„Mówią, żeby nie zmuszać do jedzenia. Teraz gotuję 2 wersje obiadów. Mam tego dość”

Zmuszanie do jedzenia jest złe. Gdy dziecko zgłodnieje, samo przyjdzie. Zgadzasz się z tymi stwierdzeniami? Jeśli tak, masz za sobą większość rodziców. Problem w tym, że w teorii wszystko wygląda prosto. W praktyce bywa z tym różnie. Bo czasami dziecko „żywi się powietrzem”. Tak, wiem, irracjonalnie to brzmi. Jednak zdarza się, że maluch je naprawdę mało i robi się głodny w najmniej oczekiwanych momentach. Do tego słabo rośnie i przybiera na wadze…

W idealnym świecie mama czy tata są w stanie przygotować posiłki dla każdego dziecka z osobna wtedy, kiedy każde zgłodnieje. W prawdziwym świecie stanie pół dnia przy garach staje się zbyt uciążliwe lub zwyczajnie nie jest możliwe. Częsty jest też inny scenariusz. Dziecku, któremu zostawia się wybór, zaczyna jeść tylko nieliczne produkty spożywcze, odmawia długiej listy dań, a rodzic staje na głowie, by gotować tak, żeby maluch nie jadł ciągle tego samego i żeby dostarczyć wszystkich cennych składników odżywczych. Pytanie samo ciśnie się na usta – czy rzeczywiście pozostawienie dziecku wyboru jest dobre?

Dlaczego namawianie do jedzenia nie jest dobre

Zjedz, chociaż troszeczkę.

Mama stała pół dnia, żeby przygotować taki super obiad.

No zjedz, to od babci kura…Specjalnie wiozła od Ciebie.

Będzie mi przykro, jeśli nie zjesz.

Wiatr Cię porwie

Za mamusię…Za tatusia nie zjesz?

Nie urośniesz..

Nie będziesz mieć sił…No nie rób mi tego.

No jeszcze trochę. Nie zostawia się nic na talerzu.

Namawianie, a wręcz przymuszanie do jedzenia nie jest dobre. To nic innego jak szantaż emocjonalny, który z gruntu jest zły i niekorzystnie wpływa na łaknienie, może sprzyjać otyłości. Dziecko powinno mieć możliwość niejedzenia lub niezjedzenia wszystkiego. Po prostu, bo ma do tego prawo.

Jak jednak często wygląda to w praktyce?

Ma 12 lat i nigdy nie jadł mięsa, pomidora…

Mój syn ma 12 lat i nigdy nie zjadł pomidora, ogórka, jakiegokolwiek mięsa, sosów. Praktycznie niczego oprócz ryb. Wybranych warzyw na parze i wszelkiego rodzaju serów. Tak się kończy autonomia kilkulatka. Za kilka miesięcy pojawi się Zosia i już wiem że nie będzie nie chcę, nie jestem głodna albo już nie mogę, bo później  każda próba czegoś nowego kończy się krztuszeniem albo wymiotami. Mam dosyć robienia 2 obiadów od 10 lat.” Natalia

Dajemy dzieciom coraz więcej wolności wyboru i mamy coraz bardziej wypaczone pokolenie” Anna

Jak to się dzieje, że jedne dziecko, któremu pozostawiono wybór, doceni tę możliwość, a drugie pozostawione z nim, zagubi się.

Być może problemem nie jest sam wybór, ale zbyt duży wybór? Lub sposób, w jaki ten wybór dajemy?

Może zamiast pytać każdego dnia, czy malec chce kanapki z serem czy pastą jajeczną przygotowywać mu po kawałku chleba obłożonego w różny sposób? Tak, by dziecko mogło posmakować wszystkiego, jednak z opcją najedzenia się, sięgając po różne kanapki a nie wszystkie takie same?

Może sukces w tym wypadku determinuje zasada złotego środka?

A może problemem jest nastawienie opiekuna? Zbyt wiele emocji po jego stronie? Wtedy posiłki stają się kartą przetargową. Dzieci czujące presje, nie chcą jeść. Kojarzą posiłek z negatywnymi emocjami. Lub bardzo szybko rozpoznają, na czym rodzicowi najbardziej zależy i nieświadomie zachowują się w taki sposób, jakiego rodzic najbardziej się obawia?

Gdy pytam, co zje,wymyśla, dlatego nie pytam

„Kiedyś pytałam, co chce na śniadanie, co na kolacje i był problem. Ciągłe narzekanie. Teraz nie pytam. Stawiam talerz przed dzieckiem, życzę smacznego i nie komentuje. Nie omijam nielubianych dań. Kiedyś przygotowywałam tylko to, co wiedziałam, że będzie zjedzone. Małymi krokami czynimy postępy. Kluczem jest jednak żelazna konsekwencja” Monika

Niektóre dzieci potrzebują nawet kilkunastu prób, by przekonać się do jakiegoś dania. Oczywiście nie zawsze nastąpi przełom. Przecież również i Ty nie lubisz pewnych potraw. Prawda jest jednak taka, że wielokrotne proponowanie jakiś dań w wielu sytuacjach pozwala się do nich przekonać. Ważne, by czynić to ze spokojem, unikając zbyt silnych emocji.

Nie jesz. Zjesz później

Kolejny problem to czas posiłku. Zdarza się, że dziecko nie jest głodne, gdy rodzina je obiad i domaga się obiadu na przykład po godzinie lub dwóch po posiłku. Czy dobrym pomysłem jest podgrzewanie dziecku jedzenia, gdy zgłodnieje?

Teoretycznie wydaje się to logiczne…bo każdy ma prawo jeść wtedy, gdy jest głodny.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy mamy w domu kilkoro dzieci. Wtedy odgrzewanie posiłku każdemu z osobna może być niezwykle uciążliwym obowiązkiem.

Być może zatem warto przyjąć inną zasadę?

Nie jesz obiadu. W porządku, ale kolacja jest za cztery godziny. Innymi słowy – czekasz na kolejny posiłek. Gdy dziecko raz zmierzy się z głodem, najpewniej drugi raz zastanowi się, czy warto grymasić w trakcie posiłku. Jednak czy to jest idealne rozwiązanie?

Na pewno nie, bo takich nie ma.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.