Tłumacz płaczu dziecka Why Cry Mini

komentarzy: 20 , aktualizacja: 26.02.2013 16:58:43

Nosząc pod sercem dziecko, każda przyszła mama zastanawia się po wielokroć, jak to będzie. Po narodzinach staramy się stawić czoła wyzwaniom i spełnić oczekiwania i potrzeby naszego Szkraba. Są jednak sytuacje i to bardzo często, kiedy odkrycie przyczyny płaczu dziecka staje się niemożliwe. Wówczas zaczynamy szukać i sprawdzać. Pielucha? Nie. Cycek? Nie. Ciepło? Zimno? Nie, nie. Brzuszek? Zabawa? Zmęczenie? Światło? Nie, nie i jeszcze raz nie. W pewnym momencie bezradnie rozkładamy ręce. Przydałaby się pomoc. Jasne określenie przyczyny płaczu i recepta, jak dziecku pomóc. W takich chwilach za trafną wskazówkę oddałybyśmy wiele.

why cry mini Tłumacz płaczu dziecka Why Cry MiniWiedząc o tym, hiszpański Profesor Politechniki Katalońskiej Pedro Monagas poświęcił 4 lata swojego życia na analizę płaczu dzieci. Efektem jego pracy jest produkt o nazwie WHY CRY. Testy wykazały około 95% skuteczność we wskazywaniu przyczyny płaczu dziecka. Czy to możliwe, aby niewielkie urządzenie mogło tak skutecznie ułatwić nam komunikację z noworodkiem? Gdyby ta statystyka się potwierdziła, byłby to absolutny fenomen i ogromny przełom!

Why Cry po 10 sekundach analizy i dekodowania płaczu dziecka określa jego przyczynę, wskazując na jeden z 5 najczęstszych. I tak powodem mogą być: głód, senność, znudzenie, rozdrażnienie lub stres. W 2002 roku New York Times wybrał WHY CRY jako najlepszy pomysł na produkt roku („Best Idea Product in 2002″).

Pełna nadziei i nastawiona na absolutny sukces, postanowiłam przetestować to urządzenie. Dla lepszego efektu testów poprosiłam szwagierkę, aby także dokonała prób na swoim synku. Urządzenie było używane przez 3 miesiące.

Zalety

  • Niewielkie, estetyczne urządzenie, bez kantów, w przyjaznej dla dziecka kolorystyce
  • Dyskretne działanie, bez drażniących „pików”

Wady

  •  Czas analizy – Niestety nie trwa to 10 sekund, a przynajmniej kilkanaście, zanim WHY CRY wskaże przyczynę płaczu. Dodatkowo jeśli dziecko płacze „przerwanie”, urządzenie nie jest w stanie kontynuować pomiaru i resetuje analizę, wyświetlając wszystko mówiący „error”. Wówczas pomiar należy wykonać od nowa.
  • Skuteczność95% jest zdecydowanie przesadzonym wynikiem. 3% byłoby już nadużyciem. Pierwszego pomiaru dokonałam po obudzeniu się dziecka, po nakarmieniu i przewinięciu. Wtedy też, odkładając córeczkę do łóżeczka, zaczęła płakać. Wytrzymałam kilkunastusekundowy ryk, aby dokonać analizy. WHY CRY wskazało na głód. Założyłam, że urządzenie wskazało poprawnie. Niestety córka nie miała już ochoty na jedzenie. WHY CRY się pomyliło. Nie minęła godzina, jak znów mogłam wykorzystać urządzenie. Ponownie analiza wskazała na głód. Basia znów nic nie zjadła. Za to zrobiła w pieluszkę, więc detektor płaczu powinien raczej wskazać rozdrażnienie lub ewentualnie stres. Z mężem postanowiliśmy poddać WHY CRY podłemu testowi. Najpierw on zaczął płakać rzewnymi łzami. Po kilkunastu sekundach okazało się, że… jest głodny! W mojej próbie postanowiłam nie płakać, a śmiać się do rozpuku. Ja również byłam głodna. Tego dnia WHY CRY testowany był około 20 razy. Za każdym razem urządzenie wskazywało na głód. W kolejnych próbach dopuściliśmy się ekstremalnego wyzwania, płacząc i śmiejąc się we dwoje do mikrofonu. Oczywiście znów okazało się, że jesteśmy głodni. Na wszystkie próby (a było ich mnóstwo, może nawet kilkaset), podczas których tylko kilka razy to my udawaliśmy w testach, za każdym razem analiza wskazywała na głód. W jednym przypadku było to znudzenie. Szwagierka z kolei za każdym razem otrzymywała wskazówkę, że jej synowi się nudzi. WHY CRY analizuje częstotliwość i wysokość płaczu dziecka, więc być może różnica w przyczynach leżała w różnicy płci dzieci, które poddawały urządzenie próbie?
  • Cena: WHY CRY można kupić za 199 zł plus koszty przesyłki. Według mnie jest to zbyt drogo, jak na kompletnie nieskuteczny gadżet.

Reasumując, WHY CRY to gadżet, który może wzbudzać zainteresowanie. Jego PR na stronach internetowych powoduje, że w naszej świadomości staje się wiarygodnym i merytorycznym pomocnikiem młodej i zagubionej mamy. Niestety podczas użytkowania wychodzi na jaw, że poza ładnym wyglądem nie posiada on żadnej wartości, a już z pewnością nie można mówić o wiarygodności.

Pomiar dokonywany jest bardzo długo, zdecydowanie dłużej niż 10sekund. Do tego jeśli dziecko nie rozpłacze się jak syrena alarmowa, a zaledwie szlocha, urządzenie nie dokona pomiaru w ogóle. Nie wyobrażam sobie Matki, która zamiast zainterweniować póki jej dziecko tylko jęczy, będzie czekała aż rozpłacze się na dobre, aby dokonać pomiaru.

Tym bardziej, że na skuteczność analizy też nie ma co liczyć. W moim przypadku nie dałabym temu urządzeniu więcej jak 2 – 3 % skuteczności. Szwagierka potwierdza moją ocenę. Dodatkową komplikacją, o której nie wspomniałam wcześniej jest zmienność odległości pomiaru w zależności od wieku dziecka. Przy noworodku to jest 20 cm, potem ta odległość się sukcesywnie zwiększa. Która mama zawracałaby sobie głowę zapamiętywaniem tabelki odległości lub zerkała do niej przed pomiarem? I skoro ma to takie znaczenie, to wypadałoby również użyć choćby linijki, aby tę odległość uzyskać. Przepraszam za ironię, ale uważam to za absurd.

Producent twierdzi, że rozumiane dziecko jest w dorosłym życiu inteligentniejsze nawet o 25% od rówieśników, którzy rozumiani nie byli, a ich rodzice każdorazowo „poszukiwali” przyczyny płaczu. Co więcej, dokonane obliczenia sugerują, że w przeciągu pierwszego roku od urodzenia nasze dziecko na próby komunikowania się z nami płaczem przeznacza nawet 17% życia. WHY CRY ma na celu pomóc obniżyć te statystyki.

I choć idea stworzenia urządzenia, które może pomóc zrozumieć dziecko i tym samym skrócić jego płacz uważam za absolutnie trafioną, to jednak WHY CRY nie spełnia oczekiwań. Nie jestem nawet zdziwiona wyborem WHY CRY jako najlepszy pomysł na produkt przez New York Times w 2002 roku, bo istotnie jest to świetny pomysł na produkt. I tylko pomysł. Na realizację tego pomysłu przyjdzie nam jeszcze poczekać.

sosrodzice

2.thumbnail Tłumacz płaczu dziecka Why Cry Mini

Mimo że Why Cry Mini, ma na wielu portalach pozytywną opinię, to testy dwóch naszych Autorek pokazały, że nie działa w każdym wypadku. Dlatego mimo pozytywnych kontaktów z dystrybutorem urządzenia, przemiłej obsługi, nie możemy wystawić innej opinii niż ta zaprezentowana powyżej. Być może dzięki temu uda się tak dopracować urządzenie, by podobne opinie do tych powyżej nie musiały się pojawiać. Na tę chwilę nasze testy wypadły jednak negatywnie. Trzymamy kciuki za to, by udało się wynaleźć urządzenie, które rzeczywiście pomoże w każdym wypadku, a przynajmniej w większości sytuacji, rozpoznawać płacz dziecka.

 

Julia

Mam na imię Julia. Jestem mamą dwóch żywiołowych księżniczek - Łucji i Barbary. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy jestem mamą z innej planety. Kocham swoje córki i właśnie dlatego stosuję dyscyplinę, okazuję miłość, ale też niezadowolenie. Uprawiam wariactwa kiedy jest na to pora, a kiedy trzeba odsuwam je na bok żeby zrobić obiad czy wypić kawę. Nie stosuję bezstresowego wychowywania, bo jego efekty widziałam i odczułam w pracy zawodowej (od prawie dekady uczę dzieci w różnym wieku – od przedszkola po liceum i dorosłych, z różnych środowisk). Wychodzę z założenia, że człowiek musi poznać życie żeby wiedzieć z czym będzie się mierzył następnych kilkadziesiąt lat.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Current ye@r *

  1. Magda / 25 lutego 2013, 10:31

    Opiniująca mama jest ” jestem wrogiem gadżetów i gazetowych hitów”. więc trudno by było liczyć, że opinia będzie choć trochę pozytywna. Mam urządzenie, stosuję i uważam że jest bardzo fajne, pewnie jest to tylko urządzenie i nie sprawdza się w 100%, a w sklepie kosztuje 166 zł a nie 199 zł… można by tak wytykać błędy tej recenzji.

    • Julia Julia / 25 lutego 2013, 11:53

      Pani Magdo. Opis mój jest mocno nieaktualny i dziękuję Pani za zwrócenie mi na to uwagi. Moja druga córka mocno zweryfikowała moje poglądy dotyczące nie tylko gadżetów, ale i karmienia mlekiem modyfikowanym. Nadal jednak jestem zdania, że niedopuszczalne jest aby wmawiać przyszłym Mamom w gazetkach, że bez jakiegoś gadżetu nie będą w stanie wychować swojego dziecka na mądrego, zdrowego czy jakiegokolwiek innego człowieka.
      Co do urządzenia, to testowała je również moja szwagierka, która z kolei jest absolutnym fanem wszelkich gadżetów, więc opinia jest oparta na skrajnym podejściu do nowoczesnych rozwiązań. Ona sama brała pod uwagę zakupienie tego urządzenia przed przyjściem na świat jej pierwszego syna, więc była bardzo zadowolona jak zaproponowałam jej testowanie WHY CRY przy okazji narodzin drugiego syna. Obie z początku nastawione byłyśmy pozytywnie, zwłaszcza po przeczytaniu licznych, pozytywnych opinii jakie spotkać można w internecie.
      Ceny wahają się. Owszem można kupić za wspomnianą przez Panią kwotę, ale również i za ponad 220 zł. Cena, którą podałam jest ceną producenta (sklep.why-cry.pl), a w zestawieniu ceną uśrednioną.
      Polecam zapoznać się nie tylko z zaletami i wadami urządzenia, ale również z wstępem i zakończeniem, w którym napisane jest m.in. „Pełna nadziei i nastawiona na absolutny sukces”. Czy takie nastawienie może mieć ortodoksyjny wróg gadżetów?

      • Magda / 25 lutego 2013, 12:12

        Pani Julio i tu Pani napisała bardzo ładnie i rzeczowo. Nie zgadzam się tylko z tym „wmawianiem przyszłym Mamom, że bez jakiegoś gadżetu nie będą w stanie wychować swojego dziecka na mądrego, zdrowego czy jakiegokolwiek innego człowieka.” Ja nigdzie nie przeczytałam, że bez takiego czy innego gadżetu będę miała głupsze dzieci (bo mam ich czworo). To o czym się pisze w prasie dla matek, to że nie wolno pozostawiać dziecka płaczącego, aby się wypłakało i są na to dowody medyczne że takie dzieci się gorzej rozwijają itd. oraz to że dzieci rozumiane są samodzielniejsze, mądrzejsze itd. gadżet jak gadżet ma ułatwić, pomóc i jak to gadżet nie zawsze i nie każdemu się sprawdza.

        • Julia Julia / 25 lutego 2013, 15:40

          A ja wielokrotnie czytałam, że aby moje dziecko wyrosło na zdrowego człowieka koniecznie muszę się zaopatrzyć w to czy tamto. Czytałam gazetki w ciąży i doszłam do wniosku, że robią one zagubionym w tym stosie produktów wodę z mózgu. Wiadomo, że każdy Rodzic chce zapewnić swoim dzieciom wszystko co najlepsze oferuje rynek. A Artykuły z cyklu „dopóki nie kupiłam… moje macierzyństwo/laktacja/wychowywanie itp. było pasmem kłopotów i nerwów…” wywołują presję posiadania coraz to kolejnych i jak wynika z takich artykułów „niezbędnych” gadżetów.
          Naturalnie mnóstwo jest udogodnień dzięki którym wychowywanie dzieci dziś jest znacznie łatwiejsze, ale zasyp jest ogromny i presja posiadania jak najwięcej jest ogromna.

  2. xxx / 25 lutego 2013, 10:40

    Dla mnie naciąganie na pieniądze, zbędny gadżet

  3. mama Kasi / 25 lutego 2013, 10:49

    Recenzja dobrze napisana, odważna i jeśli rzeczywiście tak się sprawdzało urządzenie u dwóch osób, to jakbym kupiła i bym się tego dowiedziała, byłabym mocno zawiedziona…

  4. Magda / 25 lutego 2013, 17:20

    Pani Julio i jak dziecko będzie jadło danunki, które mają 3 łyżki cukru to będą miały zdrowe kości… ale zepsute zęby, no i najlepiej żeby wsuwały margarynę bo tak reklamuje Super Niania, a jeżeli nie będą noszone w chuście to się gorzej będą rozwijały, nie daj Bóg będą w nosidełku to w ogóle będą miały krzywe nogi, no i pamiętajmy, że dziecko ma wybór tak zwany Baby Led Weaning, a jeżeli karmimy ze słoiczka to trujemy dziecko, trochę zdrowego rozsądku pani Julio. Mam czworo dzieci i naprawdę mogę powiedzieć co mi się przydało a co nie, i wiele produtków które dostałam których bym nigdy nie kupiła okazały się hitami jak nadmuchiwana wanienka turystyczna, która genialnie się sprawdza w domu i taki whycry. I tak moje czwarte dziecko jest dosłownie bezproblemowe, może dzięki whycry może dzięki temu że taka jest, ale pierwsze dwoje dzieci to była droga przez mękę, niby genialna chusta stała się jeszcze większym problemem bo nie mogłam odłożyć dziecka nawet na chwilę, gdyby nie moja mama która nosiła za mnie płaczące dzieci to bym się zapłakała. Gdybym nie miała kremu do sutków to bym dzieci odstawiła od piersi bo bym nie zniosłabym bólu zaschniętych brodawek, gdybym nie miała elektrycznego laktatora, który swoją drogą pożyczyłam to chyba ręce by mi odposały, a gdybym nie miała laktatora to bym nigdzie wyjść nie mogła, a tak mogłam dzieci zostawić mamie, mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Ale elektronicznej niani nie mam, bo mam małe mieszkanie, sterylizatora też nie mam, bo gotuję butelki itd. eh tamat woda, najlepiej to zapraszam na bloga :)

    • Julia Julia / 26 lutego 2013, 08:30

      Właśnie o tym pisałam.Trzeba do wszystkiego podchodzić z rozsądkiem, a nie kupować ślepo, bo taka czy inna persona zachwala. Przykład Danonków jest świetny :)
      Ja mam dwójkę dzieci i działam intuicyjnie. Moje obie córki rozwijają się więcej jak prawidłowo. Też nie posiadam sterylizatorów, tylko wyparzam i wygotowuje jak nasze matki i babki. Ostatnio oswoiłam potwora w postaci laktatora, bo za dużo mam temperamentu aby wciąż siedzieć z dziećmi. I mimo iż przy pierwszym dziecku w ogóle nie brałam pod uwagę czegoś takiego jak butelka, to dziś chętnie ściągam pokarm i oddaję butlę mężowi, a sama robię cokolwiek innego, byle NIEmacierzyńskiego ;)
      Widać dziecko po dziecku i ponad 2 lata nieustannej laktacji, to dla mnie granica i chcę już trochę „wolności”. Cieszy mnie też, że mogę oderwać się nieco, nie rezygnując z karmienia własnym mlekiem. To daje mi laktator będący niewątpliwie gadżetem :)

  5. mama Tymka i Kajtka / 25 lutego 2013, 17:41

    Urządzenie było testowane na moim 2 miesięcznym synku i niestety bardzo mnie zawiodło.
    1. Czas pomiaru jest zbyt długi.
    2. W trakcie pomiaru dziecko nie może przerwać płaczu aby urządzenie się nie „zresetowało”.
    3. Niestety skuteczność urządzenia pozostawia wiele do życzenia….mój syn był wiecznie znudzony…dodam, że testy były również robione zaraz po przebudzeniu czyli wtedy kiedy dziecko było ewidentnie głodne…
    Drogie Mamy ! Zanim kupicie ten czy inny gadżet proponuję zrobić dobre rozeznanie w temacie, poczytać opinie innych mam i zastanowić się czy oby na pewno go potrzebujemy…może warto tą kwotę przeznaczyć na coś co naprawdę się przyda dziecku :)

  6. nati / 25 lutego 2013, 21:44

    Zupełnie nie przekonuje mnie to urządzenie…

  7. monika06 / 26 lutego 2013, 12:43

    nogdy nie miałam i zwykle mi się udawało rozpoznac płacz, choć czasami przydałoby sie takie magiczne urzadzenie. przyznam ze jakos mnie to nie ujeło specjalnie choć nie jestem notoryczną przeciwniczką wszzystkich „wspomagaczy” rodzicielskich

  8. marwiol5722 / 27 lutego 2013, 10:50

    nie słyszałam nigdy o tym urządzeniu…
    ale szczerze i bez twojego artykułu bym się na niego nie skusiła;)
    choć teraz utrzymałaś mnie w przekonaniu ze instynkt matki jest najważniejszy…

  9. marząca / 2 marca 2013, 20:19

    Bardzo nie podoba mi sie to urzadzenie. nie dosc, ze uspi czujnosc rodzicow, to jeszcze zawodne. Poszukiwanie nawinych ludzi, którzy chcą iść drogą na skróty. A ta wiadomo prowadzi donikąd.

  10. jolka / 23 marca 2013, 17:35

    w końcu rzetelna opinia…dzięki.

  11. kupa smiechu / 31 marca 2013, 12:03

    I kto to…g… kupia? Jasne, inne portale napiszą, że to świetne rozwiązanie, tak jak producent, dystrybutor i głupi rodzice próbujący zagłuszyć wyzrzuty sumienia. A sam pomysł wydaje się już pomylony!!!

  12. myśląca / 16 kwietnia 2013, 08:13

    Badziewie jakich mało. Marketing genialny, bo młodzi rodzice wierzą, że to dobry produkt. Wiadomo, trochę zapłacono, by wierzyli, że tak było

    • Magda / 16 kwietnia 2013, 08:56

      Aż strach powiedzieć coś innego, generalnie trzeba objechać mimo że się w ręku nie miało i nie używało, żeby społeczność internetowa zakompleksionych mamusiek pogłaskała po głowie, strach powiedzieć coś innego. Zwróćcie uwagę że jest to tylko jedna opinia, a jest to urządzenie, tak samo jak niania elektroniczna nie będzie działać w pewnych pomieszczeniach to nie można mówić że niania to badziew i naciąganie rodziców. Jeden skowronek wiosny nie czyni. Mama Tymka i Kajtka, ja też mam whycrya i u mnie się świetnie sprawdza, prawda czasem te 15 sek wydaje się wiecznością, ale jeżeli działałoby 3 sek to miałabym wątpliwość czy rzeczywiście pokazuje co dziecko płacze. Moja córka gdy się obudzi to nim zje to nim nakarmię starsze dzieci mija mniej więcej godzina, dziecko nie zawsze po przebudzeniu jest od razu głodne i nie budzi się z głodu. Ale zgadzam się że jeżeli kogoś nie stać na gadżety to nie powinien ich kupować, gdyż małe dziecko wymaga naprawdę dużych wydatków.

  13. malina / 23 maja 2013, 16:37

    Porazka, kto to kupuje???

    • Marta / 11 sierpnia 2013, 17:32

      Młoda matko,
      Jeśli Twoje dziecko płacze dzień i nic, a nawet tylko dzień, jeśli nie masz pojęcia dlaczego płacze (ryczy!!!!!!) a chcesz zrozumieć i pomóc swojemu dziecku, to To urządzenie Ci pomoże na 100%. Ne ma nic lepszego!
      13 czerwca urodziłam córkę. Kolki, kolki, kolki…
      To nie wszystko, każdy krzyk córki, to myśl, że na bank ma kolkę. Nie umiałam rozróżnić płaczu i potrzeb Małej. A nóż mówię, kupię, tam zaraz 140 zł. Kupiłam, dzisiaj siedzę sobie w salonie a Mała u siebie. Jak płacze, to wiadomo idę i patrzę na urządzenie, które wskazuje czego Mała chce. Dziewczyny, to działa, ta Pani powyżej dostała popsute urządzenie!!!!!!!!!!!
      Działa na 100%
      pozdrawiam mamy!

  14. Agusia / 14 sierpnia 2013, 15:57

    W końcu ktoś napisał prawdę, kupiłam to g…i nie mogę uwierzyć, że tak się dałam nabrać, a wszędzie online same pieny, jakie to ekstra. szkoda, że wcześniej tego nie przeczytałam

Ankieta

Kiedy Wasze dziecko zrezygnowało z pieluszek w ciągu dnia?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...
Przeczytaj poprzedni wpis:
„Rodzicielstwo bliskości, jak budować więź z dzieckiem” wyniki konkursu

Niewątpliwym atutem tej publikacji jest fakt pozostawienia miejsca dla rodziców, a właściwie danie szansy na to, by mogli oni myśleć...

Zamknij