5 największych koszmarów dzieciństwa

Z perspektywy czasu patrzymy na dzieciństwo inaczej. Wydaje nam się, że przeszłość to kraina wiecznej szczęśliwości. Bywa, że tęsknimy do beztroski, braku „poważnych” obowiązków, do dziecięcej wolności. Tak, dzieci nie wiedzą, czym jest kredyt hipoteczny, nie płacą rachunków, nie pracują. Nie znaczy to jednak, że dzieciństwo nie niesie za sobą problemów, bynajmniej! One są! Niezbyt poważne z dorosłej perspektywy, jednak dla małego człowieka – ogromne.

Kogo kochasz bardziej: mamę czy tatę?

iStock_000016730236XSmallDziś pytanie to praktycznie wypadło z obiegu, jednak w przeszłości raniło wiele małych serduszek. Zadawane zazwyczaj przez starsze panie (nigdy w złej wierze), wprowadzało zamęt i niepokój.

Pytające zazwyczaj chciały konkretnej odpowiedzi, nie zadowalały się zapewnieniem, że dzieciak kocha tak samo oboje rodziców. Dopytywały i drążyły temat. A dziecko?

Z jednej strony powiedziałoby wszystko, żeby tylko mieć już spokój, z drugiej za nic nie chciało wykazać się nielojalnością wobec mamy lub taty.

Do dziś twierdzę, że to najbardziej kłopotliwe i najbardziej bezmyślne pytanie, jakie można zadać dziecku.

Kożuch

W dawnych czasach, zanim koncerny spożywcze zaczęły wmawiać ludziom, że czekoladowo-cukrowe kulki zalane mlekiem to najzdrowsze śniadanie, jakie możemy podać dziecku, matki gotowały mleczne zupy.

Dania te różniły się w  zależności od regionu, upodobań i rodzinnych tradycji. Wielu z nas do dziś wspomina z obrzydzeniem mleczne specjały, dla mnie jednak nie były one niczym strasznym.Przeciwnie, zjadałam z apetytem zacierki, ryż, kaszę mannę.

Problem stanowił natomiast mleczny kożuch. Jeżeli gorące mleko postało ciut za długo, na powierzchni wytwarzała się tłustawa błonka, która skutecznie tłumiła mój apetyt. Oczywiście Wy w miejsce kożucha możecie wstawić dowolny smakołyk serwowany przez mamy lub babcie. Założę się, że w mleczno-śniadaniowym menu z czasów dzieciństwa  każdy z nas znajdzie swój „koszmar”.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mama mama

    Pamiętam kożuch na mleku -fe ,i kanapki z dżemem chowane do szuflady ,i ciotki śliniące moje poliki,był jeszcze jeden koszmarek – zaśpiewaj cioci piosenkę, ja się pociłam z tremy,

    • HelowaMama HelowaMama

      Mnie kiedyś kazali pocałować ciotkę (ósma woda po kisielu), która miała…wąsy. Nie delikatny wąsik, tylko regularne wąsiska! Taka trauma…;)

  2. monika06 monika06

    „K” „kogo kochasz najbardziej?”-do dzis jak slysze takie slowa nie wytrzymuje tylko wybucham!!!-niestety uraz z dziecinstwa!
    pamietam jak mi nakazywano wrecz rozmawiac przez tel z moim rzekomym wujkiem, ktorego na oczy do dzis nie widzialam, a dodam tylko, iz jego osobowosc nie zacheca nawet doroslych do wymiany kilku zdan;(
    a co do zupek mlecznych-byly one najpyszniejsze, nawet kozuch mi nie przeszkadzal, gdyz nie zdazyl sie zrobic;)

    • HelowaMama HelowaMama

      U mnie kożuch wywoływał (nadal mi to zostało) odruch wymiotny. Na szczęscie straszy brat lubił. Wyławiał paluchem i zjadał. Kiedyś nie straszyli nas tak bardzo bakteriami, więc nie przeszkadzało mi to;)

  3. Sylwia Sylwia

    Popisywanie się dzieckiem. „Powiedz wierszyk”, „zaśpiewaj piosenkę”, „pokaż, jak ładnie umiesz… [cokolwiek]” – pamiętam, że potrafiłam się rozpłakać na takie rozkazy (bo to nie miało wiele wspólnego z prośbami), a kochana rodzinka nie dość, że nie odpuszczała, to jeszcze miała pretensje o ten płacz. Tak trudno zrozumieć, że dziecko to nie nadworny błazen?
    Druga koszmarna sprawa to plucie na chusteczkę i wycieranie tym twarzy dziecka. BRRRRR! Obrzydliwość.
    I jeszcze jedno, chociaż to niezupełnie koszmar, raczej po prostu nieprzemyślane zachowanie dorosłych: seplenienie do trzy-, a nawet pięciolatki – co przyprawiało mojego ojca o zaczątki furii, a mnie utwierdzało w przeświadczeniu, że duża część dorosłych jest po prostu upośledzona (choć nie znałam tego słowa).

  4. ankha74 ankha74

    moja matka chlała na umów dzień w dzień po tym jak zmarł mój tato czego byłam świadkiem, potem matka puszczała się z każdym co widziałam na własne oczy, byłam świadkiem przemocy wobec niej mężczyzn i wobec mnie, Takich widoków jak ja miałam będąc dzieckiem nikomu nie życzę. Nienawidze jej i jestem jedynym jej opiekunem, teraz jest bezradną staruszką która nadal potrafi mnie dopiec że nie występuję w Tańcu z Gwiazdami bo to jest dopiero sukces. Nie mam swojej rodziny siedzę z nią bo jest stara i chora, nie mam własnych dzieci ani męza, za to mam mega niskie poczucie wlasnej wartosci i poczucie winy.To są moje koszmary z dzieciństwa.