5 nawyków, które unieszczęśliwiają młodą mamę

Według „Psychology Today” mamy wpływ na 40% czynników, które determinują nasze szczęście. To dużo, czy mało?

Nie mnie to oceniać. Zresztą nie w tym rzecz.

Mam wrażenie, że same często sobie odbieramy szczęście. Właśnie w tym zakresie, na jaki mamy wpływ. I te 40% aspektów sprawia, że czegoś nam w życiu brakuje, czujemy się niespełnione albo jako mamy, albo jako kobiety. Ciągle mamy bowiem wrażenie, że musimy wybierać: albo będę w 100% mamą, taką, która nie idzie na trudne kompromisy, albo będę realizować własne pasje i marzenia. To lub to. Półśrodki nie wchodzą w grę, bo zawsze dzieje się coś kosztem czegoś. Tak myślimy. Poza tym czujemy się wyczerpane, zmęczone, ale trwamy w swoich nawykach, wierząc, że nie można inaczej.

Zrobię wszystko sama

Mit Matki Polki jest ciągle żywy. Tak, lubimy radzić sobie ze wszystkimi same, bez pomocy. Być umęczone, nie mieć na nic czasu, biegać z językiem na wierzchu. Bo tak trzeba, bo tak robią wszyscy, bo takie czasy. Bo w ten sposób jesteśmy niezastąpione i najlepsze.

zrobię wszystko sama

Że później to odchorowujemy? Nie możemy sobie przypomnieć, kiedy się tak naprawdę dobrze bawiłyśmy z partnerem bez dziecka? Kiedy odpoczęliśmy, zresetowałyśmy się? Możemy czuć czasami złość, frustracje, przymykać oko na niespełnione marzenia, powtarzając, że dziecko jest najważniejsze. Często cierpi na tym nasz związek, ale nie tylko… taka postawa ma wpływ na relacje dziecka z ojcem.

Matka, która robi wszystko sama siłą rzeczy nie pozwala się wykazać partnerowi. Często paradoksalnie narzeka, że on jej „nie pomaga”, ale to ona mu na to nie pozwala, bo wszystko robi najlepiej, a on przecież się nie zna.

Poza tym gdy wszystko robimy same, często nie mamy zwyczajnie czasu na to, co dotychczas. Nasze kontakty z przyjaciółmi ulegają rozluźnieniu, z czasem wokół nas robi się pusto.

A dziecko?

Dziecko zbyt często jest tak silnie związane z matką, że…to rodzi spore problemy.

Nie mogę nikomu ufać

Pewna doza krytycyzmu jest zdrowa. Nie będę nawet zaprzeczać, jednak podważanie kompetencji każdego i wszystkich na każdym kroku zakrawa o paranoję. Lekarz się nie zna, bo wypisał receptę na ten lek. Pewnie dostał sporą sumkę, żeby zapisać specyfik, za który potem pojedzie na ekstra wczasy. Jest opłacany przez firmy farmaceutyczne, dlatego doradza środki, które osłabiają nasze dzieci.

Nauczycielka w przedszkolu traktuje niesprawiedliwie, w szkole ktoś się uwziął. Kucharz karmi „chemicznym jedzeniem”, zbyt słodko i tłusto. Nie zostawimy dziecka z babcią, bo ona na pewno tuż po zamknięciu drzwi zacznie dawać maluchowi zakazane słodycze.

Co z tego, że wiele zarzutów to pewnie prawda? Co z tego, skoro życie w aurze nieufności bywa męczące i tak naprawdę bliskie paranoi.

Porównuje się do innych

Porównuje własne życie, rozwój dziecka, stan konta, stan majątkowy, wygląd, figurę, ile która przytyła, a potem schudła albo i nie. Słowem – wszystko i wszystkich.

I zawsze to porównanie działa na niekorzyść. Pojawia się zazdrość, żal, poczucie, że nie jest tak dobrze, jak wydaje się nam, że jest u koleżanki obok. Jak mogłoby być…

Spoglądanie na przyszłość z niepokojem

Nieszczęśliwe osoby koncentrują się na tym, co może pójść źle. Szczęśliwe są przezorne, ale nie sieją  zamętu i czarnych scenariuszy. Patrzą na przyszłość optymistycznie i swoim nastawieniem zarażają innych, dając wzór również dzieciom, które są bardziej pewne siebie i mniej zalęknione.

Perfekcjonizm u matek

Sidney J. Blatt z Uniwersytetu Yale tłumaczy perfekcjonizm jako dążenie do doskonałości, nie tylko unikanie, ale i niewybaczanie sobie błędów oraz szukanie akceptacji otoczenia.

Co w tym złego?

Ano to, że kryje się za nim dążenie do realizacji nierealistycznych, skrajnie wysokich idei. Każdy najmniejszy błąd perfekcjonista uważa za swoją porażkę i mocno go przeżywa. I tu właśnie tkwi zagrożenie.

Rodzicielstwo nie jest pozbawione błędów. Wychowując dzieci, nigdy nie osiągniemy doskonałości. Osoby, które wierzą, że to możliwe, prędzej czy później mierzą się z ogromnymi frustracjami i poczuciem niższej wartości.

Perfekcjonista jest bowiem wiecznie z siebie niezadowolony i szczególnie narażony na depresję.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Marta Marta

    Oj, choruję na perfekcjonizm i do tego pracoholizm – to naprawdę słaba kombinacja

  2. marciaa marciaa

    Święta prawda. 9/10 moich koleżanek „wszystko zrobi najlepiej”. Śpi w pokoju 4 letniego dziecka, „bo dziecko mam na stale, a męża można zmienić”. A na wiadomość że mojego syna kąpie ojciec, ze lepiej niż ja potrafi bawić się z nim klockami albo ze potrzebują swoich męskich chwil beze mnie, patrzą ze zgroza sugerując jaką to złą jestem matką skoro ojciec mnie może zastąpić. A w mojej ocenie nasz układ jest fantastyczny. Syn dokładnie tak samo bezpiecznie czuje się z tata jak ze mną, myślę ze jest z nami równie związany. Nie ma tragedii i wyć gdy wychodzę ani gdy wychodzi tata.

    • Dorota Dorota

      Ja czuję się bardzo szczęśliwa, gdy widzę, kiedy nasze córki świetnie bawią się ze swoim tatą. Mają super kontakt.
      Nie wiem, jak można chcieć czegoś innego.
      Doskonale Cię rozumiem.

  3. ojciec ojciec

    Temat nie dotyczy tylko młodych mam….to kwestia charakteru zdarza się również facetom….objawia się może nieco inaczej ,ale moim zdaniem to pewna doza zarozumiałości i braku pokory, a takie cechy nie temperowane mogą zniszczyć związek….dobry artykuł

    • Dorota Dorota

      Dzięki
      Chyba w mężczyznę, mimo wszystko, trudniej mi się wczuć ;) Ale może kiedyś osiągnę wyższy stopień wtajemniczenia ;)

  4. Mama – madrzejsza o cale 6,5 roku Mama – madrzejsza o cale 6,5 roku

    Poznalam na wlasnej skorze co to znaczy „perfekcyjnosc”. Dom musi byc idealnie czysty, wszystko poukladane, czysciutkie, wyprasowane, na swoim miejscu i tak przez pierwsze 2 lata zycia mojego syna. Kolejny rok zaczynalo cos switac – 3 lata zajal mi „powrot do zdrowoa”, stracilam najpiekniejsze chwile mojego malenstwa, zamiast sie bawic i cieszyc jak rosnie, widzialam gdzie trzeba posprzatac… Dzisiaj jestesmy rodzina, czas spedzamy razem, obowiazki tez dzielimy razem a przez to mamy czas by byc razem, pobyc ze soba samym i spotkac sie z przyjaciolmi ale to trwalo – zanim dotarlo do mnie, ze wine ponosze ja sama i ze przez wlasna jednowzrocznosc moglam znoszczyc milosc…

    • Dorota Dorota

      I najważniejsze, że coś się jednak zmieniło. Reszta jest mało istotna. Całe życie człowiek się uczy. Pozdrawiam serdecznie!

  5. ja ja

    Co za bzdury najpierw to Mężczyzni powinni dojrzeć do tego aby zostać ojcem a nie trzymać się mamusinej spódnicy,tylko ciągle jej słuchać i sie podporzadkowywać i zle traktować swoje własne dziecko

  6. Jula Jula

    Wszystko prawda

  7. Mama bliźniaków Mama bliźniaków

    Trochę czasu mi zajęło, aby zrozumieć, że nie zawsze dam radę wszystko zrobić sama. Najbardziej jednak męczą mnie czarne scenariusze. Odkąd mam dzieci martwię się, co będzie i jak będzie. Trzeba nad tym popracować;)