Życie z pięciolatkiem – „przetrwalnik” dla rodziców

Męczące, denerwujące, uparte, nadaktywne, wymagające ciągłej uwagi – takie jest dziecko w wieku 5 lat, w oczach swoich rodziców. I nie ma tu raczej większych odstępstw od normy. Może się jedynie zdarzyć, że powyższe cechy występują częściej, bądź rzadziej, w zależności od „egzemplarza”. A tak naprawdę, jest to kolejny naturalny etap życia dziecka, który chcemy, czy nie, musimy wspólnie przejść. Opowiem Wam „na żywo” – jak w ogóle żyć i jak przetrwać ten trudny czas, mając pod dachem pięciolatka?!

Codzienność z dzieckiem

– Mój syn krzyczy/stawia się/buntuje/upiera albo zapiera nogami (jak kto woli), bo nie chce skończyć gry w piłkę w ogrodzie i przyjść na obiad. Wołam go już od pół godziny, i nic! A nie, przepraszam, jest reakcja – usłyszał i odpowiedział ZARAZ i minęło już 30 minut… a na koniec gry się nie zapowiada.

Co robię ja, jako mama? Wpadam w szał oczywiście. Naturalna reakcja, bo najłatwiejsza. Tylko, że trudniej z tym później, jak kładę się spać i analizuję, co zrobiłam źle. Zaciągam syna na siłę do domu, sadzam na krzesło i krzyczę „jedz!”. I pozamiatane.

Dziecko nieszczęśliwe, bo zmuszone na siłę. Ja zła podwójnie, bo miało być inaczej, spokojniej, a teraz nawet obiadu nie jestem w stanie przełknąć, bo żołądek ściśnięty z nerwów. Mąż podobnie, a jeszcze dorzuci od siebie kilka przekleństw i morałów typu: „jakby dostał porządną karę to, by bał się tak robić”, albo porównanie (oczywiście także zaczerpnięte z „cudownego” dzieciństwa) „a Franek jest normalnym chłopcem i słucha rodziców”. Boli, cholernie boli i mnie jako mamę i pewnie jeszcze mocniej dziecko. To jak żyć? Bo tak na dłuższą metę, wykończymy się naszą całą rodziną.

Punkt widzenia zależy od naszego punktu odniesienia

Gdybyś miała sobie zadać pytanie – kiedy najbardziej złościsz się na swoje dziecko? To pewnie znam już Twoje odpowiedzi.

  • Wtedy, kiedy nasz pięciolatek nie słucha naszych „poleceń” czy próśb, kiedy się gdzieś śpieszymy – do przedszkola, do pracy, do lekarza, na spotkanie.
  • Wtedy, kiedy dziecko mówi nam NIE w obecności innych (przechodniów w miejscach publicznych, czy po sąsiedzku, w otoczeniu osób, które nas znają).
    I tu wracając do wyżej opisanej sytuacji. Dziecko krzyczy, szarpie się, gdy chcemy je gdzieś przenieść na siłę. A wszystko to widzą i wyraźnie słyszą sąsiedzi, masz tą świadomość i to jeszcze bardziej potęguje w Tobie spiralę złości i wstydu za zachowanie dziecka. Bo tak jesteśmy nauczeni, że dzieci mają słuchać rodziców, zawsze i wszędzie. Bo jakim prawem dziecko buntuje się, złości, przeklina, czasami uderzy? Przecież to nienormalne, społecznie nieprzyjęte. Tylko inny rodzic, który przechodził takie sytuacje nieraz, nas zrozumie i okaże współczucie.
  • Wtedy, kiedy padamy z nóg ze zmęczenia i jedyną rzeczą, której pragniemy jest cisza i spokój. A tu nasze dziecko wymagające zainteresowania, zajęcia i uwagi. Nie zrozumie tego ten, kto nie jest rodzicem.

Pięciolatek według literatury

Czasami warto zaczerpnąć wiedzy (i głębokich 10 wdechów) u źródła. Zanim jeszcze mój kochany smyk się urodził, znałam z książek, każdy etap jego rozwoju, od fasolki po drugi rok życia. A później? Przyjmowałam to, co przychodziło, ale z coraz większym moim… oporem. Aż dziecko zaczęło chodzić = uciekać, mówić = nie słuchać, robić po swojemu. Na bank, wszystko to po to, aby zrobić rodzicom na złość!

A tymczasem według psychologów – pięciolatek to taka żywa istota, która nie usiedzi w spokoju na miejscu, nie ogarnia jeszcze swoich wszystkich emocji, w tym złości i frustracji! Może potrafi prawie wszystko, jeśli chodzi o higienę, ubieranie się itp., ale nie potrafi czekać ze swoimi potrzebami. Jak chce siusiu, to teraz, jak jest głodne, to też teraz coś koniecznie musi zjeść, czy wypić. I to nie jest jego podstępnie uknuta złośliwość, tylko natura.

5 pomysłów na to, jak „ujarzmić” pięciolatka

Napisałam pomysłów, a nie kroków, czy propozycji, bo w przypadku dziecka wszystko jest możliwe, albo nie. Sami jesteśmy na tym etapie, więc co dzień, szukam nowych pomysłów – co zrobić, żeby było lepiej. Testuję, doświadczam, często odrzucam, szukam dalej i tak czas mija i pięciolatek zbliża się do wieku szkolnego. A wtedy niektóre z problemów dnia dzisiejszego miną i pojawią się nowe (na pocieszenie ;)).

Po pierwsze i po najważniejsze – Spokój i opanowanie

Może nas tylko uratować spokój. I niezależnie od wieku naszego dziecka. Spokój leży po naszej stronie, po stronie dorosłych rodziców. Dla mnie to jedno z trudniejszych zadań do opanowania, gdy emocje biorą górę, gdy ludzie patrzą, gdy mąż obok krzyczy, a dziecko wije się ze złości. Oj, ciężko. Ale bez tego, ani rusz do przodu niestety.

Po drugie – Świecimy przykładem

Znacie pewnie mantrę „dzieci uczą się przez naśladowanie”. Niestety tylko tak. Więc jak sami chodzimy podminowani, a powietrze przecinają wzajemne małżeńskie oskarżenia, to nasza latorośl uczy się, że to norma. I wykrzyczane (tak, my dorośli też dużo za dużo krzyczymy do siebie) słowa dziecko wykorzystuje przeciwko nam, a szczególnie pięciolatek, którego pamięć jest bardzo dobra.

Po trzecie – Szacunek

Wzajemny szacunek, czy rodzic-dziecko, czy mąż-żona. Podstawa każdej relacji. (Mały) Człowiek wysłuchany ze zrozumieniem to (mały) człowiek szczęśliwy.

Po czwarte – Rozmowa, wspólnie spędzony czas i cała paleta emocji

Rozmowa, ale nie w euforii i w złości, to lek na całe zło. Pojedź z dzieckiem na spacer do lasu i spokojnie porozmawiajcie o swoich emocjach, potrzebach, zasadach. Takie połączenie jest sprawdzone i skuteczne przeze mnie, ale niestety na góra 1-2 dni. Często trzeba to powtarzać naszemu małemu jeszcze dziecku.

Po piąte – Wizja końca

Inaczej mówiąc nadzieja, że to tylko przejściowe. Dziecko rośnie, nabywa nowych umiejętności, doskonali te już posiadane. A wszystko to w zdrowych warunkach, w rodzinie i w przedszkolu. Jeszcze trochę…

Najśmieszniejsze i najsmutniejsze zarazem jest to, że wszystkie powyższe „rady” nie dotyczą bezpośrednio naszego upartego pięciolatka, tylko nas dorosłych. Zacznijmy od nas samych zmianę na lepsze i z ciekawością czekajmy na efekty u naszego przedszkolaka. Długo nie będzie trzeba ;).

Marzena – mama to przede wszystkim, ale także kobieta kochająca pisać z sensem i na temat, relaksować się na jodze oraz wędrować po lasach. Copywriter, SEO pozycjoner, korektor, marketingowiec. Współpracowała m.in. przy rozwoju portalu Mamo Pracuj, projektach szkoleniowych oraz wydarzeniach pro kobiecych.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy