Pchacz/jeździk Kiddieland

komentarzy: 16

jezdzik 300x230 Pchacz/jeździk KiddielandKiedy moja córka zaczęła stawać przy meblach, nieśmiało odrywać się od nich, zaczęłam zastanawiać się, jaki będzie następny etap (naturalnie dążący do usamodzielnienia w chodzeniu). Ponieważ Łucji brakowało odwagi (a może to normalne u każdego dziecka) w odrywaniu się i ciągłym upadaniu zaczęła wspierać się o pudełko kartonowe po pieluchach. Szurała nim po podłodze, przemieszczając się samodzielnie po mieszkaniu. To zainspirowało mnie do poszukania dla niej wsparcia w postaci profesjonalnego, dziecięcego gadżetu. Dlaczego?

Bo karton był niski i córka pchała go w pozycji pochylonej, a więc serce matki zaczęło martwić się o jej kręgosłup.
Z pomocą przyszedł niezwykle szeroki wachlarz czegoś, co kryje się pod nazwą – pchaczyk. Penetrując rynek, zauważyłam istnienie przedmiotów zwanych jeździkami. Co więcej istnieje ich połączenie . I o coś takiego właśnie mi chodziło!

Zacznę od tego, że najtrudniejsze okazało się znalezienie dziewczęcego pojazdu, który nie będzie różowy. Pojawiały się kolory fioletowe, jednak już na zdjęciach wyglądały tandetnie. Mając w perspektywie dwójkę dzieci bawiących się pojazdem, wiedziałam, że musi to być solidne wykonanie. Kupiłam zabawkę firmy Kiddieland z wzorem Kubusia Puchatka. Zakup okazał się strzałem w dziesiątkę! Łucja już od pół roku codziennie korzysta z jeździka, zarówno w domu jak i w ogrodzie.

Zalety

  • Pojazdy łączące w sobie funkcje pchacza i jeździka są uniwersalnym rozwiązaniem dla dziecka od wieku pierwszych prób samodzielności do mniej więcej 3 roku życia.
  • Dziecko, które jeszcze nie staje, ale stabilnie siedzi może być sadzane i zaczynać od zabaw licznymi przyciskami
  • Siedząc, malec może odpychać się i przemieszczać,
  • Przy pierwszych próbach chodzenia i stania może korzystać z oparcia pojazdu (dwupoziomowość pomoże przy wspinaczce, a hamulec utrudni przeważenie zabawki).
  • Wiele rodzajów atrakcji rozwija w dziecku inne umiejętności (przyciskanie, przekręcanie, obracanie, przesuwanie itp.).
  • Liczne melodyjki są przyjemne dla ucha.
  • Schowek pod siedziskiem umożliwia dziecku odkrywanie innych funkcji zabawki (może chować, zaglądać, transportować, ćwiczy też zdolności manualne poprzez podnoszenie i opuszczanie siedziska).
  • Niewielka skrętność pojazdu uniemożliwia niebezpieczne pokonywanie zakrętów (dziecko, które opanuje działanie zabawki samo będzie decydowało o kierunku jazdy).
  • ORTOPEDZI chwalą jeździki za zbawienny wpływ na panewki biodrowe dziecka (moja sąsiadka dostała nawet zalecenie kupienia takiego autka dla syna, aby dziecko pracowało lepiej biodrami).
  • W trakcie odpychania stópkami dziecko ćwiczy ruch naprzemienny, a więc nie tylko koordynację ruchową i równowagę, ale również połączenia nerwowe między półkulami mózgu.
  • Na późniejszym etapie może wykorzystywać auto do siadania na nim lub stawania, co by dodać sobie tych kilkanaście centymetrów (np. aby sięgnąć po coś zakazanego).
  • Bogaty rynek oferuje pojazdy w setkach wzorów i kolorów, a także kształtów i materiałów. Występują zarówno produkty plastikowe jak i drewniane, w kształcie pojazdów, zwierząt, motorów itp. Ceny zaczynają się od 40 zł, kończą na kilkuset (nasze autko kosztowało 100 zł, a widziałam pojazd nawet za 600 zł).
  • Na kanwie zabawki możemy z dzieckiem ćwiczyć poczucie rytmu, słówka i dźwięki.
  • Wyzwaniem dla „doświadczonego” kierowcy stanie się wyjście z zabawką na dwór…
  • Rodzice w siedzisku mogą dla zajętego malca schować niewielką przekąskę czy kubeczek z piciem.

Wady

  • Użytkowe – nie stwierdzam!
  • Obiektywnie podchodząc do tematu, muszę stwierdzić, że rynek jest dość ubogi, jeśli szukamy pojazdu dla dziewczynki, a nie chcemy, aby zabawka była różowa.
  • Wiele modeli jest wykończonych tandetnie i niechlujnie, dlatego zalecam rozwagę przy wybieraniu. Czasem warto dodać te 20 zł (zwłaszcza jeśli w perspektywie planujemy drugie dziecko, któremu będziemy chcieli przekazać pojazd) i mieć zabawkę, która wytrzyma nie lada obciążenie, jakie zaserwuje jej nasz pomysłowy malec.

Reasumując – jest to rewelacyjna zabawka rozwijająca nasze dziecko, wspierająca jego próby samodzielności, do tego ładna i praktyczna. Z opowiadań wiem, że wiele Mam chodzi do osiedlowych sklepików w towarzystwie dziecka poruszającego się jeździkiem. Jest to chyba najbardziej uniwersalna z zabawek jednocześnie bawiąca i ucząca. Moja córka w swoim „Brrumie” jest wręcz zakochana! Ostatnio nawet zaczęła podnosić siedzisko i siadać na autku jak na nocniku. Chyba zatem muszę jej zabawę zacząć traktować jak sugestię…

Julia

Mam na imię Julia. Jestem mamą dwóch żywiołowych księżniczek - Łucji i Barbary. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy jestem mamą z innej planety. Kocham swoje córki i właśnie dlatego stosuję dyscyplinę, okazuję miłość, ale też niezadowolenie. Uprawiam wariactwa kiedy jest na to pora, a kiedy trzeba odsuwam je na bok żeby zrobić obiad czy wypić kawę. Nie stosuję bezstresowego wychowywania, bo jego efekty widziałam i odczułam w pracy zawodowej (od prawie dekady uczę dzieci w różnym wieku – od przedszkola po liceum i dorosłych, z różnych środowisk). Wychodzę z założenia, że człowiek musi poznać życie żeby wiedzieć z czym będzie się mierzył następnych kilkadziesiąt lat.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Current ye@r *

  1. Joanna / 12 lipca 2012, 17:50

    Cieszę się bardzo, że poznałam kolejną mamę córki, która ma dość ‚różowego koloru dla dziewczynek’ ;-) Skąd to się wzięło? Moja córka na przykład ładniej prezentuje się w niebieskich ubrankach i takowych ma dużo. Zabawek i innych gadżetów też staramy się kupować jak najmniej w kolorze różowym.
    Co do pchaczów. Właśnie kilka dni temu kupiliśmy córce wózek-pchacz. Bardzo stabilny i co najważniejsze również zainteresował nasze dziecko ;-) Samochodzik jaki opisujesz Julio, użytkujemy na wspólnym podwórku razem z kuzynem córki i faktycznie również mogę uznać go za hit :-)

    • Julia Julia / 12 lipca 2012, 18:47

      Fenomen różu o tyle mnie dziwi, że dziecko wygląda w nim jak mała świnka. I wcale nie jest to dla mnie słodkie. To co my kupujemy daleko leży od różu. Niestety prezenty bywają różowe. Na szczęście już wszystkie ciotki nauczyłyśmy, że jak ciągnie je do różu, to niech wybiorą fiolet lub czerwień :) Po woli zaczynają się dostosowywać. Tym jest im łatwiej, że dla starszych dziewczynek gama kolorystyczna jest już szersza :)
      Pani Joanno, cieszę się, że i Pani chwali taki gadżet. Podobno ja również korzystałam w dzieciństwie z czegoś w „tym stylu” – tak przynajmniej opowiada mama. Co prawda nasz gadżet przywieziony został przez ojca z Niemiec (takim burżujem byłam, a co!) i pojazd był drewniany, ale zasada ta sama. Widać HITy to nic innego jak powtórka naszych zabawek, przynajmniej w mojej ocenie i obserwacji. To co najlepsze istnieje od pokoleń…

      • Dorota Dorota / 12 lipca 2012, 18:56

        I ja się podpiszę pod różem: ale tak nie do końca. Mamy i ubranka różowe (raczej taki wyblakły, pastelowy róż) i w innych barwach: żółte, pomarańczowe, niebieskie. Chyba najważniejsze nie przesadzać, bo rzeczywiście dziewczynka ubrana od góry do dołu w różowy zazwyczaj wygląda na przebraną…

        • Joanna / 13 lipca 2012, 14:43

          Zadziwiają mnie niekiedy ludzie spotykani na spacerach. Widząc moja córkę ubraną w niebieską czapeczkę i kurteczkę pytają najczęściej: jak ten ładny chłopiec ma na imię ;-) Taka sugestia ;-) Jeżeli chodzi o ciotki i babcie to raczej zostawiam im drogę wolną co do wyboru koloru ciuszków dla małej. Staram się niczego nie narzucać, choć jak jest ku temu okazja wyrażam swój brak miłości do koloru różowego.
          I jeszcze o coś chciałabym prosić… Julio, bo tak wcześniej też się zwracałam, dziwnie się czuję jak zwracasz się do mnie na ‚Pani’ ;-)
          Joanna;-)

          • Julia Julia / 13 lipca 2012, 15:11

            ok, poprawię się w kwestii „Pani” :)
            Nie mam nic do różu. Jest ładny. Ale czy dziewczynka musi mieć do wyboru – róż albo róż? Mam cudny bodziak, żółty z różowym motylkiem na piersi. Bardzo lubię Łucję w niego ubierać, bo wygląda przesłodko. Do tego nakładam jej różowe skarpetki w żółte kwiatuszki. I wtedy róż wygląda ładnie. Ale co mam powiedzieć jak ciocia (mama 2 synów, babcia 4 wnuków-chłopców) przywozi mi bodziaka, spodenki, sukieneczkę, czapeczkę i skarpetki w różu?? Przecież jak ubiorę ją w taki komplet będzie wyglądać jak mały prosiaczek! ;)
            A co do opinii ludzi, to rzeczywiście tak jest. też spotykam się z pytaniami o imię chłopca, bo córka (jak ja śmiałam?) ubrana była w jeansy i czerwoną bluzeczkę…
            Wesołe jest życie Mam córeczek…

            • Dorota Dorota / 13 lipca 2012, 18:36

              Oj wesołe…;) Teraz gdy Młoda ma już dłuższe włosy i kiteczkę na czubku głowy nie mamy z tym problemu, ale rok temu, jak miała pół roku…to bywało różnie ;) Chociaż i zdarzały się zagadywania starszych osób, kiedy Młoda była w sukience, co tam u chłopczyka, itd. :) Więc czasami język mówi szybciej, zanim pomyśli głowa :D

      • Mary / 11 czerwca 2013, 20:46

        Bardzo nie podoba mi się że Pani obraża dziewczynki ubierane w różowe ubranka. Równie dobrze komuś może się nie podobać dziewczynka ubrana na niebiesko, fioletowo czy czerwono. Jeśli Pani córki nie wyglądają ładnie w różowym to najprawdopodobniej daleko im od „ładności” bo ładnemu we wszystkim ładnie :)

  2. Ewa / 13 lipca 2012, 16:15

    Moja Córcia jest za mała jeszcze na tego hiciora :) ale zastanawiam się ile trzeba wydać na takie cudo, oczywiście nie różowe? :) My lubimy róż, ale nie od góry do dołu :) a ostatnio dominuje u nas lila-fiolet :) jest cudny! A propo kolorów to my ośmieliliśmy się kupić wózek szaro- błękitny dla Naszej Córki i też spotykamy sie z pytaniami o imię synka ;p ludzie litości!!!!

    • Julia Julia / 15 lipca 2012, 11:56

      ja kupiłam autko w granicach 100zł (jeśli dobrze pamiętam to jakieś 95zł). Jednak na aukcjach ceny nowych zaczynają się od trzydziestu kilku złotych, najczęściej w granicach 40. Używane to już odrębna bajka, bo ceny są mega rozstrzelone.

  3. monika06 / 14 lipca 2012, 11:20

    u nas nie wiem dlaczego ale pchacz nie ma powodzenia;)))) być moze zbyt późno sie na niego zdecydowaliśmy bo córcia juz prawie sama chodziła a z pchaczem było zbyt dużo kłopotów jak dla niej i nie mogła sobie pobiegać tylko trzebabylo chodzić a to była przeszkoda a nie pomoc;))))
    więc nasz przypadek jest jak zwykle jeden na 1000 więc u innych smyków napewno się sprawdza i są zachwycone pojazdami;)))

    • Dorota Dorota / 14 lipca 2012, 17:40

      Moniko, my nie mieliśmy pchacza, bo córka bardzo szybko od etapu podpierania przeszła do fazy samodzielnego chodzenia. Myślę, że pchacz, by wydłużył ten proces i odebrał trochę pewności siebie/odwagi, której Oliwka ma czasami aż nadto :) Tak czy inaczej, jak już wiele osób mówiło: każde dziecko jest inne. Ideą rodzicielskich hitów i kitów jest przedstawianie produktów, które w większości wypadków mają szansę się sprawdzić (przynajmniej ja to tak rozumiem). Niestety nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą zadowoleni :)

      • monika06 / 15 lipca 2012, 14:43

        faktycznie każde dziecko jest inne i nie da się nic z tym zrobić…..
        ale dobrze że mamy mogą się tutaj wygadać i opowiedzieć a czasem podpowiedzieć innym….

  4. myszak / 16 lipca 2012, 12:23

    Mimo iż nie czytałam wcześniej tego artykułu akurat przedwczoraj kupiłam córce identyczny model chodzika pchacza, z tym ze w innych kolorach ,Kubusia Puchatka akurat nie było, a szkoda bo córka bardzo go lubi. Ale uważam, że nie kolor jest tutaj najważniejszy.. córce pojazd bardzo się spodobał i liczę, ze okaże się bardzo przydatnym gadżetem gdy córka podejmie próby chodzenia.

  5. anusia12346 / 19 lipca 2012, 09:23

    te chodziki samochodziki są rewelacyjne mój synuś ma podobne dwa i jesteśmy nimi zachwyceni i my i On :) i napewno skorzysta z nim młodszy syn

  6. HelowaMama / 12 czerwca 2013, 09:12

    U nas taki pojazd zupełnie się nie sprawdził. Córka za wszelką cenę chciała SAMA, nie zrażały jej upadki. Dzisiaj ma 20 miesięcy i nie lubi na nim jeździć. Oczywiście nie znaczy to,że zabawka jest złym pomysłem. U nas w ogóle nie sprawdziło się kilka żelaznych propozycji dla dzieci- karuzela z projektorem( droga jak diabli), mata edukacyjna Tiny Love (droga jak diabli). Powodzeniem cieszyły się za to pudełka po produktach spożywczych, plastikowe kubki po jogurtach itd:)

    • sosrodzice sosrodzice / 12 czerwca 2013, 11:25

      Czyli ekonomicznie ;)

Ankieta

Wakacje z dziećmi są?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...
Przeczytaj poprzedni wpis:
Pij wodę, będziesz wielki!

Nie jest tajemnicą, że zawartość wody w organizmie człowieka oscyluje na poziomie 60%. Jej konkretna wartość uzależniona jest od wieku...

Zamknij