniach kilkulatka. Malec próbuje przenieść ją z kuchennego blatu na stół. Skupia całą uwagę na trzymanym w rączce naczyniu. Wzrok wbity w falującą przy każdym kroku taflę wody.  Maleńkie kroczki… jeszcze kawałek… nagle:
– zaraz wylejesz!- nierzadko wypowiedziane pospiesznym, lekko podniesionym tonem. To nie może być pomocne. Zastanówmy się, czy chcielibyśmy takich „rad” podczas wykonywania ryzykownych i trudnych czynności.  Jeśli nie wystraszymy dziecka samym tonem wypowiedzi, to przynajmniej damy do zrozumienia, czego od niego oczekujemy. Tak, „zaraz wylejesz”, to stwierdzenie. Nie zdziwmy się, jeśli dziecko, które często to słyszy, będzie rozlewało częściej, niż maluchy, które słyszą słowa poparcia.
Co zamiast?
W przypadku starszego dziecka? Nic. Żadne dziecko, ani żaden dorosły nie rozlewa celowo zupy, wody, nie upuszcza specjalnie talerza z obiadem. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Ba, bywa, że w okresie dorastania dzieci przeistaczają  się w totalne „niezdary” i żadne- „zaraz upuścisz” tego nie zmieni.
W przypadku malca, który dopiero się uczy? To wbrew pozorom trudne zadanie. Cierpliwość i słowa poparcia  zdziałają więcej dobrego niż opisywana „przestroga”.  Dajmy dziecku  skupić się na wykonywanej czynności, wszelkie „ostrożnie” i „pomału” powiedzmy wcześniej, nie rozpraszajmy w trakcie. Pochwalmy za sukces. I w żadnym razie nie gańmy za porażkę. „ To trudne, ale następnym razem ci się uda” brzmi zdecydowanie lepiej, niż „ a nie mówiłam?”. A poza tym, czy nam, dorosłym się to nie zdarza?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. anna anna

    do tego dodałabym „nic się nie stało…” kiedy upadek, uderzenie w głowę, rękę i inne, rozbite kolano itd.

    • mama mama

      taaak..uwielbiam…”nic się nie stało”, „nie bolało”…grrrr

  2. marysia marysia

    chcialaby dodac cos z wlasnego doswiadczenia odnosnie punktu 5 ;) , ze z natury jestem gadula , to nigdy nie mowilam do dzieci a na kazde a byla nastepna wyczerpujaca odpowiedz ….. efekt…. 10 latki same juz prosiły … :)))

  3. Radek Radek

    jaja sobie robicie kochani? dziecko partnerem w dyskusji to może być wtedy, jak sobie dyskutuję z nim co smaczne a co niesmaczne – w żadnej poważnej sprawie ciekawski dzieciak nie jest partnerem w dyskusji. Zapominacie że to rodzice mają wychowywać dziecko a nie wychowywać się z dziećmi ??

    • oliwia02445 oliwia02445

      Zgadzam się Radku- nie wyobrażam sobie siebie dyskutującą z moim trzylatkem. To nie jest tak że wogóle nie rozmawiamy, pozwalam mu podejmowac małe decyzje typu- chcę koszulkę białą czy niebieską, czy soczek pomarańczowy czy jabłkowy, ale żeby dyskutować? Dziecko ma słuchać rodzica- to my mówimy mu co wolno, a co nie, bo jak inaczej ma się nauczyć co jest dobre a co złe? Radek, napisz to co napisałeś tutaj na popularnym forum maluchów a psychofanki bezstresowego wychowania zjedzą Cię żywcem, haha

      • sosrodzice sosrodzice

        To miejsce wymiany poglądów – prosimy :) Nikt nikogo nie zje :)

      • kami kami

        Tu nie chodzi o to, ze mamy dyskutowac z dzieckiem czy dana decyzja rodzica jest wlasciwa, tylko, zeby wytlumaczyc swoja decyzje, swoj punkt widzenia.

  4. wap wap

    Radek, oliwia. To chyba nie tak z ta dyskusja. Chodzi raczej o to by nie zostawiac dziecka bez odpowiedzi. Jesli jest zakaz to warto uzasdnic dlaczego NIE, bo inaczej ciekawy maluch sprawdzi sam. Niedotykaj zelazka, bo bywa gorace, mozesz sie poparzyc. Jesli chcesz sprawdzisz ze mna jak to dziala itd. Nie sciagaj z polek w sklepie bo to nie jest nasze, morze pospadac, trzeba bedzie placic za zniszczenia itp. Wszystko na miare mozliwos i dziecka. Ja z moim zawsze dyskutowalam przez to wydaje sie, ze latwiej pre yzuje mysli, swietnie sie wypowiada na kazdy temat to opinie z przedszkola.

  5. Również mama Również mama

    A co złego w „nic się nie stało”? Gdy moja dwulatka nieboleśnie upadnie, biorę ją na rączki i mówię, że nic się nie stało, że mamusia podmucha i da całuska w kolanko…więc nie widzę w stwierdzeniu „nic się nie stało” czegoś co krzywdzi dziecko.

    • Kamila Kamila

      No właśnie to samo pomyślałam. Jak mój dwulatek gdzieś si uderzy, albo upadnie, a dobrze wiem, że nic go nie boli, bo byli to lekkie uderzenie to tez mowie, ze nic się nie stało i go przytyłam. Co w tym niby złego?

      • Dorota Dorota

        Problem w tym, że dla dziecka może się jednak coś stało. Może nie boli, ale jednak się przestraszył…
        Wtedy wystarczy chyba powiedzieć: „chodź przytul się” lub „wszystko jest w porządku”.
        Przynajmniej ja to tak rozumiem. A Ty?

        • Lidzia Lidzia

          A mnie się wydaje ,ze zbytnie rozczulanie sie nad dzieckiem powoduje wlasnie to,ze ono przy kazdym nawet najmniejszym upadku placze i histeryzuje. Skoro my histeryzujemy na widok tego jak upada to ono tez mysli,ze niewiadomo co sie stalo. Ja zawsze mowilam „nic sie nie stalo” , oj „wstajemy szybciutko” itd.z usmiechem na twarzy i moja 2 letnia corcia tez tak robi..jak sie przewroci to wstaje i biegnie dalej ,czesto sama sie z tego smieje :) czasem przychodzi,zebym pocalowala kolanko i tyle :)no chyba,ze jest cos powarzniejszego to wiadomo,przytulanie,pocieszanie ale to jest normalne,ze nie zostawimy dziecka samemu sobie gdy krzywde sobie zrobi. Ale ogolnie rzecz biorac uwazam,ze powinno sie wychowac dzieci na dzielnych maluchow i nie robic paniki z byle czego. :)

          • Dorota Dorota

            Lidzia, masz rację.
            Zgadzam się z Tobą, rozczulanie się nie ma sensu.
            Daleka jestem od tego.
            Rodzic powinien zawsze trzymać w takich sytuacjach nerwy na wodzy i pozostać opanowany. Nadmierna reakcja jeszcze bardziej przestraszy dziecko. To trudne, bo rzeczywiście wystarczy pokazać swój strach miną, gestem…
            Ja zwyczajnie mówię „chcesz się przytulić?”, jeśli córka odpowiada „nie, nie boli” i zaczyna się bawić dalej, widzę, że jest dumna z siebie i zadowolona „że nic się nie stało”. Ale to ona stwierdza, że rzeczywiście wszystko jest w porządku.
            Gdy mówi „tak, mamusiu boli”, to mówię: „tak, ale zaraz przestanie.” lub „jestem tu kochanie, możesz się przytulić” lub „pocałować?” i gdy już nie boli, idzie bawić się dalej.
            Ja wiem, że czasem dziwie tak zareagować, gdy zazwyczaj mówiło się „nic się nie stało”…Wiem to sama po sobie :)

            • Mamuśka Mamuśka

              Doroto :) No właśnie co innego jak mama mówi „nic się nie stalo” i zostawia tak dziecko, oczekujac, ze malec wstanie, pozbiera sie, bedzie dzielny i ruszy dalej. Natomiat, gdy dzieciatko sie lekko uderzy to „nic sie nie stalo (bardzo zlego), bedzie dobrze, zaraz przestanie bolec, mama pocałuje i po sprawie :) ” od razu to ma inny wydzwiek :)

              Nic sie nie stalo ma tez inne formy- np. dzisiaj moja mala córeczka sięgnęła po jej plastikowy kubek ze stolu, kubeczek nie byl zakrecony, bo czekalam zlapie temp. pokojową (był z lodówki). Caly jabluszkowy sok wylał sie na ponbad 2 letnią corke i na podloge. Mój szkrab zaczął płakać, bo było jej smutno, że picie sie wylało i że jest mokra. Szybko do niej przykucnelam i powiedziałam co się stało? rozlazł się soczek? nic nie szkodzi, nic sie nie stało (czyli nie musi sie przejomowac) mama zaraz naleje nowy :) Chodz się przebierzemy :) Córa szybko przestała płakać i zapomniała o zdarzeniu. Więc nie zawsze „nic się nie stało” jest złe :) Pozdrawiam Was Kobietki

              • Dorota Dorota

                Mamuśka, tak, słusznie.
                Też tak można to odebrać :)
                Dzięki za przedstawienie swojego punktu widzenia :)

    • Dorota Dorota

      Moim zdaniem mówiąc „nic się nie stało”, negujesz to, co się wydarzyło…zwłaszcza w sytuacji, gdy dziecko się boleśnie obije. Czasami się zwyczajnie przestraszy, szuka ukojenia…A to „nic się nie stało” jest bliskie „wcale Cię nie boli”.

      • Również mama Również mama

        Właśnie nie powinno się roztrząsać tego co się wydarzyło, bo dziecko bardziej to przeżywa! I proszę trochę pomyśleć, ja nie mówię o sytuacjach bardzo bolesnych (tutaj inaczej się reaguje), tylko o drobne „wypadki”. Bo rzeczywiście, gdy widzę, że nic się nie stało to delikatnie pokazuje córce, że nie jest to nic bolesnego. Przykładem jest właśnie to jak dziecko nic nie boli, a jest po prostu wystraszone.

        A potem widuję nie raz dzieci w wieku przedszkolne, które przy błahych powodach płaczą, drą się i panikują ;)

        Tak jak wspomniałam, każda mama ma inne zdanie. Jeżeli córka szuka ukojenia dostaje je ode mnie, przytulam ją, głaszczę, całuję i mówię, ze Ją kocham, a to, że przy okazji powiem te kilka zdań „zabronionych” według Pani, nie sprawi, że moje dziecko poczuje się negowane lub niezrozumiane. Pozdrawiam i życzę zdrowego podejścia do dzieci i więcej matczynej intuicji :)

        • Dorota Dorota

          Również mamo, nikt nie mówi o roztrząsaniu tego, co się wydarzyło. :) Tylko o zrozumieniu i akceptacji uczuć dziecka i nie narzucaniu maluchowi własnych odczuć.
          Poza tym widzę to inaczej – jeśli dziecko ma ochotę to płacze, ja przytulam, dodaję otuchy (jeśli tego potrzebuje). Dziecko przestaje i nie musi żadnych emocji kumulować w sobie. Gdy jest małe, takie gwałtowne wybuchy emocji są naturalne, z czasem dziecko reaguje inaczej.
          Mam dwie córki – jedna ma 4 lata, druga 1,5 roku. Gdy przewróci się starsza, sama zazwyczaj mówi – „to nic, nie boli mnie” i bawi się dalej, gdy młodsza – tu reakcje są różne, w zależności od wielu zmiennych czynników – pojawia się także płacz po prostu ze strachu.
          Po co o tym piszę? Według mnie dziecko dorasta do wielu zachowań…

          Osobiście nie znam zbyt wiele dzieci w wieku przedszkolnym, które „drą się i panikują”, Widzę raczej rodziców, którzy panikują, gdy widzą, co robią ich dzieci :) Znam też mnóstwo rodziców, którzy nie pozwalają dziecku przeżywać „złych emocji” – strachu, bólu, złości. Nie uczą, jak sobie z nimi radzić i jak je wyrażać w odpowiedni sposób.

          Życzenia zdrowego podejścia do dzieci i matczynej intuicji przyjmuję. :) Codziennie też uczę się pokory :) Pozdrawiam.

          • Olka Olka

            pamiętam, jak mama powiedziała „nic się nie stało”, gdy spłakana wróciłam do domu, bo moja ulubiona koleżanka nie chciała się ze mną bawić..
            do dziś pamiętam, jak się wtedy czułam…:(
            dlatego rozumiem intencję – to nie jest najlepsze sformułowanie.
            Dla nas może nic się nie stało, ale dla dziecka…
            Bez sensu tak mówić i zaklinać rzeczywistość.
            Naprawdę lepiej okazać zrozumienie i dać wybrzmieć emocjom niż im zaprzeczać

          • Również mama Również mama

            Widzę, że nasza konwersacja i tak zmierza donikąd, gdyż mamy odmienne zdania. Nadal uważam, że słowa „nic się nie stało” w adekwatnej sytuacji są poprawne. Moja 2-latka nie kumuluje w sobie uczuć, chce płakać to płacze, a ja ją przytulam i pocieszam. Jak widać inaczej wychowujemy pociechy.

            Na takich forach każda mama jest „ekspertem”, więc jak tu dojść do konsensusu? :)

            „jeśli dziecko ma ochotę to płacze, ja przytulam, dodaję otuchy (jeśli tego potrzebuje). Dziecko przestaje i nie musi żadnych emocji kumulować w sobie”
            Nie wspominałam nic o zabranianiu dziecku płakania i żalenia się. Nie wspominałam żeby do szkraba mówiło się „no już, nie płacz”.
            Porusza Pani inne sprawy ;) Ależ oczywiście, gdy moja córka upadnie (mimo, że nic jej nie boli) i płacze to całkowicie zrozumiałe, że może płakać, żalić się, wtulać się w mamę i ja to wszystko ofiaruję. Mówię wtedy, że nic się nie stało, że tak, upadła, ale już mamusia przytula, podmucha, pogłaszcze i za chwilę znów się bawimy.

            Dobrze, że codziennie uczy się Pani pokory :) Pozdrawiam, dobrej nocy

            • Dorota Dorota

              Również mama, można dyskutować.
              Tylko na poziomie.
              I wtedy to ma sens, a rozmowa nie zbacza z toru.
              Dlatego pochwalam decyzję :)
              Również spokojnej nocy.

        • Jula Jula

          również Mama,
          artykuł jest czego nie powinien mówić rodzic…
          Przydałoby się również, jak dyskutować.
          Szkoda, że od razu próbujesz się wywyższać „życzę więcej rozsądku” blala…
          słabe to, serio. I trochę świadczy o Tobie.

          • Sylwia Sylwia

            Również mamo, „matczyna intuicja” to wg Ciebie zachowanie takie, jakie Ty preferujesz? ;)
            Jak widzisz, Autorka działa wg SWOJEJ matczynej intuicji, więc Tobie guzik do tego.

          • Również mama Również mama

            Nie życzyłam rozsądku i nikomu nie ubliżałam :) Proszę nie pisać, że się wywyższam, nie napisałam nic o autorce, ani o tekście (skomentowałam jeden z komentarzy, który poruszał dodatkową kwestię).
            Grzecznie wspomniałam, że KAŻDA mama inaczej wychowuje swoje dzieci, a jedna z Pań zarzuciła mi, że słowami ” nic się nie stało” krzywdzę swoje dziecko, które kocham nad życie. Krótko skomentowałam, że WEDŁUG MNIE nie jest to złe zdanie (w adekwatnych sytuacjach).
            Jak każda mama zareaguje kiedy ktoś pisze, że nie rozumiem swojego dziecka, że przez mnie ono tłamsi swoje emocje..jak Pani zareaguje kiedy ktoś wytknie Pani, że nie nie spełnia Pani dobrze roli mamy przez jedno zdanie?

            Pani Sylwio…czy ja wytykam metody autorki? Ależ skąd! Proszę zacytować w jaki sposób.

            • Również mama Również mama

              DROGIE PANIE

              W tym krótkim czasie poszperałam w internecie i znalazłam kilka artykułów o ‚nic się nie stało’ i….z pokorą przyznaję Wam rację. Tak przyznaję, broniłam swego zdania, a teraz dociera do mnie, że było ono mylne. Nie sądziłam, że kilka słów może tak wpłynąć na dziecko. Co prawda wypowiadałam je przyjaznym, pełnym miłości tonem, ale chyba to też bez znaczenia.

              Tak więc, Pani Doroto przyznaję Pani rację i od dziś postaram się oduczyć mówienia, że nic się nie stało :)
              Czasami potrzeba czasu żeby coś dotarło do upartych ludzi, pozdrawiam :)

              • Dorota Dorota

                Również mama, nie ma sprawy.
                Czekam na Twoje komentarze pod innymi artykułami. :)
                A o sławetnym zdaniu sama chętnie napiszę artykuł, mam nadzieję, że lepiej mi wyjdzie niż rozpisywanie się w komentarzach :)

  6. kulka kulka

    do dziś pamietam ” nie bo nie” jesli pytałam dlaczego czegos mi nie wolno.
    co prawda byłam juz wtedy w podstawówce ale porównania typu ” a Anetka ma same piątki” a jak mówiłam ze anetka moze pojechac na wakacje a ja nie to juz porownania do anetki nie były dobre ” bo ty to nie anetka” :/
    Moim dzieciom na pewno tego oszczędzę bo ślady w psychice zostają na długo a żal jeszcze dłużej…..

    • Dorota Dorota

      No tak…
      Niestety takie zdania pamięta się bardzo długo…I ciążą.

  7. nie matka cebulaczka nie matka cebulaczka

    Dla mnie takie niezdrowe podejście do dziecka jest chore – jest to przedmiotowe traktowanie dziecka a do każdej sytuacji zamiast podchodzić intuicyjnie i w zależności od sytuacji i potrzeby dziecka, ba nawet jego obecnego humorku ;) a nie jak do psa którego się tresuje (bo w danej sytuacji trzeba tak i tak – to można powiedzieć bo wtedy poda łapę a tego broń Boże nie mówić bo coś tam… Przerażają mnie tacy ludzie i takie ”matki Polki” które wolą tresowac niż wychowywać… Jakoś wszystkie mamy wychowaly nas bez poradników i internetu! a jakoś na ludzi niezróważonych i z problemami natury psychicznej nie wyroslimy ;) życzę zdrowego podejścia do macierzyństwa i cieszenia się nim zamiast ciągłego myślenia co mogę powiedzieć do swojego dziecka a czego nie ;)

    • Karola Karola

      1. Nigdy malcowi nie podaje się szklanki! Może ją przegryźć, skaleczyć się, bo może być uszczerbiona, pęknięta. Gdzie myślenie? Kubek jest o niebo lepszy, albo plastikowy dla dziecka.
      2. Pozwolić dziecku się wywrócić? No pewnie przecież to takie proste, gorzej jak wybije sobie zęby, albo natłucze ogromnego guza…ehh. Autorko wystarczy powiedzieć do malucha „wolniej słoneczko, to jest niebezpieczne” a wybór miejsca nie zawsze zapewni bezpieczeństwo.
      3. „kompromitacja dziecka” jeżeli ono same zachowuje się kompromitująco? Tak, zabierzmy dziecko na bok, a ono i tak będzie miało twoje uwagi w poważaniu, chyba autorka myśli, ze dzieci są jak roboty- ty powiedz że dziecko źle robi i żeby przestało, a dziecko posłusznie zmieni się w anioła! Oj nie te realia
      4. „Zaangażuj dziecko do przygotowania posiłku- większe prawdopodobieństwo, że zechce spróbować, jeśli będzie miało wkład w gotowanie” kolejny przykład na to, że realia są inne. Nie każde dziecko, tym bardziej 10 latek jest zainteresowane przygotowywaniem posiłku. Wszystkie porównania bolą…a porównanie „synu grasz w piłkę jak Ronaldo”? nie każde jest złe ;)
      5. „traktujesz go jako partnera w dyskusji, nie niższą formę życia, której nie trzeba się tłumaczyć, bo i tak nie zrozumie. Takie traktowanie jest obraźliwe. Dla każdego, bez względu na wiek”- tak właśnie jest! Nie zawsze da się dziecku coś wytłumaczyć…
      Radek dobrze napisał…zaraz te wszystkie „pseudo wspaniałe poradnikowe matki” się obudzą i wszystkich zjedzą (a w tym czasie mogły by pobawić się z dzieckiem, a nie siedzieć w internecie).

      A i jeszcze ta afera o „nic się nie stało…” ja prdl, weźcie sie ogarnijcie mamuśki. Pewnie byscie zginely bez tych poradnikow

      • Dorota Dorota

        Karola, jeśli takie są Twoje przekonania, spoko. Masz do tego prawo.

        P.S. Żadnej afery nie było.
        Poza tym, tu nie przeklinamy i wyrażamy się z szacunkiem.
        Pozdrawiam.

    • Dorota Dorota

      Czemu tu zaglądam?
      Bo piszę na ten serwis artykuły! :)
      I tak się składa, że też moderuje komentarze.
      Pozdrawiam wszystkie komentujące Mamy! :)

  8. Ania Ania

    ojjj zaraz rozlejesz i nie przewróć się to nawet jakbym chciała to nigdy nie zdążyłabym wypowiedzieć :))) jak dla mnie z kosmosu! mój trzylatek rozlewa ciągle, wszystko i właściwie bez przerwy jest „przewrócony” ;)

Zobacz również