„Jestem nauczycielem i chce mi się wyć z powodu…samotności Waszych dzieci” APEL

„Jestem nauczycielem, pracuję z dziećmi w klasach I-III i spędzam z tymi dziećmi kilka godzin dziennie… i wiele razy mam ochotę wyć…Będzie długo, bo temat jest trudny…ale bardzo ważny! Tematem jest SAMOTNOŚĆ. Samotność Waszych dzieci…

Ja rozumiem, że każdemu do życia potrzebne są pieniądze, musimy coś jeść, opłacać rachunki… oczywiście. Rozumiem, że wiele osób zwyczajnie lubi swoją pracę, spełnia się, wykonując dany zawód… wspaniale! Ale jak widzę dziecko, które ma na sobie firmowe ciuchy, najnowszego smartfona i potrafi godzinami opowiadać o nowych grach na konsolę…a nie potrafi płynnie czytać w wieku 9lat. Rodzice ciągle w pracy. Chce mi się wyć.

Gdy rozmawiam z dziećmi o tym, jak spędzali czas wolny w weekend i słyszę, że z całej grupy dwójka mówi o spacerze z rodziną, zabawie z rodzicami a reszta o grach, telewizji, kolegach… chce mi się wyć.

Takich sytuacji jest mnóstwo.

Zbliżają się święta. Proszę, zastanówcie się czy Waszemu dziecku potrzeba jest kolejna gra, nowa konsola, sterowany samochód, klocki za 500zł… czy może jednak warto zwyczajnie spędzić z nim czas… Siąść na dywanie i ułożyć puzzle, wyjść na spacer, pogadać przy gorącej herbacie, o tym, co ciekawego dzieje się w szkole…
Mamy plagę samotnych dzieci. Te dzieci zazwyczaj mają rodziny, uśmiechniętych rodziców, często rodzeństwo i są strasznie samotne….

Sama pracuję, mam małe dziecko. Wróciłam do pracy, gdy miało 10miesięcy, bo musiałam. Moje dziecko też czasami siedzi w przedszkolu do 17,…ale potem siadam z nią na dywanie i spędzam każdą wolną chwilę… W domu bałagan, większość rzeczy robię, gdy córa pójdzie spać… ale uważam, że tak powinno być.

Dzieci potrzebują Was, Waszej miłości i Waszego zainteresowania. Tylko wtedy mogą wyrosnąć na szczęśliwych i dobrych ludzi… Nie pozwólcie, by Wasze dzieci były samotne. Proszę.
Pozdrawiam” źródło

child-on-tablet

Problem uciekania w świat wirtualny jest powszechny. Dotyczy nie tylko dzieci i nastolatków, ale również dorosłych. Coraz głośniej mówi się o uzależnieniu od elektroniki, na zebraniach w przedszkolach organizuje się pogadanki na temat rozsądnego korzystania z tabletów. Zapracowani rodzice mają ograniczone możliwości spędzania czasu z dziećmi. Magda komentuje sprawę następująco:

„Mam takich sąsiadów z bloku obok, o 6.30 wywożą dzieci do przedszkola, mają dwie córki, wracają o 19-20. I kładą dzieci spać. W weekendy babcia przyjeżdża i w sobotę rano zabiera dzieci, przywozi je w niedzielę, też koło 20. Bo rodzice się dodatkowo kształcą. Mają dwa super auta, dzieci ubrane naprawdę śliczne, jakie zabawki, jakie wyposażenie mieszkania, ale po co? Te dzieci praktycznie czasu z rodzicami nie spędzają…”

Martyna z kolei:

„Moja mama jest nauczycielką, więc jestem w temacie. Większość rodziców uważa, że rodzicielstwo zaczyna się na kupowaniu i kończy na obronie dziecka nawet gdy to dziecko zawini, natomiast od wychowywania, uczenia i spędzania czasu są nauczyciele.”

Przyznacie, że to już przykłady dość skrajne. Chyba mimo wszystko rzadko spotykane…?

Zdecydowana większość z nas robi wszystko, by spędzać z dziećmi możliwie dużo czasu. Życie pisze jednak różne scenariusze i zazwyczaj to, co chcielibyśmy dać dzieciom często jest dalekie od tego, co możemy im podarować. Czas jest w dzisiejszym świecie towarem deficytowym.

Zdaje się, że problemem może  NIE być nawet brak chęci rodziców do spędzania czasu z dziećmi, ale brak możliwości, bo już kilkulatkowie są obarczani obowiązkami ponad ich siły. Świat wpycha ich w pewne wąskie ramy, z których trudno się uwolnić.

Robert ma swój apel:

Po kilku godzinach lekcji w szkole dzieci najczęściej spędzają jeszcze dwie godziny na świetlicy lub zajęciach dodatkowych. Później przez kolejne dwie godziny odrabiają pracę domową. Na życie rodzinne i własne zainteresowania brakuje już czasu. Uczcie nasze dzieci w szkole, a my rodzice w domu będziemy nawiązywać relacje rodzinne.”

Co o tym sądzicie? Nowoczesna technologia to samo zło? Rodzice nie spędzają wystarczająco dużo czasu ze swoimi dziećmi? Jest w ogóle sens szukać winnych?

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewela Ewela

    hmmmm mysle ze pani , ktora jest nauczycielka, (ma mnostwo wolnego bo I ferie I wakacje) latwo jest powiedziec, zeby spedzac wiecej czasu z dziecmi
    wiekszosc ludzi pracuje po 8 godzin dziennie, plus do tego dojazd do pracy, czasem wychodzi ok 10 godz. Jasne najlatweij zostac w domu, ale za co oplacic prad, gaz I zrobic zakupy???

    Wiekszosc nauczycieli siedzi sobie po 6 godz w szkole – zwlaszcza klasy I-III
    ja wychodz ez domu o 7.30 wracam o 18.00 – pracuje 8 godz ale musze dojezdzac, wpadam robie obiad- no musze dziecko nakarmic, bo nie ebde z glodnym siedziala na dywanie tak? jest prawie 19.00
    staram sie spedzac z nim jak najwiecej czasu ale jak? pytam sie jak?

    • DW DW

      A ja myślę, że nie masz pojęcia, na czym polega praca nauczyciela. Ile sobie siedzi w szkole, tyle siedzi. Ale po powrocie do domu wcale nie jest tak, że nauczyciel ma już wolne, bo: 1) sprawdziany i kartkówki same się nie napiszą; b) same się też nie sprawdzą; c) dziennik i inne dokumenty same się nie wypełnią; d) apele i przedstawienia same się nie stworzą, a niestety za młodsze roczniki i przedszkolaki wierszyki i piosenki trzeba wybrać; e) opcjonalnie: masa nauczycieli doraba sobie korkami. Do tego dochodzi cenny czas spędzany na obowiązkowych i raczej nic nie wnoszących radach pedagogicznych (ja nauczycelką nie jestem, ale moja mama i dwie znajome nigdy nie wyrażały się o tych radach inaczej niż „głupia rada” czy „strata czasu”). Ferie? Wakacje? Może i dzieci wtedy nie ma, ale zawsze część tego czasu i tak trzeba spędzić w szkole/przedszkolu, bo taki jest wymóg, bo coś trzeba zrobić. Część nauczycieli dodatkowo musi od czasu do czasu obowiązkowo zostawać po godzinach na świetlicy… siedząc własnie z tymi dziećmi, których rodzice wtedy pracują. Albo siedząc w pustej sali, nieważne, że jest pusta – muszą i tyle. Do tego dochodzą obowiązki i godziny spędzone na pracy (często już po powrocie do domu), gdy dostanie się klasę na wychowastwo.

      Aha, no i fajnie by było, jakby taki nauczyciel cały czas się dokształcał, robił kursy, podyplomówki. Angielski, logopedia, rytmika i tak dalej, po co zatrudniać kogoś nowego, skoro już zatrudnionemu można dorobić kolejnego garba? A na uczelnię najlepiej niech jeździ w weekendy, no bo przecież nie w tygodniu, bo wtedy pracuje.

      6 godzin w pracy? Ta, jasne.

      • mama mama

        Ojej jak taka ciężka praca to zmień …
        Mam dosyć ujadania biednych nauczycieli jak to nie jest im ciężko, każdemu jest ciężko, większość ludzi ma trudności i stresy w pracy i tak nie biadolom jak biedni nauczyciele!

        • A. A.

          @ mama

          Wydaje mi sie, ze zdolnosc czytania ze zrozumieniem szwankuje.
          Post DW to nie byla tyrada jaki to nauczyciel jest biedny, tylko zwrocenie uwagi, ze praca nauczyciela trwa dluzej niz 6 godzin dziennie z powodu dodatkowych obowiazkow jakie niesie ze soba wykonywanie zawodu…

          W naszym kraju zapomina sie ze, zawod nauczyciela jest trudny i wymaga kwalifikacji!! Bo nie kazdy ma powolanie i dar do przekazywania wiedzy… A nawet jesli ktos juz go ma, to woli wybrac inny zawod, poniewaz nie ma ochoty wysluchiwac rodzicow, ktorzy wyrazaja sie o nich w lekcewazacy sposob! Nie chce gloryfikowac nauczycieli (sama nim nie jestem, ani nikt w mojej rodzienie nie jest), ale uwazam, ze rodzice powinni torche przyhamowac i zaczac wspierac nauczycieli. Rosnie pokolenie (mowie o rocznikach 1990 w zwyz), ktoremu brakuje dyscypliny i oglady, nie mowiac juz o wiedzy…
          I to nie wina nauczycieli, ze dzieci nie wynosza nic z zajec, tylko rodzicow, ktorzy zbyt dzieciom poblazaja….

          • Renata Renata

            Nauczyciele są mało konsekwentni. Pobłażają wybranym uczniom (bo rodzice udzielają się w szkole i „niewygodnie” zwracać uwagę) a pozostałe dzieci na to patrzą i także próbują czy im ujdzie płazem…… i tak powstaje chaos!!!

    • mama mama

      Zgadzam się pracuję podobnie, trzeba ugotować, zadanie odrobić czasem jakieś dodatkowe zajęcia i człowiek wraca jest 20. Czasu na zabawy nie ma bo trzeba kąpać i położyć dzieci spać aby rano mogły normalnie wstać

      • m-new m-new

        To po co ci dzieci?

        • Mama pracujaca Mama pracujaca

          Bo każdy z Nas chce dla kogoś żyć i z kimś żyć… Nie każdy ma możliwość pracy w domu albo tylko na jedną zmiana. Nie każdy ma babcie. Ciocie pod nosem. Inni pracuja na zmiany. Sama miłością do dzieci nie nakarmia dzieci. Wszyscy obarczają rodzicow ale od zawsze powtarzam że w tym kraju NIE MA polityki prorodzinnej.

        • Mama Mama

          Nikt nie narzeka na dzieci, tylko brak wolnego czasu- w takich czasach żyjemy. Każdy z nas ma inne doświadczenia z nauczycielami. Ja niestety przy drugiej córce nie mogę ich bronić. I nie uogólniajmy, nauczyciel j. polskiego czy matematyki ma więcej godzin spędzonych przy kartkówkach czy sprawdzianach, nauczyciel w-fu już nic nie musi. Ale też nie ukrywajmy, że nieraz się zdarzało, że sprawdziany były i są poprawiane na lekcji, a dzieci siedzą w książkach. Poza tym, etat nauczyciela to 18h nasz 40h tygodniowo. Wielu z nas pracuje po godzinach w domu przy komputerze w ramach pracy, i to nie dlatego, że była zła organizacja pracy, nikt nam tego nie liczy…a tak przy okazji, znam kilku nauczycieli, którzy szkołę widzą dopiero we wrześniu, w wakacje nawet nie myślą o pracy, poza tym ferie, święta, wigilia – to są NASZE dni pracujące, a wakacje, jeżeli mogę sobie na nie pozwolić kończą się po 2 tygodniach. Nigdy nie twierdziłam, że szkoła ma wychowywać, od tego są rodzice, ale pomóc jak najbardziej, tylko, że jeżeli słyszę od mojego dziecka, że Pani ją wyzwała, bo „naskarżyła” mamie co się dzieje w szkole to mnie szlag trafia, bo do kogo ma przyjść, i nie, to nie były pierdoły – uczę moją córkę, że może zawsze do mnie przyjść, co nie oznacza, że będę lecieć do szkoły i robić awantury, po prostu ma do mnie zaufanie. Tyle w temacie. Mama na pełen etat w domu z 40h etatem w pracy z nawet więcej.

  2. Ola Ola

    sluszny apel

  3. Beata Wrzesinska Beata Wrzesinska

    Jestem mama pracująca na trzy zmiany.Moje córki,7 i 8 lat,maja swoje telefony,konsolę,ale znają tez reguły korzystania z tych przedmiotów.Nie sa idealne ale…pomagają mi w obowiązkach domowych,czytamy razem książki,gramy w państwa-miasta….Razem śpiewamy kiedy gotujemy,taneczny używając naczynia.Drodzy rodzice,wszystko mozna zrobic jeśli sie naprawdę chce

  4. Harmony Harmony

    Ja jestem nauczycielem świetlicy i spędzam czas z tymi dziećmi w ogromnym hałasie (bo 70 dzieci w niewielkim pomieszczeniu jest nie do ogarnięcia). Chętnie zamienię się z paniusią pracującą przy biureczku i popijającą gorącą kawkę! Ja często przynoszę śniadanie z powrotem do domu, bo nie mam kiedy zjeść….
    Rodzice zostawiają dzieci w świetlicy „do oporu” mimo, że mogliby odbierać je wcześniej, „załatwiają” sobie zaświadczenia, że pracują i świetlica ich dzieciom SIĘ NALEŻY!
    Dziś kupiłam dzieciakom nagrody za udział w konkursie – celowo gry rodzinne – ciekawe, czy będą miały z kim zagrać…..

    • Rodzc dwóch synów Rodzc dwóch synów

      Skoro nie masz czasu zjeść śniadania, dzieciaki wrzeszczą, a popijanie kawki za biurkiem jest takie fajne to zmień pracę.
      Kto powiedział, że nauczyciel przez całe życie musi być nauczycielem. Biedni nauczyciele przez tyle godzin muszą siedzieć w pustych salach żeby wyrobić godziny, a potem po południu sprawdzać kartkówki. Wystarczy lepiej zorganizować sobie czas w pracy to nie trzeba będzie przynosić pracy do domu. Nie twierdzę że to łatwy zawód, ale skoro się go wybrało to chyba nie po to żeby na niego marudzić.
      Nauczyciel w ciągu roku mniej czasu poświęca na pracę niż przeciętny pracownik w innym zawodzie, czy się to podoba czy nie.

      • jaga jaga

        Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nikt kto nie prowadził choć raz danej lekcji lub nie został sam na sam z klasą nie wie jak wygląda ta profesja. A poza tym tekst autorki miał na celu krytyczne przyjrzenie się nowym technologiom i zastanowienie nad zmianą w postępowaniu z dziećmi (o ile są w każdym przypadku potrzebne).

        • Renata Renata

          Myślę, że pracownicy call center mają cięższą pracę niż nauczyciele!!!!

  5. Renata Renata

    Myślę, że nauczycielami powinny być osoby, które kochają dzieci i uwielbiają swoją pracę. Niestety często zdarza się, że są to osoby z przypadku bo….. krótszy czas pracy, wiele dni wolnych, 2 miesięczne wakacje itd. a więc praca typowa dla kobiety, która chce w prosty sposób pogodzić pracę zawodową z obowiązkami domowymi.

    Dzieci mają tak dużo zadawane do domu, że rodzicom po powrocie z pracy zaczyna brakować czasu na dodatkowe zajęcia z dzieckiem.

    LUDZIE – praca domowa powinna zająć dziecku max 30 minut a mój syn w 4 klasie podstawówki ma zadawane po 50-60 przykładów z matematyki!!!!!!!!!!! PANI NAUCZYCIELKA zamienia proporcje – w szkole rozwiązywane jest 2-3 zadania a do domu zadawne jest 4-5 razy więcej!!!!!!!!!!!!!!!!! ZASTANÓWCIE SIĘ NAJPIERW NAD SOBĄ ZANIM ZACZNIECIE OCENIAĆ RODZICÓW!
    Niszczycie i szufladkujecie dzieci!!! Z pobłażaniem są traktowane dzieci, których mamy codziennie przybiegają do szkoły, żeby „się udzielać” i wtedy WAM TO PASUJE!!!!!!!!!!!!!!!!

  6. Misiabella Misiabella

    Czytam komentarze i aż w głowie mi się przewraca… Wy tak serio? Tyle jadu! Wszyscy na wszystkich! Tu chodzi o dzieci. O te przysłowiowe 5 min, które możemy im poświecić każdego dnia. O chwilę uwagi, nie zwykłe ,,co w szkole?”- tylko prawdziwe ,,co u Ciebie?”.

    Pamiętajmy, że karma wraca… czeka nas starość. I wtedy my będziemy łaknąć ich (dzieci) uwagi. A wtedy może być już za późno…

Zobacz również

Polecane tematy