5 sposobów, jak skutecznie zniechęcić mężczyznę „do pomocy” przy dziecku…Antyporadnik

Jak świat światem kobiety-matki narzekają na swoich partnerów–ojców, że nie angażują się wystarczająco w opiekę nad dzieckiem. Są sfrustrowane tym, że „wszystko” muszą robić same, że tatuś sam pozostawiony z dzieckiem to gwarancja wielkiego zamieszania i bałaganu. Gdzie leży problem? Czy zawsze winny jest mężczyzna, a może to my kobiety, swoimi nieostrożnymi, nieprzemyślanymi zachowaniami często zachęcamy do męskiej bierności? Oto wpis z kategorii: „autorefleksja”.

 Lepiej ja to zrobię…

Mama dziecka wie wszystko najlepiej. Wie, jak przytulić, jak nosić, jak kołysać, kiedy przebrać, a kiedy się bawić i nakarmić. Nie dość, że ma wiedzę, to jeszcze potrafi robić to wszystko lepiej, szybciej i skuteczniej. Także, gdy on z dumą i poczuciem odpowiedzialności angażuje się, podejmuje działania i zauważa, że nie wszystko idzie tak, jak trzeba, zamiast wsparcia, otrzymuje jasny sygnał: „daj, lepiej ja to zrobię…” A potem słyszy słowa wypowiadane do dziecka: „no chodź do mamusi, o tak, i już dobrze, prawda? Już nie płacz, moje kochanie”. Gdy rzeczywiście malec się uspokaja oddany mamie, mężczyzna dostaje jasny sygnał – nie nadaję się, ona potrafi lepiej się zajmować naszym dzieckiem.

father_child

W jaki sposób kobiety zniechęcają mężczyzn do angażowania się w opiekę? Nie dają szansy, by jeden czy drugi śmiałek mógł wypracować swój styl opieki nad potomkiem, który może być inny od „wzorcowego” postępowania mamy dziecka. Gdy mężczyzna tylko próbuje, wkracza ona, by go wyręczyć. W ten sposób odbiera szansę zdobycia doświadczenia i satysfakcji z dobrze wykonanego zadania.

On/ona tak nie lubi

Korzyść z przebywania dziecka z mamą i ojcem jest taka, że każda osoba ofiarowuje maluchowi siebie, swoje pomysły i swój sposób postępowania, pokazuje temperament, odmienne reakcje. Uczy, że świat to nie tylko ciepły uścisk mamy, ale również mocne dłonie taty. Dążenie do tego, by mama i tata postępowali identycznie jest już na wstępie narażone na porażkę. Tak się po prostu nie da i nawet nie jest to korzystne dla nikogo – ani rodzica, ani tym bardziej dziecka.

Mówienie „nie rób tak, bo on tak nie lubi” w ustach mamy widzącej zaskakujące zachowanie taty dziecka wynika z troski, oszczędności czasu a czasami zmęczenia i frustracji. Problem w tym, że zazwyczaj trudno ocenić, co dziecko rzeczywiście lubi, jeśli maluch nie miał okazji z danym postępowaniem się spotkać, zmierzyć. Poza tym dziecko może różnie reagować na podobne sposoby postępowania mamy i taty. Wniosek? Warto dać szansę drugiej stronie. Nawet jeśli malec okupi płaczem starania własnego ojca, to…nic mu nie będzie.

Mama jest najważniejsza

Istnieje silnie ugruntowane przekonanie, że mama jest ważniejsza. Mit Matki Polki, który nadal ma się dobrze. Mimo że mijają lata i wiele się zmienia, kobiety stają się niezależne, przebojowe, a widok tatusia z wózkiem już nikogo nie szokuje, to nadal kobiety uważane są za ważniejsze w kontekście wychowania dzieci. Ojciec może być obecny lub nie, może się angażować lub stać z boku, co do mamy nie ma zazwyczaj takich wątpliwości. Niejako odgórnie przyjmuje się, że to właśnie kobieta jest ważniejszym rodzicem. Oczywiście to pewne uproszenie, które jednak istnieje w społeczeństwie a jego skutki są doskonale widoczne na każdym kroku.

Trudno wyzbyć się przekonania, że jako mama nie jesteś wcale ważniejsza od ojca swoich dzieci. Sama miałam z tym problem i łapałam się na myśleniu, że „wiem lepiej”, „że naturalnie jestem lepiej przygotowana”, że ode mnie wszystko zależy. Towarzyszyło temu takie miłe poczucie, że to ja jestem numerem 1. Przyznaję się do tego, choć przyznam, że to dość trudne, pisać o tym, co czuje wiele kobiet, ale o czym nie wypada mówić. I mimo że w głębi serca jako mamy wierzymy, że to przekonanie o swojej wyższości w niczym nie przeszkadza, to niestety mylimy się. Oszukujemy siebie i otoczenie, co siłą rzeczy unaocznia się w naszych działaniach. Wykazując postawę, jestem ważniejsza, wiem lepiej, trzeba mnie słuchać, ja tu rządzę, możemy skutecznie zniechęcać partnera do angażowania się i zmniejszać jego siłę wpływów, a potem narzekać, że on nie wie, jakich pieluch używa dziecko (dlaczego właśnie tych), co maluch je na kolację, a potem jak to w wielu dowcipach…do której klasy chodzi.

Co możemy zrobić, by było lepiej? Po prostu zrozumieć, że bez taty dziecka nie stałybyśmy się mamami tego właśnie dziecka, że ojciec ma prawo i obowiązek dbać o swojego potomka. I jeśli to tylko możliwe należy mu to umożliwić.

Ma być idealnie albo wcale

Kolejny problem to kobiecy perfekcjonizm i brak umiejętności „odpuszczenia sobie”. Jako mamy, które na marginesie atakowane są na każdym kroku i bez ustanku punktowane, żyjemy pod wielką presją i staramy się sprostać oczekiwaniom. Nie zawsze własnym, ale  narzucanym nam z zewnątrz – by być idealnie zorganizowane, świetnie przygotowane, bardzo dobrze rozeznane. Tego samego wymagamy od partnerów, którzy się jednak buntują, bo zauważają absurdalność tych wszystkich zaleceń. Widzą, że tak na dłuższą metę się nie da i wprowadzają do  codzienności więcej luzu. Niestety dostają „reprymendy” i nierzadko są zmuszani serią wymagań do stawania na wysokości zadania.

Pytanie otwarte jest takie: czy naprawdę musi być idealnie? Czy nie da się od czasu do czasu odpuścić? Świat się nie zawali, a…wszystkim będzie żyło się lepiej.

Poproszę mamę o pomoc

Dziećmi może opiekować się wiele osób: dziadkowie, niania, siostra, sąsiadka. Pomoc tych wszystkich osób jest nieoceniona, nie sposób jej ignorować. Problem pojawia się wtedy, kiedy teoretycznie maluchem może zająć się tata, a mama dziecka nie zwraca się do niego, nie traktuje tego jak „oczywistą oczywistość”–  że to on powinien objąć stery, ale dzwoni do swojej mamy i prosi, by ta przyjechała. Dlaczego? Bo nie chce go kłopotać, bo wierzy, że jej własna mama poradzi sobie lepiej. Oczywiście są też inne sytuacji, kiedy za mamą dziecka zamykają się drzwi, a tata dziecka dzwoni po swoją mamę…ale to już „inna para kaloszy”.

Znowu wszystko sprowadza się do prostej zasady – daj mu szansę. Mamo narzekająca na to, że on się nie angażuje, pozwól tatusiowi zająć się dzieckiem samodzielnie, bądź w innym pokoju, a najlepiej od razu wyjdź na dłuższy spacer. Pozwól partnerowi popełnić błędy, dotrzeć się z maluchem i zobacz radosny uśmiech na twarzy, gdy po Twoim powrocie Mąż będzie opowiadał Ci, jaką cudowną metodę uspokajania niemowlaka udało mu się wypracować pod Twoją nieobecność. Powodzenia!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Anka Anka

    Ja przez długi czas nie widziałam problemu, wydawało mi się że skoro on pracuje to ja mogę zająć się domem i wszytsko jest w porzadku. Teraz jestem nieszczęśliwa bo widze ze jednak nie jest ok. Pieniądze mnie nie cieszą, choc zarabia calkiem spoko, kolezanki mowia, ze mam sie cieszyc, ze sama nie musze isc harowac…. Co z tego że kupię sobie nową rzecz skoro i tak nie mam kiedy się tym cieszyć, ciagle biegam, robie wszystko, by zadowlic wszystkich, ze wszystkim zdazyc. On nic nie robi, a przecież jest mnóstwo rzeczy z których razem korzystamy. od czasu do czasu moglby cos zrobic w domu, przy dziecku :( on jest takim tatusiem na pokaz…do zdjecia, usmiech, do chwalenia sie dzieckiem, nic ponadto

  2. Monika Monika

    Jak ktoś słyszy że „zrobię to lepiej niż ty” to nie ma się co dziwić że przestaje się angażować. U nas od początku oboje robiliśmy przy dziecku wszystko – teraz jedyna rzecz którą robie sama to czesanie małej (ma prawie 3lata ) bo to ona mówi że mama ładniej czesze – do póki ona tacie nie wygarnęła że jest krzywo i nie tak jak powinno to też ją czesał :P raz lepiej raz gorzej ale przy jej pomysłach mi też czasem się nie udaje stworzyć to co chciała :P jak była malutka to tata zostawał z nią na cały dzień sam i było nawet lepiej niż jak ja z nią byłam :P a jak miała nie cały rok pojechałam na tydzień na szkolenie i poradzili sobie bez problemów – teraz jak jest chora to on z nią zostaje w domu bo jej zdaniem on lepsze lekarstwa daje i szybciej zdrowieje :) mąż nie miał nigdy oporów żeby wykąpać czy zmienić pieluche czy nakarmić małą – sam rwał się do robienia przy niej a ja po prostu nie przeszkadzałam i nie oceniałam.

  3. Ala Ala

    Bo facet jak sie nauczy ze ma kto za niego posprzatac ugotowac wyprac i zajac sie dzieckiem to on sie tego nie tknie. Kobiety, nie róbcie tego błędu! Cencie sie!

  4. Mysza Mysza

    I co nikt nie komentuje? Kobiety przecież to nasze błędy, jak byk!